Tani fitness

O byciu w formie za grosze

W końcu spadł śnieg! Nie wiem, jak Wy, ale ja się z tego powodu cieszę, wszystko wskazuje bowiem na to, że na stokach będą odpowiednie warunki do jazdy na nartach. W tym roku jeszcze mnie w górach nie było, bo zimowa pogoda jakoś nie dopisywała. Nie łudziłabym się jednak, że zima będzie szczególnie długo trzymać, stąd też czym prędzej chcę pojechać w góry już w ten weekend. A po zimie – wiosna… Okrutna chwila prawdy: oto zrzucimy grube sweterki i okaże się, kto sobie pofolgował, podjadał więcej niż zwykle i odpuścił aktywność fizyczną… Na siłowni obserwuję wciąż wzmożony ruch – ludzie jeszcze realizują noworoczne postanowienia – a co potem? Założę się, że jak co roku, duża ich część w lutym się wykruszy. Zabraknie motywacji i konsekwencji. Ci jednak, którzy wytrwale dążyć będą dalej do upragnionej sylwetki i zdrowia, mogą zostać skonfrontowani z innym problemem – dlaczego ten sport jest taki drogi?

Szczególnie sporty zimowe do tanich nie należą. Narty, na których jeżdżę w sumie dopiero od dwóch lat, to chyba zresztą najdroższa dyscyplina. Miałam to szczęście, że cały sprzęt dostałam w prezencie od rodziny. Jego wcześniejszy użytkownik z uwagi na zwyrodnienie stawu kolanowego nie mógł dalej jeździć na nartach i oddał mi swój sprzęt za darmo. Normalnie musiałabym zapłacić za całość jakieś 2 tys. zł, a i to nieco cena zaniżona najpewniej.

Pomijając sporty zimowe, czy całoroczna aktywność fizyczna musi nas dużo kosztować? Czy dbanie o kondycję musi oznaczać setki złotych zainwestowanych w karnety w fitness klubach? Oczywiście, że nie! Istnieje wiele trików, które pozwolą nam zaoszczędzić i wciąż żyć w stylu fit.

Multikarty sportowe

W poniedziałki i czwartki siłownia, wtorek upływa pod znakiem aerobiku, w piątek wyciszasz się na zajęciach z jogi, a w niedzielę idziesz odprężyć się na basenie i na każdą z tych aktywności masz osobne wejściówki, karty członkowskie, karnety. W ten sposób możesz bardzo szybko pozbyć się z portfela pieniędzy, zważywszy, że miesięczny karnet open to zazwyczaj koszt 100 zł wzwyż.

By uniknąć tak wysokich kosztów, spróbuj nabyć jeden multikarnet, który pozwoli Ci korzystać ze wszystkich dotychczasowych placówek sportowych i zajęć, podczas gdy Ty będziesz za niego płacić niczym za jedną kartę, albo i znacznie mniej. Podpytaj pracodawcę o taką kartę, gdyż duże zakłady pracy często współpracują z wydawcami tych kart w ramach pracowniczego systemu motywacyjnego. Im większy jest popyt na kartę w danej firmie, tym jest ona dla pracownika tańsza. Ja korzystam z karty Benefit Multisport, dzięki której chodzę na siłownię i basen, miesięcznie płacę 73 zł (a wiem, że w niektórych zakładach pracy cena za nią jest naprawdę okazyjna – nawet za 20 zł miesięcznie można być jej szczęśliwym posiadaczem). Inne tego typu karty to OK System, FIT Sport, FitFlex, BeActive, FitProfit.

Jeśli Twój pracodawca nie ma żadnej z tych kart w ofercie, to jeszcze nie wszystko stracone – dużą ich grupę możesz nabyć jako osoba indywidualna, oczywiście wtedy cena takiej karty będzie dla Ciebie wyższa. Czy jest tu jakaś pułapka? Jest. Przede wszystkim, nie opłaca się kupować tego typu karnetu, jeśli ćwiczymy sporadycznie, np. raz w tygodniu – przepłacimy jak nic. W takim wypadku lepiej kupować sobie pojedyncze wejścia. Multikarty sportowe są więc przede wszystkim oszczędnością dla osób naprawdę aktywnych, które ćwiczą min. 2 razy w tygodniu i więcej, regularnie.

Ćwiczenia w domu

By zgubić parę kilogramów, nie trzeba pocić się w fitness klubie. Poza tym niektórzy są indywidualistami i w klubach sportowych, ćwicząc wśród kilkudziesięciu innych osób, czują się po prostu źle. Równie dobrze można ćwiczyć w domu, oczywiście pod warunkiem, że ma się na to odrobinę miejsca i kilka podstawowych sprzętów i dużo samozaparcia. Pomysły na ćwiczenia można czerpać z internetu (wymienię choćby fit.pl, superlinia.pl czy pella.pl) lub kupić kilka numerów popularnego czasopisma sportowego (albo przejrzeć je dokładnie w EMPIKu, jeśli nie chcemy wydawać pieniędzy), np. Shape, Super Linia, Vita, Women’s Health.

Do pełni szczęścia potrzebne są:

  • Mata lub koc, gdy ćwiczymy w pozycji leżącej, klęku podpartym itp.
  • Ciężarki, za które równie dobrze mogą posłużyć nam butelki 1,5l napełnione wodą (dla początkujących) lub piaskiem (dla pań bardziej w „wyciskaniu” zaawansowanych 😉 )
  • Sprzęt grający: magnetofon, radio lub odtwarzacz MP3, z którego puszczać będziemy rytmiczną muzykę.
  • Instruktor – tak, nie żartuję, możemy mieć swojego osobistego trenera z… Komputera. Wystarczy wejść do internetu i poszukać filmów instruktażowych (albo odpalić płytę CD z treningiem – taki dodatek często jest dołączany do wymienionych wcześniej magazynów sportowych).
  • Ekspander, zwany też gumą do ćwiczeń oraz tubingiem – bardzo fajna i niedroga rzecz, z którą można wyczyniać cuda. Może nam służyć do wzmocnienia brzucha, rak, pleców, nóg.
Tubing, czyli guma gimnastyczna
Ekspander, czyli guma gimnastyczna. Źródło: imagerymajestic / FreeDigitalPhotos.net

 

Oczywiście można tę listę rozbudowywać o kolejne fitnessowe pozycje (wersja droższa: zakup steppera, twistera, prawdziwych, regulowanych ciężarków, rowerka stacjonarnego), jednak jeśli będziesz uzbrojona w powyższe, to w pełni to starcza i osiągniesz sukces po minimalnych kosztach.

Wracając do wspomnianych filmów instruktażowych, serdecznie polecam krótkie, kilkunastominutowe programy treningowe Tamilee Webb (na każdą partię ciała istnieje zestaw dla początkujących i zaawansowanych) – do znalezienia w necie i razem z czasopismem Shape:

  • 10 min workout Hot Spots Bonus Rubber Tubing (ćwiczenia z ekspanderem)
  • I want those Buns – chcę mieć takie pośladki (istnieje w wersji z  polskim lektorem, podobnie jak pozostałe video z serii)
  • I want those abs – chcę mieć taki brzuch
  • I want those arms – chce mieć takie ramiona
  • I want that body – chcę mieć takie ciało

Jak tylko je sobie odpuszczę i po pewnym czasie do nich wracam, to w mniejszym czy większym stopniu odczuwam „zakwasy”, co jest najlepszą  rekomendacją tych ćwiczeń – po treningu ma się zadyszkę i pot kapie z czoła 😉 ćwiczenia dobrane w tych programach uaktywniają grupy mięśni, z których istnienia człowiek nie zdaje sobie sprawy…

Czy ćwiczenia w domu są skuteczne? Owszem, jeśli się je wykonuje regularnie, choćby 30 min dziennie. W zamierzchłych czasach (a konkretnie to 13 lat temu), ćwicząc codziennie w domu po 1-1,5h (brzuszki, przysiady, wypady, pompki, rowerek, nożyce, wypady, ćwiczenia z butelkami, odrobina rozciągania i jogi + rowerek stacjonarny w ramach rozgrzewki) udało mi się zrzucić 14 kg w dziewięć miesięcy i od tamtego czasu utrzymuję wagę, więc nic nie stoi na przeszkodzie, byś i Ty osiągnęła podobny lub lepszy rezultat. Warto dodać, że nie stosowałam wtedy żadnej szczególnej diety – dużo piłam i nie brałam dokładek, ot cały sekret 😉 czekolady sobie nie odmawiałam. Byłam i jestem uzależniona.

Wyjdź na dwór!

Chyba najzdrowsza opcja ze wszystkich – ćwiczenia na świeżym powietrzu. Już samo spacerowanie daje zastrzyk energii (gdzie tylko możesz, rezygnuj z autobusu czy samochodu, przedreptaj kawałek!), a co dopiero codzienna jazda na rowerze do i z pracy, czy poranny jogging. Jeśli nie lubisz biegać, zawsze możesz poskakać na skakance. Swoją drogą, jest to bardzo niedoceniony dziś sport, istny pogromca tłuszczu i pożeracz kalorii.

Przejdź się do kilku okolicznych parków, coraz częściej stawia się w nich tzw. siłownie plenerowe, pod chmurką. Naprawdę fajnie to wygląda, kiedy grupa ludzi, bez względu na wiek i płeć, śmiejąc się i mając z tego wiele frajdy, ćwiczy wspólnie na siłowniach zewnętrznych pośród zieleni. Super sprawa, by dotlenić się czystym powietrzem. No i za taką siłownię płacisz… Zero złotych 🙂 są one ogólnie dostępne, bez opłat.

Niekwestionowany prym na świeżym powietrzu wiodą jednak sporty i gry zespołowe: siatkówka, koszykówka, piłka nożna, piłka ręczna, badminton itp. Są one lekarstwem dla ludzi wiecznie zapracowanych, którzy nie mają czasu na spotkania ze znajomymi i osobno ćwiczenia – dzięki temu można upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i połączyć spotkanie towarzyskie z aktywnością 🙂

W zasadze to tyle z mojej strony – chyba że Wy macie jakiś pomysł, warty uwzględnienia w powyższej liście?

13 przemyśleń nt. „O byciu w formie za grosze

  1. 14 kg w 9 miesięcy – to dopiero sukces! Mnie zawsze brakuje bodźca, który zmusi mnie do ćwiczeń, dlatego najlepiej ćwiczy mi się we dwoje. Wkręciłam faceta w bieganie i chyba ta forma aktywności (choć oczywiście nie o tej porze roku) najlepiej się u nas sprawdza 🙂

  2. Dodam coś od siebie – gry sportowe/fitness na konsole (te, które umożliwiają ruszanie się). Ja np. mam Playstation 3 z move i swego czasu przez miesiąc ostro ćwiczyłam do gry od EA (ci od fify, już nie pamiętam nazwy). Zakończony trening już się znudził, by podejść go jeszcze raz, ale to już kwestia indywidualna.
    Oczywiście nikt nie mówi, że trzeba specjalnie kupować konsolę – ale jeśli w domu jest – to warto z niej skorzystać również do innych celów niż do zabijania zombiaków.

    PS Ja np. płacę za Multisporta tylko 35 zł. Czy na dobrą sprawę, nawet, gdybym w miesiącu poszła do tylko do Aquaparku i tylko 2 x, to się zwróci 🙂

    • W sumie wszystko zależy od tego, do jakiego klubu kierujemy swoje kroki i za ile możemy nabyć multikartę 🙂 dla przykładu, po moim wypadku w listopadzie, za listopad i grudzień przepłaciłam na Multisporcie znacznie.

        • No niestety, miałam zakaz od lekarza na ćwiczenia z powodu bólu kolana 😉 ale teraz nadrabiam 🙂 btw., w poniedziałki ok. 17 wbijam na Lady Fitness Club przy pl. Solidarności, może dołączysz? 😉 Przez resztę tygodnia ćwiczę u siebie na osiedlu.

          • Zobaczymy 😉 wlasnie wbilam na zupelnie nowe stanowisko, i godziny mi się zmieniły diametralnie, dam znaka;)

  3. Lata mijają, a ja jak nie cierpiałam wysiłku fizycznego, tak go do dziś nie lubię. 🙂 Nie znalazłam sportu dobrego dla siebie, bo choć dużo chodzę, ćwiczenia grupowe mnie po prostu denerwują. W kwestii nart nie mogę się nadziwić, czemu znajomi Czesi są tak zaskoczeni, gdy mówię, że nie jeżdżę (bo właśnie koszta…), a tymczasem tam przez całą zimę każdy weekend starają się spędzać na stokach. Tylko że tu są wyjazdy na narty częścią kształcenia sportowego obowiązkowego dla uczniów razem z nauką pływania. No cóż. 🙂

  4. Ja ćwiczę w domu, nie trzeba mieć wcale ciężarów, mam kocyk, brzuszki/spięcia, pompki, przysiady, wznosy łydek, skręty, rozciągnięcia do tego rożne kombinacje i można działać, chodź mam problem z utrzymaniem zdrowego odżywiania 😉 Teraz staram się dołożyć bieganie, ewentualnie dłuższe spacery. A odnośnie wpisu, to dobry spis, może z czasem coś dołożę do swojej listy.

  5. Ja płacę 99 zł za kartę BeActive i mam nieograniczony wstęp, wchodzę kiedy chcę i wychodzę kiedy chcę. Klubów biorących udział w programie jest sporo więc zawsze gdzieś się znajdzie miejsce. Dodatkowo w cenie mam ubezpieczenie NNW bo to różnie bywa.

Dodaj komentarz