Mieszkanie dla singla

Mieszkanie dla singla – kupować czy wynajmować?

W ostatnich moich wpisach mieszkaniowych brałam pod uwagę głównie sytuację, gdy do kupna mieszkania przymierza się para. Co natomiast w przypadku, gdy zakup mieszkania rozważa osoba żyjąca w pojedynkę? Co jest dla singla lepszym rozwiązaniem – kupno mieszkania czy jego wynajem? Jakie za i przeciw należy tu brać pod uwagę? Spróbuję przyjrzeć się bliżej temu zagadnieniu.

Na początek trochę liczb. Według danych GUS pochodzących z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011r., a opublikowanych w raporcie z zeszłego roku pt. Warunki życia rodzin w Polsce:

  • we własnym domu lub mieszkaniu nieobciążonym kredytem hipotecznym mieszka prawie 73% Polaków;
  • 8,9% ankietowanych mieszka w lokalach (także spółdzielczych) nabywanych na własność, ale obciążonych kredytem;
  • 8,4% rodaków zajmuje kwatery komunalne, socjalne lub służbowe;
  • 5,5% badanych wynajmuje mieszkania po cenach rynkowych;
  • ok. 1,3% Polaków zadeklarowało „inny” tytuł prawny zajmowanego mieszkania.

Obecnie te dane mogą być oczywiście w mniejszym lub większym stopniu inne, jednak dają one pewien ogólny obraz sytuacji – Polacy niechętnie wynajmują, wolą posiadać lokum na własność.

Jest to trend odmienny od tego, który da się zaobserwować w rozwiniętych krajach Europy. W Niemczech wynajmowanie mieszkania jest bardzo popularnym rozwiązaniem, szacunkowo korzysta z niego 50-60% obywateli. Dlaczego? Powodów jest wiele, ale jednym z nich jest duża gotowość społeczeństw do przeprowadzek. Ludzie nie chcą być przywiązani na dobre do jednego miejsca. Wolą w miarę zapotrzebowania swobodnie zmieniać adres zamieszkania. W ich gospodarkach kapitalne znaczenie ma mobilność pracowników, jest ona jakby wyznacznikiem dostatku.

Niestety według analizy z kwietnia tego roku sporządzonej przez Lion’s Bank, w Polsce najem mieszkania jest dwa razy droższy niż w Niemczech i aż trzy razy droższy niż w Austrii. Jest to więc na pewno czynnik odstraszający – Polacy uważają, że nie opłaca się wynajmować mieszkań, a skoro w dodatku w porównaniu z naszymi sąsiadami zarabiamy o wiele mniej, to już lepiej zainwestować w kupno własnych czterech kątów.

Ostatnio dostałam od Czytelniczki maila o następującej treści:

Witam Cię serdecznie,
znalazłam Twoją stronę przypadkowo, ale bardzo fajnie się na niej poczułam i zaczęłam zaglądać częściej, przeglądam Twoje wpisy, które zamieściłaś w przeszłości. Bardzo fajnie i intuicyjnie można się na niej poruszać, jednak od pewnego czasu, ok. pół roku, poszukuję informacji na temat życia singla i jak to ogarnąć, właśnie tego mi brakuje, bo od pewnego czasu czytam sporo na temat oszczędności i faktycznie, nieskromnie powiem co nieco zrozumiałam i wprowadziłam do życia, sprawy na których nie potrafię oszczędzać to paliwo i samochód, bo po pierwsze: uwielbiam jeździć samochodem, po drugie: mieszkam daleko od centrum i do centrum mam ok 12 km i albo samochód, albo jeden autobus + przesiadka – czyli ok. godziny na dojazd i zero przyjemności. Druga sprawa na której nie mogę oszczędzać to mieszkanie, od kiedy wyprowadziłam się od rodziców zamieszkałam w kawalerce, sama, przez chwilę miałam kogoś z kim dzieliłam tą przestrzeń, ale zasadniczo mieszkam sama, dzięki temu, że jest to mieszkanie z dala od centrum to jest troszkę taniej i w dużo lepszym standardzie. Są plusy i minusy. Ja w tej kwestii przekładam ładny standard i cenę aniżeli centrum. Od pewnego czasu zastanawiam się nad kredytem mieszkaniowym, jednak wszędzie widzę artykuły: kredyt tylko na 20 lat + wkład 20%, bo musisz się nauczyć oszczędzać, ale jest to dla mnie krzywdzące, ponieważ ja patrzę na to z innej perspektywy: kredyt na 30 lat przy mieszkaniu 40 mkw na obrzeżach to rata ok. 600-700 zł, wynajem to koszt 1000 zł. Dlatego brakuje mi alternatywy, ponieważ udało mi się i tak zgromadzić pewne oszczędności, które pozwalają mi na swobodę, nie biorę pod uwagę wydawania ich nawet po zakupie mieszkania na wyposażenie, bo to jest tzw. mój spokojny sen, one mają być na sytuację naprawdę awaryjną, ale nie wiem jak można zaoszczędzić na wkład własny zarabiając 2800 zł netto i płacąc za mieszkanie 1000 zł za sam wynajem. Nie uwzględniam opłat, bo one tak samo pojawią się w przypadku mieszkania własnościowego. Byłabym wdzięczna gdybyś mogła zgłębić temat i wypowiedzieć się w tym temacie. Czy to głupie posunięcie kredyt na 30 lat w wieku 25 lat na małe 40 mkm mieszkanie czy można jednak rozważyć tą kwestię? Może moje horyzonty są zbyt wąskie dlatego nie biorę pod uwagę innej opcji niż kredyt? Pozdrawiam serdecznie,
Ania

Jak widać, Ania również jest zdania, że bardziej opłacalny – przynajmniej w jej przypadku – jest zakup mieszkania niż jego wynajem. Najpierw przedstawię moje stanowisko, co sądzę o braniu kredytu na mieszkanie, jeśli żyje się samotnie i nie ma zgromadzonych wystarczających środków.

Mieszkanie - własne czy wynajmowane?
Źródło: Sgarton / Morguefile.com

Osobiście uważam, że póki jest się samej i nie ma na utrzymaniu rodziny czy nawet planów/perspektyw jej założenia w ciągu najbliższych lat, trzeba robić wszystko, by swój kapitał gromadzić i pomnażać, a nie zadłużać się. 

Zwłaszcza, że Ania jest bardzo młoda (ma 25 lat) i z tego, co zrozumiałam – prócz oszczędności „na czarną godzinę” nie posiada wymaganego obecnie przepisami wkładu własnego. Skoncentrowałabym się więc na jej miejscu na tym, by ten wkład własny uzbierać.

Czy da się to zrobić przy zarobkach rzędu 2800 zł netto? Według mnie to całkiem spora suma. Ania ceni sobie ładne wykończenie mieszkania, bliskość do centrum to sprawa drugorzędna, nie wspomina jednak, czemu zdecydowała się na wynajmowanie mieszkania w pojedynkę. 1000 zł podzielone na pół, gdyby była skłonna współdzielić mieszkanie np. z przyjaciółką, dałoby jej już 500 zł dodatkowych pieniędzy, które mogłaby przeznaczać co miesiąc na budowę wkładu własnego.

Jeśli czynnikiem wykluczającym taką możliwość jest mały metraż wynajmowanej obecnie kawalerki, to nawet przy przeprowadzeniu się do większego lokalu, wydatki wzrosłyby nieznacznie (o 200-400 zł) i nadal dzięki dzieleniu mieszkania z drugą osobą, mogłaby co nieco odłożyć. Poza tym z pozostałych 1800 zł też na pewno dałoby się wykroić dalsze środki – podpowiedzi, jak to zrobić, jest na moim blogu bardzo wiele.

Jedno szczególnie przykuło moją uwagę w mailu Ani – sprawa samochodu. Jeżeli absolutnie wykluczona jest opcja rezygnacji z jazdy samochodem, spróbowałabym na miejscu Ani przynajmniej 2-3 razy w tygodniu poruszać się alternatywnymi środkami komunikacji: przy kiepskich połączeniach autobusowych czy tramwajowych pewnym rozwiązaniem jest jazda na rowerze – sama tak dojeżdżam codziennie do pracy i polecam.

Można także zaoszczędzić na paliwie, dogadując się ze znajomymi bądź sąsiadami, że będą dorzucać się do zakupu paliwa w zamian za podwożenie ich do pracy. Ten pomysł oczywiście ma sens wtedy, jeśli ich trasa przejazdu pokrywa się z naszą. Do głowy przychodzi mi także nauka tzw. ekojazdy, dzięki której można wyrobić w sobie takie nawyki podczas kierowania pojazdem, które pozwolą nam zmniejszyć zużycie benzyny. A to oznacza więcej pieniędzy w portfelu. Bardzo fajny cykl na temat oszczędności dla posiadaczy auta zaczął jakiś czas temu Krzysiek z bloga Metafinanse – gorąco polecam zarówno Ani jak i Wam lekturę jego wpisów: Oszczędna jazda samochodem oraz Tańsze ubezpieczenie samochodu.

Wróćmy jednak do samego problemu zakupu mieszkania. Będąc w skórze Ani zadałabym sobie pytanie, dlaczego kwestia posiadania własnego mieszkania jest dla niej tak ważna. Czy chciałaby je mieć z przesłanek dających się jakoś racjonalnie uzasadnić, czy jest to może bardziej sprawa związana z emocjami lub podbudowaniem własnej samooceny, tzn. czy wynika z chęci przynależności do bardziej zamożnej i wiodącej ustabilizowane życie grupy społecznej?

Odpowiedź na te pytanie jest o tyle istotna, że posiadanie własnych czterech kątów wcale nie musi oznaczać stabilizacji. Jest to dość powszechnie panująca w społeczeństwie opinia, jednak według mnie zupełnie błędna. Kredyt mieszkaniowy to mimo wszystko życie przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat „ze strachem w tle” – a co, jeśli stracę pracę, zachoruję, wyczerpią się mi oszczędności? Gdy wynajmujemy mieszkanie, można je zawsze zmienić na mniejsze, tańsze, dogadać się jakoś z właścicielem, że obecnie zapłacimy mniej, ale wyrównamy całość np. w ciągu następnych 2-3 miesięcy.

No i kupione na kredyt mieszkanie de facto wcale nie jest nasze – stanie się nim dopiero wtedy, gdy całkowicie spłacimy kredyt. Odetchniemy wówczas z ulgą „uff, w końcu moje!” 😉

Ania pisze, że wyprowadziła się od rodziców do Gdańska (z drugiego maila wiem, że jest przyjezdna, nie mieszka w rodzinnym mieście) i jest to jeden z powodów, dla których chciałaby „być na swoim”. Ale w gruncie rzeczy nie jest to żaden mocny argument przemawiający za „własnością”. Życie singla można wieść przecież równie dobrze na wynajmie.

Poza tym Ania kończy zaoczne studia, jednocześnie pracuje. W tym wieku człowiek może zmienić swoje priorytety o 180 stopni. Może się np. okazać, że Ania nie znajdzie satysfakcjonującego ją zatrudnienia w wyuczonym zawodzie, a tu nagle okazja pojawi się gdzieś indziej, na drugim krańcu Polski czy nawet w innym kraju. Albo nawet pozna przypadkiem swoją drugą połówkę, która mieszka i pracuje w miejscowości oddalonej o setki kilometrów i przeprowadzka będzie jedynym sensownym rozwiązaniem.

Przy takim scenariuszu, jeżeli Ania dotychczas wynajmowała mieszkanie, nie będzie miała większego problemu. Po prostu wypowie umowę, spakuje swoje rzeczy i, nie martwiąc się o nic więcej, wyprowadzi się. A co w przypadku własnego mieszkania? Okazuje się, że pojawiają się dylematy: trzymać je i wynajmować (jeśli tak, to przecież trzeba będzie pilnować opłat, stanu mieszkania itp.) czy też może sprzedać? Czy znajdzie się kogoś chętnego na kupno mieszkania obciążonego hipoteką? W końcu z uwagi na wymagane procedury bankowe, sfinalizowanie tego typu transakcji się wydłuży.


Trzeba pamiętać o jeszcze jednej istotnej kwestii – o informacjach składających się na naszą historię kredytową. Ania nie napisała, czy posiada i używa kartę kredytową oraz czy brała już jakiś kredyt, czy nie zalega z rachunkami itd., jednak zakładam, że w tak młodym wieku nie narobiła już sobie długów, a może nawet w BIKu bank na jej temat nie znajdzie w ogóle informacji. „Czysta karta” w BIKu może spowodować, że bank nie udzieli kredytu hipotecznego – w końcu nie wie nic na temat rzetelności klienta, tego, czy dotychczas terminowo spłacał zaciągnięte zobowiązania itp.

No i w ten sposób dotarliśmy do najważniejszego argumentu – zdaniem Ani kupno mieszkania wychodzi taniej niż jego wynajem – zacytuję: „kredyt na 30 lat przy mieszkaniu 40 mkw na obrzeżach to rata ok. 600-700 zł, wynajem to koszt 1000 zł”. Czy aby na pewno jest to rozwiązanie tańsze?

Rzuciłam okiem na OtoDom, jak wygląda w Gdańsku sytuacja cenowa mieszkań o podobnym metrażu, tj. od 35 do 44 mkw. Ceny, w zależności od lokalizacji i stanu mieszkań, kształtują się w przedziale od 160 000 zł do nawet 350 000 zł. To teraz zróbmy sobie małą symulację.

Pominę tu takie niuanse, jak taksa notarialna, inflacja, zmiana stóp procentowych, wzrost/spadek zarobków Ani, nadpłacanie kredytu/wakacje kredytowe, zmiana wysokości i sposobu opodatkowania (bo i tego w przyszłości nie można wykluczyć), zmiana wysokości ceny najmu, zmienność cen za media, czynsz; konieczność remontu przed wprowadzeniem się i zakupu mebli itp., itd. Poniższe wyliczenia będą bardzo uproszczone, Ania wprowadza się „na gotowe i niezmienne”.

Powiedzmy, że dotychczasowy właściciel chciałby sprzedać swoje mieszkanie za 270 000 zł (Ania wspominała, że ważny jest dla niej w miarę wysoki standard lokalu, więc i cena nieco wyższa). Ania uzbierała 10% na wkład własny (27 000 zł) i otrzymała od banku kredyt na kwotę 243 000 ze spłatą w ciągu 30 lat, oprocentowany na 3,5% (wartość nominalna), zaoszczędziła na marży banku, bo posiada w nim ROR i kartę kredytową.

Sięgając po kalkulatorkredytowy.pl, policzmy, jaki będzie całkowity koszt kredytu w systemie rat stałych:

  • Wielkość raty: 1 091,17 PLN (kwota, którą przy kredycie ze stałymi ratami jesteśmy zobowiązani uiścić każdego miesiąca)
  • Koszt kredytu: 392 821,20 PLN (całkowity koszt, który poniesiemy na rzecz obliczanego kredytu – czyli kwota kredytu z odsetkami)
  • Odsetki: 149 821,20 PLN (koszt poniesiony przez nas na rzecz uzyskania kredytu)

A teraz to samo, tyle że w systemie rat malejących:

  • Poglądowa wielkość rat:
    • Rata 1: 1 383,75 PLN
    • Rata 196: 999,84 PLN (pierwsza, której wartość zejdzie poniżej 1 000 zł)
    • Rata 360, czyli ostatnia: 676,97 PLN
  • Koszt kredytu: 370 929,38 PLN (całkowity koszt, który poniesiemy na rzecz obliczanego kredytu)
  • Odsetki: 127 929,38 PLN (koszt poniesiony przez nas na rzecz uzyskania kredytu)

A teraz załóżmy, że Ania zdecyduje się jednak nie brać kredytu, tylko postanowi przez 30 lat wynajmować wspomniane mieszkanie, płacąc właścicielowi miesięcznie 1 000 zł. Oznacza to, że przez ten czas wyda 360 000 zł.

Podsumowując:

  • wynajem – 360 000 zł – tyle na nas zarobi właściciel mieszkania, a my przez ten czas mamy dach nad głową (aczkolwiek nigdy nie będzie on nasz);
  • kredyt z ratami stałymi – 392 821,20 zł;
  • kredyt z ratami malejącymi – 370 929,38 zł.

Wychodzi na to, że w przypadku Ani wynajmowanie mieszkania jest w dłuższej perspektywie najtańszym rozwiązaniem, z tym, że nigdy nie jesteśmy właścicielami lokalu. Jak przedstawiłam we wcześniejszej części wpisu – nie dla każdego będzie to stanowiło wadę. Poza tym jest coś jeszcze: wynajmować możemy od razu, nie potrzebujemy wkładu własnego w wysokości 27 000 zł (odkładając co miesiąc 500 zł, Ania uzbiera oszczędności na wkład własny za ok. 4,5 roku).

Tak naprawdę więc kupno mieszkania na kredyt to bardzo indywidualna sprawa. Niektórzy nie chcą zakładać rodzin, a przecież nie oznacza to, że nie powinni w ogóle myśleć o kupnie mieszkania – to by było bzdurne założenie. Do problemu trzeba podejść na chłodno i naprawdę rozłożyć swoją sytuację osobistą i finansową na czynniki pierwsze, sporządzić na kartce bilans zysków i strat, a także zastanowić się, czy aby nie żyjemy ponad stan. Gdybym znalazła się na miejscu Ani i byłabym zdeterminowana do kupna mieszkania, odkładałabym tyle, ile się da, by uzbierać na wkład własny, nawet gdyby miało to oznaczać nieco niższy komfort życia (np. dzielenie mieszkania z kimś jeszcze). Później zaczęłabym też prosić o mikropożyczki na ten cel w rodzinie, tak, aby w banku wziąć jak najmniejszy kredyt. Jeśli oszczędzanie jest trudne, a zarobki nie są satysfakcjonujące, zawsze można spróbować znaleźć lepszą pracę lub zacząć dorabiać dodatkowo, przyjmując pojedyncze zlecenia.

Zarówno Wam, jak i Ani życzę właściwego wyboru poprzedzonego dogłębną analizą 🙂

20 myśli na temat „Mieszkanie dla singla – kupować czy wynajmować?

  1. Czesc,
    Chcialabym zauwazyc, ze chociaz wynajem wychodzi taniej, to po tych 30 latach wydalo sie 360 tys. zl i ma sie… nic. A po 30 latach placenia rat ma sie przynajmniej to mieszkanie warte te kilkaset tys zl, ktore mozna np sprzedac…

  2. Jak kupować to tylko wtedy, kiedy jesteśmy pewni, że to mieszkanie nam wystarczy lub, gdy kupujemy na wynajem.

    Późniejsza zmiana mieszkania to niepotrzebne koszty i czas.

    Sam wziąłem kredyt a teraz myślę pracy zdalnej i przeprowadzce w rodzinne strony. Wielkie miasto i brak prawdziwych przyjaciół daje się we znaki.

    • Brak przyjaciół? A może się przepracowujesz i nie masz po prostu czasu na przyjaźnie? Bo to różnica… W tym drugim przypadku zmiana miejsca zamieszkania niewiele zmieni 😉

  3. Zgodzę się z tym co napisałaś, że to tak naprawdę kwestia indywidualna.
    Jeśli chodzi o kalkulację wynajmu to powiedziałabym, że jest to wariant optymistyczny, bo zakładasz, że przez najbliższe 30 lat Ania będzie płacić 1000 zł za wynajem. Tutaj trzeba by pewnie jednak założyć wzrost cen.
    Z drugiej strony kupując mieszkanie trzeba by pewnie doliczyć jeszcze koszty remontu raz na jakiś czas itp.
    W praktyce więc trudno oszacować, co bardziej się opłaca finansowo. Choć niewątpliwie za kupnem przemawia fakt, że mieszkanie jest nasze i w razie czego, można je sprzedać lub wynająć.

    • Racja, te obliczenia, jak zaznaczyłam, są bardzo uproszczone. Nie uwzględniłam wielu czynników, m.in. ubezpieczenia niskiego wkładu własnego, ubezpieczenia na życie, wahań cen za media itd. W ogóle też nie wzięłam pod uwagę jeszcze jednej sytuacji: gdy Ania kupuje mieszkanie na rynku pierwotnym, a takie są przeważnie kupowane w stanie surowym – trzeba by je było najpierw wyremontować, potem dokupić wyposażenie, meble. No i znów – cena w górę. Poza tym zwykle im większy metraż mieszkania, tym niższa cena z 1mkw 🙂 Tak więc te obliczenia były bardziej skrojone do sytuacji Ani, każdy inny przypadek trzeba rozważyć osobno.

  4. „Życie ze strachem w tle” – bardzo trafne określenie! Ten strach jest głównym czynnikiem, który powstrzymuje mnie przed wzięciem kredytu na mieszkanie. Co się stanie jak stracę pracę albo się rozchoruje albo przydarzy mi się jakiś wypadek? Wiem, że nie można w życiu myśleć pesymistycznie, ale chyba wolę wynajmować i w razie czego zmienić mieszkanie na mniejsze niż ładować się w kredyt na (prawie) całe życie.

    • Dlatego pod tym względem bezpieczniej jest brać kredyt we dwoje 🙂 jeśli powinie się nam noga i np. nagle stracimy pracę, to mamy jeszcze zabezpieczenie w postaci pensji partnera – przynajmniej na jakiś czas, póki nie znajdziemy nowego zatrudnienia.

        • Fakt, nie można wykluczyć takiej sytuacji… Jeżeli nadal jesteśmy zdecydowani spłacać kredyt, istnieje opcja wydłużenia okresu kredytowania, żeby zmniejszyć wysokość rat, tylko znów – bank oskubie nas jeszcze bardziej. Ostatecznie można sprzedać takie mieszkanie, tyle że czekają nas wtedy dodatkowe procedury i nerwówka z poszukiwaniem kupca.

  5. Zdecydowanie kupować, gdybym ja miała się cofnąć w czasie a najlepiej do tego jeszcze mieć te dochody w wieku 20 czy 21 lat to od razu kupowałabym mieszkanie. Wynajmując mieszkanie tylko się traci podczas gdy kupując mieszkanie te pieniądze się lokuje i nikt nam już tego nie zabierze (no chyba że będziemy nie terminowo spłacać raty kredytu..). Oczywiście taki kredyt to kupa wyrzeczeń ale jak ktoś ma dobry dochód który umożliwia taką opcję to wg. mnie jak najbardziej powinien pójść w opcję zakupu mieszkania tym bardziej że teraz nawet jako singiel można skorzystać z opcji rządowej dopłaty do mieszkania.

    • Nie zgadzam się. To „zdecydowanie” jest zdecydowane tylko w przypadku, gdy chcesz zamieszkać na stałe w jednym miejscu. Więc za takim „jak najbardziej powinien” etc. jest spora przesada. Nie widzę zbyt sensu w tej polskiej manii zadłużania się na połowę życia. 🙂

  6. Zaglądam na bloga od jakiegoś czasu i jestem pod wrażeniem. Super robota!

    A w temacie posta-miałam 22 lata kiedy wzięłam kredyt (oczywiscie rodzice musieli być poręczycielami). Kupiłam mieszkanie (małe 2pokoje) z przeznaczeniem na razie na wynajem, pozniej dla siebie. I tak juz prawie 4lata, mieszkanie jest wynajmowane, a ja gromadzę kapitał na wcześniejszą spłatę nadal mieszkając z rodzicami. Generalnie jestem zadowolona z podjętej decyzji. Ostatnio zauważam tez, że moje podejście do pieniędzy stało się bardziej racjonalne. Nadal lubię zakupy czy podróżowanie, ale jednak mam jakiś hamulec w postaci kredytu hipotecznego. Powinnam miec 43lata kiedy skończę spłacać kredyt, jednak juz teraz wiem, że spłacę go szybciej. Mysle, ze jest to plus, bo wiele osób bierze kredyt dopiero koło 40 i de facto spłacają go do emerytury. A jednak nie mając jeszcze dzieci na utrzymaniu i mieszkając u rodziców jestem w stanie sporo zaoszczędzić nadal żyjąc bez dużych wyrzeczeń. I nie namawiam nikogo na kredyt, ale na gromadzenie jak największego wkładu własnego.

    • Cześć Anna, bardzo mi miło, że blog i jego zawartość przypadły Ci do gustu. Co do mieszkania. Masz bardzo komfortową sytuację z rodzicami, godną pozazdroszczenia 🙂 To dobra recepta na gromadzenie kapitału pomimo tego, że ma się na głowie spłatę kredytu. Pozdrawiam!

  7. Jeżeli nabywający mieszkanie umie liczyć (lub skorzysta z pomocy kogoś kto ma taką zdolność) – zakup na kredyt nie będzie wielkim problemem czy obciążeniem, może być korzyścią i dobrą inwestycją. Jeżeli jednak argumentem jest piękny widok z kuchennego okna, czy cudowna glazura w łazience – lepiej wynajmować, nawet przepłacając za kaprys obcowania z modną tapetą oswietlaną halogenkami najnowszej generacji… . Inna sprawa to blokada zdolności kredytowej – najczęściej „hipoteczny” brany jest „na maksa”, co np. ogranicza możliwość uzyskania sensownej karty kredytowej, bez której swobodne podróże nie są raczej możliwe (nie myślę oczywiście o olinkluzif w tunezji..)

  8. serio? 25 lat i mieszkać z kimś (przyjaciółką) w kawalerce? na studiach mieszkałam przez 3 miesiące w pokoju (14 m2) z przyjaciółką i powiem jedno – NIGDY WIĘCEJ. W wieku 25 lat chcę mieć tę odrobinę prywatności. Po studiach wynajmowałam kawalerkę (900 zł + opłaty, poza centrum), zawzięłam się, oszczędzałam i liczyłam każdą zł. Po 1,5 roku kupiłam mieszkanie (33 m2 z osobną sypialnią) z MdM, ltp 82%, mam ratę 604 zł + opłaty i zakładam, że może kiedyś przeniosę się do innego miasta, a wtedy to mieszkanie wynajmę lub po prostu sprzedam. Biorąc kredyt trzeba dobrze policzyć na ile można sobie pozwolić.

    • Cześć Karola! Moim zdaniem masz po prostu niską tolerancję na kontakt z inną osobą na określonej przestrzeni, nic dziwnego więc, że źle się czułaś, mieszkając z kimś w pokoju 🙂
      Mnie towarzystwo kogoś w pokoju nigdy nie przeszkadzało, może dlatego, że przez 19 lat życia współdzieliłam pokój z babcią? Później, na studiach, dzieliłam mieszkanie w różnych okresach i pod różnymi adresami z aż 10 dziewczynami, a nawet 3 panów się znalazło 🙂
      Tak więc przyzwyczaiłam się do ciągłej czyjejś obecności, w sumie do końca nie wyobrażam sobie, jak mogłabym mieszkać sama, w pustym mieszkaniu, choćby było ono nieduże, gdzie nie miałabym do kogo ust otworzyć… To by było dla mnie problemem, bo nie lubię dzwonić i rozmawiać przez telefon – wolę kontakt na żywo.
      Widać więc, że co człowiek, to inne wymagania 🙂 pozdrawiam!

  9. No tak lepiej wziąść kredyt a nawet w przypadku późniejszej przeprowadzki wynająć albo sprzedać .A a co z ludźmi którzy są po 30- tce i zarabiają 1500 na ręke – tak zarabiają ludzie, tu ani kredytu i ledwo co na am wynajem starczy i jak zyć?

  10. Wbrew wszystkim znajomym, rodzicom i tesciom zdecydowalismy z mezem kupic mieszkanie za gotowke. Dlaczego nie na kredyt? Bo wynajmowac i oszczedzac w tym samym czasie jest nam TANIEJ. Kluczem jest w naszym przypadku krotki (!) czas wynajmu i oszczedzania: 3 lata. W tej chwili minely dwa i oszczedzilismy okolo 150 tysiecy. Jeszcze rok i kupujemy malutkie mieszkanie dwupokojowe za gotowke. W tym czasie zaplacimy za wynajem nieporownywalnie mniej (ok. 40tys) niz za odsetki kredytu, nie mowiac juz o oplatach bankowych przy kupnie na kredyt, niepewnosci zwiazanej z kredytowaniem sie na 25 lat itd. O ile potrafie przewidziec ze za rok bede w stanie odkladac podobne kwoty jesli nie wieksze (mam 27 lat), to nie wiem co podzieje sie za 10 -20 lat. Poza tym, nasze oszczednosci pracuja na lokatach generujac dodatkowy dochod i amortyzujac tym samym co miesiac o jakies 350 zl odstepne ktore placimy wlascicielowi! Btw, wynajmujemy to samo mieszkanie juz dwa lata i raz zepsula sie pralka, zmywarka i drzwi lazienkowe – wszystko naprawial wlasciciel a my nie dalismy ani grosza.
    Takze argumenty w stylu po 30 latach wynajmu nie masz nic a po 30 latach kredytu masz te swoja 30 letnia dziure w bloku do mnie nie przemawiaja.

    Dana – megablog!!! 🙂

  11. Dobrze a ja co w moim przypadku jestem singlem,lat 26 w aktualnej sytuacji szukam mieszkania za gotówkę i nie wiem czy zdecydować się na używanie czy nowe? Z rynku wtórnego czy do remontu?A może już odnowione? Dwupokojowe czy salon z sypialnią? Co jest jedynym rozwiązaniem w nowym budownictwie oraz dopłata do parkingu. Myślałem o maksymalnie 40-kilku m2,co stanowiłoby dla mnie lokatę kapitału i chroniło moje finanse przed inflacją? Co możesz mi doradzić?

    • Hej Adamek! Zajrzyj do innych moich poradnikowych wpisów dotyczących zakupu mieszkania na blogu. Zakupowi mieszkania na rynku wtórnym i pierwotnym poświęciłam kilka notek, na pewno znajdziesz w nich coś, co bardziej Ciebie ukierunkuje. Każde rozwiązanie ma swoje plusy i minusy i trudno mi cokolwiek konkretnego Ci doradzić, bo nie znam Twoich preferencji i możliwości finansowych. Kilka najważniejszych, uniwersalnych podpowiedzi na szybko:

      1) Z rynkiem wtórnym zdecydowanie więcej masz rzeczy do posprawdzania pod kątem prawnym. Jeśli nie masz do tego czasu i doświadczenia, by samemu wertować księgę wieczystą itp., a i nie stać Ciebie na opłacenie prawnika, który mógłby to posprawdzać, to rozejrzyj się po rynku pierwotnym. Na rynku wtórnym niestety również większość ofert wystawiana jest przez pośredników, którzy zarabiają na prowizjach.
      2) Plus mieszkania na rynku wtórnym – często dostajesz je już wyposażone i w takim stanie, który nie wymaga natychmiastowego remontu. To często mieszkania gotowe do wprowadzenia się. W przypadku rynku pierwotnego trzeba mieszkanie jeszcze wykończyć i umeblować itp. – to dodatkowy koszt (materiały, sprzęty i meble, robocizna).
      3) Metraż mieszkania i układ pomieszczeń warunkuj od tego, jak odpowiesz sobie na dwa następujące pytania:
      – czy to mieszkanie ma być tymczasowe (na kilka, góra 10 lat) tylko dla Ciebie, ew. dla pary, czy też docelowe (to w nim chcesz mieszkać w przyszłości z rodziną – ile dzieci planujecie?) ?
      – na jaki metraż możesz sobie pozwolić z obecnie posiadanym wkładem pieniężnym, by okres kredytowania był jak najkrótszy? Czy w celu posiadania większego mieszkania, jesteś gotowy zadłużyć się na więcej lat – jakie ryzyko jesteś w stanie zaakceptować?

      Powodzenia!

Dodaj komentarz