Co zrobisz, jeśli nie będzie trzeba pracować?

Co zrobisz, jeśli nie będzie trzeba pracować?

Codziennie na całym świecie miliony ludzi budzą się wcześnie rano, ze wstrętem wyłączają dzwoniący budzik i pomstują, że muszą iść do pracy, której często nie lubią, bo np. nie daje im ona radości, nie widzą w niej możliwości rozwoju itp. Do miejsca, gdzie spotykać się muszą z osobami, których nie darzą szczególną sympatią. W dodatku niejednokrotnie muszą to wszystko znosić za kiepskie pieniądze. Wzdychają i wyobrażają sobie, czego to by nie zrobili, jakich miejsc nie odwiedzili, gdyby nie byli przez robotę uziemieni… Każdy lubi sobie ponarzekać, a my, Polacy – szczególnie. Ale co tak naprawdę byśmy zrobili, gdybyśmy nie musieli pracować? Albo inaczej – gdyby nagle okazało się, że do pracy, którą dotychczas wykonywaliśmy, nie będziemy już więcej potrzebni? Ogarnia Was na samą myśl o tym euforia? No to powinszować. Bo mnie akurat ogarnia przerażenie.

OK, tydzień czy dwa totalnej laby, ba, nawet kilka miesięcy robienia tylko tego, na co ma się ochotę (pod warunkiem, że zgromadziło się wcześniej odpowiednie oszczędności) – to jeszcze jestem sobie w stanie wyobrazić. Ale bezproduktywne życie z dnia na dzień, bez wnoszenia jakiegokolwiek wkładu do gospodarki, społeczeństwa, brzmi dla mnie koszmarnie nudno. Czy to nie doprowadziłoby człowieka do intelektualnej stagnacji i depresji???

Dlaczego zadaję tak abstrakcyjne – z pozoru – pytania? Od pewnego czasu co i rusz natrafiam na nowiny o kolejnych dokonaniach nauki i techniki. Dzięki rozwojowi globalnej sieci i technologii informatycznych w ciągu kilku dekad zaszliśmy cywilizacyjnie bardzo daleko. XX wiek upłynął pod znakiem zastępowania ludzi maszynami wszędzie tam, gdzie trzeba było wykonywać powtarzalne, monotonne czynności lub ciężką pracę fizyczną.

Trend ten ciągle jest kontynuowany. Pod koniec maja świat obiegła informacja, że Foxconn, największy na świecie producent elektroniki użytkowej (dostarcza sprzęt m.in. dla firmy Apple), szukając sposobów na zwiększenie wydajności przy jednoczesnym obniżeniu kosztów produkcji zdecydował się na zastąpienie 60 000 pracowników robotami. To posunięcie to dla giganta czysty zysk: nie musi maszynom płacić wynagrodzeń, martwić się zwolnieniami chorobowymi czy protestami z powodu złych warunków pracy.

W pewnym sensie to dobrze, bo dzięki temu ludzie mogą się skupić na bardziej twórczych zajęciach, wymagających określonych umiejętności, wyobraźni, logicznego myślenia.

Co jednak, jeśli i tutaj zaczniemy być wypierani przez maszyny cechujące się inteligencją?

Przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych badania nad podatnością różnych zawodów na komputeryzację wykazały, że wśród 702 analizowanych profesji blisko połowa jest zagrożona zastępowaniem ludzi przez sztuczną inteligencję!

Ktoś powie, że wystarczy się przekwalifikować… Ale to nie do końca jest takie łatwe. No bo kto zatrudni pracownika, któremu zostało kilka lat do emerytury, a w którego przeszkolenie trzeba zainwestować? Pewnie nawet ten koszt nie zdąży się zwrócić…

Założyć własną działalność? Nie czarujmy się. Nie każdy ma smykałkę do interesów.

„No to trzeba się było kształcić wcześniej” – powie ktoś jeszcze. No dobrze, tylko co w sytuacji, gdy naokoło będziemy mieć samych magistrów i inżynierów? Tytuł naukowy straci zupełnie swoją wartość, jeśli każdy lub prawie każdy będzie go mieć. W efekcie osoba z wyższym wykształceniem za X lat zarabiać będzie tyle, co obecnie kasjerka w hipermarkecie (bez urazy dla kasjerek – ale wszyscy wiemy, jak sprawy wyglądają). Problem jest zauważalny w USA, nagłaśnia go tam Laura Tyson, profesor Haas School of Business przy Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

Próbowałam sobie wyobrazić te zastępy ludzi pozbawionych pracy… Co mogliby robić w zamian? Człowiek jako istota społeczna czuje się częścią grupy, jeśli może ze swojej strony coś do tej grupy wnieść. Manifestacją tej potrzeby jest m.in. właśnie wykonywanie pracy, za którą otrzymuje się wynagrodzenie. Co się stanie ze społeczeństwami, w których tego elementu zabraknie?

Niektórzy snują teorie spiskowe, że politycy na całym świecie zdają sobie sprawę z potencjalnej skali tego zjawiska i w związku z tym szukają ludziom zajęć zastępczych. W końcu jeśli tradycyjny rynek pracy padnie, to padnie i rynek konsumenta (logiczne, bo niby skąd osoba niepracująca miałaby otrzymywać pieniądze, jak nie z pensji? Bez pieniędzy nie mogłaby z kolei nabywać wytwarzanych przez firmy dóbr i usług – koło się zamyka, a gospodarka leży i kwiczy).

Te „zajęcia zastępcze” to sztucznie tworzone miejsca pracy i powoływanie do życia zawodów, o których kilkadziesiąt lat temu nikt nie słyszał. To praca, która faktycznie jest bez sensu, w gruncie rzeczy jest bezużyteczna, ponieważ jej realnych efektów i korzyści nie widać. Wystarczy spojrzeć na wakaty oferowane w największych światowych korporacjach. Sformalizowane, związane z zawiłymi procedurami stanowiska z obszaru raportowania czy wewnętrznej kontroli jakości są tu dobrym przykładem.

Bardzo ciekawie rozwija ten temat Marek Kędzierski (ekonomista, członek zarządu Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, pracownik naukowy Katedry Studiów Europejskich Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie) w artykule z 2013 roku pt. „Śmieciowa robota” – stara się w nim znaleźć odpowiedź, dlaczego brniemy w taki model rynku pracy i „śmieciowych” zawodów, który destrukcyjnie działa i na jednostki, i na całe społeczeństwa. Cytat:

„Zdaniem Graebera odpowiedź na to pytanie nie ma charakteru ekonomicznego (czysta chęć zwiększenia dochodu), ale polityczny: w interesie rządzących jest promowanie dłuższego czasu bezsensownej pracy (vide rosnące zatrudnienie w administracji publicznej), bo wtedy ich wyborcy mają mniej czasu na zajmowanie się sprawami publicznymi.

Co ciekawe, trzeci sektor (organizacje pozarządowe) wciągany jest w ten administracyjny „chocholi taniec” i dziś, zamiast odpowiadać na realne społeczne potrzeby, zajmuje się wypełnianiem setek formalnych, bezsensownych procedur, które w żaden sposób nie wpływają na jakość życia wspólnot lokalnych.”

Warto jednak mieć na uwadze, że nawet sztucznie napędzany rynek „bullshit-jobs” nie może pęcznieć w nieskończoność, nie każdy znajdzie w nim zatrudnienie. Co wtedy?

Podkreślę jeszcze raz. Ludzie muszą z czegoś żyć. Muszą mieć za co kupować. A korporacje muszą mieć klientów, bo inaczej rzeka dolarów przestanie płynąć na ich konta!

Może właśnie dlatego coraz częściej i głośniej słychać na świecie postulaty wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego? Może pod przykrywką zatroskania o losy najbiedniejszych kryje się wyrachowanie i chęć zachowania zysków przez wielkie koncerny? Dla niezorientowanych wyjaśniam, że bezwarunkowy dochód podstawowy jest to taki model finansów publicznych, w którym każdy obywatel otrzymuje od państwa określoną ustawowo, jednakową kwotę pieniędzy, bez świadczenia czegokolwiek w zamian. Nie ma znaczenia, czy obywatel pracuje i ma z tego tytułu już jakieś dochody, czy nie – i tak dostaje extra pensję od państwa.

Temat robi się gorący od kilku lat. W 2013 powstała Europejska Inicjatywa Obywatelska na rzecz Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego.  Natomiast w tym roku w Szwajcarii zebrano ponad 100 000 podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w sprawie wprowadzenia bezwarunkowego dochodu podstawowego. Co prawda kilka dni temu w referendum odrzucono ten postulat (więcej na ten temat tutaj), jednak sam fakt, że pomysł wypływa z jednego z najbogatszych państw świata i stolicy światowej bankowości, daje dużo do myślenia. Tym bardziej, że jeden z pomysłodawców całego przedsięwzięcia, Daniel Haeni, wynik głosowania i tak ocenił pozytywnie i prognozuje, że debata o bezwarunkowym dochodzie podstawowym będzie kontynuowana na szczeblu międzynarodowym.

Zahaczam teraz trochę o klimaty Orwellowskie i science fiction, nie da się jednak zaprzeczyć, że problem kurczącego się w przyszłości rynku pracy nie jest zbyt chętnie wyciągany na światło dzienne.

To jak, wiesz już, co będziesz robić, gdy zabraknie dla Ciebie roboty? 😉

18 przemyśleń nt. „Co zrobisz, jeśli nie będzie trzeba pracować?

  1. To jest moment, w którym pojawia się (być może pierwsza w życiu) okazja spawdzenia zasady: rób to co lubisz, a nigdy nie będziesz musiał pracować. Warunek jest jeden – masz „coś” w głowie, intersujesz się czymś poza oglądaniem tv…
    Wchodzi tu oczywiście element przedsiębiorczości, ale nie ma się co przed tym wzbraniać. Przecież zorganizowanie wyjazdu wakacyjnego innego niż zakup miejsca w tureckim kołchozie – jest działaniem przedsiębiorczym. A zakup, remont mieszkania – jak często jesteśmy pośrednikami nieruchomiści, arhitektami, budowlańcami, stolarzami, elektrykami czy hydraulikami. Impreza urodzinowa, czy świąteczna, wesele: kto był na tego typu party „na zachodzie”, przepijał czipsy piwem przez całą noc – wie, że Pokak jest urodzonym menadżerem retauracji, organizatorem imprez masowych.
    Prace ogrodnicze, naprawy samochodów, krawiectwo, gotowanie, nauka: korepetycje szkolne/studenckie, szkolenie zawodowe 1:1, opieka nad zwierzętami, zakupy, moda/stylizacja, sport…
    Na przykłady nie starczyło by miejsca w okienku komentarza, więc: dziś wystarczy poinformować świat co umiemy, lubimy – np. za pomocą świetnie funkcjonujących portali ogłoszeniowo/aukcyjnych (za darmo!) – a nasze życie zawsze będzie wypełnione ciekawymi zajęciami, kontaktami z ludźmi i pieniędzmi.

  2. Niby praca się automatyzuje, a ludzie przepracowują mordercze nadgodziny, rekordzistom liczą się w setkach godzin. Ochroniarze i sprzątaczki pracują za 3-4 zł za godzinę, choć jest to stawka poniżej godności człowieka. I choć szwedzki eksperyment pokazał, że można skrócić czas pracy do 6 godzin przy zachowaniu tej samej wydajności człowieka, to jakoś nie widać tłumu pracodawców szykujących się do tego samego kroku. A to żyję w kraju, w którym w piątek o 11, najpóźniej o 11.30 zamykają się podstawowe usługi i ludzie jadą na weekend do lasu.
    W ogóle żyjemy w świecie, gdzie usługi są konieczne. Jak życie „bez pracy” miałoby wyglądać, gdy nadal potrzebujemy dostarczania jedzenia, banków, szkół itd.?
    Dawno temu na sawannie ludzie nie pracowali w rytmie 9-17, ale przez cały dzień zajmowali się zapewnieniem sobie przetrwania. Zdobywali pożywienie, tworzyli dach nad głową, wytwarzali pozostałe potrzebne przedmioty. Dziś tę funkcję spełniają wyspecjalizowane sektory gospodarki.
    I tak utopijnie: Gdybym nie pracowała, studiowałabym. Nauczyłabym się w końcu niemieckiego, który gubię z nadmiaru obowiązków. Nauczyłabym się matematyki, którą zgubiłam z powodu wybrania innej ścieżki zawodowej. Wiedziałabym w końcu, jakie gwiazdy są nad moją głową. Mam tyle ciekawości świata, że udałoby mi się zapełnić swoje dni spokojnie do starości. Być może zajęłabym się konkretniejszym politykowaniem, jest w okolicy co robić, ale jestem zbyt mizantropiczna na regularny kontakt w aktywnościach społecznych.

    • Samokształcenie stoi u mnie na pierwszym miejscu, gdybym nie musiała pracować, a miała zapewniony finansowy byt 😉 W końcu nauczyłabym się rosyjskiego i hiszpańskiego, przeczytała tyyyle książek, które teraz czekają grzecznie w kolejce, wróciła do rysowania i malowania… To umiejętność, która chyba u mnie już kompletnie się zatarła – sama nie pamiętam, kiedy ostatni raz chwyciłam za pędzle. A! I nauka gry na gitarze. Dostałam ją kiedyś w prezencie i do dziś się kurzy… Doba jest za krótka :/

  3. Zaskoczył mnie wynik referendum w Szwajcarii. Świadome ekonomicznie społeczeństwo. Myślę, że znacznie bardziej niż nasze.
    Temat bezwarunkowego dochodu podstawowego żyje nadal. W USA ma być testowany w najbliższym czasie w jednym z miast. Ciekawe jakie tam będą wyniki. Ponoć to będzie pierwszy test w kraju bogatym.
    Co bym robiła nie musząc pracować? Myślę, że większość czasu spędziłabym w górach na ciągłych wędrówkach. A potem odpoczywałabym we własnym ogrodzie 🙂

  4. Gdy przeczytałam wstęp moje pierwsze myśli „No jak to co robić będę – czytać książki i dawać starym przedmiotom i meblom drugie życie, czyli to co lubię robić najbardziej” ale gdy brnęłam dalej to rzeczywiście jest coś na rzeczy. Pojawia się coraz więcej zastępników człowieka. Ja jeszcze pamiętam czasy, gdy w sklepie sprzedawca do liczenia używał kartki i długopisu, ewentualnie liczydła, do ważenia wagi wahadłowej (dziś na allegro można takie znaleźć w dziale Antyki ;)) później były kalkulatory a dziś – wszystko elektroniczne. Czy ktoś jeszcze kilka lat temu wyobrażał sobie, że będzie płacić za zakupy przez dotknięcie telefonem do innego urządzenia? To tylko proste przykłady z życia codziennego.
    PS. Tak sobie myślę, że u nas przeszedłby postulat bezwarunkowego dochodu podstawowego 😉 choć nie uważam by było to dobre rozwiązanie.

    • Niestety myślę, że postulat dochodu podstawowego szybko zostałby podchwycony w Polsce i spodobałby się „masom”… Tak coś mi mówi wewnętrzny głos 😉 jako ogół jesteśmy dość specyficznym i roszczeniowym społeczeństwem, które łatwo daje się zmanipulować obietnicami.

  5. Co bym zrobiła, gdybym nie musiała pracować? Najpewniej pomagałabym ludziom i zwierzętom 😉 Istotom, które tego potrzebują. W codziennych czynnościach, jak noszenie wody, pielenie ogródka, czy sprzątanie klatek w schroniskach. Na pewno nie popadłabym w nicnierobienie. Aczkolwiek bardzo ciężko mi jest wyobrazić siebie bez pracy, którą… lubię 🙂 Wstaję w poniedziałek rano i nie odliczam godzin do powrotu do domu. Nie odliczam dni do weekendu. Po prostu idę i cieszę się każdą godziną. Pamiętajcie – wszystko się zaczyna w głowie 🙂

  6. Ja na pewno znalazł sobie zajęcie. Pewnie spełnianie pasji czyli podróżowanie, rozwój osobisty, gotowanie. To, że kiedyś roboty nas zastąpią jest niemal pewnie według mnie. Już się słyszy, że roboty Amazona pracujące w magazynach są o wiele wydajniejsze niż zwykli ludzi. Kolejnym takim kamyczkiem jest dochód podstawowy, który był ostatnio rozpatrywany w Szwajcarii (było referendum, ale nie było wiążące). W tym kierunku zmierza świat, że będziemy dostawać pieniądze od rządu – ZA NIC tak naprawdę. Zmieni to prawdopodobnie zupełnie prawa ekonomii, ale ogólnie widać tendencje, że gospodarki stają się coraz bardziej deflacyjne (jest to w głównej mierze spowodowane nowymi technologiami i tzw. economy sharing – patrz przykład Ubera). Ostatnio padł pomysł odnośnie walki z deflacją w UE, że Europejski Bank Centralny zrobi tzw. helicopter money i rozda pieniądze zwykłym ludziom (przeleje dla każdego gospodarstwa domowego jakąś sumę euro), żeby pobudzić inflację… w tym kierunku to zmierza – robotyzacji i dostawania pensji (renty) od państwa.

  7. Jeśli nie trzeba byłoby pracować zawsze można sobie dorobić więcej, ponieważ przypuszczam nawet jeśli dostalibyśmy jakiś bezwarunkowy dochód podstawowy to na pewno nie byłby on zbyt duży. Ale byłaby to dobra rzecz właśnie dla osób które chciałyby zacząć robić to co lubią. Tu jednak trzeba mieć dużo autodyscypliny a to wbrew pozorom nie takie łatwe…

  8. I właśnie dlatego warto mieć pasje! Nie samą pracą człowiek żyje- warto o tym pamiętać. Myślę, że ja spróbowałbym swych sil w jakiś organizacjach pomocy ludzkiej. Może resocjalizacja?
    Ciekawe pytanie. Zmusza do myślenia

  9. Szwajcarzy to bardzo mądry naród, doskonale wiedzą, że rozdawnictwo nigdy nie prowadzi do czegokolwiek dobrego. Idealnym przykładem zawsze będzie Detroit, gdzie rozdawano wszystko i z miasta – potęgi amerykańskiej motoryzacji zrobił się slums.

  10. Chodzi o to, aby wykonywać pracę którą się lubi i w której można dążyć do coraz większych osiągnięć, gdzie ograniczeniem jest inwencja i tylko maks 24 godzinny czas pracy. A taką jest dla mnie prowadzenie bloga / serwisu i zarabianie na uczestnictwie w programach partnerskich. Gdyby zapłacili mi trzy razy więcej niż zarabiam ale pod warunkiem, że nie będę prowadził serwisu i w ogóle nie będę pracował albo chodził „do roboty” jak dawniej, to nie zgodziłbym się.

  11. Ja miałem to szczęście, że przez bardzo dłuuugi czas nie musiałem pracować. Właściwe praca jest w mojej karierze 😉 tylko przerywnikiem między jednym nieróbstwem a drugim.
    Jakoś mi się udawało dobrze inwestować.
    To jest piękne. Wstajesz kiedy chcesz, robisz co chcesz i kładziesz się kiedy chcesz. Patrzysz przez okno i widzisz ludzi idących do pracy. I myślisz sobie. Biedne mrówki muszą tyrać bo im się ruszyć głową nie chce.
    Jak wchodzisz do sklepu to nie zastanawiasz się nad cenami. Bierzesz bo akurat pasuje. Patrzysz na aukcje i ooo fajny motór biorę. Np. ten. Proszę zapakowaść i przywieść.

  12. Automatyzacja i robotyzacja może być nie tylko możliwością, ale również zagrożeniem. Warto się nad tym zastanowić. Ale co będziemy robić, kiedy nie trzeba będzie pracować? Nie ma problemu, kiedy pracą jest pasja, ale kiedy mówimy, że pasją jest praca, to już trochę kiepsko. Pozdrawiam.

  13. Trochę przerażająca wizja, jak również prawdopodobna. Ja jestem dobrej myśli i uważam że zawsze się coś dla ludzi znajdzie 🙂

    Gdyż gdybyśmy nic mieli nie robić to popadlibyśmy w depresję i alkoholizm, tak jak wielu bezrobotnych. Nie można nic w życiu nie robić. Jak się nie ma pracy to warto pomagać w ramach wolontariatu w schroniskach dla psów czy w hospicjach.

  14. Ja oddałbym się największej pasji – podróżowaniu 😉
    Myślę jednak, że nie jestem w stanie nic nie robić. Prędzej czy później znalazłbym sobie jakieś pożyteczne zajęcie 😉

  15. Odpowiedź na to pytanie będzie różna w zależności od tego, komu je zadamy. Jeśli ktoś ma naturę bardziej przyziemną, to bez pracy zeświruje, bo to ona wyznacza rytm jego życia, nadaje znaczenie i sens. Są jednak osoby, których rwie do świata i mogą spędzić całe życie podróżując, zwiedzając i zmieniając swoje położenie – takie osoby nawet nie odczują, że nie mają stałej pracy.

Dodaj komentarz