Rozmowa na wagę złota

Rozmowa kwalifikacyjna na wagę złota

Witam Was wszystkich serdecznie po ponad dwutygodniowej przerwie. Urlop w Tatrach zaliczyć mogę do udanych, aczkolwiek pogoda nie rozpieszczała – w tygodniu tylko dwa dni były w miarę ciepłe i słoneczne, pozostałe były mniej lub bardziej wietrzne, pochmurne i deszczowe. Z podładowanymi akumulatorami wróciłam w sam wir szaleńczej pracy, gościliśmy bowiem naszego głównego dyrektora, co wiązało się ze sporą krzątaniną i grafikiem zapchanym od rana do wieczora. Gdy wracałam do domu, fizycznie już nie miałam siły na myślenie i pisanie tutaj czegokolwiek – teraz sytuacja już wróciła do normy, dlatego wpisy październikowe otwieram notką poświęconą bardzo istotnemu tematowi – szukaniu pracy i rozmowom kwalifikacyjnym.

Uprzedzam pytanie – nie, nie szukam aktualnie pracy, jednak obie kwestie są od dłuższego czasu mi szczególnie bliskie. Dlaczego? Mawiają, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i wydaje mi się, że bazując na moim dotychczasowym doświadczeniu zawodowym, w pełni mogę potwierdzić prawdziwość tych słów w odniesieniu do rynku pracy. W swoim życiu brałam udział w kilku (-nastu?) procesach rekrutacyjnych i rozmowach o pracę. Doskonale pamiętam, z jakim stresem się one wiązały i jak gorączkowe były moje przygotowania do każdej z nich.

Jednak ponad pół roku temu zmieniłam swoją rolę w całym tym spektaklu – nie szukam pracy, tylko pracowników i jako osoba rekrutująca, która może nie odbyła co prawda jak dotąd imponującej liczby tego typu „przesłuchań”, odrobinę jestem zszokowana podejściem do sprawy dużej części kandydatów.

Powoli zaczynam też pojmować utyskiwania pracodawców, że trudno znaleźć na rynku pracy specjalistów albo osób o odpowiednich kwalifikacjach. Według badania Manpower z tego roku, skala problemu jest znaczna i dotyka 32% pracodawców i jestem w stanie uwierzyć w te dane. Sami szukamy od 8 miesięcy specjalisty – bezskutecznie. Poniżej lista zawodów najbardziej dotkniętych tym problemem.

Nie ma w Polsce odpowiednich pracowników
Źródło: praca.wp.pl

Pozostańmy jednak przy podejściu kandydatów. W internecie znaleźć można doniesienia o tym, że w Polsce „złe firmy” uciskają biednych pracowników, że tak trudno znaleźć pracę za uczciwą płacę, by nie musieć za ciężką harówkę dostawać ochłapów pozwalających w miarę wiązać koniec z końcem. Oczywiście, iż nierzetelnych pracodawców ci u nas dostatek i powinno ich się konsekwentnie piętnować, jednak niezaprzeczalnym faktem jest również, że i po stronie bezrobotnych – szukających pracy leży w pewnym stopniu wina.

Pierwszą grupą „psujących rynek” są moim zdaniem ci młodzi ludzie, którzy nie doceniają swojej wiedzy, umiejętności – i dają się przysłowiowo „doić”. Wiele się ostatnio mówi o darmowych, niekończących się stażach, jednak nadal bardzo duży odsetek młodzieży godzi się tak naprawdę na wykonywanie pracy etatowej gratis. A jeśli już ktoś łaskawie im pracę zaoferuje po takowym niepłatnym stażu, to albo jest to „śmieciówka”, albo etat z minimalną krajową. I co robią byli stażyści? O zgrozo, godzą się na takie warunki, wychodząc z założenia, że lepsza taka słabo płatna praca, niż żadna. W środowisku informatycznym krąży nawet ponury żart, że wysoko opłacanego specjalistę – zaawansowanego programistę – zawsze można zastąpić skończoną liczbą studentów.

Druga grupa „psujących rynek” stanowi całkowite przeciwieństwo grupy pierwszej. Zaliczam do niej wszystkich tych, którzy niewiele sobą reprezentują, niewiele mają do zaoferowania, w gruncie rzeczy nawet nie wiedzą, czego konkretnie oczekują od swojego nowego miejsca pracy, jednak cechuje ich bardzo wysokie mniemanie o sobie i wyjątkowo roszczeniowa postawa. I niestety – o ile myślałam, o naiwna, że tego typu ludzie to rzadkość, to rzeczywistość bardzo szybko wyprowadziła mnie z błędu – już wielokrotnie tego typu persona siedziała naprzeciwko mnie. Co gorsza, jej nieuzasadniona pewność siebie jest na tyle zwodnicza, że osoba ta stwierdza, że nie musi się przygotować do rozmowy rekrutacyjnej – bo skoro jestem taki świetny/świetna, to po co się wygłupiać – przecież i tak mnie przyjmą!

Przychodzi taki delikwent i odpowiada – przykłady z autopsji:

>> Gdzie widzę siebie za X lat? Kto wie, może to ja zajmować będę Twoje stanowisko i zostanę kierownikiem działu, a Ty zaczniesz uczyć w szkole?

>> Dlaczego powinniście mnie zatrudnić? Dzięki temu będziesz mogła codziennie się ze mną spotykać. (To zapewne miała być dowcipna odpowiedź na prośbę o uzasadnienie jednym zdaniem, dlaczego to właśnie ten kandydat powinien być przez nas wybrany).

>> Posiadam wiele zalet i jestem najlepszy w tym, co robię. (Bardzo konkretna odpowiedź na pytanie o najmocniejszą stronę kandydata. Po poproszeniu o sprecyzowanie i nazwanie chociaż 3 zalet spośród deklarowanych wielu, kandydat się zaciął).

Przykłady oczywiście mogłabym mnożyć, te jednak jakoś szczególnie zapamiętałam. Gdy dodamy do tego nierzadko spóźnianie się na rozmowę (ponad 15 minut), co jest szczególnie frustrujące w przypadku firmy, gdzie salki są rezerwowane sztywno od godziny X do godziny Y i nie ma jak przedłużać czasu rezerwacji – to czara goryczy zostaje przelana, zwłaszcza, jeśli spóźnialski/-ska nawet nie przeprosi za tego typu incydent.

Przygotowanie merytoryczne do wywiadu i zrobienie dobrego pierwszego wrażenia są bardzo ważne przy staraniu się o pracę. Wtedy kandydat pokazuje, że naprawdę mu zależy na objęciu oferowanego stanowiska i że nie trafił na taką rozmowę z przypadku. Każda rozmowa rekrutacyjna jest na wagę złota, to ona decyduje o przyjęciu do pracy – a nie nawet najbardziej doskonałe CV i list motywacyjny.

Niestety, wiele osób traktuje tę fundamentalną zasadę po macoszemu. Gdy przychodzi do rozmowy, nie potrafią się zaprezentować, sprzedać, nie potrafią nazwać swoich atutów, podczas rozmowy często sami sobie zaprzeczają. Zdumiewa mnie to i przeraża zarazem. W internecie pełno jest poradników z przykładami pytań, które najczęściej padają na rozmowach kwalifikacyjnych. Dlaczego ludzie do nich nie zaglądają? Pamiętam, że sama sporo czasu spędzałam na tego typu lekturze, ba, jakiś czas temu polecałam nawet bardzo dobrą książkę poświęconą temu zagadnieniu. Tego typu pozycje to istna kopalnia wiedzy, będąca w dobie internetu w zasięgu ręki każdego kandydata…

Po prostu nie rozumiem… Chyba że ktoś z Was ma własną teorię co do tego stanu rzeczy?

2 przemyślenia nt. „Rozmowa kwalifikacyjna na wagę złota

  1. Czyżbym wyczuwała frustrację? (parafrazując pewien majowy komentarz) 😀
    Niestety, nawet pisząc z perspektywy osoby najczęściej szukającej zlecenia, muszę się z tobą zgodzić. Kwiatki są po obu stronach.

Dodaj komentarz