Lepiej zapobiegać niż leczyć

Chorowanie to niepotrzebny wydatek

Jesień podobno nadchodzi coraz większymi krokami – nawet po słonecznym dniu noce są odczuwalnie chłodniejsze, coraz częściej pada deszcz… Niestety. Lato chyli się ku końcowi. Niektórzy mówią, że to początek „sezonu chorobowego”, bo pogoda bywa podstępna – w ciągu dnia temperatura ulega znacznym wahaniom. Kto jednak ma czas na chorowanie? Zgodnie z ludową mądrością, że lepiej zapobiegać, niż leczyć, sugeruję zawczasu wzmocnić swoją odporność, żeby później niepotrzebnie nie wydawać pieniędzy na drogie leczenie. Tym bardziej, że naturalne sposoby na poprawę stanu zdrowia są tanie i naprawdę nie wymagają wprowadzania w nasze życie rewolucji. W dobie wszędobylskiej chemii wydawanej na receptę zapomnieliśmy, że mamy silnego sprzymierzeńca w walce o zdrowie – przyrodę.

Zanim jednak przejdziemy do domowych sposobów na wzmocnienie organizmu, musimy uświadomić sobie jedną rzecz. Żadnym domowym sposobem nie wykurujemy się, jeśli choróbsko dopadło nas na dobre i położyło na łopatki. Wtedy nie ma co oszczędzać („a, przeleżę dzień w łóżku i wygrzeję się”, „samo przejdzie”) i czekać, aż grypa odpuści. Gwarantuję – nie odpuści, a nawet jeśli czuć się będziemy lepiej, to niewykluczone, że bakcyl nas przewierca w sposób utajony i serwujemy sobie w ten sposób powikłania za X miesięcy. Pamiętaj, zdrowie jest bezcenne.

Jak natomiast do załamania odporności nie dopuścić?

  • Zdrowo się odżywiaj. Jedz urozmaicone posiłki, dostarczaj organizmowi wszystkie niezbędne mu makro- i mikroelementy. Pomoże Ci w tym piramida zdrowego żywienia. Nawadniaj organizm – pij 1,5-2 litry wody dziennie. I pamiętaj – kawy nie licz do puli zaaplikowanych płynów, ma ona bowiem działanie moczopędne, odwadniające. Tak samo zbyt mocna, czarna herbata.
  • W powiązaniu z powyższym – NIGDY nie stosuj na własną rękę restrykcyjnych diet odchudzających, szczególnie tych, które wzbudzają spore kontrowersje i na które panuje medialna moda (np. sławetna dieta Dukana). Zawsze konsultuj wprowadzenie diety z lekarzem, który ułoży dietę konkretnie pod Ciebie, pod Twój stan zdrowia! Potrzeby żywieniowe intensywnie uprawiającej sport dwudziestolatki-singielki są inne niż czterdziestoletniej pracownicy biura z  trójką dzieci na głowie, absurdem więc jest stosowanie w obu ich przypadkach takiej samej diety odchudzającej.
  • Nie zażywaj żadnych leków bez potrzeby, na zapas, bez konsultacji z lekarzem. Szczególnie nie przesadzaj ze stosowaniem leków przeciwbólowych wydawanych bez recepty. Wbrew pozorom, nie są one tak obojętne dla zdrowia, jak przekonują producenci w reklamach tych środków. Po co szprycować się chemią? Jeśli Twój ból głowy nie jest migrenowy, wyjdź na świeże powietrze, przespaceruj się – często taki drobny zabieg pomaga. Ewentualnie połóż się na chwilę, posłuchaj relaksującej muzyki, zafunduj sobie odprężającą kąpiel z ulubionym zapachem, zastosuj kilka ćwiczeń oddechowych znanych z jogi, pójdź do masażysty… Ból głowy często jest wynikiem stresu, napięcia mięśni karku i niedotlenienia, nagłego spadku lub skoku ciśnienia – jeśli tak jest w Twoim przypadku, sama możesz wpłynąć na eliminację bólu.
  • Ruszaj się! Aktywność fizyczna powoduje wytwarzanie endorfin, hormonów szczęścia. Jest to też jeden ze sposobów na pozbycie się wyżej wspomnianego bólu głowy 😉 dzięki aktywności fizycznej efektywniej kontrolujesz masę ciała – bardziej niż poprzez katowanie się restrykcyjnymi dietami. Wystarczy 30 minut ruchu dziennie (spacer, jazda na rowerze, ćwiczenia rozciągające), by poczuć się lepiej. Poprawisz dzięki temu stan kości (czyli zapobiegasz osteoporozie) i sprawności stawów. Poprawisz również funkcjonowanie układu krwionośnego i wydolność oddechową. Jeśli twierdzisz, że nie masz czasu lub jesteś już „za stara na takie cyrki” – poczytaj o matce znanego aktora Vincenta Vaughna, pani Shea Vaughn. Sama widzisz – nie ma wymówek 🙂
  • Wysypiaj się. Gdy śpisz, organizm się regeneruje. Każdy ma swój zegar biologiczny – niektórym starczy sześć godzin snu, innym potrzeba ich  osiem. Jest to kwestią indywidualną. Ważne, by nie zarywać nocy i kłaść się w miarę o tej samej porze.
  • Ubieraj się adekwatnie do pogody – nie przegrzewaj latem (kąpiele słoneczne dozuj rozsądnie) i nie wyziębiaj zimą: zakładaj szalik i czapkę, gdy wieje chłodny wiatr, nie odsłaniaj „nerek”, nosząc przykrótkie sweterki i kurtki itp. Gdy przemokniesz na deszczu, staraj się szybko przebrać w suche ubrania – pomoże Ci w tym także ubieranie się „na cebulkę”, kilkuwarstwowe.
  • Zadbaj o higienę psychiczną. Co prawda mawia się, że w zdrowym ciele zdrowy duch – ale działa to też w drugą stronę. Jeśli ciągle zamartwiasz się na zapas, chodzisz przygnębiona, zestresowana, przynosisz pracę do domu i jesteś zła, że nie masz czasu dla siebie – poziom kortyzolu we krwi skacze do góry i od razu kondycja organizmu leci na łeb, na szyję. Nagradzaj się nawet za drobne sukcesy (pójdź do kina czy na spotkanie z przyjaciółmi), bądź dla siebie wyrozumiała, jeśli coś Ci nie wyjdzie – nikt nie jest doskonały. Porażki przyjmuj nie jako osobistą klęskę, tylko jako lekcję na przyszłość – pomyśl, że jesteś mądrzejsza dzięki nim i bogatsza w kolejne doświadczenia, silniejsza. Znajdź w ciągu dnia czas tylko dla siebie – na swoje hobby, lekturę ciekawej książki.
  • Zamiast po suplementy diety i wzmacniające pastylki, sięgaj po babcine sposoby i naturalne leki. Cytryna, czosnek, cebula, miód – to zaledwie początek listy Twoich naturalnych sprzymierzeńców w walce z drobnoustrojami. Jeśli chcecie, w jednej z kolejnych notek przygotuję receptury naturalnych, np. wzmacniających syropów do przygotowania w domu na bazie tych składników 🙂

Na zakończenie chciałabym poruszyć jeszcze jedną ważną kwestię. My tu sobie gadu gadu o przeziębieniach, a przecież o wiele większe niebezpieczeństwa czyhają na nasze zdrowie, np. nowotwory. Naparem babcinej roboty niestety ich nie wyleczymy. W tym przypadku niezastąpiona okazuje się profilaktyka w postaci badań kontrolnych.

Traktuj regularne badania nie jak przykry obowiązek i zbędny wydatek, ale jako inwestycję w swoje ciało i przysługę wyświadczaną Twojemu organizmowi za to, że przez 365 dni w roku „trzyma się”. Popatrz na to z tej strony: ze swoim samochodem rokrocznie jeździsz na generalny przegląd, prawda? Więc czemu non-stop eksploatowany organizm miałabyś traktować gorzej? W zależności od wieku częstotliwość i rodzaj badań się zmieniają. Zasadniczo jednak wskazane jest, aby:

  • Raz w roku wykonać badanie ginekologiczne, poddać się cytologii (po skończeniu 30-go roku życia, wcześniej starczy raz na 2-3 lata), przejść badanie mammograficzne (dla pań po 50 roku życia), odwiedzić dentystę, pójść na USG piersi, przeprowadzić pomiar ciśnienia tętniczego, wykonać ogólne badanie krwi (morfologię) oraz moczu. Jeśli na ciele masz dużo znamion i pieprzyków to niezależnie od wieku, jesienią, odwiedź dermatologa.
  • Raz na 5 lat udaj się na kontrolę okulistyczną, zrób RTG klatki piersiowej, pomiar zawartości cholesterolu we krwi (czyli tzw. lipidogram), mammografię (jeśli jesteś w przedziale wiekowym między 35 a 50 rokiem życia), kolonoskopię (dla osób, które skończyły 50 lat).
  • BEZWZGLĘDNIE co miesiąc przeprowadzaj samobadanie piersi, zazwyczaj w 6-7 dniu cyklu. Dzięki temu wcześnie jesteś w stanie wykryć niepokojące zgrubienia i na czas udać się do specjalisty, by uniknąć tragedii. Jeśli nie wiesz, jak się do tego zabrać – skonsultuj się ze swoim ginekologiem. Poszukaj też instruktażu w internecie – znajdziesz zarówno ilustrowane opisy, jak i nagrania video.

Liczę na to, że wpis ten okaże się dla Was pomocny 🙂 chociaż traktuje on o finansach z nieco odmiennej perspektywy. Jak wspomniałam – zdrowie jest bezcenne i nie ma co na nim bezmyślnie oszczędzać i ignorować niepokojące sygnały wysyłane nam przez organizm w nadziei, że samo przejdzie.

Jedno przemyślenie nt. „Chorowanie to niepotrzebny wydatek

Dodaj komentarz