Podsumowanie roku 2017, cz. I – koszty ślubu i wesela

Podsumowanie roku 2017, cz. I – koszty ślubu i wesela

Zbierałam się i zbierałam do napisania tego wpisu i ciągle COŚ stawało mi na przeszkodzie. Ale bez zbędnego użalania się i tłumaczenia – przejdźmy do konkretów. Zwykle wpisy podsumowujące miniony rok wychodziły u mnie dość rozwlekłe, bo chciałam poruszyć różne kwestie. Cóż, tym razem wyszło podobnie – choć starałam się w miarę zwięźle dotknąć różnych zagadnień i ocenić, co poszło ok w minionym roku, a gdzie nie do końca wydarzenia potoczyły się po mojej myśli, wpis wyszedł długi. Dlatego za sugestią jednaj z czytelniczek, dzielę podsumowanie 2017 roku na dwie części. Na pierwszy ogień idzie podsumowanie kosztów ślubu i wesela, w tygodniu pojawi się część druga. Zapraszam!

W ten sposób dobrnęliśmy do rozliczenia wydarzenia, które w zasadzie zdominowało u mnie cały 2017 rok: ślub i wesele. We wpisie Koszty organizacji ślubu i wesela – planowanie możecie sprawdzić, co braliśmy pod uwagę przy estymowaniu z dokładnym opisem kategorii, dzisiaj bardziej skupimy się na rzeczywistych wydatkach i tym, skąd się wzięły różnice. Dopytywaliście mnie o to porównanie, w sumie nie dziwię się – co chwilę ktoś bierze ślub, więc taka wiedza o „tykających bombach” finansowych w tej dziedzinie może się przydać 😉

Koszt ślubu i wesele - porównanie wydatków z szacunkami

Udało się nam zmieścić w zakładanym limicie niecałych 59 tys. zł, a nawet wyszło o 12 tys. zł taniej.

Głównie przyczyniły się do tego:

  • mniejsza od zakładanej liczba noclegów – dużo osób z Wrocławia lub okolic zdecydowało się od razu po weselu wrócić do siebie do domu;
  • zrezygnowanie przez hotel z obciążenia nas opłatą parkingową;
  • na ślubie po różnych zawirowaniach ostatecznie pojawiło się 106 osób (zaprosiliśmy 72 pary), więc mniejsze były też koszty wyżywienia;
  • znaleźliśmy na własną rękę w miarę tani i bardzo fajny zespół (wszystkie polecane były droższe lub miały zajęty termin).

W związku z tym, że na powyższym udało się nam zaoszczędzić, postanowiliśmy zgromadzone środki przesunąć na inne kategorie wydatków:

  • nie wymyślaliśmy na siłę prezentów dla gości – stwierdziliśmy, że będziemy wręczać wódkę lub wino, plus domówiliśmy „słodkie podziękowanie”, czyli dodatkowe ciasta z cukierni, które wręczaliśmy na odchodne;
  • w związku z powyższym – zdecydowaliśmy się dokupić opakowania prezentowe: kartonowe pudełka na wódkę i na ciasto, ozdobne torby na wino;
  • początkowo rodzice nie chcieli publicznego podziękowania dla rodziców, ale dali się namówić – przygotowaliśmy dla nich prezenty: książki fotograficzne będące przekrojem całego naszego życia, od urodzenia aż do dnia ślubu, plus dorzuciliśmy kosze ze słodkościami, herbatami, kawami;
  • sami zaprojektowaliśmy winietki, zawieszki na alkohol i karty menu – i zleciliśmy ich druk (wcześniej w planie było skorzystanie po prostu z elementów na wyposażeniu hotelu, a usadzenie gości zapewnić miała wywieszona przy wejściu agenda z ogólnym przypisaniem osób do stolików);
  • zwiększyliśmy liczbę elementów dekoracyjneych – kupiliśmy np. ozdobne litery i miniatury rowerów na nasz stół, toper na tort, zapłaciliśmy za wypożyczenie czerwonego dywanu, dopłaciliśmy do ozdób florystycznych;
  • zamówiliśmy u rzeźnika dodatkowe danie-atrakcję – płonący udziec.

Pozostałe „minusy” to wydatki nieplanowane. Dotyczyły one pozycji:

  • Strój panny młodej – sama suknia, buty i żakiet nie były wielkim wydatkiem, ale przy planowaniu zbyt optymistycznie podeszłam w tej kategorii do kosztu dodatków. Dokupiłam dwie pary jasnych rajstop i ozdobę do włosów (rękodzieło – niby niewielki, srebrny grzebień, a kosztował 160 zł). Tydzień przed ślubem natrafiłam na piękną sukienkę balową do kolan, ze złotej nici, która strasznie mi się spodobała – i kupiłam ją jako sukienkę „na zmianę”, którą ubrałam po oczepinach. Koszt: 300 zł. W sumie nie wiem, czy powinnam ją zaliczać do wydatków ślubnych, bo zdążyłam w niej już pójść na bal sylwestrowy, na pewno ją też ubiorę na inne okazje, nie planuję jej sprzedawać. Ale dla porządku, dodałam ją do bilansu.
  • Strój pana młodego – ha! kto by pomyślał, że ubranie męża okaże się droższe od ubrania mnie? Pierwotnie garnitur z koszulą kosztował 1063zł, ale potem doszła zapasowa koszula za 199 zł oraz nowy pasek za 149 zł. Podobna sytuacja, jak z moją zapasową sukienką.
  • Fryzjer i kosmetyczka – kupa śmiechu, bo przy szacowaniu nie uwzględniłam, że np. mąż przecież też odwiedzi fryzjera.
  • Wywóz śmieci – koszt 250 zł za podstawienie małego, dodatkowego kontenera na szkło. Tak, ta pozycja nas bardzo zdziwiła, ale obsługa hotelu twierdziła, że bez tego po weselu przekażą nam wszystkie puste butelki do utylizacji, żebyśmy sami sobie z nimi radzili. Hmm, nie wnikam, dowiedzieliśmy się o tym krótko przed weselem i było nam już wszystko jedno.

Kolaż ze zdjęć ze ślubu i wesela

Na weselu i ślubie nie wygenerowały dla nas dodatkowych wydatków, mimo że skorzystaliśmy:

  • Film ze ślubu i wesela – tak jak wspominałam we wpisie o planowaniu kosztów, film nagrał dla nas rodzic;
  • Bukiety dla panny młodej i świadkowej – świadek uparł się, że pokryje ten koszt z własnej kieszeni;
  • Samochód dla pary młodej – wypożyczenie zorganizował członek rodziny.

I na koniec – czy coś z imprezy się zmarnowało?

  • Jedzenie – w sumie część zostawiliśmy sobie, część daliśmy rodzicom i rodzeństwu, a nawet kilkoro najbliższych przyjaciół zostało obdarowanych słoikami z zupą. W ciągu 3-4 dni po weselu zapasy zostały wyzerowane. Nic nie mroziliśmy. Nic się nie zmarnowało.
  • Napoje i alkohol – zostało nam kilkanaście kartonów soku jabłkowego, kilka pomarańczowego, 16 butelek wódki, którą i tak rozdaliśmy po rodzinie i znajomych (nie pijamy, nie przepadamy). Do tego kilka napoczętych butelek whisky i wina, oraz kilkanaście butelek wina, które dostaliśmy w prezencie – na pewno się nie zmarnują. Najwięcej zostało nam napoju Schweppes Classic – nadal kilkanaście jego butelek zajmuje nam szafkę nad okapem. Zostało też kilkanaście butelek Pepsi, ale one – podobnie jak soki owocowe – zdążyliśmy już dawno wypić. Pozostały również 3 zgrzewki (po 6 sztuk) piwa bezalkoholowego – nie było upału, więc nie cieszyły się zbytnim zainteresowaniem (za wyjątkiem kierowców).

Ogółem odetchnęliśmy z ulgą. Najbardziej obawialiśmy się, że nie będzie gdzie trzymać pozostałości z uroczystości oraz głowiliśmy się, jak długo uda nam się przechowywać żywność, by nie uległa zepsuciu. Stąd wniosek, że ilościowo jedzenie i napoje zaplanowaliśmy niemal idealnie.

Tyle pod kątem kosztów ślubnych. W tym roku czeka nas jeszcze krótka sesja nowożeńska w plenerze (z uwagi na nasze choroby i późniejszy chłód, nie udało się nam tego zamknąć jesienią 2017), ale ona nie wygeneruje już dodatkowych kosztów – mieliśmy ją wliczoną w pierwotną cenę.

Nowa Zelandia - podróż poślubna

Tematem „spadkowym” z 2017 jest natomiast nasza podróż poślubna. Po ślubie wzięliśmy krótki urlop, który, jak wspominałam, przechorowaliśmy. Pomimo przeziębienia udało nam się złapać oddech w bardzo fajnym miejscu zwanym Osada Śnieżka (wygooglajcie, warto).

Podróż poślubną z prawdziwego zdarzenia właśnie teraz sobie organizujemy. Celem naszej wyprawy będzie Nowa Zelandia, planujemy na nią przeznaczyć 3 tygodnie urlopu w marcu. Nie korzystamy z usług biura podróży, wszystko ogarniamy sami. To dla nas największe z dotychczasowych przedsięwzięcie logistyczno-finansowe w kategorii wycieczek, dlatego spodziewajcie się osobnego wpisu traktującego o przygotowaniach do wyprawy. Jest z tym całkiem sporo zachodu, może kogoś zainspirujemy i też się skusi na taki wojaż 🙂

Już teraz serdecznie zapraszam na ciąg dalszy wpisu podsumowującego miniony rok – opublikuję go najpóźniej we wtorek.

7 komentarzy do wpisu „Podsumowanie roku 2017, cz. I – koszty ślubu i wesela

  1. Ślub i wesele to niestety duży wydatek. My braliśmy ślub w 2015 r. w okolicach Warszawy i też wyszło nas około 50.000 zł. Z drugiej strony to jedyny taki dzień w życiu 🙂

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂

    • Cześć Ola! Niestety, uroczystość jest finansowo „gruba”, a jeśli zapraszasz na nią 100 lub więcej osób – wtedy koszty już w ogóle szybują. Pozdrawiam!

  2. Mam nadzieję, że po ślubie będzie znowu więcej wpisów 😉

    A tak po męsku szowinistycznie patrząc to te 56k to by był niezły wkład własny na mieszkanko.

    PS. Gratulację oczywiście. Wpis ten przywołał moje wspomnienia ze ślubu i wesela. Ahhhh… to se ne wrati…

    • Cześć! Tak, nawet bardzo konkretny wkład własny 😉 Na szczęście kwestie mieszkaniowe mieliśmy załatwione rok wcześniej.
      Ogółem jestem zadowolona z tego, że udało nam się ten ślub z weselem zorganizować w pół roku, bez zadłużania się. Mój brat przygotował dla nas pożyczkę-rezerwę na wypadek, gdybyśmy mocno niedoszacowali nasze wydatki, ale na szczęście nie było potrzeby z niej korzystać. Aż sama siebie i męża za to pochwalę 😉 Pozdrawiam!

      • Szacun dla Ciebie Dana że wydałaś mizerne 1000 zł na suknię z dodatkami a Twój mąż 1400 na garnitur. Ale suknię nosi się raz a garniak pewnie teraz będzie używany na wszystkie imprezy, chrzty, wesela i pogrzeby. Byleby mu się nie przytyło/schudło/urosło.

        Mój ślubny garniak niestety nie przeżył ślubu kuzynki gdy kelnerka wylała na mnie gorący talerz z rosołem. Z marynary spłynął na spodnie w okolice intymne. Nie polecam 🙂

  3. No przyznać trzeba że koszty nie małe, no ale to duże wesele i trzeba się liczyć z takimi kosztami. Wiem coś o tym, bo swego czasu bylem bardzo blisko tej branży ślubno-weselnej. Ani tak jakieś kilka tysięcy ominęliście bo nie ma kosztów videofilmowania i samochodu ślubnego, a to też generuje nie mały koszt. Dobrze mieć więc kogoś w rodzinie, kto zajmie się tymi rzeczami.

  4. Fajnie, że wszystko zostało tutaj tak dokładnie rozpisane, teraz każda Panna Młoda, jak i Pan Młody mogą sobie to przejrzeć i też dojść do wniosków, na czym można oszczędzić, a na czym oszczędzać się nie powinno 🙂 Fajny wpis i jeszcze raz gratuluję! 🙂

Dodaj komentarz