Poszukiwanie odpowiedniego mieszkania

Polowanie na mieszkanie

W miniony piątek miałam okazję poznać osobiście autorkę zaprzyjaźnionego bloga Finanse na obcasach – Magdę (swoją drogą, serdecznie pozdrawiam i dziękuję za wspólnie spędzony czas!). Gdy okazało się, że mieszkamy w pobliżu, postanowiłyśmy spotkać się niemal pod oknami mojego mieszkania 😉 Miała być jedna kawa i krótka pogawędka, a skończyło się na ponad 2 godzinach babskiego gadania o finansach i tematyce okołoblogowej. Bardzo mnie to spotkanie podbudowało i dało zastrzyk pozytywnej energii. Niezmiernie się cieszę, że są w polskiej blogosferze dziewczyny takie jak Magda i że wyraźnie zaznaczają w internecie swoją obecność, pisząc o tym, co w „babskim portfelu piszczy”. Jedną z kwestii poruszonych podczas naszej rozmowy był temat kupowania i wynajmowania mieszkania.

Póki co, razem z moich chłopakiem wynajmujemy mieszkanie. Jesteśmy w tej komfortowej sytuacji, że wynajmujemy je po okazyjnej cenie. Mieszkanie należy do mojego kuzyna, który wyjechał z kraju, wolał więc udostępnić lokum komuś z rodziny niż obcym osobom. Do naszej dyspozycji jest mieszkanie o powierzchni 58 mkw z 2 pokojami i antresolą w atrakcyjnej, cichej okolicy. Co prawda mamy nieco utrudniony dojazd do pracy – mój facet jadąc do swojej firmy na rowerze musi przebyć w tę i z powrotem w sumie ok. 20 kilometrów, ja na swojej trasie przemierzam na drogę do i z pracy ok. 13 kilometrów. Tyle że ja mam ten komfort, iż mam też bezpośrednie połączenie autobusowe do miejsca pracy, mój mężczyzna natomiast takiej alternatywy nie ma – gdy pogoda nie sprzyja lub coś się psuje w jego jednośladzie, musi jechać samochodem i to przez jedne z najbardziej zatłoczonych ulic Wrocławia. Brrr.

Ostatnio siedzieliśmy jak na szpilkach, gdy dowiedzieliśmy się, że istnieje prawdopodobieństwo powrotu mojego kuzyna z jego żoną do Polski. To oznaczałoby oczywiście, że musimy się spakować i szukać szczęścia gdzieś indziej. Ostatecznie okazało się, że przez ten rok na pewno do Polski nie wrócą. Odetchnęliśmy z ulgą, całe zamieszanie uświadomiło nam jednak, że nie byliśmy przygotowani do scenariusza, w którym musielibyśmy się szybko przeprowadzić.

Co byśmy zrobili? Zaczęli szukać kolejnego mieszkania do wynajęcia?

Szczerze mówiąc, obecne mieszkanie, które zajmuję, to moje 5 w ciągu 8 lat, odkąd żyję we Wrocławiu. Chyba już by mi się nie chciało szukać takiego dachu nad głową, że byłabym znów na czyjejś łasce, tym bardziej, że ceny wynajmowania mieszkania we Wrocławiu są moim zdaniem zawyżone. Pamiętam moje pierwsze opłaty te 8 lat temu, gdy przyjechałam do Wrocławia na studia – 320 zł w sumie za dzielenie pokoju ze współlokatorką. Mieszkałyśmy we trzy na Popowicach w wieżowcu. Mieszkanie o rozkładzie kompletnie od czapy, ale jak się było studentem, to człowieka interesowało tylko to, by miał gdzie spać, gdzie pisać i gdzie schować żarcie (słoiki przywiezione z domu rodzinnego!).

Później przeniosłam się do ścisłego centrum, do mieszkania znajdującego się tuż pod bokiem mojego wydziału na uczelni, mogłam więc spokojnie biegać na wykłady w kapciach. Układ mieszkania był jeszcze bardziej kretyński, niż tego na Popowicach. Wyobraźcie sobie: wchodzicie do mieszkania, po prawej stronie wejście do pokoju, później z pokoju do klaustrofobicznej kuchni, z kuchni do kiszkowatej, długiej i wąskiej łazienki, a z niej wyjście na korytarz. Przy otwartych drzwiach wszystkich pomieszczeń można było spokojnie biegać w kółko w ramach porannego treningu, no ale dla nas kluczowa w przypadku tego mieszkania była jego lokalizacja. Wszystko pod nosem. Bo powiedzmy sobie szczerze, sam standard mieszkania był mocno, hmm, „minimalistyczny”. Cena też niezła – za 35 mkw przy ul. Nankiera płaciłyśmy we 3 na początku tylko 370 zł miesięcznie od osoby.

Po roku cena wzrosła do 430 zł, co nas bardzo wtedy zbulwersowało i skłoniło do kolejnej przeprowadzki. Trafiłam na pół roku do kamienicy przy ul. Minkowskiego ( po 4 miesiącach cena nagle skoczyła – 380 zł zamiast początkowych 300 zł za miejsce w pokoju trzyosobowym? Nie, dzięki), a później do wieżowca przy ul. Drukarskiej, tzw. Mrówkowca, chluby architektonicznej PRL-u. Mieszkanie o powierzchni 37 mkw, dwupokojowe, ciasne, ale przytulne, bardzo słoneczne. Przekrój sąsiadów od studentów, przez młode małżeństwa, po samotnych emerytów i rodziny z problemem alkoholowym. 8 mieszkań na piętro, samych pięter na klatkę 10. Było wesoło.

Gdy wprowadziłam się tam, był grudzień 2008 roku. Od tego czasu ceny we Wrocławiu zaczęły szybować w górę w zawrotnym tempie. Dzieląc pokój dwuosobowy, co miesiąc pozbywałam się ok. 450 – 480 zł, momentami trzeba było się szarpnąć na 520 zł. Z łezką w oku wspominałam czasy z niskimi opłatami na Popowicach. A przecież wtedy minęły ledwie dwa lata, odkąd się stamtąd wyniosłam!

Co też się naoglądałam podczas poszukiwania mieszkania w przeszłości, to moje. Niektórzy za istne speluny żądali astronomicznych kwot. Nigdy nie zapomnę mieszkania przy ul. Jaworowej za jedyne 1 700 zł, które było kompletnie do remontu, z każdego kąta jechało stęchlizną. Albo mieszkania przy ul. Stysia – gołe ściany, żadnych mebli, ale 1 800 zł się należy. Inna oferta nie do odrzucenia, to ciasne mieszkanie (miało mniej niż 30 mkw) przy ul. Odrzańskiej, w kamienicy, gdzie układ mieszkania bazował na planie muszli ślimaka (tak, z każdego pomieszczenia przechodziło się do kolejnego, na końcu czekał na zdobywcę kibelek), z natryskiem w kuchni, wmontowanym w ścianie za zasuwanymi drzwiami a’la szafa komandor. Do tego wymontowane ogrzewanie, trzeba by je było sobie załatwiać samemu. Okazyjna cena 1 600 zł miesięcznie, bez internetu i pralki. To były oczywiście najbardziej skrajne przypadki, ale dają pewien obraz tego, co się dzieje na rynku. No i to wynajmowanie bez umowy, na ładne oczy. Brak reguł, brak winnych. Naprawdę trzeba uważać, by nie napytać sobie biedy.

I nagle te wszystkie obrazy i wspomnienie wysiłków ponoszonych na znalezienie czegoś rozsądnego stanęły mi przed oczami. O nie, chyba już nie miałabym siły. Śledzę też na bieżąco, jak kształtują się ceny wynajmowanych mieszkań we Wrocławiu. Wyborcza donosi, że Wrocław przegina z cenami wynajmu, może nawet pod tym względem konkurować z dużymi niemieckimi miastami. Paranoja.

Gdy pojawiła się tylko pierwsza wzmianka o tym, że możemy się pożegnać z naszą obecną kwaterą, zaczęliśmy przeglądać oferty deweloperów. Poszliśmy nawet oglądać wybrane mieszkania. Gdy znaleźliśmy takie, którego metraż i układ nam odpowiadał, to z kolei nie posiadało ono piwnicy, a oboje zgodnie twierdzimy, że piwnica musi być i kropka. Jak nie brak piwnicy, to znów okolica bez zieleni, paskudna, hałaśliwa, zaspalinowana od ruchliwych ulic. Kiedy znalazłam nową inwestycję budowlaną w naszej okolicy, weszłam na stronę internetową i przejrzałam rozkłady mieszkań, okazało się, że cena od metra jest dla nas zaporowa, a przecież mało razem nie zarabiamy. Jakby tego było mało, w listopadzie inwestycja ta była jedną wielką dziurą w ziemi, co zainteresowanym nie przeszkodziło, by wszystkie mieszkania na pierwszym i drugim piętrze już porezerwować.

Ludzie oszaleli.

Cóż, mam świadomość, że teoretycznie został nam rok czasu, by wymyślić jakiś plan względem nowego miejsca do mieszkania w 2015 roku. Wynajmować, czy kupować? Oto jest pytanie. Przez najbliższe miesiące będę się mierzyć z tym tematem i zdawać Wam relację z moich zmagań. Polowanie na mieszkanie – czas, start!

15 przemyśleń nt. „Polowanie na mieszkanie

  1. Będę śledzić z wielkim zainteresowaniem, bo nas taka przeprawa czeka za ok. 2 lat. Na razie zbieramy kapitał i jesteśmy nastawieni na zakup własnego M. Niedawno nawet pisałam o tym skąd weźmiemy na to pieniądze 🙂

    Wydaje mi się, że wynajem opłaca się tylko do pewnego momentu. Tak jak w Waszym przypadku, my też wynajmujemy w centrum (tylko, że innego miasta) po cenie mocno preferencyjnej. Jeśli jesteście zdeklarowani na Wrocław i nie ma przeszkód finansowych to śmiało inwestujcie w kupno. Pozdrawiam 🙂

  2. Witajcie, ja również przyjechałam z moim narzeczonym ze wsi i wynajmowaliśmy jedynie na początku wspólnej drogi, tymczasowo jeśli nie ma większych planów to warto bo zachwowujemy mobilność ale na dłużej to tylko kupno.
    Na ceny nie należy aż tak bardzo narzekać, tam skąd pochodzę ziemia jest tania, wybudować można się z grosze ale co dalej, nie ma pracy to nie ma sensu inwestować mimo że byłoby 4 razy taniej.
    Mimo wszystko i tak uważam że ceny są na dobrym poziomie a na pewno mieszkania będą drożeć szczególnie te nowe i w wysokim standarcie

    • Witaj Anna, dzięki za komentarz. Z tymi cenami mieszkań to różne prognozy już czytałam. Ciekawie o kształtowaniu się cen nieruchomości pisze autor bloga W domach z betonu, utrzymuje on, że nadal będą spadać, cały jeden wpis temu poświęcił i uargumentował. Liczę oczywiście na tego typu pomyślny scenariusz 🙂 pozdrawiam!

  3. Hej, ja planuję wyprowadzkę do Krakowa, ale jestem sama więc zamierzam wynajmować pokój. Za kilka lat planuję zakup mieszkania, też nie zamierzam całe życie płacić za wynajem. Lepiej spłacać kredyt, ale później wiesz, że mieszkanie jest Twoje. Pozdrawiam, Alina.

    • Cześć Alina. Tak , to prawda, mieszkanie jest Twoje, ale ma to również kilka minusów – przykładowo, gdy człowiek dostanie atrakcyjną ofertę pracy na drugim końcu Polski, to jest do kupionego mieszkania przywiązany. Powiedzmy, że zdecyduje się wynająć. Tylko jak w takiej sytuacji kontrolować osoby, którym mieszkanie wynajmiemy? Co jeśli wynajmiemy rozrabiającym studentom? Jeszcze się okaże, że nie ma do czego wracać 😉 A może odsprzedać? Itp, itd.
      Gdy już rozeznasz się w sytuacji mieszkaniowej w Krakowie, to daj znać, ciekawa jestem, jak Kraków wypada cenowo i po względem standardu mieszkań przy Wrocławiu 🙂 pozdrawiam!

  4. Hej! Dzięki za wzmiankę! Ja również się świetnie bawiłam i mam nadzieję, że to wkrótce powtórzymy 🙂

    Jeśli będziecie się zabierać za kupno mieszkania, to bardzo chętnie pomogę, np. mogę polecić świetnego doradcę kredytowego 🙂

    Pozdrawiam i do zobaczenia!

  5. Hej,
    Sam ostatnimi czasy szukałem mieszkania, jednak w moim wypadku decyzja była spowodowana powiększaniem rodziny 🙂 Gdzieś znalazłem mądre zdanie, że dopóki nie ma się dzieci to lepiej wynajmować. Po części się z nim zgadzam.

    Dopóki masz możliwość mieszkania za grosze to się tego trzymaj. Lepiej zbierać kapitał i wykorzystać go za jakieś 3 lata. Wtedy wymagany wkład własny w wysokości 15-20% musi spowodować spadki cen na rynku pierwotnym. Dodatkowo dochodzi do tego demografia.

    Na koniec jeszcze pytanie, dlaczego ograniczasz się do rynku pierwotnego? Ja raczej szukam na wtórnym i chyba już mamy nasze wymarzone, pierwsze „M”. Co ciekawe niedaleko tego mieszkania, budowane są nowe mieszkania, jednak tam cena m2 jest wyższa niż w używanym budynku z lat 2000 (swoją drogą też Wrocław :)). To znalezione przez nas nie wymaga w zasadzie żadnych wydatków. Można się wprowadzać i mieszkać.

    Pozdrawiam i życzę udanych decyzji.

    • Hej Darek, nie to, że się ograniczam 🙂 ale jakoś tak wyszło, że na wieść o rychłym powrocie kuzyna, zaczęliśmy przeglądać głównie oferty deweloperskie.

      Pojawiła się nawet opcja, że wprowadzilibyśmy się tymczasowo do starego mieszkania rodziców mojego faceta, w kamienicy. Rzut beretem od mojej pracy. Tylko że mieszkanie tak czy tak do remontu, woda ogrzewana bojlerem, okna nieszczelne, ogrzewanie mieszkania przez rozpalanie w piecu kaflowym – o, to byłby dla mnie niezły hardcore i szkoła przetrwania 😉 Raczej ta opcja mi się nie uśmiechała, hehe.

      Teraz mamy dużo czasu i kalkulujemy wszystko na chłodno. Wciąż jednak liczę na to, że kuzyn z żoną zdecydują się w grudniu nadal pracować poza granicami kraju, wtedy człowiek bez gorączki odłoży sobie na wkład własny tyle, ile chce. Pozdrawiam 🙂

  6. U dobrze, że masz jeszcze ten rok czasu. Ja życzę zebrania kapitału i kupna mieszkania. Sam jako student szukam z dziewczyną swoich czterech ścian, ale ceny są wręcz nie realne… Może z czasem wprowadzony zostanie system jak u zachodnich sąsiadów.

  7. Jestem w podobnej sytuacji jak autorka wpisu ale nie wyobrażam sobie nagle stracić mieszkania. O kupnie nowego nawet nie było by mowy tylko kolejny wynajem ale już na pewno nie za taką samą stawkę. Masakra normalnie.

  8. Sam z narzeczoną zbieramy na mieszkano, niestety ceny do zarobów są śmieszne. To przykre, że z pensji dwójki ludzi czasem nie jest stać na metr mieszkania :), ale cóż to Polska.

  9. jesli masz alternatywe w postaci mieszkania rodzicow chlopaka to sa dwa wyjscia

    mozna je odkupic i wyremontowac

    lub tylko wyremontowac jesli chlopak jest juz wlascicielem

    w rok czasu przy stosunkowo niewielkich srodkach mozna ze starego mieszkania zrobic cacko

    • Cześć Michał 🙂 Myk polega na tym, że to komunalka 😉 pomijając kondycję budynku i to, że tam wszystko jest do wymiany, to i stan prawny kamienicy jest niepewny, gdyż roszczenia względem budynku wystosowała gmina żydowska. Gdyby nie to, sprawa byłaby dla nas jasna i prosta 🙂 pozdrawiam!

Dodaj komentarz