Oszczędzanie czy skąpstwo

Oszczędzanie czy skąpstwo – czy dotyczy Ciebie ten problem?

Czy pamiętasz ten dzień, w którym podjęłaś decyzję: zaczynam oszczędzać? To towarzyszące Ci wtedy podekscytowanie, że oto nastanie poważna, pozytywna zmiana w życiu… A zaraz potem przygotowanie pierwszego zeszytu lub arkusza kalkulacyjnego do prowadzenia domowego budżetu… Wyznaczenie sobie miesięcznych, kwartalnych, rocznych celów… Wypieki na twarzy i pierwsze drobne wrzucane do świnki skarbonki… Założenie rachunku oszczędnościowego w banku… Pierwsze podliczanie efektów… Itp., itd.Później człowiek już się przyzwyczaja. Cały proces oszczędzania mu powszednieje i staje się rutynową czynnością. Ba! U niektórych pierwotnie powzięte zamiary odłożenia określonej sumy nieco się rozmywają, bo pojawiają się po drodze inne, niezaplanowane wydatki. Czasami po takich potknięciach zapał gaśnie. Ale czasami dzieje się coś zgoła innego: krok po kroku popada się w obsesję odkładania coraz to większych sum, nawet kosztem drastycznego obniżenia komfortu życia.

„Chomikowanie” kasy, jak każdy inny rodzaj przesadnego zbieractwa, to według mnie pewien rodzaj zaburzenia osobowości. Z czego ono się bierze? Pewnie psychologia ma na to jakieś naukowe uzasadnienie, ale stawiam na brak pewności siebie i zaniżone poczucie własnej wartości z jednej strony („muszę uzbierać kwotę X, bo inaczej wyjdzie, że jestem do niczego”, „muszę sobie udowodnić, że dam radę uzbierać tę kasę”), a z drugiej strony postrzegam to jako najzwyklejsze w świecie uzależnienie. Tak, jak można uzależnić się od używek, wysokiego poziomu adrenaliny (sporty ekstremalne, kasyno), tak można uzależnić się od przesadnego gromadzenia pieniędzy.

Po czym poznać skąpca?

Sprawdź, czy któreś z poniższych punktów opisujących pewne myśli lub zachowania nie brzmią dla Ciebie znajomo:

  1. Czy liczysz swoje wydatki co do grosza i zaciskasz pas za wszelką cenę? Dosłownie – bo przy kasie w sklepie robisz wielką awanturę za postawione Ci pytanie „czy mogę być pani winna 2 grosze?”
  2. Czy odejmiesz sobie od ust kanapki na kolację, byleby tylko dotrzymać założonego planu finansowego na dany miesiąc? Ogólnie nie dojadasz, bo statystycznie jedzenie to największa grupa wydatków w budżecie, a Ty chcesz mistrzowsko opanować sztukę jej zredukowania.
  3. Czy w sklepach szukasz i kupujesz tylko te produkty, które aktualnie są w promocjach, przecenione (nawet, jeśli spowodowane jest to upłynięciem terminu ich ważności), a gdy potrzebnego produktu nie możesz otrzymać po obniżce – w ogóle rezygnujesz z zakupu?
  4. Czy unikasz kontaktów z innymi ludźmi, bo kalkulujesz sobie, że wyjście na miasto, domówka, wspólna kolacja czy wizyta w kinie lub na basenie to niepotrzebne wydatki? Ostatni raz widziałaś się ze znajomymi lub rodziną wiele, wiele miesięcy temu….
  5. Czy w związku z powyższym, wymyślasz setki wymówek, byleby nie zjawić się na czyichś imieninach/urodzinach/rocznicy ślubu itp.? W końcu udział w takim spotkaniu oznacza najczęściej konieczność zakupu prezentu, a na samą myśl o wydaniu na ten cel pieniędzy popadasz w panikę i odczuwasz dyskomfort…
  6. …A gdy już dasz się namówić na wspólne wyjście, to wykręcasz się od zapłacenia za siebie rachunku mówiąc, że „zapomniałam portfela”, „chwilowo nie mam pieniędzy”, „znajduję się obecnie w trudnej sytuacji finansowej” lub „czy możesz za mnie zapłacić? Ja zapłacę za ciebie następnym razem” (a do następnego razu zwykle nie dochodzi).
  7. Czy boli Cię brzuch, głowa, nie możesz spać i czujesz ogólne pogorszenie nastroju, kiedy przydarzy Ci się nieplanowany wydatek? Wypominasz go sobie i jesteś na siebie wściekła, nie potrafisz sobie wybaczyć i przejść nad tym incydentem do porządku dziennego?

    Po czym poznać sknerę?
    Źródło: PublicDomainPictures / Pixabay.com
  8. Czy ciągle robisz swojemu partnerowi awantury za – twoim zdaniem – jego rozrzutność i życie ponad stan? Wytykasz mu każdy zakupiony magazyn sportowy, każde piwo w weekend, nową płytę z muzyką ulubionego wykonawcy?
  9. Czy piętnujesz nie tylko „rozrzutność” partnera – ale także innych członków rodziny, znajomych, współpracowników, sąsiadów? Głośno rozwodzisz się nad tym, że to nieodpowiedzialne z ich strony kupować sobie tak drogie rzeczy, tak często gdzieś wyjeżdżać, organizować przyjęcia.
  10. Czy narażasz swoje dobre imię i przyjacielskie stosunki z drugą osobą udając, że oddałaś jej już dawno temu pożyczone Ci pieniądze? Doskonale wiesz, że jesteś komuś coś dłużna, ale grasz rolę niesprawiedliwie posądzonej o kłamstwo ofiary lub udajesz, że nie wiesz, o co jej chodzi. W nieco lżejszej wersji: przy każdym upomnieniu usprawiedliwiasz się, że jeszcze nie masz pieniędzy, by oddać dług. Sytuacja trwa miesiącami/latami.
  11. Czy – jeśli to Ty masz komuś pożyczyć pieniądze – odkładasz tę decyzję w czasie, a pieniądze wręczasz z bólem serca? Czy gdy już niechętnie udzielisz komuś pożyczki, nachodzisz swojego dłużnika non-stop, wydzwaniasz codziennie i wybuchasz gniewem podczas rozmów z nim, gdy prosi o jeszcze jeden dzień cierpliwości? A do tego żądasz niestosownie wysokich odsetek…
  12. Czy w ogóle nie kupujesz sobie nowych ubrań, choćby na wyprzedażach? Wciąż nosisz te mocno wysłużone, samodzielnie pocerowane/załatane spodnie. Co z tego, że się już zdeformowały, poprzecierały i wyblakły.
  13. Czy nigdzie nie wyjeżdżasz w czasie urlopu argumentując, że nie masz za co lub nie czujesz po prostu takiej potrzeby? Siedzisz całymi dniami zamknięta w domu, a do pracy wracasz bardziej zmęczona niż przed wzięciem wolnego…
  14. Czy gdy dopadnie Ciebie jakaś choroba, unikasz jak ognia wizyty u lekarza, bo obawiasz się przepisania Ci drogich leków? W efekcie wszystko „leczysz” jednym sposobem: herbatą z cytryną połączoną z leżeniem pod kocem.
  15. Czy obsesyjnie, codziennie przeglądasz oferty banków, by zmienić ulokowanie swoich oszczędności? Jeśli jakiś inny bank oferuje choćby 0,2% więcej na lokacie, niż Twój obecny, popadasz we wściekłość, głowisz się, jak przesunąć swoje oszczędności bez straty.
  16. Czy ogłaszasz wszem i wobec, że prowadzisz minimalistyczny tryb życia? Pozbywasz się nawet najpotrzebniejszych przedmiotów (oczywiście odpłatnie, nic za darmo), twierdząc, ze w razie czego pożyczysz je od znajomych/sąsiadów. Po pewnym czasie pożyczasz niemal wszystko od wszystkich.
  17. Czy podczas wizyty u kosmetyczki, fryzjera itp. lamentujesz, że czemu tak drogo, czy nie da się zejść z ceny – nawet, jeśli korzystasz już ze zniżki dla stałej klientki? I tak przy każdej wizycie. Nie spoczniesz, póki nie dostaniesz ekstra rabatu. Niebawem usłyszysz, że usługodawca nie jest w stanie nigdzie Ciebie zapisać – bo wszystkie terminy pozajmowane…

Widzisz siebie w którejś z powyższych sytuacji? A może pasuje do Ciebie więcej punktów z listy?

Dusigrosze nie bez powodu uważani są za osoby ponure, opryskliwe, kłótliwe i zrzędliwe. Obsesyjne gromadzenie pieniędzy odbiera radość życia, utrudnia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Dlatego jeśli zauważasz, że zaczynasz przesadzać ze swoim oszczędzaniem, zatrzymaj się: pozwól sobie na drobne odstępstwa od obranego planu finansowego, znajdź w budżecie „wolne środki” na rozrywkę w gronie innych osób. Zobaczysz, że świat się nie zawali. Na co komu góra złota, jeśli wspięcie się na nią okupione jest smutkiem, wyrzutami sumienia i samotnością?

Oszczędzajmy mądrze, by cały proces nie był dla nas i naszego najbliższego otoczenia utrapieniem.

17 przemyśleń nt. „Oszczędzanie czy skąpstwo – czy dotyczy Ciebie ten problem?

  1. 3 i 15 do kosza bo to nie skapstwo tylko bycie zaradnym, 0,2% od 1000000 to calkiem fajne pieniadze a zywnosci po terminie prawo zabrania sprzedawac. Dobrze zbilansowany budzet zawiera w sobie fundusz rozrywkowy/wakacyjny etc wiec podstawa to dobry budzet i trzymanie sie planu, opisane powyzej ppdejscie jest podobne jak do diet przez pol roku 300 kcal aby na urlopie najesc sie frytek 🙂 do niczego dobrego nie prpwadzi

    • Nie wydaje mi się 😉 zauważ, że chodzi tu bardziej o obsesyjne myślenie o pieniądzach i skrajnie negatywne emocje towarzyszące lokowaniu oszczędności niż o wartości procentowe same w sobie. A jeśli już trzymamy się liczb, to nie wydaje mi się, by ktoś trzymał milion złotych na lokacie czy rachunku oszczędnościowym… Chociaż, różni są ludzie 😉

      Natomiast co do żywności po terminie… prawo prawem, a na sklepowych półkach i tak zalegają nieświeże produkty lub te „promocyjne” z ważnością do dziś/jutra… a nawet z datą po. Chyba każdy kiedyś na taki kwiatek choć raz w życiu natrafił 😉 Pozdrawiam!

      • Do bogactwa nie dochodzi się rozrzutnością. Tak zwane skąpstwo bogatych często jest mylone z szacunkiem do pieniądza, który te osoby posiadają jeśli tylko same do tego bogactwa doszły. Osoby te posiadają grupę cech osobowościowych która ich właśnie doprowadza do tego bogactwa. Tym różnią się od przeciętnej większości. Nie mylić tego ze skąpstwem.

  2. Ja też unikam lekarza dopóki tylko „da się” i to wcale nie ze względów finansowych 😉 Jak zawiedzie herbata z cytryną i inne domowe sposoby, co akurat zdarza się bardzo sporadycznie, dopiero wtedy wybieram się do niego. Co do punktu 8 – myślę, że osoby zwyczajnie oszczędne, też mogą mieć problem z rozrzutnością drugiej połówki. Budżet domowy powinno się prowadzić wspólnie. Jeśli któryś z członków rodziny nie trzyma się ustalonego planu – należy mu to uświadomić, zmotywować do oszczędzania. „Skoro postanowiliśmy racjonalnie wydawać pieniądze, oszczędzać i prowadzić budżet, to musimy być konsekwentni sami przed sobą”. Magazyny, piwo, płyty to raczej rozrywka, której wydatek powinien się mieścić w danym budżecie 😉

    • Cześć Diana! 🙂
      Ogółem nie o same wizyty u lekarza chodziło mi w pkt. 8, tylko o fakt, że chęć zatrzymania przy sobie pieniędzy odbiera ludziom czasem zdrowy rozsądek 🙂 Też należę do osób, które nie lubią odwiedzać lekarzy – chyba nikt za tym specjalnie nie przepada 🙂 jednak trzeba wiedzieć, kiedy zwykłe wylegiwanie się i herbatki to za mało i nie patrzeć na pieniądze – zdrowie ważniejsze.

      Taka ciekawostka. Sama ostatnio przekonałam się, że nie zawsze wystarczą naturalne sposoby kurowania się. Przechorowałam grypę, dostałam ZLA od lekarza na kilka dni, który zalecił mi zjawienie się na kontrolę, nawet gdy poczuję się lepiej. Czułam się na tyle dobrze, że na kontrolę nie poszłam, tylko od razu rzuciłam się w wir pracy – akurat mieliśmy w firmie młyn. Na efekt nie trzeba było długo czekać 😉 zapalenie strun głosowych i zatok uderzyło we mnie niedługo później i przeszłam je o wiele gorzej niż samą grypę… I tym razem dostałam silne leki. Kilkutygodniowy kaszel męczył mnie niesamowicie, przez ten incydent, większość lutego miałam „z głowy”. I dopiero w minionym tygodniu odważyłam się powrócić na rower.

      Co do jazdy na rowerze podczas jesieni i zimy to w ogóle ciekawa sytuacja, bo odstawiłam swój jednoślad jakoś tuż przed świętami bożonarodzeniowymi i przez styczeń dojeżdżałam do pracy MPK – no i wtedy moja odporność poszła w dół 😉 Wniosek: nie należało odstawiać roweru 😛

      Z rozrzutnością drugiej połówki – zgodzę się, bywa to problematyczne, jednak jeśli obie strony znają umiar i mieszczą się ze swoimi wydatkami w ustalonym budżecie, to według mnie nie ma w ogóle tematu do robienia komuś wyrzutów 🙂

      Pozdrawiam!

  3. Znajomość z osobami oszczędnymi do przesady jest kiepska. Mam taką koleżankę, od czasu do czasu spotykamy się na kawę i kiedyś na wspólne zakupy. Wielokrotnie było tak, ze jeszcze na studiach ona pożyczała ode mnie jakies pieniądze na upatrzoną torebkę, bluzkę itp a pozniej w dziwny sposób zapominała o tym. Kiedy raz odważyłam się upomnieć o swoje 100zl usłyszałam ,,ale jestem pewna, że Ci oddałam, teraz nie mam, ale skoro się upierasz to uwzględnie to w budżecie na przyszły miesiąc” oczywiscie minął przyszły miesiąc i nadal zwrotu nie było, kiedy znowu sie upomniałam to z łaski zaczęła mi oddawać w ,,ratach”. Czułam się z tym okropnie i więcej po prostu jej nie pożyczałam i unikałam wspólnych zakupów. Zauważyłam tez, że bardzo często ja stawiałam kawę, bo akurat był koniec miesiąca, ale nigdy ńie proponowała, że to ona zapłaci za mnie… Zaczęłam na ,,kawę” przychodzić przed czasem, zamawiać i płacic za siebie 🙂 rozumiem, że ktos moze miec nieco inną sytuację finansową itp, ale bez przesady… Ja przez całe studia pracowałam i było mnie stać na więcej niz moich rówieśników, ale to ńie powód, żeby ich w ten sposób finansować.

  4. W takich momentach zawsze podaję przykład mojej cioci. Kilkanaście lat temu to było – zapytała mojej mamy czy mogłaby jej pożyczyć pieniądze na buty dla jej syna i nie byłoby problemu gdyby nie powód, cytuję „Wiesz, mam stówę ale nie chcę rozmieniać.” 😉

  5. Cieszę się, że daleko mi do Twoich 17 punktów. Pieniądze mają gigantyczny wpływ na nasze życie i to nie koniecznie przez ich ilość w naszym portfelu, tylko przez podejście do nich. Znacznie będziemy szczęśliwsi nie myśląc o nich non stop, ale oczywiście mając dla nich „plan”.
    Mnie też niestety się zdarzyło pożyczyć komuś 400 zł, których nigdy już nie zobaczyłam. Nie wiedzieć czemu tą samą osobę poleciliśmy znajomemu fotografowi… Prawdopodobnie nigdy nie otrzymał zapłaty za zrobienie zdjęć na weselu…. Choć zdjęcia były bardzo dobre. Takie zachowanie chyba ma się we krwi.. Moja zasada, z osobami które toksycznie na mnie wpływają nie utrzymuję kontaktu.

    PS. Fajnie, że znowu z nami jesteś 🙂

  6. Ciężko rozstrzygnąć, czy jestem oszczędny, czy sknerą. Ta granica jest bardzo cienka. Ja sam nie uważam się za sknerę. Dobrze planuję swój budżet i z reguły wiem na ile mogę sobie pozwolić, a oszczędzam ponieważ mam swoje cele, które są dla mnie bardzo ważne. W związku z tym, nie „dziaduję” na wszytskim. Jeśli tylko ustalony wcześniej przeze mnie limit pozwala mi na zakup czegoś ekstra- po prostu robię to. Wiem, że w oczach innych ludzi mogę czasem wygladać na strasznego skompca bo np. nie pozwoliłem dziecku na zakup świecącej pierdoły za 30 zł na nadmorskim straganie, ale niby dlaczego miałem mu na to pozwolić, jak wiem, że taka sama pierdoła w internecie jest za 10 zł i tam też ją dziecku zamawiam. Czy to jest skąpstwo? Mi się wydaje, że nie. Prawdą jest, że wielu rzeczy sobie odmawiam, ale po piersze- dbam o realizację moich celów, a po drugie- umiem też oddzielić zachcianki od potrzeb.
    Powstaje więc kilka pytań:
    czy byłbym szczęśliwszy, gdybym wiecej wydawał, a mniej oszczędzał? Myślę, że nie 🙂
    Czy myszę mieć wszytskie rzeczy świata? Myślę, że nie:)
    Czy muszę się przejmowac tym, że w czyiś oczach jestem skąpcem? Myślę, że nie 🙂

    Także niech myślą co chcą. Ja myślę o sobie- Oszczędny, nie sknera 🙂

  7. Uchodzę za domowego sknerusa, ale daleeeeko mi do Twoich punktów 🙂 I właśnie wybieram się po szparagi 🙂 Żyje się raz! (i nikt nie wie ile czasu mu zostało)

  8. Świetny artykuł! Mimo wszystko uśmiechnąłem się kilka razy pod nosem, bo faktycznie oszczędzenia może przemienić się w obsesję. Nie tylko czekanie przy kasie na oddanie 1 grosza, ale i gaszenia światła na klatce schodowej, siedzenie po ciemku przy komputerze (bo i tak widać) czy rezygnowanie z przyjemności, z których czerpaliśmy pełną garścią. Oszczędzać należy, to oczywiste, ale potrzebny jest dobry plan oszczędzania i wyznaczenie celów, zarówno tych krótko-, jak i długoterminowych. Wówczas jest dużo łatwiej i postępujemy bardziej racjonalnie. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz