Nie marnuj żywności!

Nie marnujmy żywności! 6 pomysłów, które uchronią jedzenie przed wyrzuceniem do kosza

Święta, święta i po świętach… Jak się czujecie – wypoczęci, najedzeni? A może wręcz przejedzeni? Ja niezmiennie jestem zdumiona, ile ludzie są w stanie naszykować i zjeść przez te kilka zimowych dni w roku, gdy całą rodziną spotykają się przy świątecznych stołach. Ilości jedzenia są wręcz przerażające. Czasami nie sposób tego wszystkiego przerobić i spora część ze świątecznych przysmaków ląduje w efekcie w koszu na śmieci. 

Sama próbuję nie dać się wpędzić w te świąteczne szaleństwo z przygotowywaniem gór jedzenia. Ba, w tym roku nawet nic nie naszykowałam na świąteczny stół – wigilię spędziłam u teściów, a kolejne dni wolne u moich rodziców. A i tak nie uchroniło nas to od przywiezienia domowych zapasów – tu ciasta, tu rybki, sałatki, pieczenie… Jakimś cudem udało nam się niemal wszystkie te dobra skonsumować, za wyjątkiem jednego dania, które zostało zjedzone niestety tylko w połowie…

Według mnie to marnotrawstwo. Po co szykować jedzenie ponad miarę? Z takim podejściem staram się też na co dzień funkcjonować – kupuję tylko tyle, ile jestem w stanie zjeść, by reszty nie zmarnować. Ostatnio jednak i nam przytrafiło się popełnić na tym polu uchybienia – ja musiałam wyrzucić świeżą sałatę, o której kupnie zupełnie zapomniałam (zaopatrzyłam się w nią jeszcze przed świętami, więc możecie sobie wyobrazić, co znalazłam w lodówce), natomiast moja druga połówka pożegnała się z 2 jogurtami z linii dedykowanej dla mężczyzn 😉 które zakupiła sobie na zapas – no i niestety minął ich czas…

Marnowana żywność w liczbach - infografika
Źródło: www.bankizywnosci.pl

W uniknięciu podobnych wpadek pomoże na pewno sporządzenie listy zakupów, na której umieścimy tylko niezbędne rzeczy oraz poznanie sklepowych pułapek, które zastawiają na nasze portfele sprzedawcy. Co jednak zrobić z produktami spożywczymi, które już mamy w swoich lodówkach, a których termin przydatności zbliża się nieubłaganie ku końcowi lub właśnie minął?

  1. Czasami jeden, dwa czy trzy dni po terminie nie oznaczają, że jedzenie nie nadaje się do spożycia – terminy podawane na opakowaniach są orientacyjne. Zdarza się, że jedzenie zepsuje się jeszcze przed terminem, bo np. nie było właściwie przechowywane. Tak samo w drugą stronę – jeśli przechowywane było zgodnie z zaleceniami i jego konsystencja, kolor, zapach i smak nie budzą naszych zastrzeżeń, z pewnością da się je jeszcze zjeść.
  2. Kasze, płatki owsiane, ziarna – jeśli nie opanowała ich pleśń, to sprawdzą się jako karma dla ptaków. Szczególnie teraz, zimą, zwierzęta odetchną z ulgą, jeśli sypniesz im co nieco, zamiast wrzucać do kontenera.
  3. Resztki gotowanego mięsa (np. z porcji rosołowych) – także nie muszą lądować na śmietniku. Jeśli gotuje się zupy bez sztucznych dodatków typu vegeta czy kostki smakowe, takie mięso może stanowić pożywienie dla wolnożyjących kotów – one także potrzebują naszego wsparcia! Więcej o dokarmianiu kotów i jak robić to właściwie znajdziesz tutaj.
  4. Przekazanie żywności do jednego z 32 działających w Polsce Banków Żywności – organizacji non-profit, która pozyskuje żywność, w tym produky o krótkim terminie przydatności, a także tzw. artykuły niehandlowe, wadliwie opakowane, których wartość odżywcza nie budzi zastrzeżeń. Taka żywność jest potem za darmo dystrybuowana między najbardziej potrzebujące osoby.
  5. Podzielenie się dobrym jedzeniem, którego wiemy, że nie zdołamy zjeść, z biedniejszymi sąsiadami. Jeśli wiemy, że obok nas mieszka starsza osoba, która żyje z nędznej renty, a święta spędziła samotnie w swoim mieszkaniu – to może warto zaprosić ją na kolację czy dwie do siebie? Miałam taką samotną sąsiadkę w bloku, w którym wcześniej mieszkałam. Takich ludzi jest wokół dużo!
    Swoją drogą, jeszcze kilka dekad wstecz stosunki między sąsiadami były bardziej zażyłe – ludzie nie krępowali się zapukać do drzwi obok, by poprosić o pożyczenie kawy, cukru, wiertarki itd. Więcej ze sobą rozmawiali, znali się – wiedzieli, kto gdzie pracuje, czy i jak często odwiedza go rodzina, jakie ma problemy zdrowotne, kiedy jedzie na wakacje i zostawi klucze z prośbą, by przez ten czas podlewać mu kwiaty… Dzisiaj takie prospołeczne zachowania praktycznie wymarły, społeczeństwo straciło do siebie zaufanie; ludzie żyją w osiedlach-gettach oddzielonych od reszty świata metalowymi płotami… W zasadzie w bloku moich rodziców jeszcze istnieją takie ciepłe zażyłości między sąsiadami, ale już np. w moim wrocławskim otoczeniu, na „młodym” osiedlu – nie. Szczerze mówiąc to obecnie znam tylko nazwisko jednego sąsiada, cała reszta to dla mnie anonimowe byty. Trochę smutne…
  6. Przygotowanie z resztek różnych produktów tzw. dań jednogarnkowych. Nie są one może wykwintne i wizualnie też nie powalają na kolana, ale nie umniejszajmy im – jeśli właściwie skomponujemy resztki z lodówki, wyjdzie tanio, smacznie i zdrowo. Dzisiaj np. zrobię zapiekankę makaronową w sosie pomidorowym z pozostałą nam szynką, selerem naciowym i brokułami. Poza tym, wiele lubianych dań wlicza się do tej kategorii, często pogardzanej przez znanych szefów kuchni – a nawet sobie nie zdajemy z tego sprawy. Mowa tu oczywiście o gulaszu, leczo, niemieckim eintopfie, chili con carne, ratatouille… Bardzo dużo ciekawych przepisów „z resztek” publikuje na swoich łamach magazyn Świat Kobiety – zebrał je nawet w tom 18 z serii „101 przepisów”. Ale i w sieci znajdziemy wiele przepisów tego typu – za darmo.

Nie powinniśmy bagatelizować problemu marnowania jedzenia. Na stronie NieMarnuje.pl znajdziecie dużo materiałów poświęconych temu zagadnieniu, liczb, które jeżą włos na głowie – i pomysłów, jak przeciwdziałać wyrzucaniu żywności. Gorąco polecam!

15 przemyśleń nt. „Nie marnujmy żywności! 6 pomysłów, które uchronią jedzenie przed wyrzuceniem do kosza

  1. Ja już dzisiaj pierwszy trening po świętach, nie ma czasu na opierdzielanie się. Warto pomagać z tym jedzeniem. Najbardziej przeraża mnie w polakach ich obżartość i ta krew, która się leje. Tu zabite karpie, tam zabite świnie, tam znowu co innego. A przecież każdy dobrze wie, że człowiek jest tym co je, więc jak ktoś je całe życie świnie, to jak go można nazwać…

  2. Za każdym razem jak przyjeżdżam do rodziców to przeraża mnie to, ile mama przygotowuje jedzenia. Niestety ciężko jest jej przemówić, że tyle jedzenia prowadzi tylko do zbędnego przejadania się.

    • Twoja mama mogłaby zatem podać rękę mojej mamie – zawsze się jej wydaje, że za mało naszykowała jedzenia, że przecież ktoś niezapowiedziany przyjdzie z wizytą i nie będzie go czym poczęstować itp., itd. Widocznie pokolenie naszych mam już tak ma 🙂

  3. Na pułapki sprzedawców rozwiązaniem jest weganizm 😉 Zostawia mniej więcej 70 % półek poza obrębem zainteresowania. Wiem, że to nie jest realne rozwiązanie dla mas (ale wiadomo powszechnie, że hodowla zwierząt jest skrajnie nieekologiczna, więc może i w tej kwestii zmieni się perspektywa), w każdym razie w moim mieście w naturalny sposób powstały lokalne grupy wegańskie na FB, które pomagają rozdystrybuować nadwyżki. Ludzie po prostu piszą, że mają 2/3 chleba a wyjeżdżają na parę dni, czy ktoś nie weźmie, albo jakieś owoce, warzywa z działki. Działa to fajnie.
    Jest też alternatywny ruch freegański, czyli łowy na śmietnikach – zwłaszcza dużych sklepów. Jasne, że tego rozwiązania nie da się promować w dużej skali, ale tylko pomyśleć, ile tej żywności musi się marnować (i to wcale niespleśniałej, niezepsutej), skoro jeszcze na jej hałdach powstają oddolne ruchy społeczne.

    • Nie słyszałam wcześniej o czymś takim jak ruch freegański – jestem zaskoczona. Z jednej strony świetnie, że jedzenie się nie marnuje, a z drugiej strony – staram się sobie wyobrazić siebie w takiej sytuacji, buszującą po śmietnikach przy markecie – oj, miałabym spore opory 😉

  4. Zawsze można także zamrozić jak zostanie (chyba większość rzeczy się do tego nadaje) 🙂 Też zastanawiałam się nad tymi ilościami – myślę, że to kwestia tradycji, która powstała w „gorszych czasach”. Poza tym dawniej rodziny były bardziej liczne plus ludzie częściej ze sobą przebywali – sąsiedzi właśnie itd. Wtedy te spore ilości jedzenia w święta miały sens. Wtedy było dla kogo i było świątecznie, bo było inaczej niż co dzień. Czasy się zmieniły, wszystko na półkach jest na wyciągnięcie ręki, nie ma obaw, że zabraknie, że nie będzie itp. a jednak ta tradycja gdzieś została…I się marnuje u niektórych potem, bo robią tak jak byli nauczeni dawniej…

    • Z tym zamrażaniem też trzeba uważać – o ile mrożenie posiłków tuż po ich przygotowaniu ma sens, o tyle mrożenie dań już kilkakrotnie odgrzewanych lub wystawianych z lodówki (nie ukrywajmy – w okresie poświątecznym to częsta praktyka 😉 ) może wywołać przy ich ostatecznym spożyciu rewolucje żołądkowe. Kiedyś, gdy przyjechałam do Wrocławia na studia, zafundowałam sobie podobną mrożonkową atrakcję. Nie polecam, hehe. Pozdrawiam!

  5. Marnowanie jedzenia do jeden z moich głównych problemów. W ramach oszczędności (tak przynajmniej mi się wydawało) robiłam zakupy, nawet z listą!, na cały tydzień. Później okazywało się, że części produktów nie wykorzystałam i lądowały w koszu. Teraz staram się z tym walczyć, więc zobaczymy.

  6. Ja jedzenie, które zostaje po świętach daję bezdomnym. Czasem po prostu widząc bezdomnego pytam czy nie chciałby trochę jedzenia ze świąt, a czasem przekładam jedzenie do słoików, na wieczkach piszę co to jest i kiedy zostało zrobione i kładę przy osiedlowym śmietniku.

  7. Aby jedzenie się nie marnowało, powinniśmy zacząć od mądrych zakupów. Idąc do sklepu przygotujmy się. Sprawdzmy co mamy w szafkach i lodówce. Pomyślmy 5 minut i zaplanujmy posiłki na najbliższe dni. Uchroni to nas od kupowania zbędnych rzeczy, a tym samym unikniemy sytuacji, w której wyrzucamy nadmiary jedzenia. Innym pomysłem jest zamrażanie żywności, której mamy w nadmiarze i wiemy, że nie zdołamy przerobić. Np.: ugotowaliśmy obiad dla 4 osób a wyszło nam 5 porcjii- nic prostszego- pakujemy w pojemnik i do zamrażalnika.
    Ale podstawą jednak jest odpowiednie planowanie zanim jeszcze produkty trafia do naszego koszyka.

  8. W życiu bym nie wpadł na te wszystkie pomysły… Do części z nich na pewno będę się stosował 🙂 Dzięki wielkie 🙂

  9. @karo

    nie wiem, nie mógłbym się jakoś przełamać do freeganizmu, a idea wyciągania jedzenia ze śmietników szczerze mówiąc mnie odrzuca, raczej powinno się myśleć o zagospodarowaniu takich odpadów zgodnie z duchem ekologii, skompostowaniu ich i na tej bazie produkcji własnej organicznej żywności, nie wiem, w ramach jakiejś wspólnoty urban farming

    jedzenie wyrzucone na śmietnik, nawet odrobinę podpsute czy podpleśniałe może być nawet śmiertelnym zagrożeniem dla konsumenta

    zatem oszczędzanie – tak
    parcie w extremum – nie

    pozdrawiam

Dodaj komentarz