Zakupy w secondhandzie

Tanie kupowanie – zakupy w second handzie

Secondhandy, ciucholandy, lumpeksy, szmateksy… Zwał jak zwał, wszyscy i tak wiedzą, że chodzi o jeden i ten sam rodzaj sklepu z odzieżą używaną. Jednych odrzuca na sam dźwięk tego słowa, inni uśmiechają się szeroko, bo to jest to, co lubią najbardziej. Nie da się jednak zaprzeczyć, że punkty tego typu wyrastają jak grzyby po deszczu i cieszą się coraz większą popularnością. Jeszcze kilkanaście lat temu przyznanie się do zakupów w szmateksie wywoływało odrobinę zażenowania i wstydu, dzisiaj stało się modne, a nawet gwiazdy otwarcie mówią o tym, że bardzo lubią buszować po sklepach z odzieżą na wagę.

Jednej rzeczy nie da się zaprzeczyć: jeśli robimy zakupy w szmateksach, nasze portfele są dozgonnie nam za to wdzięczne.

Kiedyś byłam bardzo sceptycznie nastawiona do kupowania odzieży używanej. Krzywiłam się na samą myśl o tym, że miałabym zaopatrywać się w garderobę, którą wcześniej ubierał ktoś inny – obojętne, czy nałożył ją dwa razy, czy dwadzieścia. Nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie wertującej sterty ciuchów niewiadomego pochodzenia. Była to dość irracjonalna niechęć, bo przecież odzież, która trafia do lumpeksów, jest starannie przeglądana, prana i dezynfekowana. Stąd też jej charakterystyczny zapach. By się go pozbyć, trzeba zakupioną odzież wyprać, ale zasadniczo to każde nowe ubranie trzeba wyprać przed użyciem, bez znaczenia, czy pochodzi z lumpeksu, czy z „normalnego” sklepu. Wielu jednak nie ma tego zwyczaju…

Perspektywa diametralnie zmieniła mi się wraz z pójściem na studia. Skończyło się beztroskie dzieciństwo i kasa od rodziców na ciuchy, która wcześniej była niemal na zawołanie. Trzeba było samej się utrzymać za niewielkie pieniądze, które dostawało się co miesiąc z domu, ze stypendium i z prac dorywczych w weekendy. Zagryzałam wargę, gdy widziałam ceny na metkach w sklepach: kawałek kolorowej szmatki będącej spódnicą w promocji za „jedyne” 80 zł (50% zniżki, bo przecież cena początkowa wynosiła 160 zł) oraz bluzeczka na lato w cenie podobnej i nagle okazywało się, że musiałam dokonywać wyboru między „nie mam się w co ubrać” a „nie będę miała za co jeść”. Ałć, bolesne.

Na jednym spotkaniu ze znajomymi moja koleżanka naprawdę szałowo i gustownie się ubrała, w trakcie rozmowy powiedziałam, że podoba mi się jej kreacja i że pewnie wydała na nią grube pieniądze, na co ona odparła roześmiana, że skądże, że w całość zaopatrzyła się w szmateksie i nie wydała więcej niż 20 zł. Byłam zaskoczona tym wyznaniem – to takie fajne rzeczy można dostać w lumpeksie?

Sama już nie pamiętam, jak to się stało, że trafiłam po raz pierwszy do szmateksu. Najprawdopodobniej zaciągnęła mnie do niego jedna z moich znajomych, bo wśród moich przyjaciółek dużo dziewczyn robi zakupy w ciucholandach. Dzisiaj nie mam już żadnych oporów przed chodzeniem do szmateksów, ba, śmiało przyznaję, że właściwie większość moich ulubionych ubrań jest właśnie szmateksowego pochodzenia. Mimo iż już mnie nie dotyczą dylematy z czasów studenckich, na co przeznaczyć pieniądze, by jednocześnie mieć co do garnka włożyć, to zwyczaj odwiedzania szmateksów u mnie pozostał. Traktuję robienie w nich zakupów nieco jak polowanie, na którym chcę zdobyć dla siebie coś wyjątkowego.

W lumpeksach można dostać prawdziwe perełki. To właśnie w nich kupiłam najtańsze w życiu spodnie jeansowe za… 5 zł (!!!). Ciepłe, solidne, ze zdobieniami w postaci metalowych „kropelek” na nogawkach, z zapinanymi na zamek kieszeniami. Obecnie w szafie mam 7 par spodni z lumpeksów, dwie pary jeansowe, reszta materiałowe; służą mi już długo, są dobrej jakości, nie wycierają się. Oprócz tego praktycznie wszystkie moje suknie wieczorowe to również odzież z drugiej ręki. Na najbardziej wystrzałową w mojej kolekcji, czerwoną sukienkę wydałam tylko 30 zł. Normalnie musiałabym wydać na nią kwotę z jednym zerem na końcu więcej.

Kilkakrotnie udało mi się upolować odzież nieużywaną, ofoliowaną, z oryginalnymi, sklepowymi metkami z zaklejoną pierwotną ceną. Marki? H&M, F&F, C&A, Zara, Nike, Marks & Spencer (ze zdumieniem stwierdziłam swego czasu, że od tego producenta używanych ciuchów kupuję najwięcej), Carrie, Atmosphere… To jest właśnie gigantyczny plus second handów – można nabyć rzeczy znanych marek, wyśmienitej jakości, za niewielkie pieniądze. Nie jesteśmy skazani na noszenie rzeczy podobnych do tych, które nosi połowa miasta zaopatrująca się w odzież w dużych sieciach handlowych, gdzie kroje i fasony są na jedno kopyto, a jedyną różnicę stanowi kolor. Mamy szansę znaleźć swój własny, niepowtarzalny styl.

Już kiedyś wspominałam w notce Porządki w szafie, w portfelu więcej, że zakupy w lumpeksie to tanie rozwiązanie, w dodatku przyjazne środowisku. Wielu producentów skupuje od klientów stare ubrania, które np. im się znudziły. Część z nich, jeśli są w lepszym stanie, trafia właśnie do lumpeksów. Często trafiają do nich też ubrania zupełnie nowe, końcówki serii, które się nie sprzedały, ubrania z pewnym krawieckim defektem (np. w jednym ze szwów zamiast czarnej nitki przez pomyłkę użyto granatowej), towar, który nie udało się sprzedać w outletach (swoją drogą, robienie w nich zakupów to kolejne tanie rozwiązanie).

Na co należy zwracać uwagę, dokonując zakupu w lumpeksie:

  • Odzież nie powinna być podarta, poplamiona, zmechacona, wyblakła – niska cena nie powinna być dla nas jedynym wyznacznikiem, bo na co komu ciuch, który po kilku dniach spruje się jeszcze bardziej? Pieniądze wyrzucone w błoto.
  • Warto zwracać uwagę na metkę – znana marka to gwarancja jakości, użycia dobrych materiałów.
  • Sprawdzaj, w jakich dniach są dostawy. Mają one miejsce zazwyczaj raz w tygodniu. Wtedy towar jest co prawda najdroższy, ale masz jednocześnie największy wybór, a w sklepie nie będzie tłoku. Przeważnie w ostatni dzień przed nową dostawą nie ma już zbyt wielu dobrych ubrań na wieszakach. Ja zazwyczaj chodzę do szmateksu w dzień dostawy oraz pierwszy i drugi dzień po niej.
  • Na zakupy idź najlepiej rano lub w południe. Towar wtedy nie będzie tak przebrany, jak wieczorem.
  • Najniższe ceny znajdziesz w punktach, gdzie odzież sprzedawana jest na wagę, a nie ustalana jednostkowo dla każdej sztuki.
  • Nie przymierzaj ubrań bezpośrednio na gołe ciało. Nie wiesz, kto mierzył je przed Tobą ani też nie wiesz, jak silna była chemia, którą czyszczono ciuchy – jeśli masz wrażliwą, alergiczną skórę, może się to skończyć dla Ciebie podrażnieniem. Na zakupy w lumpeksie wybieraj się zaopatrzona w podkoszulek oraz rajstopy.
  • Z tego samego powodu bezwzględnie pierz wszystko, co kupiłaś, nim zaczniesz to nosić.
  • Nie kupuj pod wpływem impulsu. Zastanów się, czy faktycznie potrzebujesz kolejnej czerwonej bluzki. I do czego będziesz nosić spodnie w zielone groszki?
  • Znaj granicę. Kupowanie bielizny czy skarpet w lumpeksie to już gruba przesada. Za kilka złotych dostaniesz świeżą, nową bieliznę w każdym osiedlowym butiku. Jest to na pewno bardziej higieniczne rozwiązanie. Co jak co, ale zarodników grzybicy, która atakuje jak wiadomo miejsca intymne i stopy, z ubrań tak łatwo się nie da wyplenić.

We Wrocławiu mam kilka punktów z odzieżą używaną, które lubię odwiedzać najbardziej. Najczęściej goszczę w Second Hand from London, który mieści się naprzeciw budynku Renomy. Sklep jest naprawdę ogromny, oprócz ubrań wszelkiej maści mają w ofercie również torebki, obrusy, koce, paski i inne dodatki. Każdy niezależnie od płci i wieku znajdzie tu coś dla siebie. Często bywam też w znajdującej się nieopodal Szafie pod Arkadami, która niedawno zmieniła nazwę na Londynowo i została przeniesiona z ulicy Świdnickiej na Kołłątaja. Tutaj towar jest bardzo wysokiej jakości, stąd też i ceny wyższe (od 15 zł za sztukę wzwyż, chociaż i tańsze rzeczy też można u nich znaleźć). Odwiedzałam też lumpeks F.H. DARS, jednak odkąd wynieśli się z ulicy Komandroskiej i przenieśli na Lubińską, to nie było mnie tam ani razu.

A Wy jakie macie zdanie o second handach? Robicie w nich czasem zakupy? Według badań TNS OBOP, ponad połowa naszego społeczeństwa robi zakupy w ciucholandach, głównie właśnie z uwagi na niskie ceny.

14 myśli na temat „Tanie kupowanie – zakupy w second handzie

  1. Nie zgadzam się ze zdaniem, że w dniu dostawy nie będzie tłoku, bo właśnie największe tłumy są w dniach dostawy, wszyscy wszak rzucają się na nowy towar, potem towar jest już mocno przebrany. Z tego powodu raczej omijam lumpeksy. Poza tym uważam, że w niektórych z nich jest drogo. Ja swoje używane rzeczy, jeśli ich nie oddaję, wystawiam po prostu za złotówkę na aukcji. I ta cena mnie satysfakcjonuje. W ciuchlandzie widuję rzeczy po 20-30, jak na używane, to sporo. Niedawno kupowałam ciuszki dla najmłodszego dziecka i też uważam, że 7 za spodenki, czy bluzkę to dużo. Nie chodzi mi, żeby te rzeczy były za darmo, ale część z nich jest sporo używana i jednak chyba oddawana za darmo. Nie wiem, może ja tego „sportu” po prostu nie rozumiem, generalnie nie lubię chodzić po sklepach;-)

    • Hej Sylwia 🙂 To chyba zależy, jak bardzo popularny jest dany sklep. Ja zazwyczaj, jak pisałam, chodzę w dzień dostawy lub tuż po, koło południa, korzystam z przerwy obiadowej w pracy 😉 nie ma wtedy tłoku. Zazwyczaj wybieram się tam, kiedy wiem, co konkretnie chcę kupić. W odwiedzanych przeze mnie lumpeksach towar jest bardzo dobrej jakości, często nówki sztuki, więc na ceny nie narzekam 🙂 np. ostatnio zniechęciłam się do sieci Kola (obecnie to się chyba Margo nazywa), bo tam zawsze na ostatnie dni wyprzedaży czekają osoby najmniej zamożne, emeryci – niektórzy w takim szale zakupowym, że prawie wyrywają towar z rąk, hehe. W dodatku tamtejszy towar jest ciasno upakowany, jedne ubrania na drugich. Od pewnego czasu omijam więc te punkty szerokim łukiem. Pozdrawiam 🙂

    • Dziewczyny ja mam dla Was super propozycję. Jest taka strona wyhacz.pl i tutaj znajdziecie informacje, jakie są aktualnie zniżki, wyprzedaże w sklepach. I to nie tylko chodzi o ciuchy, są też promocje różnych gadżetów. Naprawdę polecam. Ja sama często z niej korzystam;)

    • Rzeczy może i są oddawane za darmo, ale właściciele lumpeksów za darmo ich nie dostają tylko słono za nie płacą, dodatkowo muszą opłacić czynsz i ZUS. Nadal sądzisz, że powinni te rzeczy oddawać za 1 zł ???

  2. Zakupy w lumpeksach często pozwalają nam zaoszczędzić naprawdę dużo pieniędzy. No i właśnie – możemy znaleźć perełki. Ja do dziś się wkurzam, że co trzecia kobieta ma „moją” kurtkę z Decathlonu 🙂

    Wrocławskie lumpeksy tak mi się spodobały, że nawet stworzyłam stronę z ich zbiorem (jeśli pozwolisz): http://lumpeksy.wroclaw.pl 🙂

    Pozdrawiam!

    • E, bez przesady. Każdy ma łeb na karku i sam decyduje, gdzie i dlaczego robi zakupy 😉 Ludzie mają poważniejsze motywy, niż to, że gwiazdeczka znad Wisły robi zakupy w lumpeksie. Osobiście telewizji nie oglądam od 15 roku życia, więc i nie mam jak śledzić gwiazdorskich „trendów”. Mam za to święty spokój, więcej czasu i własne zdanie 🙂 pozdrawiam.

  3. Zakupy w szmateksach uzależniają. Mam juz tyle ciuchów a ciagle nie moge sie opanować zeby iść znowu cos fajnego wyszukać. Niestety czasem tracę tylko czas, bo buszuje buszuje a nic nie znajduje.

    • Uzależniają, uzależniają… 🙂 Natomiast trzeba sobie upatrzyć miejsca, gdzie szukać i zawsze można jaką „perełkę” złapać! W Poznaniu powstało ostatnio kilka ciekawych, butikowych Second Handów i mają tam całkiem ładne i w doskonałym stanie „lumpki”…

Dodaj komentarz