Pieniądze są sexy Fryderyk Karzełek

Pieniądze są sexy

„Pieniądze szczęścia nie dają; pieniądze psują charakter; bogactwo sprawia, że ludzie stają się samotni; bogaci nie mogą spokojnie spać; bogactwo można zdobyć tylko kosztem rodziny; zbyt dużo pieniędzy prowadzi do zwyrodnienia; a tak w ogóle to, jak wszyscy wiemy, pierwszy milion trzeba ukraść.”

Tymi słowami autor książki „Pieniądze są sexy”, Fryderyk Karzełek, rozpoczyna swój niemal 300 stronicowy poradnik autobiograficzny. Umyślnie, prowokacyjnie przywołuje te utarte w społeczeństwie stwierdzenia – po to tylko, by udowodnić, że nie są one prawdziwe. Ba! Autor sugeruje, że jest wręcz odwrotnie – to bieda jest główną przyczyną wszelkiego zła. To ona prowadzi do kradzieży i innych przestępstw, zazdrości, zawiści, zgorzknienia, niezadowolenia z życia. Pieniądze same w sobie zdaniem Karzełka nie są ani niczym dobrym, ani niczym złym – wszystko zależy od nas, jakie przywiązujemy do nich znaczenie i ładunek emocjonalny, czy uczyniemy z nich narzędzie – czy obiekt czci. Natomiast sam ich nadmiar czy obfitość nie jest zdaniem autora niczym nagannym moralnie.

Z tą myślą przewodnią autor prowadzi czytelnika za rękę przez kolejne rozdziały, a jednocześnie odsłania karty własnego życiorysu. Trzeba przyznać, że doświadczenie w sferze finansowej ma on bogate: po przełomie 1989 roku zaliczył emigrację zarobkową, gdzie – zanim przywdział garnitur – wykonywał na początku prace fizyczne; gdy wrócił do kraju, z sukcesem zarządzał wieloma spółkami z branży finansowej; obecnie realizuje się zawodowo jako doradca finansowy, tzw. money coach. Dotychczas przeszkolił skutecznie ponad 10 000 osób – tak liderów korporacji, firm ubezpieczeniowych, jak i „szarych obywateli”. Jest więc praktykiem, który przeszedł różne szczeble społecznej drabiny.

W swoim poradniku autor zadaje dużo pytań o sferę psychologiczną bogacenia się. Dlaczego pieniądze są w Polsce tematem tabu? Co decyduje o powodzeniu? Dlaczego tyle ludzi zazdrości sukcesu innym, a jednocześnie nie robi zbyt wiele, by skupić się na poprawie własnej sytuacji finansowej? Co zrobić, by znieść w sobie blokadę – strach przed podejmowaniem ryzyka?

Karzełek nie ukrywa, że bez ryzyka nie ma szans na stanie się bogatym. Zachowawczość wstrzymuje rozwój, nie pozwala rozwinąć skrzydeł. Można czekać na cud i wygraną w lotka, ale szanse na stanie się w ten sposób zamożnym są nikłe. Lepiej wziąć sprawy w swoje ręce i mając wbite do głowy m.in. następujące prawdy:

  • każdy ponosi 100% odpowiedzialności za to, jak mu się w życiu powodzi;
  • nie ma przypadków we Wszechświecie;
  • droga na skróty najczęściej jest najdłuższa;
  • na świecie nie ma nic za darmo,

iść do przodu i kształtować życie w taki sposób, byśmy czuli się spełnieni i szczęśliwi, znajdując równowagę między zarabianiem pieniędzy, utrzymywaniem kontaktów z przyjaciółmi i rodziną a dbaniem o zdrowie. Jeśli nienawidzisz swojej pracy, a posiadasz pasję – zmień ją w swój sposób na życie, otwórz własny biznes. Jeśli uznajesz, że nie otrzymujesz adekwatnego wynagrodzenia – upomnij się o podwyżkę; w razie braku zgody – nie tkwij w miejscu, gdzie nie jesteś doceniany. Bez zmiany sposobu myślenia, naszego nastawienia, zarabianie zadowalających nas pieniędzy będzie trudne, a nawet niemożliwe.

Pieniądze są sexy
Źródło: Wydawca – Heksagon

Podczas lektury wynotowałam sobie wiele inspirujących cytatów, z którymi w pełni się zgadzam – tutaj przywołam tylko kilka złotych myśli:

„Już od najmłodszych lat jesteśmy nasączani toksycznymi treściami, które przyjmujemy za obowiązującą normę, np. o tym, że seks jest brudny, ludzie podli, a pieniądze szczęścia nie dają.”

„Większość ludzi już na starcie popełnia podstawowy błąd, ponieważ nie potrafią precyzyjnie określić, ile docelowo chcieliby zarabiać, tak by ich status materialny i stan posiadania były w pełni satysfakcjonujące.”

„Posiadany potencjał zależy przede wszystkim od nas samych. To my go kreujemy, dbając o swój rozwój bądź popełniając grzech zaniechania, z braku wizji, lenistwa, niskiej samooceny, uwarunkowań rodzinnych czy środowiskowych.”

„System emerytalny proponowany przez polityków ubezwłasnowolnia nas, skłania do tego, by de facto nie troszczyć się o siebie. Po prostu płacimy składkę i na tym kończy się nasze myślenie oraz troska o przyszłość.”

Właśnie – bezpieczeństwo finansowe na emeryturze to kolejny ważny temat poruszany w „Pieniądze są sexy”. Poświęcony jest mu cały jeden rozdział książki. Karzełek sam zarzeka się, że chciałby pracować tak długo, jak się da, póki biologia mu na to pozwoli – bo kocha to, co robi, czerpie ze swojej aktywności radość. Kiedy jednak nadejdzie już ten moment, że trzeba będzie zejść z zawodowej sceny, nie chce być zdany na łaskę rządzących. Zachęca do tego, byśmy sami też zadbali o zabezpieczenie finansowe na czas emerytury. I żebyśmy nie traktowali dobicia do emerytury jako celu samego w sobie – bo wtedy ograniczamy się. Co to za cel, gdy mówimy, że „nie mogę doczekać się przejścia na emeryturę?”. To tak, jakby głośno powiedzieć: „większość mojego życia jest bez sensu i nie daje mi radości”.

Autor pisze bardzo żywym, przystępnym językiem. W zasadzie podczas czytania odnosiłam wrażenie, jakbym rozmawiała z nim osobiście, bez skrępowania podczas wspólnego spotkania na kawie. „Pieniądze są sexy” to bardzo przyjemna pozycja, w której znaleźć można wiele celnych, nieraz ironicznych spostrzeżeń i wskazówek, jak uporządkować ekonomiczne aspekty swojego życia. Polecam tę książkę każdemu, bez względu na status społeczny czy wiek. A na końcu poradnika czeka nas bonus – 10 kroków do stabilności finansowej oraz 3 wywiady z ludźmi, którzy zbudowali swoją niezależność finansową.

7 przemyśleń nt. „Pieniądze są sexy

  1. Czytałam, bardzo ciekawa pozycja. Osobiście nie ze wszystkim się zgadzam, ale jedno uświadamia bardzo dobitnie – jak dziwne jest dzisiaj podejście większości ludzi do pieniędzy.

    • W pewnym stopniu zgodzę się, ale tak jest raczej tylko w USA, gdy nosi się nazwisko Kiyosaki – na pewno nie w Polsce 😉 Z samego wydania książki większa jest satysfakcja i reklama własnej działalności niż pieniądze. Przy średnim nakładzie ok. 3 tys. egzemplarzy (tyle się zwykle puszcza „na start” – jeśli całość się sprzeda, robi się dodruki), cenie okładkowej ok. 40zł i maks. 10% udziału autora od sprzedanego egzemplarza (hoho, na taki zysk liczyć można tylko, gdy sobie już człowiek wyrobi na rynku wydawniczym pozycję), to wychodzi 4 zł za kupioną książkę (brutto). Więc gdy rozejdzie się cały nakład – w skali roku przełoży się to na 1 tys. zł brutto miesięcznie 😉 do kokosów jeszcze daleko, a większość autorów i tak o 10% wartości okładkowej może pomarzyć.

      A i ogólnie pisania książki też nie nazwałabym „najłatwiejszym” sposobem… Gdy wspominam, jak sama po pracy siedziałam do późna w nocy i trzaskałam kolejne strony swoich poradników, to wzdycham z ulgą, że to już za mną 😉

  2. Przecież nikt nie każe kupować książek- ja dzięki nauce oszczędzania z darmowych blogów nauczyłam sie ze jest biblioteka i używane egzemplarze, a to w moim przypadku krok milowy, zawsze uwielbiałam wchodzić do Empiku i płacić bardzo dużo za pachnące egzemplarze, ktore często kupowałam pod chwila impulsu i pięknej okładki a do dzis lezą nieprzeczytane. Mimo wszystko bardzo gratuluje wydanych książek i doceniam prace szczególnie kiedy ksiazki nie sa kopia darmowych blogów a tak na pewno jest w przypadku Dany, co prawda nie przeczytałam w całości wydanych przez nią książek ale mam i przeglądałam wyrywkowo i sa super 🙂 pozdrawiam!!!

  3. Większość ludzi już na starcie popełnia podstawowy błąd, ponieważ nie potrafią precyzyjnie określić, ile docelowo chcieliby zarabiać… Hmm, jeśli o mnie chodzi to ja zawsze stawiałam sobie jakiś próg który był moją wytyczną, ale zarazem nie przesadzałam z tą górną granicą. Kiedy więc już osiągnęłam to co zamierzyłam na początku, to teraz staram się sięgnąć kolejnej zawieszonej nieco wyżej poprzeczki i liczę że również mi się uda, jak było to w przypadku tej pierwszej.

Dodaj komentarz