Małe, słabsze, głupsze.... Supermenki

Małe, słabe i głupie… Supermenki

Mimo że zwykle nie komentuję mniej lub bardziej kretyńskich wypowiedzi naszych polityków, to tym razem nie przejdę obojętnie obok burzy, która rozgrywa się wokół postaci JKM i jego sławetnego wystąpienia w Parlamencie Europejskim. Padły wówczas słowa, że kobiety muszą zarabiać mniej niż mężczyźni, bo są słabsze, mniejsze i mniej inteligentne. Do tej litanii brakowało jeszcze tylko stwierdzenia, że nie mają penisa, za to mają cycki. A, skomentuję, co mi tam – tym bardziej, że na horyzoncie mamy 8 marca, więc pasuje jak ulał.

Zastanawia mnie, co pan Janusz chciał tym tekstem osiągnąć? Podkreślić różnice? Nie znam z nazwiska żadnej feministki, która twierdzi, że kobieta jest taka sama jak facet. Jak ktoś może wskazać jej personalia razem z cytatem, to dobrze, byłoby pole do polemiki. A tak traktuję to jako wymysł.

Zresztą o różnicach fizjologicznych nie ma co gadać, bo widać je gołym okiem. O biologii i hormonach było w podstawówce, po co to w takim poważnym miejscu wyciągać? Przede wszystkim zastanawia mnie jednak, czemu miało służyć przekładanie tego na sprawę wysokości zarobków? Absurd.

Jako pracownik życzyłabym sobie, by moje wynagrodzenie było adekwatne do wykształcenia, doświadczenia, umiejętności i wkładu w rozwój firmy. Powinno się opierać na EFEKTACH! Tylko i wyłącznie na efektach, a nie na tym, czy jestem pracownikiem płci męskiej czy żeńskiej, takiej czy innej religii, takiej czy innej narodowości czy koloru skóry.

Jeśli ktoś zawyża komuś płacę, bo pracownik jest kobietą – jest to naganne. Jeśli działa to w drugą stronę, czyli kobieta mimo znaczących zasług zarabia mniej od kolegi, który osiąga gorsze lub takie same wyniki – to również jest to godne potępienia i trzeba takie anomalie zwalczać.

Czy to miał na myśli pan Janusz Korwin Mikke? Z wypowiedzi wychodzi, że nie, że dla niego płeć jest tu głównym kryterium. Nie ogarniam, jak takie pierdololo mogło paść z ust człowieka, który mieni się wolnościowcem.

Co do dokonań natomiast w szachach czy na polu naukowym, na które JKM też się powołuje – przez wieki kobiety nie miały dostępu do nauki, to skąd żądanie nagłego wysypu kobiet-wynalazców? W wymiarze globalnym dostęp do kształcenia kobiety posiadają relatywnie krótko (a są rejony, gdzie nadal go nie mają). W nowoczesnych społeczeństwach też nie jest różowo. Chociaż wynika to akurat z innego powodu niż ograniczanie praw edukacyjnych. Możliwości kobiety mają, ale nie decydują się na nie z powodu ostracyzmu otoczenia. I dlatego, że tak zostały w dzieciństwie „zaprogramowane”.

Ruby Bridges
Nawet w tak postępowym kraju, jak USA, czyli jednym z potentantów naukowych, zdarzają się takie kwiatki, jak historia Ruby Bridges: https://en.wikipedia.org/wiki/Ruby_Bridges

Przykro to pisać, ale niestety tak jest – częściowo same jesteśmy sobie winne. Kobiety mają mentalną barierę, że jak wybiorą męski zawód, to będą postrzegane jako mniej kobiece, mniej atrakcyjne. Że będą traktowane jako te gorsze. A wiele wypowiedzi wyrażanych publicznie tylko je w tym przekonaniu ugruntowuje (JKM jest tu tylko jednym z przykładów).  Z podobnymi osądami spotykają się zresztą w swoim otoczeniu na co dzień, ba! W podobnym przekonaniu nieraz są wychowywane przez własne matki. Dodajmy do tego ciągle przewijające się gdzieś w debacie podśmiechujki, że feministki to brzydkie babochłopy (swoją drogą, żywotność tego mitu strasznie męczy) i wewnętrzny hamulec gotowy. Duża część z nas się na to godzi.

Tak, Moje Miłe – problemy współczesnych kobiet należy rozwiązywać u podstaw, czyli w domu, w drodze wychowywania. Manifestacje to narzędzie dodatkowe, nie główne. Politycy wcale nie mają aż tak dużego wpływu na światopogląd Wasz i Waszych pociech, o wiele większy wpływ macie WY SAME.

Przesadzam? Przytoczę dwa przykłady z autopsji. Mniej więcej tak brzmiały opinie, z którymi w ciągu życia sama się zderzyłam (i, o zgrozo – padały z ust kobiet):

„Idziesz na informatykę? Ojej, przecież tam są sami faceci!”

„Dziewczynce nie wypada bić się z chłopcami” (tekst z okresu wczesnoszkolnego – tak wyszło, że za maleńkości wolałam komuś dać w ryj, niż biernie pozwolić się popychać czy kopać; raz oddałam tak skutecznie, że kolega wylądował w przychodni, a ja na dywaniku u dyrektora).

Na szczęście od dzieciństwa takie segregowanie miałam gdzieś i na dobre mi to wyszło. Być może wpływ na to miał również fakt, że dorastałam wśród chłopców, grałam z nimi w nogę, ścigałam na rowerze i nawalałam w Contra na Pegasusie, a nie tylko skakałam na gumie czy bawiłam lalkami. Rodzice nigdy nie narzucali mi, jak mam się ubierać, jakie aktywności podejmować, co czytać i oglądać w TV. Do prac domowych w równym stopniu byłam angażowana ja, jak i mój brat. Nikomu korona z głowy z tego powodu nie spadła, żadna tragedia się nie wydarzyła.

Podział na zawody, które kobietom wypada podejmować lub nie, jest podziałem mentalnym i zakorzenionym w świadomości społeczeństwa i jednostki. Ciężkie prace fizyczne? Jak baba ma predyspozycje, to czemu nie. Chce, niech sobie idzie. Innym nic do tego (bez względu na płeć 😉 ).

Naprawdę dziwię się, że kogoś w XXI wieku fakt istnienia takiego wyboru boli.

Zresztą, dla podsumowania, poniżej prezentuję grafikę udostępnioną dzisiaj na facebooku przez jedną znajomą (tak, przez kobietę), z komentarzem, że prosto w punkt!

Jak to kiedyś trafnie opisała Magda z Krytyki Kulinarnej – Dziewczyny, przestańcie być dla siebie takimi pizdami!

JKM i feministki
Źródło: https://www.facebook.com/janusz.korwin.mikke/photos/a.10150563803222060.370988.277681892059/10154347157857060/

Wmawianie, iż feministki są wrogami mężczyzn, że gardzą nimi i ich zwalczają na każdym kroku, jest już stereotypem tak wyświechtanym i dawno obalonym, że powyższy mem śmierdzi manipulacją na kilometr, aż do porzygu.

Owszem, może i są jakieś frustratki z takimi hasłami na ustach, jak to po lewej – nie twierdzę, że nie. Ale takie frazesy dotyczą tak samo grupy szowinistów, którzy narzekają na bezmózgie/ rozrzutne/ zdradliwe baby (niepotrzebne skreślić, ew. dopisać własny epitet). Oba obozy traktuję jako zjawisko marginalne. Nie wrzucajmy wszystkich do jednego wora. Taka dyskusja prezentuje poziom niegodny człowieka dojrzałego i myślącego, bazuje na instynktach i emocjach. Wstyd, że pojawia się na profilu polityka.

Nawiązując natomiast do hasła po prawej: „kobiety są równe mężczyznom”. W ujęciu prawnym i społecznym, o którym pisałam wyżej – tak, powinny być, szkoda, że nie wszędzie tak jest. Co do innych aspektów, odsyłam do świetnego wpisu Ady z Rzeczovnika – Wszystkie obrzydliwe rzeczy, które robią dziewczyny, kiedy nikt nie widzi.

Supermenki - o seksie, władzy i pogoni za perfekcją
Źródło: Poradnia K

Tyle komentarza do wydarzenia. Być może ostatnio jestem wyczulona na tego typu wiadomości, ponieważ jestem świeżo po lekturze książki Debory L. Spar pt. „Supermenki – o seksie, władzy i pogodni za perfekcją”. Przeczytałam tomiszcze jednym tchem (462 strony połknięte w dwa dni!) i teraz polecam tę pozycję, gdzie tylko mogę.

Dlaczego książka Spar jest taka wyjątkowa? Przede wszystkim, jest napisana przez feministkę, która… Rozprawia się z błędami feminizmu.

Cały ruch feministyczny miał na celu pozbycie się sztywnego kanonu oczekiwań względem kobiet. Chciał dać nam wolność, byśmy mogły być, kim chcemy i żyć, jak nam się podoba. Tymczasem pół wieku później kobiety ciągle zmagają się z wciąż rosnącymi i coraz bardziej uciążliwymi oczekiwaniami. Mają być wzorowymi żonami i pracownicami. Mają być seksy, ale trwać w monogamii. Mają poświęcać wszystko dla dobra swych idealnych dzieci, a jednocześnie zachować perfekcyjną twarz i figurę.

Zgadnijcie, kto nas wpędza w tę spiralę perfekcjonizmu? Mężczyźni? Nie do końca. Często same sobie wyznaczamy tak wysokie poprzeczki, że później nie jesteśmy w stanie ich przeskoczyć i czujemy z tego powodu frustrację, wygarniamy sobie, że jesteśmy do niczego… Mamy przeczucie, że wciąż nie jesteśmy wystarczająco dobre. Szukamy porównań. I zgadzamy się na to, by naokoło wmawiano nam, jakie mamy być.

Oddajmy głos mężczyźnie 😉

I na zakończenie, ciekawostka. W kontekście dzisiejszego wpisu, najciekawszy zdaje się rozdział 8 książki Spar  – „Kolizja ze szklanym sufitem: raport z pierwszej zmiany”.

Na przykładzie USA – od lat 60. liczba kobiet pracujących zawodowo stale tam rosła (od 35% siły roboczej w roku 1960 po 47% w 2008). Jak wykazują współczesne badania, wyraźnie widać jednak brak kobiet na szczycie piramidy zawodowej – zwykle ich odsetek oscyluje gdzieś w granicach 15-16%. Np. kobiety stanowią tylko 15,2% wśród członków zarządu z listy Fortune 500. Z czego wynika ta dysproporcja?

Już nie z powodu uprzedzeń. Ani barier na drodze kariery. Nie dlatego, że mężczyźni są wredni. Dziś większość facetów na eksponowanych stanowiskach bardzo stara się zatrudniać kobiety w swoich zespołach. Co w takim razie stanowi wąskie gardło? Tę dziurawą drabinę, ten szklany sufit? (…) Wyraźnie widać, że wiele z nich utknęło, ponieważ podjęły taką decyzję. Nikt nie wyrzuca kobiet ze stanowisk średniego szczebla w księgowości czy w kancelariach prawnych. Już nie zdarza się, by odmawiano im etatu na głównych uniwersytetach badawczych tylko dlatego, że są kobietami. (…) W kategoriach indywidualnych, tego rodzaju decyzje kobiet są uzasadnione. Całość tworzy jednak krajobraz, w którym kobiety sukcesu nadal są rzadkością.” (s.298-299).

Tutaj pozostawiam pole dla Was, Czytelniczek i Czytelników. Dlaczego kobiety często podejmują właśnie taką decyzję? Z czego ona wynika? Spróbujcie poszukać odpowiedzi zanim sięgniecie po książkę „Supermenki”. 

A potem gorąco zachęcam Was do jej lektury, bez względu na płeć.

6 myśli na temat „Małe, słabe i głupie… Supermenki

  1. Dana, należysz do grona śladowej ilości kobiet posiadających zdolność oceny, analizy otaczającego świata, istotnych faktów, optymalnych rozwiązań. To cechy, które znacznie częściej przejawiają mężczyzni, a są one podstawą do prowadzenia skutecznego zarządzania – czyli osiągania sukcesów zarówno jako pracownik jak i twórca/biznesmen (women). Poznałem kilka kompetentnych kobiet, które zarabiają więcej niż mniej kompetentni faceci na tych samych stanowiskach. Poznałem też mnóstwo przekonanych o swojej wspaniałości, pchających się do pierwszego szeregu totalnie niekompentnych kobiet, legitymujących się najczęściej więcej niż 1-dnym fakultetem (akurat dziś to wartość prawie żadna, jest więcej magistrów niż maturzystów…). Medialne wypowiedzi mają to do siebie, że ich jedyną funkcją jest budowanie popularności, a ta nie rozróżnia dobra i zła, prawdy i fałszu – ma być tylko rosnąca. Traktowanie medialnych hitów jako wykładni życia, bez sprawdzenia faktów / danych jest … nieco chybione.

    • Zgodzę się, ale na szczęście swoich opinii nie buduję na medialnych hitach – służą mi one jako pretekst do poruszenia ważnego tematu i dalszej polemiki.

      Co do śladowych ilości kobiet posiadających zdolność oceny itd. – na czym to stwierdzenie opierasz, Piotrze? Jakieś konkretne dane, badania? Czy to wniosek wyłącznie wynikający z obserwacji Twojego najbliższego otoczenia? Pozdrawiam!

  2. Kochana popieram w całej rozciągłości. Brakuje nam jako ludziom często trzeźwej oceny sytuacji. Jako dziewczynka również słyszałam, że tego nie wypada, a tamto nie dla dziewczynki, a jak to będziesz robić to męża nie znajdziesz… I najlepsze, że nie mężczyźni mi to mówili tylko zawsze kobiety. Moi bracia również słyszeli różne frazy: chłopiec powinien to, a mężczyzna powinien tamto…

    Interesuję się savoir vivrem i zawsze podobały mi się konwenanse w postaci otwierania drzwi itp. ale wszystko to w całkowitym szacunku tego, że choć różnimy się na poziomie zarówno płci jak i tego, że każdy człowiek ogólnie jest inny to prawnie i społecznie jesteśmy równi. I tak jak powiedziałaś, też chcę by doceniano mnie w pracy za moje osiągnięcia i doświadczenie, a nie dlatego że sztucznie coś regulujemy. W przeciwnym wypadku sama przed sobą czułabym się nieuczciwa. Ale aby tak było, takie poczucie równości musi być dla nas (ludzi) naturalne – więc wymaga pracy u podstaw. Edukujmy więc nasze dzieci ale bierzmy też odpowiedzialność za siebie – jako ludzie.

    W WO czytałam jakiś czas temu, że rząd szwedzki przeświadczony o tym, że wszystkie kobiety chcą pracować, wywiera naciski, by tak się stało. I co? I gro kobiet pracuje na najniższych kiepsko opłacanych stanowiskach, które „klasycznie” kojarzą się z kobietami (sprzątaczki, pomoce domowe, sekretarki) byle pracować, a ich dziećmi zajmują się… inne kobiety.

  3. Dla mnie ta wypowiedź w brytyjskiej telewizji była tak żenująca, że aż niesmaczna. Czułam autentyczny wstyd i nie dziwię się słowom dziennikarza, w których w dość bezpośredni sposób ocenia Korwina. Mieszkam teraz ze względu na stypendium naukowe w Szwecji, a wg badań jest to najprzyjaźniejszy kobietom kraj na świecie. Faktycznie czuć tutaj w powietrzu duch równości.

  4. Słowami polityków nie należy przejmować się, ale na nie reagować. Aż do końca świata, znajdą się tacy, którzy w eter będą puszczać głupoty. Niestety, głupota nie przemija.

Dodaj komentarz