Drugie życie „śmieci”

Niektórzy uważają, że bycie eko to kolejna moda, promowany przez celebrytów trend, który szybko odejdzie w zapomnienie. Trudno mi się zgodzić z taką opinią. Społeczeństwo jest coraz bardziej świadome, że problem narastających gór śmieci wpływa nie tylko na jakość naszego obecnego życia, ale przede wszystkim – na życie kolejnych pokoleń, naszych dzieci, wnuków… Kiedyś byłam zapalonym eko-ludkiem, który sadził drzewa i czytał regularnie EKO Raj (później magazyn był znany pod nazwą EKO Świat); obecnie mi ten młodzieńczy szał przeszedł, zepchnięty przez masę innych obowiązków, tematy ekologiczne pozostały jednak memu sercu bliskie, tym bardziej, że bycie eko jest bardzo… Ekonomiczne. Przeglądając kilka innych blogów, w tym np. Wolnego czy niedawno odkryty Prosty Blog, ku radości zauważyłam, że podobne podejście ma więcej osób, które piszą w sieci.

W notce Za komuny to dopiero był minimalizm - obok wielu innych ciekawych aspektów życia codziennego za tamtych czasów, do których za bardzo nie mam jak się ustosunkować z racji młodego wieku – po prostu nie załapałam się na socjalistyczne „atrakcje” - natknęłam się na następujący fragment:

Może Was to zdziwi, jeszcze w poprzednim wpisie pisałam o pozbywaniu się co dzień jednej rzeczy, a teraz wzdycham do czasów, gdy nawet kubeczek po maśle roślinnym przechowywało się jak najcenniejszy skarb. Teraz nie ma takiej potrzeby. Gdybyśmy tak robili teraz, łatwo byłoby zginąć pod śmieciami. Nie o to przecież mi chodzi, chociaż oczywiście – jeśli jakieś zużyte opakowanie można wykorzystać do innych celów – jak najbardziej namawiam do tego. Rzecz w tym, że nikogo wtedy nie trzeba było przekonywać do stosowania zasady 3R (reduce, reuse, recycle), bo była czymś naturalnym na co dzień. Logicznym, bo wymuszonym przez fakt powszechnej złej sytuacji materialnej społeczeństwa. 

Kurka wodna, myślę sobie. Faktycznie, chociaż obecny ustrój mnie do tego nie zmusza, ale jednak naturalną rzeczą dla mnie jest, że co da się ponownie wykorzystać – wykorzystam. Taki sposób postępowania wyniosłam z domu i nawet nie wiedziałam, że posiada on swoją nazwę (3R). Pytanie, ile osób zdaje sobie sprawę z tego, jak wiele wyrzucanych codziennie przedmiotów mogłoby im jeszcze wielokrotnie służyć do innych celów? Jak bardzo marnotrawimy rzeczy nowe, ładne – tylko dlatego, że stanowiły one opakowanie dla rzeczy innych, z konsumenckiej perspektywy cenniejszych, produktu głównego?

Gdyby ludzie zobaczyli, jak taki „wielokrotny użytek” pozwoliłby im zachować więcej pieniędzy w portfelu, szybko doceniliby potencjał oszczędzania drzemiący w praktykowaniu zasady 3R. Posłużę się garścią przykładów z autopsji.

Spacer do pierwszej lepszej galerii handlowej w przypadku nas, kobiet, często kończy się gmeraniem po sklepach z masą niepotrzebnych bibelotów (w moim słowniku, przepraszam za określenie, nazywam tego typu dodatki „pierdoletami”), gadżetów i innych przedmiotów (nie)codziennego użytku opatrzonych etykietą „for home” (musi być po angielsku, wtedy brzmi poważniej, a jak). Ostatnio przeglądałam w jednym z tego typu sklepów pudełka na biżuterię. Najtańsze kosztowały 15zł, cena pozostałych oscylowała w granicach 25-40zł. Całkiem sporo, jak za zwykłe, „głupie pudełko”. Sama posiadam szkatułki z drugiej ręki, otrzymane w spadku po babci, które mimo upływu lat, nadal spełniają swoją funkcję, a w dodatku mają piękne, niespotykane dziś zdobienia.

Nigdy nie pojmę, jak można wyrzucać tego typu akcesoria, jeśli nadal są zdatne do użytku. Bo nie podoba się wygląd? Hm… Jest na to coraz popularniejsza ostatnimi czasy recepta, a na imię jej decoupage. Dzięki tej technice, możemy nadać starym, niemodnym przedmiotom nowego ducha – uformować i przyozdobić je w taki sposób, jaki najbardziej nam się podoba. Ba, ta zasada odnosić się może nie tylko do przedmiotów małych gabarytów, ale i większych – również do mebli. Jeśli jesteście zainteresowane ekologicznym designem, zapraszam na stronę Reused po szczegóły.

Pozostańmy jednak przy szkatułkach. Co, jeśli babcia nie dała nam tego typu pamiątki rodzinnej w prezencie lub najzwyklej w świecie wzgardziłyśmy starociami i wyrzuciłyśmy ją do kosza? I na to jest sposób. Wiele produktów spożywczych pakowanych jest bowiem w piękne pudełka. Ideałem by było, gdyby te okazały się w miarę wytrzymałe i mogły nam starczyć na długo, prawda? W ten sposób wśród moich schowków na drobne przedmioty znajdują się dwa stylowe opakowania Wedlowskich bombonierek – Serce oraz Chopin. Szczególnie to drugie bardzo mi się podoba. Są one wytrzymałe, wykonano je bowiem z metalu. Służą mi już ponad 10 lat i nic nie zapowiada ich odejścia na emeryturę; a przecież nie tylko Wedel serwuje klientom czekoladowe rozkosze w tej formie.

Idąc dalej tym tropem, najwięcej zaoszczędzić można w kuchni. Słoiczki po kawie Douve Egberts wykorzystuję do przechowania cukru, soli czy też bułki tartej. Mają one ciekawy kształt, wykonane są z grubego szkła, posiadają bardzo szczelne zamknięcie z gumową uszczelką, nie obawiam się więc, że zawartość zawilgotnieje. Nie można powiedzieć, by szpeciły kuchnię, wręcz przeciwnie… Ostatnio moja mama przy okazji odwiedzin zachwycała się, gdzie też je kupiłam :) była mile zaskoczona, gdy zdradziłam pochodzenie… Kolejny przykład z mojego kuchennego podwórka. Słoiczki po musztardach Specialite Kamisu praktycznie niczym nie różnią się od słoiczków na przyprawy dostępnych w dużych marketach. Skoro można je zachować po wykończeniu musztardy, to po co kupować osobno podobne szkło? Wiele musztard ma słoiczki tak zaprojektowane, że można je wykorzystać również w roli szklanek, powołam się przykładowo na markę Develey.

Wszelkiej maści przetwory, czy to kwaszone ogórki, czy to dżemy i kompoty – zawsze umieszczam w „słoikach wielokrotnego użytku”, po gotowych przetworach kiedyś kupionych w sklepie, po sałatkach bądź po majonezach itp. Nigdy mi się nie zdarzyło, bym w „sezonie ogórkowym” szła do sklepu i kupowała specjalnie na tą okazję kilkanaście fabrycznie nowych słoików… Moje ciągle są „w obiegu”. No chyba, że gapa ze mnie i je stłukę :)

Dla bardziej wymagających polecam zapoznać się z produktami marki Spichlerz Rusiecki. Raz, że jedzonko dobre, a dwa, szkło po jedzonku stylowe i w sam raz na „babcine przetwory”. Dżemikom i marynowanym grzybkom w opakowaniach po mięsiwie w sosie własnym jest bardzo do twarzy :P

Pudełko na kanapki – i tutaj da się wymyślić przyjazne środowisku i finansom osobistym rozwiązanie. Niedawno Nordis wypuścił linię lodów Cadenza w naprawdę cieszącym oko opakowaniu. Nie dziwię się, że sam producent w materiałach promocyjnych pieje nad swoim dzieckiem z zachwytu: plastikowe opakowania po tych lodach są wyjątkowo odporne na uszkodzenia, a przy tym lekkie. Od pewnego czasu noszę w nich obiad do pracy. Opakowania są poręczne, w ładnej oprawie graficznej, przede wszystkim jednak są szczelne! Mięso mielone w sosie pomidorowym do spaghetti mi nie wyleciało i nie zapaćkało torby, więc jest OK.

Oszczędzić można tak naprawdę zawsze. Oszczędzanie polegające na ograniczaniu zbędnego konsumpcjonizmu, kiedy pod ręką mamy dostępne darmowe zamienniki, z pewnością warte jest zastosowania. Nie wiem, czy wyżej wymienieni producenci przy projektowaniu opakowań swoich produktów mieli na względzie ekologię i tym się przy produkcji kierowali, by klienci nie wyrzucali ich opakowań, jednak biorąc pod uwagę fakt, że można je wykorzystać „po konsumpcji”, niewątpliwie jest ich dużym atutem. No i dla wymienionych firm stanowi w pewnym stopniu przewagę konkurencyjną.

Zachęcam do praktykowania zasady 3R. Rzecz nic nie kosztuje, wręcz przeciwnie, wprowadzenie tych zasad nie prowadzi do wielkiej rewolucji – no chyba że do rewolucji w budżecie domowym, na plus :)

Czy uważacie, że oprócz wyżej opisanych przeze mnie trików warto wspomnieć o jakimś jeszcze? Wpadł Wam w ręce produkt, który po użyciu nadal może się przydać? Który można wykorzystać w zaskakujący, niebanalny sposób? Zapraszam do komentowania, a także do dzielenia się moją notką ze znajomymi. Tylko dzięki Wam i puszczeniu artykułu w obieg, innym ludziom mogą otworzyć się oczy :)



4 Komentarze

  1. Daria

    | Odpowiedz

    Dokładnie – warto stosować zasadę 3R (chociaż też nie wiedziałam, że ona tak się nazywa). Ja tak robię i nie mam zamiaru tego zrobić. Stosuje wszystko co wymieniłaś u siebie jako przykład. Robię też inne rzeczy, np. lampę z trzech innych lamp, itd. Dla mnie stare rzeczy mają duszę i sprawia mi przyjemność ich odnawianie. Stara komoda może wyglądać brzydko, ale wystarczy ją wycyklinować i pomalować bejcolakierem, który nam odpowiada i już wygląda pięknie;-)

    • dan_daki

      | Odpowiedz

      Hej Daria! Fajnie, że podałaś przykład odnawiania mebli – sama kiedyś oddałam stary kredens kuchenny, który przez nowego właściciela został tak przystosowany do nowych celów, że go po liftingu nie poznałam ;) pozdrawiam!

  2. Zosia

    | Odpowiedz

    Ja również staram się do tej zasady stosować i również nie wiedziałam, że to jakąś nazwę ma:) Pudełka po lodach np. znakomicie nadają się do mrożenia posiłków na później, słoiki po kupnym jedzeniu są świetne do przetworów, itd:)

    • dan_daki

      | Odpowiedz

      Zosiu, dokładnie – u mnie wszystkie domowe przetwory przygotowane w słoikach „kolejnego użytku” :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


Real Time Web Analytics