Manager - odpowiedzialne stanowsiko

Cienie i blaski bycia kierownikiem

Dotarło do mnie, że w lutym miną dwa lata, odkąd dowiedziałam się, że pozytywnie przeszłam rozmowę kwalifikacyjną i czeka mnie awans. Od czerwca 2013 kieruję pracą zespołu, który w chwili obecnej tworzy ośmiu zdolnych, ciekawych świata i wciąż chcących się rozwijać profesjonalistów. Pamiętam te obawy, które zaprzątały moje myśli, gdy podchodziłam do konkursu. Czy robię dobrze? Czy w ogóle odnajdę się na stanowisku menedżerskim? Może jednak powinnam pozostać przy dotychczasowej ścieżce rozwoju na stanowisku eksperckim, technicznym? Z dzisiejszej perspektywy widzę, że wiele moich obaw było przesadzonych. Wcale nie jest tak strasznie – co nie znaczy, że zawsze jest różowo. Jeśli teraz to Ty stoisz przed podobnym dylematem, koniecznie przeczytaj mój wpis. Opowiem Ci o plusach i minusach piastowania funkcji kierowniczych.

Największe moje obawy dotyczyły tego, jak odbiorą mnie w nowej roli pozostali członkowie zespołu. Część z nich to w końcu ludzie, z którymi dotychczas zajmowałam ten sam poziom w hierarchii. Zastanawiałam się, jak będę się z nimi dogadywać, czy w ogóle zaakceptują fakt, że wspięłam się szczebel wyżej, czy dadzą mi to w jakikolwiek sposób odczuć. Nie każdy ma aspiracje do objęcia funkcji menedżerskich, prawda, ale wiedziałam, że oprócz mnie swoją kandydaturę zgłosili również inni. Do tego doszła standardowa rekrutacja zewnętrzna.

Udało się, przejęłam stery – no i pojawiło się pytanie, co dalej? Czy relacje z pozostałymi pracownikami ulegną pogorszeniu? Czy znajdę w nich wsparcie, czy wręcz przeciwnie, będą czekać na najmniejsze moje potknięcie?

Niepewność – to jest pierwsze uczucie, które towarzyszyło mi po awansie. Zdałam sobie sprawę, że to, jak dalej potoczą się moje losy na nowym stanowisku, w dużej mierze zależy od tego, jakie relacje udało mi się zbudować dotychczas ze współpracownikami. Dobrze dla mnie, że były one przyjazne, na stopie partnerskiej. Inni widzieli we mnie oparcie i wiedzieli, że w razie problemów zawsze mogą prosić o pomoc, poradę. Okazało się, że gdy wskoczyłam „oczko wyżej”, moja postawa względem kolegów i koleżanek z pracy zaprocentowała. Ludzie ucieszyli się z wybrania mnie na ich zwierzchnika.

Już niebawem przekonałam się, że specyfika pracy na stanowisku kierowniczym jest diametralnie różna od tego, co znałam dotychczas.

Jako kierownik musisz się wykazać inicjatywą, mieć pomysł na to, jak funkcjonować powinien Twój zespół. Jak to się mawia – powinna cechować Cię proaktywność (ostatnio doszłam do wniosku, że jest to ulubione słowo top managementu 😉 ). Praca „szeregowca” nieraz sprowadza się do wykonywania poleceń i pomysłów płynących z góry. Jednym z tych źródeł jesteś właśnie Ty. Nie możesz bezczynnie czekać, aż ktoś wyznaczy Ci zadanie do zrobienia. Owszem, to też ma miejsce (w końcu wyższe kierownictwo też deleguje różne zadania), ale przeważnie musisz samodzielnie wyznaczyć sobie cele. I to cele nie tylko dla siebie, ale także dla każdej osoby, która w strukturze znajduje się pod Tobą.

Ścieżka kariery
Źródło: geralt / Pixabay.com

Odpowiadasz za rozwój całego zespołu. Musisz więc posiadać zdolności analitycznego, logicznego myślenia. Mieć w sobie na tyle empatii i dociekliwości, by pomóc odnaleźć pracownikom ich potencjał, nakierować ich na odpowiednią ścieżkę rozwoju, zaplanować system szkoleń i treningów, jakie powinni odbyć. Jeśli nie lubisz wspierać innych, męczy Ciebie często mozolne wałkowanie różnych kwestii, powtarzanie próśb – daruj sobie. Będziesz nie tylko znudzonym kierownikiem, ale i zespół szybko odczuje, że traktujesz prowadzenie ich jak ciężar i przykry obowiązek.

Czasami jest to zadanie diabelnie trudne. Możesz trafić na osobę zdecydowaną, pewną swych kompetencji i wiedzącą, co chce osiągnąć. Ale możesz też napotkać osobę niepewną siebie, wątpiącą w swoje umiejętności, w to, co bardziej ją interesuje i w czym chce się doskonalić. W tej sytuacji musisz wykazać się często cierpliwością, bo czekać Cię może istna praca u podstaw. Być kierownikiem w tym wypadku oznacza być prawdziwym coachem, który dopinguje i koryguje błędy, podpowiada, chwali postępy.

Jak dla mnie, to jest to bardzo fajna część mojej pracy. Lubię patrzeć, jak ludzie stają się coraz lepsi w tym, co robią – i że sprawia im to prawdziwą satysfakcję.

Później przychodzi taki moment, że trzeba podwładnych rozliczyć z wyznaczonych im celów: ten moment to okresowa ocena pracowników. Jeśli wszystko poszło zgodnie z planem, to rozmowy ewaluacyjne są samą przyjemnością. A Ty, jako kierownik, puchniesz z dumy. Gorzej, jeśli widzisz, że pomimo Twoich wysiłków, pracownik zrobił nieznaczne postępy lub nie zrobił ich wcale. Pomimo tego, że poświęciło się mu wiele uwagi, czasu – coś nie wyszło. Albo jest to zamierzone działanie na zasadzie: nie przyjmuję informacji zwrotnej, nie mam zamiaru się zmienić, to inni są w błędzie, albo pracownik stara się, ale jednak robi coś źle, bo po prostu czegoś nie jest w stanie się nauczyć. Obie sytuacje nie są łatwe, a rozmowy o działaniach naprawczych zdecydowanie nie poprawiają humoru żadnej ze stron.

Najgorszy możliwy scenariusz – pomimo wielokrotnego dawania szansy, efekt wciąż jest marny. Frustracja narasta również w zespole. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak pożegnać się z takim pracownikiem. Na szczęście osobiście nie byłam jeszcze zmuszona do podjęcia względem kogokolwiek tak radykalnych kroków. Wyobrażam sobie, jak podkopałoby to moje samopoczucie. Nawet, jeśli nie jest się winnym zwolnienia pracownika, pozostaje pewien niedosyt i pytanie – a może dałoby się zrobić w tej materii coś więcej?

Stres to nieodłączny składnik pracy menedżera, czy to wyższego, czy niższego szczebla. Towarzyszy mu na każdym kroku. Wtedy, gdy widzi, że nowy projekt startuje za dwa tygodnie, a nadal nie udało się nikogo do niego zatrudnić, pomimo odbycia X rozmów z kandydatami. Są ramy, co taki kandydat powinien sobą reprezentować – no i nie przeskoczysz tego. Denerwujesz się także, jeśli negocjacje z klientem nie idą po Twojej myśli. I chociaż bardzo chcesz pójść mu na rękę, ale niestety, są różnego rodzaju ograniczenia (systemowe, proceduralne), to znów – nie przeskoczysz tego.

Deadline
Źródło: geralt / Pixabay.com

Największy stres jest chyba wtedy, gdy coś z robotą idzie jak po grudzie, a uchowaj, gdy coś w jakimś ważnym projekcie się sypie tuż przed terminem oddania. Ot, dajmy na to, padły serwery i nic nie można zrobić. Albo pracownik, który niedawno został zatrudniony, przypadkowo niszczy ważną część projektu. Można sobie co najwyżej rwać włosy z głowy. Ty wtedy jesteś tarczą całego zespołu. Takie sytuacje są sprawdzianem tego, czy solidaryzujesz się z zespołem a on z Tobą. Pierwsze gromy spadają na Ciebie, bo coś nie zostało należycie dopilnowane. Ważne, by wyjść z takich sytuacji z twarzą i nie zrobić sobie wrogów po żadnej ze stron. Jeśli pracownik jest nowy, po prostu musisz go bronić – koniec. Przynajmniej dla mnie nie podlega to żadnej dyskusji (chyba że było to działanie naumyślne, ale ile jest takich przypadków?). Uczy się, ma prawo się mylić.

Najgorsze, co można w takiej sytuacji zrobić, to wyładować na nim całą swoją złość i rozgoryczenie. Jeśli nie da się mu szansy i już na starcie przypnie mu łatkę fajtłapy, czarnej owcy w zespole – a co gorsza, inni też nie będą szczędzić mu kpin – to on nigdy nie zintegruje się z grupą i jest niemal pewne, że szybko zacznie się rozglądać za nową pracą. A duża rotacja w zespole to chyba jedna z poważniejszych antyrekomendacji, które mogą spotkać kierownika.

Będąc głową zespołu, emocje trzymaj na wodzy. Czasem śmieję się, że trzeba być „cyborgiem” – nie okazywać podenerwowania, paniki, czy też tego, że ktoś Ciebie zawiódł. Podnoszenie głosu, a w skrajnych przypadkach wyzwiska pod adresem podwładnych nie świadczą o tym, że masz władzę, tylko o tym, że jesteś żałosnym, słabym człowiekiem. Tu nawet nie ma o czym dyskutować.

Kiedy w pracy robi się gorąco, musisz być tym, który podtrzyma ducha zespołu. Musisz zagrzewać pracowników do tego, by dali z siebie wszystko i chwalić za najmniejszy sukces. To na Tobie spoczywa trud utrzymania wśród nich motywacji do pracy – nawet, jeśli samemu jest się zdemotywowanym. Przekonasz się, jak wielką jest to sztuką, gdy wiesz, że np. w tym roku z uwagi na cięcia w budżecie nie ma mowy o premiach czy podwyżkach dla kogokolwiek. Teraz wymyśl jakiś inny sposób na to, by nakłonić ludzi do pozostania w firmie. Jeśli dobrze znasz ich potrzeby i priorytety, potrafisz negocjować, a ludzie Tobie ufają, masz szansę, że Ci się to uda.

Czasem bywa tak, że w grupie są osoby, które po prostu siebie nie lubią. Różne charaktery, poglądy. Nikt nie musi być na siłę niczyim przyjacielem, ale jeśli wzajemna niechęć wpływa ogółem na pracę i dochodzi do otwartych kłótni, trzeba interweniować. Rozwiązywanie konfliktów może być ciekawym wyzwaniem – pokazuje, czy i jak radzisz sobie w roli mediatora oraz czy potrafisz obiektywnie ocenić sytuację i wysłuchać każdą ze stron. Jeśli pozwolisz sobie na zbyt daleko posunięty subiektywizm, ludzie szybko zaczną postrzegać Ciebie jako osobę niesprawiedliwą, która kieruje się własnym interesem i sympatiami. Taka opinia może być zabójcza dla pozycji i ew. dalszej kariery kierownika.

Niektórzy myślą, że awans oznacza z automatu olbrzymi skok zarobków. Cóż, nie do końca to tak wygląda. Wszystko zależy od specyfiki branży, tego, jakiego szczebla jesteś kierownikiem. Ci, którzy dołączają do grupy „niziołków i średniaków” wcale nie zaczynają zarabiać kokosów. Prawda, ich widełki płacowe po awansie się zmieniają. Ale nadal nie są to kwoty, dzięki którym w rok czy dwa uzbierasz na nowy samochód i mieszkanie. Jeśli oczekujesz diametralnej zmiany w zarobkach, poszukaj innej firmy – tak to niestety przeważnie działa.

Reasumując:

  • jako kierownik ponosisz większą odpowiedzialność, ponieważ odpowiadasz nie tylko za własną pracę, ale i za wyniki ludzi, którzy Tobie podlegają. To może być bardzo stresujące, ponieważ w kryzysowych sytuacjach obrywasz w pierwszej kolejności. Spychologia tu nie zadziała, bo zbyt wiele stracisz w oczach członków zespołu. Tak samo działa to w drugą stronę – przypisywanie sobie sukcesu zespołu jako wyłącznie Twojej zasługi nigdy nie będzie Ci wybaczone. Strategia „one man show”, wypromowania siebie kosztem pracowników, sprawdza się na krótko.
  • musisz być elastyczny, by sprostać nagłym zmianom. Dla przykładu, kluczowy dla projektu grafik się rozchoruje i lipa, nie ma kto dokończyć szablonu strony, a terminy gonią. Gdy podobne, nieoczekiwane zdarzenia nałożą się na siebie w czasie, to żonglowanie zasobami ludzkimi bywa prawdziwą magią. Po prostu, trzeba mieć chęć i siłę ogarnąć ten cyrk, by później nie świecić oczami przy zdawaniu projektu 😉
  • bycie empatycznym i dociekliwym to nie fanaberia, tylko wymóg. Jesteś na takim a nie innym stanowisku po to, by wspierać podwładnych. Bez zrozumienia tej prostej prawdy nigdy nie będziesz dla ludzi prawdziwym liderem i autorytetem, a li tylko kierownikiem na grafice przedstawiającej strukturę organizacyjną.
  • awans nie zawsze idzie w parze z oszałamiającym skokiem zarobków. Sporo zależy od tego, co wynegocjujesz, jakie postawy i umiejętności reprezentowałeś sobą dotychczas – ale jeśli budżet firmy jest napięty, to wiele nie wskórasz. Powalczyć zawsze w każdym razie warto. Jeśli jednak jedyną Twoją motywacją do piastowania roli kierownika jest kasa, a wcale nie lubisz pracować zespołowo i zbytnio się przemęczać – odpuść. Rozczarujesz się i Ty i ludzie, z którymi dane Ci będzie pracować.
  • często samemu wyznacza się sobie cele i priorytety do ogarnięcia. W każdym razie nie oczekuj, że ktoś poprowadzi Ciebie za rączkę. Wyższe kierownictwo ma ważniejsze sprawy na głowie. Co najwyżej ktoś o dłuższym stażu przyjaźnie Ci to i owo podpowie – często są to wskazówki na wagę złota. Własny styl zarządzania wypracowuje się jednak samemu.
  • spotykasz wiele nowych osób. Masz duże możliwości stworzenia sieci profesjonalnych kontaktów i wyrobienia sobie wśród nich własnej marki.
  • satysfakcja, którą czujesz, gdy widzisz, że udało Ci się usprawnić jakiś proces, pokierować czyimś rozwojem tak, że aż miło patrzeć, jak znaczące człowiek zrobił postępy, albo gdy zbierasz pochlebne opinie o pracy Twojego zespołu – nie do opisania. To uskrzydla. I w sumie choćby dlatego warto się w tej roli sprawdzić.

Ciekawi mnie, jaki według Was powinien być idealny kierownik? Czego oczekujecie od swoich przełożonych, jakie ich zachowania i postawy są Waszym zdaniem nie do zaakceptowania, a jakie stanowią ogromną zaletę i ułatwiają Wam pracę? Czy myślicie, że odnaleźlibyście się w takiej roli? 

7 przemyśleń nt. „Cienie i blaski bycia kierownikiem

  1. Cześć Dana :). Mam podobne doświadczenie do Twoich jednak trochę dłuższe bo w czerwcu będzie 3 lata. To co według mnie najtrudniejsze to przekonanie pracowników do zmian i nowych wymagań. Jednym zmiany odpowiadają inni bronią się jak mogą :). Nie da się niestety uszczęśliwić każdego. Trzeba pamiętać o komunikacji, jasnym przekazie i szacunku do drugiego człowieka. Zauważam jeszcze, że z biegiem czasu rodzi się pewien dystans, jeśli wyrasta się z tego samego zespołu, chociaż być może zależy to od branży i ludzi.

    • Hej Łukasz! U mnie w pracy szykują się zmiany organizacyjne i ludzie akurat nie mogą się doczekać konkretów 🙂 bo o zmianach już słyszą od roku. Pozdrawiam, Dana.

    • Hej Magda, dzięki 🙂 To prawda, ludzie często nie zdają sobie z tego sprawy, że kierownicze stanowisko wcale nie oznacza od razu kasy spadającej z nieba… Pozdrawiam 🙂

  2. No właśnie awans i większa odpowiedzialność. Trzeba być liderem i umieć kierować ludźmi. Na początku może być problem ale później się człowiek przyzwyczaja i wszystko dobrze się układa 🙂

  3. Dzięki za ten wpis! W ostatnim miesiącu borykałam się z pytaniem ‚dlaczego osoba, która już powinna być samodzielna, nadal nie robi progresu’? I jest tak jak piszesz: przez głowę przechodzi wiele wariantów, od potencjalnego rozstania do domniemania własnej nieporadności w przekazywaniu wiedzy. Jednak nerwy na wodzy to podstawa i da się wyjść na prostą! Kierowanie zespołem to niełatwe ale bardzo satysfakcjonujące zadanie. Cieszę się że nie tylko ja mam takie myśli 😉
    pozdrawiam!
    Ka.

  4. Wbrew pozorom to nie jest łatwa praca. Mieszkam i pracuję w UK już od 6 lat dla tej samej firmy, przez ostatnie 3 pracowałem jako brygadzista, a od roku jestem kierownikiem na mojej zmianie. Codziennie musiałem się mierzyć nie tylko z moimi podstawowymi obowiązkami, ale również z ludźmi ponieważ niektórym trudno było przełknąć to, że teraz ich szefem jest Polak. Z czasem, gdy zobaczyli że ciężko pracuje, że się nie wywyższam i traktuję ich tak jak wcześniej , sami mi też zaczęli pomagać i już nie ma dla nich żadnego znaczenia z jakiego kraju pochodzę, tylko to jakie mam predyspozycje do tej pracy.

Dodaj komentarz