Problemy z motywacją

Problem z motywacją? Mam 5 sposobów, by ją podtrzymać

Słomiany Zapał – znasz tego entuzjastycznego pana? Szczególnie upodobał sobie pukać do naszych drzwi pod koniec grudnia, by zupełnie rozpanoszyć się w styczniu. Jednak przychodzą kolejne tygodnie i… Jegomość znika bez pożegnania. Pod koniec lutego nie ma po nim ani śladu. Skandal. Czy i u Ciebie tak było w tym roku? Pojawiły się postanowienia, był skok do głębokiej wody i… fala wyrzuciła swą ofiarę na brzeg. Hmm. Czy zawsze musi tak być?

Nie musi – zapał uda się podtrzymać, jeśli będziemy odpowiednio zmotywowane. Wtedy kluby fitness będą tak samo zapełnione ludźmi w marcu, jak w styczniu, a paczki papierosów nie skuszą do zakupu niezależnie od pory nocy i dnia 😉

Znam ten ból. Też miewam problemy z motywacją. Też czasem potwornie mi się nie chce i marudzę, aż uszy więdną. Nie ma co się wstydzić i wypierać ze świadomości ten fakt. Każdy może mieć czasem gorszą formę. Wzloty i upadki to normalna kolej rzeczy. Natomiast co robię, gdy dopada mnie taki zjazd w dół? I co podtrzymuje moją motywację na względnie tym samym, w miarę wysokim poziomie? Poniżej prezentuję kilka moich sposobów.

1. Gdy wyznaczę sobie cele, ogłaszam je wszem i wobec

Może zabrzmi to nieco chełpliwie, ale wcale nie chodzi mi o to, że trzeba się przechwalać. Po prostu wiem, że wyznaczenie sobie celów i ich spisanie nie zawsze się sprawdza. Notes można przecież rzucić w szary kąt szuflady, z tablicy pozrywać w ramach porządków karteczki memo i w ten sposób wymazać z pamięci to, że zrobiło się jakiekolwiek postanowienia. To takie łatwe…

Zapomnieć jest o wiele trudniej, jeśli publicznie robi się jakieś deklaracje – z tej prostej przyczyny, że to Twoje otoczenie robi Ci wtedy za „remindera”. Ludzie przy każdej okazji dopytują, jak sobie radzisz, jakie są postępy.

Ostatnio jedna z czytelniczek bloga zapytała mnie, jak tam idzie mi pisanie drugiej książki. Przygryzłam wargę, bo od wielu, naprawdę wielu dni do niej nie zaglądałam. Zrobiło mi się tak głupio, że to jedno pytanie zmotywowało mnie bardziej, niż coraz bliższy termin dostarczenia maszynopisu, który mam uzgodniony w umowie z wydawcą. W efekcie od tygodnia jestem 50 stron do przodu.

Polecam ten sposób. W końcu nikt nie chce przed rodziną i przyjaciółmi wyjść na osobę niesłowną. Siebie samą jest wbrew pozorom o wiele łatwiej oszukać niż otoczenie.

Jak znaleźć motywację?
Źródło: artistlike / Pixabay.com

2. Otaczam się ludźmi, którzy mnie dopingują

Wsparcie – tak, to jest słowo klucz. Otaczam się ludźmi, którzy są mi życzliwi, wierzą w moje możliwości, wspierają dobrym słowem.

Dlatego dobrze Ci radzę – namierz delikwentów, którzy krytykują Ciebie na każdym kroku i dołują – i unikaj ich towarzystwa jak ognia. Bardzo fajnie na ten temat napisała Dominika Lebda w numerze 2/2015 magazynu Coaching – radzi ona, by zainstalować sobie „bullshit detector”. Eliminuj ze swej listy kontaktów wszystkich tych, którzy raczą Ciebie poniższymi i im podobnymi, błyskotliwymi „prawdami życiowymi”:

  • „Nie masz do tego predyspozycji”
  • „Nigdy nie schudniesz, spójrz na inne kobiety w rodzinie, takie już masz geny”
  • „Przecież mówiłaś, że nie lubisz matematyki”
  • „Idziesz na takie trudne studia po tym, jak tak kiepsko ci poszło na maturze?”
  • „Nie uda ci się, w tym kraju nigdy się niczego nie dorobisz”
  • „To musi się źle skończyć, fiskus cię wykończy”
  • „Po co w to brniesz, skoro już raz ci się nie udało?”
  • „Po co ci własna firma, przedsiębiorcy nie mają czasu na normalne życie!”

Zgaś te osoby zestawem prostych pytań:

  • Skąd wiesz, że tak właśnie będzie?
  • Jakie masz dowody na poparcie swoich słów?
  • Możesz mi wskazać źródło tych rewelacji?

Zwykle maruderzy nie wiedzą, co odpowiedzieć i zaczynają coś bełkotać pod nosem, w tym bardzo sensowne i przekonujące „wszyscy to wiedzą”…

Istnieje jednak szansa, że zamkniesz im w ten sposób buzię na kłódkę. A jeśli nie, to pożegnaj się z nimi bez żalu. Po co ci toksyczna znajomość z kimś, kto podcina ci skrzydła, a uchowaj, jeśli jeszcze naumyślnie przeszkadza w realizacji marzeń? Niech zatruwa się zgorzknieniem w samotności.

3. Biorę udział w zdrowej rywalizacji

Lubię dreszczyk emocji i elementy rywalizacji. Chęć wykazania się pcha mnie do przodu.

Chcesz schudnąć? Znajdź sobie towarzyszkę, która razem z Tobą będzie chodzić na aerobik. Zmuszajcie się wzajemnie do wyjść. Chcesz nauczyć się gotować? Ustal z koleżanką, która ma podobny cel, że na zmianę w weekendy będziecie siebie odwiedzać i coś wspólnie szykować w kuchni.

Bierz udział w konkursach, w których możesz doskonalić swoje umiejętności i które dają pozytywnego kopa. Po wielu miesiącach wspólnych ćwiczeń ze znajomą stańcie w szranki w konkursie biegowym. Załóżcie się, która z Was przebiegnie trasę w krótszym czasie. Ze świadomością, że chcesz być od niej lepsza, łatwiej Ci będzie regularnie rano wstawać z łóżka i uprawiać jogging.

Niestety wiele zadań, które sobie wyznaczamy, bywa monotonnymi. Dodaj więc im pikanterii. Zastrzyk adrenaliny, a taki zapewnia zdrowa rywalizacja, potrafi zdziałać cuda.

4. Czytam o ludziach, którzy zrealizowali swoje marzenia

Dla mnie jest to naturalne i zrozumiałe samo przez się – chcesz coś osiągnąć, szukaj inspirujących historii o ludziach, którym się udało, którzy dotarli tam, gdzie chcieli. Nawet, jeśli życie nie szczędziło im trudności. Właśnie takie historie najbardziej mobilizują mnie do działania! Między innymi dlatego postanowiłam wystartować dla Was na blogu z cyklem Inspirująca Kobieta.

Czytanie książek - motywacja
Źródło: PublicDomainPictures / Pixabay.com

Lektura książek, których twórcami są ludzie sukcesu, a także czytanie ich biografii, wywiadów z nimi, słuchanie audiobooków – to wszystko wiele nie kosztuje, a potrafi zdziałać cuda. Dla przykładu, czy wiedziałaś, że:

  • Kim Kiyosaki, znana amerykańska business woman zajmująca się inwestowaniem w nieruchomości, zanim dorobiła się swojej fortuny, nie żyła w luksusach, a nawet przez kilka miesięcy była dotknięta przez bezdomność?
  • Thomas Edison podjął około 1000 nieudanych prób skonstruowania żarówki, nim mu się to w końcu udało? Stwierdził potem, że „geniusz to wynik 1 procenta natchnienia i 99 procent wypocenia.”
  • Bestseller „Przeminęło z wiatrem” autorstwa Margaret Mitchell musiał zostać odrzucony aż przez czterdziestu wydawców, żeby w końcu ukazać się w druku?

Jak uświadamiam sobie takie rzeczy, to stwierdzam, że moje problemy z motywacją to naprawdę pikuś – i po prostu zabieram się do roboty.

5. Pozwalam sobie na chwile słabości i nagradzam za osiągane rezultaty

Jak wspomniałam na początku wpisu, każdemu zdarzają się gorsze chwile. A to jakiś pączek wskoczy w czasie trwania diety, a to nie uda się zapisać w założonym czasie na kurs językowy…

Najważniejsze, by nie rozpamiętywać porażek i nie uprawiać samobiczowania. Staram się każde potknięcie traktować jako naukę, a nie jako wstyd i hańbę. Nie ma co sobie wmawiać, że jest się beznadziejnym – bo tak nie jest. Zdarza się, że i mnie dopadają momenty zwątpienia i złości na to, że się nawaliło – tylko czy to coś da? No nie. Więc szkoda czasu na lament. Chwilę się pozłoszczę, otrzepię, wstaję – i idę dalej.

Lepiej się skupić na tym, co już udało się zrealizować. Nawet najmniejszy krok warto sobie wynagradzać. W ten sposób widzę, że korzyści wynikające z mojego działania nie są tak bardzo odroczone w czasie, że już teraz mogę je czerpać. Jaka nagroda motywuje najbardziej?

Hmm, dla każdego będzie to pewnie coś innego. W moim przypadku sprawdzają się nowe kosmetyki, jakieś zabiegi w salonie urody i wyjścia do restauracji. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na szaleństwo, zwłaszcza, gdy ma się świadomość, że dobrze wykonało się swoją pracę.

W ten sposób dobrnęliśmy do końca mojej listy. A jakie są Wasze sposoby na podtrzymanie motywacji?

P.S. Wczoraj mieliśmy Światowy Dzień Kota, dlatego jako miłośniczka tych sympatycznych zwierząt pozwoliłam sobie wrzucić na fotkę do tego wpisu wyluzowanego i zadowolonego z życia kociaka 😉

14 przemyśleń nt. „Problem z motywacją? Mam 5 sposobów, by ją podtrzymać

  1. Mój cały blog powstał z realizacji pierwszego sposobu, a później Czytelnicy przyczynili się do drugiego 🙂
    Całkiem poważnie zastanawiam się, a jakie będą komentarze jak mi drastycznie skoczą wydatki na głupoty i często nawet nieświadomie mnie to ogranicza. Taka świetna motywacja 😉

    • To prawda, dzielenie się swoimi planami z czytelnikami motywuje – bardzo. Ale są też sprawy, z którymi nie chcemy aż tak wychodzić „do tłumu” 😉 rodzina i przyjaciele są wtedy niezastąpieni.

  2. Przypominać sobie jaki mam cel. Bardzo często zwalniam z realizacją wymierzonych celów. Ale co jakiś czas przychodzi kopniak, który nakazuje wstać i działać.

    • A w jaki sposób je sobie przypominasz? 😉 We wpisie wspomniałam w punkcie pierwszym, że nasze pozapisywane cele zawsze można gdzieś odłożyć w niewidoczne miejsce… I wtedy klops. Plany są, ale tylko na papierze, nie w naszej głowie – znikł nam z pola widzenia. Więc jaki Ty proponujesz sposób na to, by do nich wracać? 🙂

      • Nie mam idealnego rozwiązania. Zazwyczaj jest to mieszanka. Np. Karteczka w portfelu (zdaża się zapomnieć, ale nieraz płacąc odkryje się), najbardziej aktualne zadania wypisane mam na tablicy przed biurkiem, notatnik w telefonie (plus przypomnienia). A do tego wszystkie 5 punktów, które wypisałaś.

  3. Czuję się wywołana do tablicy z tym pisaniem 😛
    P. 1 u mnie się nie sprawdza, najlepiej wychodzą mi rzeczy o których wiem ja i tylko ja. Ot, taki wyjątek 🙂

    • Syndrom obawy przed przyznaniem się do ewentualnej porażki – stąd to ukrywanie zamiarów? 😉
      Co do pisania… Już kilka osób mnie o to pytało. Więc tym bardziej czuję się zobligowana do prac nad książką 🙂

  4. A co zrobić jeśli demotywatorem są najbliżsi, z którymi mieszkasz w jednym domu…? Od znajomych łatwo się odciąć, ale od rodziny już dużo trudniej…

    • Hej. Fakt, taka sytuacja jest trudna. Na ile to możliwe, to wtedy najlepiej przyjąć „politykę rodzinną”, że o pewnych sprawach się po prostu nie dyskutuje 😉 tylko tutaj też musisz mieć rodzinę na tyle wyrozumiałą, by dało się to zrealizować.

  5. Ja ostatnio ciągle doświadczam, jak ważne jest mieć obok siebie wspierających ludzi.
    I dodałabym jeszcze,że warto pilnować, żeby koncentrować się na jednym wyznaczonym celu. To moja słabość, nad którą ciągle pracuję,bo rozdrabnianie się na milion planów potrafi zabić nawet najlepsze postanowienie.

  6. Przewrotnie: gdy tracę motywację, zastanawiam się nad przyczynami. Może znów wskoczyłam na zbyt wysokie obroty i przyszło naturalne zmęczenie? Może któreś z moich zajęć nie sprawia mi satysfakcji, ale z poczucia obowiązku nie przypuszczam do siebie tej myśli? Może czas z czegoś zrezygnować? Może trzeba wyjechać na weekend i dać sobie chwilę wytchnienia?
    W ten sposób młyn praca – zlecenia – studia – kurs językowy – spotkania towarzyskie zamieniłam na rytm praca – jedno małe zleconko w zawodzie – jeden kurs związany ze sportem dla równowagi – spotkania towarzyskie. I działa, choć pokusa przygarnięcia propozycji, jakie czasem się pojawiają, jest wielka („przecież już pracowałaś 12h/ dobę i dałaś radę!” ;)). Więc i te spadki motywacji czasem działają jak instynkt samozachowawczy…

  7. Świetne rady! Każdego dopada niemoc i niekiedy po prostu trzeba sobie pozwolić na jej przeżywanie, ale jeśli się przedłuża – trzeba wyjść z marazmu! Otaczanie się odpowiednimi osobami to na pewno najważniejsza rada. Inspirujące historie na mnie też działają 🙂 Każdy musi znaleźć swój sposób, ale zawarłaś kwintesencję tego, co robić, żeby się zmotywować. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz