Smutna refleksja o naszej cywilizacji

Smutna refleksja o naszej cywilizacji

Nie będę zbyt oryginalna, stwierdzając, że tym razem piątek 13. faktycznie okazał się pechowym dniem. Wydarzenia, jakie miały wczoraj miejsce we Francji, wstrząsnęły nie tylko tamtejszym społeczeństwem, ale i całym światem. A przynajmniej tą jego częścią, którą określamy potocznie mianem „cywilizacji zachodniej”. Cywilizacji, nad którą dziś siedzę i płaczę.

Płaczę, obserwując całą tą niemoc, jaką cechują się przywódcy europejskich państw. Jak bezradnie klepią formułki o solidarności, o aktach barbarzyństwa, składają zapewnienia, że nie możemy dopuścić do podobnych sytuacji i że wypowiadamy zdecydowaną walkę terroryzmowi. I tak za każdym razem, gdy dojdzie do tragedii podobnego kalibru.

Czy wszelkie możliwe środki, jakimi dysponują państwa zachodnie, to piękne słówka, płomienne deklaracje, lajki, hasztagi, czarne wstążki, palone znicze i kwiaty?

Płaczę, gdy widzę, że moi znajomi-obcokrajowcy doświadczają na własnej skórze aktów nienawiści, a w najlepszym razie słownej pogardy ze strony podwórkowych, sfrustrowanych nazioli-analfabetów. Smutno mi, że wszystkich wrzuca się do jednego worka. A jednocześnie smutno mi, że ci wyglądający pozornie na normalnych, okazują się nierzadko właśnie tymi, co w końcu idą z bombą przytroczoną do pasa. I, jak pokazuje praktyka, nie sposób ich wyłapać w tym „kolorowym” tłumie.

Ekstremistom islamskim właśnie o to chodzi. Zasiać strach, wywołać oddolne ruchy rasistowskie, wprowadzić chaos i zamęt. Pozabijajacie się sami, my wejdziemy na gotowe… Naprawdę nie zdziwię się, jeśli historia się powtórzy i będziemy mieć kolejne „kryształowe noce” – wymierzone w „arabusów”.

Nie wiem, czy w jakikolwiek sposób da się to teraz uporządkować i powstrzymać.

Nie znam też recepty na problem pt. uchodźcy z Syrii.

Z jednej strony żal mi tych ludzi, którzy potracili cały dorobek życia, którzy uciekają przed kulami i bombardowaniami. I tych dzieciaków, których wyławiane z wody zwłoki były niedawno pokazywane w mediach. Wewnętrznie czuję, że nie można ich tak pozostawić bez pomocy.

Z drugiej strony, wkurza mnie strasznie, gdy dowiaduję się, że ponad 70% uchodźców to mężczyźni – sprawni, silni, młodzi, którzy zamiast się bić o pokój we własnym kraju, dają dyla na zachód. Tysiące „dorodnych byczków”, które skarżą się, że w obozach dla uchodźców jest słabe Wi-Fi, że jaja ich swędzą i im puchną od braku seksu. Poszkodowane jak zwykle są kobiety i dzieci: Niepokojące doniesienia z niemieckich ośrodków dla uchodźców. „Kobiety jak zwierzyna łowna”. Lałabym dzicz batem po plecach i kazała wracać do diabła.

W obliczu wszystkich tych wydarzeń szarpią mną tak skrajnie różne emocje, że czuję, jak wypompowują one ze mnie wszelką energię.

Skąd się wziął cały ten chaos?

Światem rządzi pieniądz. To on stanowi motywację klas politycznych do podejmowania takich, a nie innych działań – nie dobro narodu.

Te wszystkie ISISy czy Al Kaidy to dzieci USA. Amerykanie pod hasłem „wprowadzania pokoju i demokracji na wzór zachodni” załatwiali najpierw w Afganistanie, a później w Iraku swoje własne interesy. Siłą napędową ich działań tak naprawdę był jeden cel – „ropa jest nasza”. A skoro ropa, to kasa. Dużo kasy. Cała reszta tłumaczeń, po co te zbrojne interwencje, to była pierdu-pierdu bajeczka i tani kit wciskany europejskim społeczeństwom, by zamknąć im gęby.

Takie poruszenie zbrojne z powodu broni chemicznej u Saddama? Wolne żarty, przecież to była w dużej części broń jankeska. Której zresztą ostatecznie i tak nie zneutralizowali i która prawdopodobnie trafiła w ręce ekstremistów: Amerykanie zataili znalezienie w Iraku składów broni chemicznej.

Jankesi narozrabiali, usunęli reżim Saddama Husajna, zabrali swoje zabawki i zostawili bałagan. Bestia fundamentalistyczna wyszła z ukrycia i kąsa, rozlewa się na Azję i Europę. I wygląda na to, że tylko Rosja ma dość jaj, by wysyłać do Syrii w tej sytuacji regularne wojsko. Ta sama Rosja, którą kiedyś Ameryka w swoich głupkowatych filmach obśmiewała za pomocą jednoosobowego macho-Rambo walczącego u boku afgańskich mudżahedinów. Śmiech historii.

ISIS ubija teraz interesy. Zarabia dziennie milion dolarów sprzedając ropę naftową tureckim pośrednikom, irackim Kurdom i reżimowi syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada. Czy to nie zabawne, że handlują ze swoimi oficjalnymi wrogami? Co z tego, że już w zeszłym roku Rada Bezpieczeństwa ONZ wydała ostrzeżenie, że zakup ropy od islamistów z Syrii i Iraku będzie pogwałceniem sankcji ONZ dotyczących grup terrorystycznych. Wszyscy handlują. Ta sama ropa pewnie trafia do nas, dalej na zachód i za ocean.

Na Facebooku znalazłam taki oto trafny komentarz jednego internauty:

Światem rządzi się poprzez strach. Przemysł farmaceutyczny zarabia na chorobach. Antywirusowcy zyskują dzięki komputerowym wirusom. Korporacje zbrojeniowe zarabiają dzięki wojnom. Dokąd będzie istniało Państwo Islamskie, istniało będzie mniej czy bardziej definiowalne zagrożenie. Możni tego świata – ci faktycznie podejmujący decyzje – są zainteresowani, byśmy w nim trwali…

U źródeł tego łajna znaleźć można wspólny mianownik – MAMONA… Forsa, będąca dla kogoś największą wartością, wyniesiona niemal do roli Boga, która skutecznie kasuje w człowieku wszelkie hamulce i wyrzuty sumienia… Zysk za wszelką cenę. Nieistotne, czy chodzi o wojny czy o wyzysk środowiska – np. chciwość korporacji i korupcja doprowadziły do największej katastrofy ekologicznej XXI wieku. Kiedyś wszystko na tej planecie złupimy i pozostanie nam na śniadanie zupa ze szkła, stali i betonu. Bez dodatku ropy, bo tej w końcu też zabraknie.

Zachodnia cywilizacja zbiera teraz owoce tego, co sama zasiała: kolonializmu, prywaty, wyzysku, niezrozumienia innych kultur, chęci narzucania swojego punktu widzenia i rozumienia świata, uważanego za jedyny słuszny.

Tymczasem w Iraku czy Afganistanie naprawdę mają w dupie naszą „demokrację” i „wolność”. Oni tam mają własne definicje wolności i sprawiedliwości.

Wygląda też na to, że jako cywilizacja niczego nie nauczyliśmy się na własnych błędach i wciąż, uparcie brniemy w krwiożerczy kapitalizm.

Z tego powodu płaczę nad Zachodem po raz trzeci.

15 przemyśleń nt. „Smutna refleksja o naszej cywilizacji

  1. I wszystko po to, żeby zachipować wszystkich ludzi, czego nie mogą osiągnąć, bo gdyby to osiągnęli to człowiek miałby mniejsze znaczenie na świecie niż mucha.

    Już teraz widzę w niektórych ludziach obrazy gorsze od psa z wścieklizną, i to w polakach, ale to jaką wiedzą faszerują się islamiści, jest przerażające i jeszcze płacenie im kasy, dostarcza broni, samochodów itd. świadczy o rozpoczętej już dawno wojnie, tylko że po cichu.

  2. Odważny tekst.
    Ja upatruję problemów w Europie w niezrozumieniu różnic kulturowych. Wdrukowano nam, że ludzie są wszędzie tacy sami. To nieprawda. Jesteśmy podzieleni na kręgi kulturowe i trzeba sobie zdawać z tego sprawę. Multi-kulti nigdy nie miało prawa działać.
    W krajach takich jak Syria czy Libia jedynym możliwym ustrojem był delikatny reżim. To po prostu działało – w tamtych warunkach. Zlikwidowaliśmy reżim i stworzyliśmy piekło.
    I nikt nie ma odwagi nazywać rzeczy po imieniu. Wszystko jest przeinaczane.
    Islamista, który rano bierze zasiłek w Anglii a po południu pali angielską flagę i drze się „śmierć Europejczykom” – to wolność słowa. Ma do tego prawo. Niemiec, który mówi – pomagajmy im na miejscu, u nich, nie przyjmujmy ich milionami do siebie bo to nie jest rozwiążanie – to faszysta, który zostanie skazany na 120 dni aresztu i 5 tysięcy euro grzywny (wprowadzane właśnie prawo w Niemczech dotyczące krytyki „uchodźców”).

    Paradoksalnie widzę tu wielką szansę dla Polski – jeśli zachowamy zdrowy rozsądek za kilkanaście lat to my będziemy świetnym krajem do życia. Na Francję, Belgię i Szwecję jest już zwyczajnie za późno – nic ich nie uratuje.

  3. Garść refleksji dosadnych, ale miejscami myślę, że należałoby sięgnąć głębiej, spojrzeć dalej.

    Ostrożniejszy byłbym przy oskarżaniu europejskich przywódców o niemoc. Brak mi odpowiedniej wiedzy w tej materii, ale zakładam, że stosowne służby jednak pracują i usiłują neutralizować zagrożenia. O ich bieżących sukcesach nie jesteśmy informowani (skądinąd chyba słusznie), niestety nie sposób udaremnić każdego planowanego ataku.

    Lajki, hasztagi i reszta to raczej wyraz niemocy zwykłych obywateli. I to smutne, bo ogranicza się do przestrzeni symbolicznej

    Oczywiście europejscy przywódcy nie są bez winy, jednak trudno przejrzeć ich motywacje i ustalić, jakim (czyim?) interesem się kierują.

    Słusznym jest, że nie wolno wrzucać wszystkich do jednego worka. Bowiem ani świat islamu nie jest jednorodny, ani „cywilizacja zachodnia” nie jest monolitem. I trzeba powiedzieć sobie szczerze: długofalowa destabilizacja zarówno Bliskiego Wschodu, jak też Europy wydaje się być na rękę Ameryce. Rzeczywistość może więc być dużo bardziej zniuansowane niż proste podziały na ‚dobrych naszych’ i ‚złych obcych’.

    Ostrożny byłbym także przy komplementowaniu Rosji. Kolos na glinianych nogach niekoniecznie działa w imię umiłowania wartości cywilizacyjnych; skoro zdecydował się na posłanie wojsk do Syrii, to ma tam własne żywotne interesy. Tłumaczyłoby to zwłaszcza, dlaczego rosyjskie jednostki podejmują w tym rejonie raczej zachowawcze działania.

    • Cześć Kacper, dzięki za komentarz. Dużo trafnych spostrzeżeń. Co do Rosji. Nie tyle chodziło mi o komplementowanie Rosji i Putina, co ukazanie krótkowzroczności Stanów Zjednoczonych i tego, jakich „lojalnych” sobie znaleźli sojuszników 😉 Pozdrawiam!

      • Cóż, niewykluczone, że Stany będą sobie poczytywały pozyskanie Rosji dla operacji w Syrii za korzystne. Rosja jest nie dość, że osłabiona, to posiada spore mniejszości muzułmańskie.
        Jeżeli przez swoje zaangażowanie na Bliskim Wschodzie znajdzie się na celownikach ISIS, wyjdzie z tego jeszcze bardziej osłabiona. A w dodatku skazana na ściślejszą współpracę z USA. Bez podładania świni Wujkowi Samowi. Tym bardziej, że zarówno Moskwa, jak i Waszyngton potrzebują siebie nawzajem przeciwko coraz silniejszym wpływom Chin.
        Osłabiona i skora do współpracy Rosja jest Stanom również na rękę.

        • Tak mi jeszcze przyszło do głowy – a może właśnie władze powinny nagłaśniać udaremnione próby ataków terrorystycznych? Oczywiście bez objaśniania stosowanych do wyśledzenia metod i szczegółów tego, jak terrorystów namierzyli, ale być może sam fakt, że w mediach tego typu informacje byłyby podawane do wiadomości, choć odrobinę zabił w cwaniakach pewność siebie i poczucie bezkarności…

          • To nie przejdzie. Uderza w samą specyfikę pracy służb, mogłoby obniżać ich skuteczność. A co dopiero, gdyby ich praca stała się przedmiotem publicznych debat.
            A na samych terrorystach nagłaśnianie sprawy nie zrobi wrażenia. Mają swoje cele do osiągnięcia. Po prostu zintensyfikują środki.

  4. Rozumiem cię. Sama ubolewam nad tym wszystkim, ale nie mam wystarczającej wiedzy, pomysłów i możliwości, by cokolwiek zrobić. Mogę tylko siedzieć i dopuszczać do siebie informacje z mediów, które wiem, że i tak są odpowiednio manipulowane…

    • No właśnie… Media. O tym w ogóle można napisać osobny wpis… Dla mnie przerażające jest, że w sumie jakoś cicho w mediach potraktowano sprawę zamachu na studentach w Kenii, zamachu w Bejrucie czy tragedii z rosyjskim samolotem. Media nie huczą też o masowych mordach na chrześcijanach w Iraku – a przecież wciąż dochodzi tam do masowych egzekucji, przy czym rozstrzelanie do najdelikatniejsza forma.

      Ubolewam nad tym, co się stało we Francji, nie rozumiem jednak, czemu jeden zamach ma być bardziej, hmm, „medialnie promowany” od pozostałych. W końcu są to tragedie podobnego, jeśli nie większego, kalibru…

  5. Jasne, każdy czuje teraz ogromny żal – z tego wpisu bije wiele negatywnych emocji. Co do uchodźców i faktu, że są to przede wszystkim mężczyźni, wystarczy ruszyć głową – jak rodzina posiada kasę na podróż jednej osoby do Europy, to postawi na chłopa, nie na kobietę z dzieckiem – bardziej prawdopodobne, że to on znajdzie pracę(oby nie jechał tylko na zasiłku!), zarobi i ściągnie rodzinę. A że mogą się wśród nich mogą się trafić fanatycy…

    • Z definicji uchodźcy a imigranci zarobkowi to dwie osobne sprawy i nie mieszałabym tutaj obu zjawisk.

      Swoją drogą – mężczyzna wysłany z Syrii do Europy, nawet jeśli dobrze się tam urządzi, bardzo wiele ryzykuje, bo za X miesięcy może nie mieć już kogo ściągać z ogarniętej wojną Syrii. Najsłabsi, czyli kobiety i dzieci, mogą się sami nie wybronić. Tym bardziej, że kobiety pozostawione przez mężów uważane są przez fanatyków islamskich z automatu za niewierne. Co się wtedy z nimi dzieje, gdy wpadną w ręce bojowników Państwa Islamskiego, łatwo się domyślić. I to jest także bardzo, bardzo smutne.

      Zresztą, z tych samych powodów, uchodźczynie też nie mają lekko:
      http://www.unhcr-centraleurope.org/pl/wiadomosci/2014/samotne-i-bezradne.-uchodzczynie-z-syrii-walcza-o-przetrwanie.html

      Patowa sytuacja 🙁

  6. Dana, dziękuję za ten odważny tekst.
    Może nie pod wszystkimi, ale pod wieloma tezami, które stawiasz w tym wpisie, mogłabym się podpisać.

    Od dłuższego czasu myślę nad tym, co się wydarza na naszych oczach. Ale w ostatnich dniach czuję jakąś taką szczególną gorycz. 11 listopada miałam wątpliwą przyjemność wysiadać z pociągu na wrocławskim dworcu pół godziny przed rozpoczęciem marszu. Dużo myśli się we mnie kotłuje od tamtego czasu. Pomyślałam sobie, że to przerażający chichot historii, że symbol Polski Walczącej wraca w nowej odsłonie. W takiej, przez którą tamci ludzie wtedy ginęli.
    Potem w sobotę obserwowałam na facebooku falę nienawiści, która rozkręcała się z każdą godziną. Z drugiej strony czuć było lęk i bezradność wobec tego uczucia strachu.

    Moim zdaniem prawda jest niestety taka, że jesteśmy społeczeństwem „emocjonalnych analfabetów”. Nie potrafimy radzić sobie z trudnymi emocjami. Przeraża mnie, gdy widzę, że dyskusja zaczyna się sprowadzać do polubień i usuwania znajomych na facebooku. A tu tak bardzo trzeba rozmowy, wymiany poglądów. To jest też gdzieś niestety pochodna wgapienia w komputery i w smartfony, o czym kiedyś pisałaś.

    Coraz częściej ostatnio przecieram oczy ze zdumienia, gdy słyszę wypowiedzi znajomych, po których takich słów i poglądów bym się nie spodziewała. Widzę w tym mieszankę lęku i braku poczucia bezpieczeństwa, ale też niskiego poczucia własnej wartości. A ludźmi zdominowanymi przez strach niestety właśnie zarządza się najlepiej.

    Gdzieś obserwuję też w tym wszystkim, że coraz bardziej rozmywa się odpowiedzialność za słowa. Z jednej strony często nie zdajemy sobie sprawy, jaką moc mają wypowiadane słowa. Z drugiej strony mam wrażenie, że jest coraz większe przyzwolenie społeczne na wypowiadanie wszystkiego, co się myśli. Wiem, że mamy wolność słowa. Ale moim zdaniem wolność słowa kończy się tam, gdzie słowo może skrzywdzić drugiego człowieka.

    W sobotę brakowało mi jakiegoś głosu rozsądku. Wśród licznych wypowiedzi ekspertów, polityków i wśród przekazu mediów dominowały niestety słowa, które ten lęk jeszcze coraz bardziej nakręcają.

    Ktoś z moich znajomych napisał, że może lekarstwem na to wszystko jest nie poddawać się temu i robić swoje. Ja mam jednak ciągle wątpliwość, czy wolno nam patrzeć na to, co się dzieje i nie reagować. Z drugiej strony czuję, jak bardzo jesteśmy bezradni.

    P.S. Bardzo polecam wpis Konrada Kruczkowskiego z „Halo Ziemia”. Warto przeczytać: http://haloziemia.pl/piec-mysli-po-francji/

    • Hej Anno, dzięki za link do wpisu oraz tak wyczerpujący komentarz. Co do wypowiedzi znajomych – jeszcze bardziej rusza, jak słyszysz podobne słowa ze strony członków rodziny… Ludzie różnie reagują pod wpływem gniewu i strachu.

  7. Tak się dziwnie składa, że czasie gdy we Francji padały strzały ja oglądałam „Sufrażystkę”, film walczących o równouprawnienie. Dlaczego o tym wspominam? Niestety, nie wszyscy na świecie są równi a żądzą Ci, którzy mają pieniądze i władzę. Zawsze tak było, niestety i raczej to się nie zmieni.
    Nasz dzisiejszy świat to świat komputerowy, mamy więcej znajomych na facebooku niż w realu. Nie wiem jak Ty ale ja wcale nie jestem szczęśliwa gdy mnie zaprasza do znajomych ktoś kogo ledwie znam. Kto ma dzieci wie, że najczęściej rozmawiają ze sobą przez sms-y, nawet w szkole siedząc obok siebie. To jest przerażające.
    Ostatnie wydarzenia powodują, że zastanawiamy się nad światem, co powinno być inaczej, kto może być za to odpowiedzialny ale to tak naprawdę za chwilę ucichnie do następnego razu.
    Też, szczególnie ostatnio zdarza mi się przecierać oczy ze zdumienia słysząc zatrważające opinie osób, szczególnie tych, których znam.
    Już kończę … ja też wkurzam się, że większość uchodźców to mężczyźni, szczególnie jak przypomnę sobie sceny z filmu.
    A za tekst dziękuję, jak zwykle wciągający.

Dodaj komentarz