K.I.S.S. oraz 100 potwornych opowieści o pieniądzach

Finansowe lektury w sam raz na lato – Prusek & Samcik

Wydawnictwo Agora wypuściło niemal w tym samym czasie dwie pozycje z serii Biblioteczka Gazety Wyborczej. Rzecz o tyle ciekawa, że obie dotyczą tematyki finansowej, chociaż przedstawionej w całkowicie odmienny sposób. Pierwsza książka to długo wyczekiwany przez czytelników bloga Subiektywnie o finansach poradnik „100 potwornych opowieści o pieniądzach – czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z głową”, natomiast druga to powieść sensacyjna z polską giełdą i kryzysem na Wall Street w tle pt. „K.I.S.S. Zasady chodzą na wysokich obcasach”

Maciej Samcik „100 potwornych opowieści o pieniądzach – czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z głową”

100 potwornych opowieści o pieniądzach - czyli jak żyć, zarabiać i wydawać z głową
Źródło: samcik.blox.pl

Ledwo co Maciej Samcik wznowił pod nieco zmienionym tytułem swoją wcześniejszą książkę („Jak inwestować i pomnażać oszczędności” zamiast „Jak pomnażać oszczędności” – książka została uzupełniona o nowe rozdziały), a już uraczył nas kolejnym poradnikiem. W „100 potwornych opowieściach o pieniądzach” dotyka problematyki znanej ze swojej wcześniejszej książki i dzieli ją na 10 bloków tematycznych:

  • Zaprogramuj swoją zamożność
  • 100 sposobów na to, by pieniądze nie przeciekały Ci przez palce
  • Z bankiem przez życie, czyli ile możesz wycisnąć z konta
  • Pieniądze w podróży. Używaj ich z głową!
  • Jak skutecznie inwestować oszczędności?
  • Jak bezpiecznie wziąć kredyt?
  • Jak nie dać się nabrać przy ubezpieczaniu życia i majątku
  • Gdy nie starcza na raty. Jak wyplątać się z kłopotów z kredytem?
  • Emerytura bez tajemnic. Cztery pomysły na życie (prawie) bez ZUS-s
  • Dziecko, czyli skarbonka

Ktoś zada pytanie – czym wobec tego ta książka różni się od poprzedniczki?

Z pewnością ma ona mniej podręcznikowy charakter. O ile w „Jak pomnażać oszczędności?” autor dużo miejsca poświęcił na wyjaśnienie podstawowych pojęć, o tyle tutaj bardziej opiera się na znanym ze swego bloga stylu gawędziarskim. Momentami jest więc żartobliwie, przede wszystkim jednak autor prezentuje przykłady z życia wzięte. Jeśli więc pisze o tym, jak bezpiecznie zaciągnąć kredyt, to jednocześnie przytacza historię czytelniczki, która pobieżnie zgłębiła regulamin, podpisała umowę, a potem ubolewała, że warunki były niekorzystne (ach, te gwiazdki!) i teraz spłacać musi znacznie więcej, niż gdyby poszła po kredyt do konkurencji. Tego typu historiami, działającymi jako swoiste przestrogi i drogowskazy, cała książka jest wypełniona po brzegi. No bo po co uczyć się na błędach własnych, skoro można się uczyć bezboleśnie na błędach innych? 😉

Jak wspomniałam, historie, na które powołuje się Maciej Samcik, są historiami czytelników i czytelniczek bloga Subiektywnie o finansach, więc jeśli śledzisz go na bieżąco, to przedstawione w książce perypetie będą wyglądać znajomo… Ponieważ to te same, które właśnie autor u siebie na blogu gdzieś kiedyś już publikował 😉 Czego zresztą Maciej Samcik nie ukrywa, więc każdą „życiową anegdotę” opatrzył logo Subiektywnie o finansach.

Dla osoby, która wcześniej nie miała styczności ani z blogiem ani z poprzednią książką autora, „100 potwornych opowieści o pieniądzach” będzie wciągającym przewodnikiem po świecie finansów. I wcale nie tak strasznym – obok tytułowych „potwornych” opowieści pojawiają się bowiem też takie, których finał był szczęśliwy, gdzie bohater nie dał się nabić w butelkę, a nawet jeśli, to i tak w ostatecznym rozrachunku wyszedł na swoje.

A co, jeśli znasz blog Samcika niemal na pamięć i posiadasz też wcześniejszą książkę? Hmm. Ja kupiłam ją z sentymentu i z przekonaniem, że będzie dobra – i taka też się okazała. Przy okazji odświeżyłam sobie perypetie czytelników. Książka kosztuje 35zł, została wydana w trwardej oprawie i liczy w sumie 320 stron, przyjemnie się ją czyta – więc wybór tak naprawdę należy do Ciebie 😉

Tomasz Prusek „K.I.S.S. Zasady chodzą na wysokich obcasach”

Wiesz, czym się różni Londyn od Wiednia? W City jest inny „pocałunek”. Mówią o nim KISS, czyli Keep It Simple, Stupid. Nie kombinuj, bierz to prosto, głupcze. W inwestycjach i w życiu.

Powieść sensacyjna o wielkich pieniądzach i giełdzie, w której pierwsze skrzypce gra młoda, urodziwa i ambitna kobieta; inteligentna, o silnej, dominującej osobowości, posiadająca smykałkę do inwestowania, dla której praca w funduszu inwestycyjnym to pasja, a która kieruje się w życiu moralnie jednoznacznymi, uczciwymi zasadami – przed Państwem Olga Kirsch! Już ją lubię. Tak, książka z taką bohaterką musi zwrócić na siebie uwagę 😉

"K.I.S.S. Zasady chodzą na wysokich obcasach"
Źródło: wyborcza.biz

Dotychczas na blogu nie recenzowałam powieści, pora więc to zmienić. Książka „K.I.S.S.” jest warta poświęcenia jej kilkunastu wyrwanych z życiorysu godzin. Przyznam, że nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie.

Tym bardziej, że pierwsze strony historii toczą się dość leniwie. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że nudnawo: ot, grupka znajomych pracujących na co dzień w kilku cenionych funduszach inwestycyjnych wyrywa się ze stolicy, by odpocząć w Tatrach. Dogadują sobie, żartują, wieczorami piją alkohol, a gdy już dojdą do siebie – idą na szlak. Nie ma więc tutaj, niczym u Hitchcocka, trzęsienia ziemi już na wstępie. Akcja rozpoczyna się obrazkiem urlopowej sielanki i dopiero w miarę przerzucania kolejnych kartek nabiera tempa.

Owa sielanka, która tak naprawdę jest pretekstem do nakreślenia czytelnikom portretów psychologicznych głównych bohaterów, zostaje przerwana niespodziewanym telefonem szefowej Olgi. Oto natychmiast ma ona wracać do Warszawy, ponieważ następnego dnia odbędzie się walne zgromadzenie spółki AmexFood, na które zarejestrowało się już ponad stu akcjonariuszy, w tym kilka dużych funduszy inwestycyjnych. Fundusz Olgi jest rzecz jasna wśród nich. Na walnym ma dojść do starcia się dwóch głównych graczy: strategicznego właściciela Deeram Investments oraz CaptiveFund, który jest funduszem związanym z amerykańskim inwestorem Davidem Bernsteinem, nie zgadzającym się na wycofanie spółki z giełdy. Całość wygląda po prostu na przewałkę szytą grubymi nićmi… Wyczuwa to też Olga. „Co za dranie. Naciągnęli nas na setki milionów w biały dzień, zaniżają wartość spółki, a za chwilę wycofają Amex z giełdy i zostaną z nabitymi kabzami” – tak myśląc, decyduje się ostatecznie na poparcie Bernsteina swoim głosem, byleby pokrzyżować plany Deeram Investments.

Olga nie zdaje sobie jednak sprawy, że tym posunięciem nadepnęła na odcisk lokalnym, giełdowym kacykom. Dalszymi swoimi poczynaniami również nie zjednuje sobie ich sympatii. Ba, z każdym kolejnym miesiącem tworzy sobie nowych wrogów. Tylko dlatego, że nie chce wchodzić w układy i kieruje się przede wszystkim dobrem swoich klientów. Czy z taką postawą można w ogóle daleko zajść na giełdzie? A w międzyczasie na Wall Street dochodzi do pamiętnego kryzysu, kiedy to bank Lehman Brothers ogłosił bankructwo…

Akcja toczy się więc dwutorowo. Z jednej strony mamy wątek polski, z drugiej amerykański. W swojej książce Tomasz Prusek bardzo zgrabnie ukazał, że rynki finansowe to system naczyń połączonych, zależnych od siebie, gdzie tąpnięcie w jednym miejscu może nieść ze sobą nieoczekiwane konsekwencje w zupełnie innej części globu. O czym główne czarne charaktery powieści boleśnie przekonają się na samym końcu. Mimo to „K.I.S.S.” nie jest historią z normalnym happy endem. Nie będę psuć frajdy płynącej z czytania i nie zdradzę zakończenia, dość powiedzieć, że u mnie wywołało ono wewnętrzny sprzeciw i reakcję „Ej, ale czemu tak? Bez sensu!”. No, odsyłam do tych trzymających w napięciu ponad 300 stron 🙂

Podczas lektury uderzyło mnie też jedno: trafność opisanych w książce mechanizmów służących zdyskredytowaniu i w zasadzie zniszczeniu oponenta. I adekwatność tego obrazu do tego, co obecnie obserwujemy na naszym polskim podwórku. „K.I.S.S.” został wydany na kilka tygodni przed upublicznieniem taśm z podsłuchów polskich polityków przez tygodnik WPROST, a ma się wrażenie, że niemal idealnie odzwierciedla w niektórych wątkach tę sprawę. W książce nie ma co prawda „afery podsłuchowej”, jest za to „afera mailowa”, która również sieje wcale niemały chaos. Wyrwane z kontekstu cytaty, niedopowiedzenia… I już materiał na pierwsze strony gazet gotowy. Nawet, gdy delikwent okaże się niewinny, przed opinią publiczną został już naznaczony.

Ale wie pan, teraz wszystko można sprokurować (…) Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby to o mnie tak napisali na pierwszej stronie? Nawet jeśli byłby to stek bzdur, to ludzie i tak będą pamiętać tytuł i zdjęcie. Potem się możesz tłumaczyć, ile chcesz. I tak będziesz już na zawsze trędowaty.

Czy jest coś, co mi się nie podobało w tej historii? Momentami przeszkadzała mi schematyczność postaci, chociaż plusem jest fakt, że żaden z przewijających się na łamach powieści bohaterów nie jest do końca dobry czy zły (no, może z wyjątkiem głównego złego bossa, bo z niego jest kawał skurczybyka takiego kalibru, że po prostu nie wzbudza żadnej sympatii 😉 ). Każdy ma swoje słabostki i popełnione grzeszki. Nawet Olga, która nie potrafi w porę odpuścić, nie znosi sprzeciwu i niepotrzebnie się naraża. Niektóre dialogi były też zbyt sztuczne i wciśnięte jakby na siłę, a wątki skrócone. Szczególnie pod koniec książki autor co chwila skakał między różnymi scenami, co zapewne miało wywołać u czytelnika uczucie niepewności i nerwowości („i co teraz, co dalej?), jak dla mnie jednak zbyt kontrastował ten zabieg ze stylem wcześniejszych rozdziałów. Na szczęście te drobne mankamenty nie wpłynęły negatywnie na odbiór całości. Ogólne wrażenie po przeczytaniu „K.I.S.S.-a” mam bardzo dobre.

Książka napisana jest w taki sposób, że nawet niefinansista połapie się, o co chodzi w przedstawionej historii. I to chyba najmocniejsza jej strona. Tomasz Prusek uchyla rąbka tajemnicy, jak wygląda funkcjonowanie giełdy od kuchni. I choć wszystkie postacie przedstawione w książce są fikcyjne, a zbieżność wydarzeń i instytucji przypadkowa, to „K.I.S.S.” nie tylko zapewnia kawał dobrej rozrywki, ale też niesie ze sobą sporą wartość edukacyjną.

5 przemyśleń nt. „Finansowe lektury w sam raz na lato – Prusek & Samcik

    • Czy ja wiem, czytam i tradycyjne, papierowe, i elektroniczne na czytniku – i nie narzekam. Kwestia przyzwyczajenia, treść w końcu ta sama, a to ona w książce jest najważniejsza. Swoją drogą, obie przedstawione przeze mnie książki są też dostępne jako e-booki na publio.pl 😉 pozdrawiam!

Dodaj komentarz