Tania kolacja wigilijna

Wigilia: samodzielne przygotowanie kolacji to wyzwanie!

No i stało się… Nigdy nie przypuszczałam, że do tego dojdzie, a jednak. Po wielu miesiącach załatwiania spraw związanych z kupnem mieszkania, a potem jego wykończeniem i wyposażeniem, gdy rok dobiega ku końcowi, na pytanie moich rodziców i przyszłych teściów, do kogo przyjedziemy na Wigilię, rzuciłam, że tym razem święta będą u nas – zapraszamy. Troszeczkę z lenistwa tak wyszło, bo nie chciało mi się znowu roztrząsać, do kogo jedziemy w tym roku i dlaczego akurat nie do tych drugich 😉 a poza tym pomyślałam, że będzie okazja w szerszym rodzinnym gronie uczcić przeprowadzkę na swoje. Dopiero z biegiem czasu do mnie dotarło, w co się wpakowałam.

Zorganizowanie kolacji wigilijnej było dla mnie wyzwaniem, bo raz, że sama nigdy za tymi świętami szczególnie nie przepadałam (zawsze traktowałam je jako spotkanie z rodziną, niekoniecznie stricte święto kościelne), dwa – nigdy sama nie szykowałam potraw bożonarodzeniowych od A do Z, trzy – nie brałam urlopu przed świętami, wszystko więc robiłam w tzw. międzyczasie. Poza tym postawiłam sobie ambitny cel – zrobić ile się da potraw samodzielnie, bez chemii.

Kot przy gwieździe betlejemskiej
Gwiazda betlejemska za niecałe 10 zł miała służyć jako dekoracja świąteczna, a potem przypomniałam sobie, że jest trująca dla kotów… Powędrowała więc do teściów.

Duma nie pozwoliła mi sięgać po gotowce, które często wcale nie wychodzą tanio, efekt jest więc taki, że dorzuciłam sobie dodatkowej roboty. Na szczęście miałam do pomocy parę rąk narzeczonego, który wspierał mnie w porządkach i nawet w szykowaniu kilku dań. Wigilię potraktowałam przy okazji jako swego rodzaju sprawdzian moich umiejętności kulinarnych i z podejmowania gości.

Nie chciałam zaszaleć zanadto finansowo, ale nie chciałam też, by zabrakło typowych potraw wigilijnych. Poza tym wsparcie otrzymałam od gości, którzy przynieśli dodatkowe potrawy, stół okazał się więc suto zastawiony.

W efekcie tegoroczne menu wigilijne wyglądało u mnie następująco:

Potrawy przyniesione przez gości:

  • ryba po grecku;
  • bigos;
  • roladki z boczku z zapiekanym burakiem (pomysł i wykonanie mojego brata – szacun!);
  • sernik;
  • makowiec;
  • naturalny chleb żytni;
  • pierniczki.

Potrawy przygotowane przeze mnie:

Sałatka jarzynowa
Nie mogło zabraknąć królowej – sałatki warzywnej.
  • barszcz czerwony na zakwasie;
  • uszka z nadzieniem z borowików;
  • pierogi z wędzonym łososiem i serkiem;
  • pierogi z kapustą i podgrzybkami;
  • kutia;
  • sałatka jarzynowa;
  • sałatka jarzynowa – warstwowa – ze śledziem;
  • śledź w oleju;
  • smażony dorsz czarny w pieprzu cytrynowym;
  • paszteciki z podgrzybkami i soczewicą;
  • kompot z suszonych owoców.

W sumie w kolacji wigilijnej uczestniczyło 7 osób i 2 koty 😉

Najwięcej stresu miałam z szykowaniem barszczu. Chciałam go przyrządzić na naturalnym zakwasie, dlatego nastawiłam go w słoiku na ponad 2 tygodnie przed świętami. Tyle się naczytałam, że ma on tendencję do pleśnienia, że trzeba go regularnie obserwować, ściągać piankę… No i udało się. Barszczyk na bazie własnego zakwasu wyszedł przepyszny!

Sam przepis na zakwas na barszcz czerwony – a w zasadzie dwa słoiki zakwasu – jest banalny:

  • 4-5 średnich, surowych buraków, obranych i pokrojonych w plastry
  • po 1 łyżeczce soli na słoik
  • po 1 łyżeczce kminku na słoik
  • po 3 ząbki czosnku na słoik, każdy ząbek rozkrojony na pół
  • po 1 kromce prawdziwego razowego chleba na zakwasie na słoik

Słoiki oczywiście wcześniej trzeba umyć i sparzyć wrzątkiem. Układamy buraczki i czosnek, przesypujemy kminkiem i solą, na wierzch kładziemy kromkę chleba. Całość zalewamy zagotowaną wodą. Słoik podobno powinno się przykrywać gazą, ale z uwagi na jej brak użyłam zwykłego wieczka. Jakub Kuroń też używa wieczka, więc ufałam, że zakwas wyjdzie.

Słoiki odstawia się na 1-3 tygodnie w ciepłe i zacienione miejsce (w zależności od tego, jak bardzo intensywny smak chcemy uzyskać). W internecie wyczytałam, że to właśnie głównie ten chleb ma tendencję do pleśnienia, ale ten w moich słoikach miał się na szczęście dobrze. Kupiony w lokalnej piekarni, bez polepszaczy – inwestycja opłaciła się.

Gdy przyszło mi już szykować właściwy barszcz, zużyłam warzywa z włoszczyzny oraz dwa dodatkowe buraki na warstwową, majonezową sałatkę. Można by rzec – kulinarny recykling! 😉 Do sałatki warzywnej dorzuciłam tylko 2 starte ugotowane jajka i pokrojonego śledzika.

Przepis na tę sałatkę jest prosty, samo wykonanie bardzo szybkie, a sałatka prezentuje się na stole w przeźroczystym naczyniu elegancko. Do głębokiego naczynia wrzucamy na dno pokrojonego drobno matiasa z cebulką, na to cienka warstwa majonezu, posypujemy pieprzem; potem pokrojona w kostkę marchewka – znów warstwa majonezu posypanego pieprzem; kolejna warstwa: pokrojony seler i pietruszka, kładziemy majonez; na to starte na tarce buraczki – znowu majonez, to już jego ostatnia warstwa – wierzch obsypujemy startymi jajkami – i gotowe!

Szykowanie uszek i pierogów było z kolei bardzo czasochłonne. Moczeniem grzybów i kapusty, potem podsmażaniem farszu, wyrabianiem ciasta i finalnym lepieniem pierogów zajmowałam się w piątki po pracy i w weekendy. Monotonne zajęcie, po każdym takim pierogowym wieczorze nogi bolały mnie od chodzenia w tę i z powrotem.

Samych uszek wyszło mi grubo ponad 100, prawie tyle samo pierogów z rybą, najwięcej zaś tych kapustnych. W pewnym momencie już mi się nie chciało liczyć. Kuchnia wyglądała jak plac boju, wszystko obmączone. Efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania. Pierogi z wędzonym łososiem i serkiem robiłam po raz pierwszy w życiu i już wiem, że będę je robić częściej, bo bardzo mi posmakowały. Uwielbiam łososia i jadam go we wszelkich możliwych postaciach 😉

Innym daniem, które wymagało ode mnie sporej dozy cierpliwości, była tradycyjna kutia, czyli z pszenicą w składzie. Zalaną wrzątkiem pszenicę trzeba było odstawić na całą noc, by namiękła, następnego dnia gotowałam ją jeszcze przez bite 2 godziny – a i tak była lekko twardawa. Następnym razem jednak sięgnę po kaszę jaglaną. Kutia wyszła mi na bogato, ponieważ w jej składzie znalazły się dodatkowo: rodzynki, mak, posiekane migdały i orzechy włoskie oraz miód wrzosowy – draństwo ponoć bardzo drogie, ale dostałam jakiś czas temu w prezencie, więc grzechem byłoby nie wykorzystać.

Tradycyjna kutia z pszenicą
Kutia przełożona do salaterki, udekorowana płatkami migdałowymi – zostało jej tyle, że obdarowałam nią jeszcze gości, a i tak dopiero wczoraj zjedliśmy ostatnią porcję.

Cieszę się, że kwestię ciast i ryby po grecku załatwili za mnie goście, bo z tym już bym się nie wyrobiła. Tak samo rodzice przywieźli własny chleb. Ogółem do świąt szykowałam wszystko z wyprzedzeniem ponad 2 tygodni. Gdybym chciała sama przygotować jeszcze inne dania, to nie ma bata, w okresie 22-23 grudnia powinnam była wziąć urlop 😉

Potrawy z kolacji wigilijnej okazały się bardzo wydajne. Dopiero dzisiaj udało nam się niemal wyzerować zapasy – piszę niemal, ponieważ w zamrażarce leżą jeszcze 4 opakowania pomrożonych pierogów. Powinny starczyć jeszcze na jakieś 2 obiady.

Na sam koniec, najważniejsza sprawa – ile kosztowało mnie te kilka dni wigilijnych zapasów? Poniżej lista zakupów. Część rzeczy już miałam na stanie (np. przyprawy – jak kminek, cynamon, sól, pieprz, goździki, skórka pomarańczowa), więc ich ceny nie będę zmyślać – podaję tylko to, co musiałam zakupić:

  • Klasyczny łosoś wędzony, 2 opakowania po 125g – 19,98zł
  • Koperek, świeży – 1,59 zł
  • Masło Extra 82% 200g – 4,39 zł
  • Jabłka 0,6 kg – 2,49 zł
  • Czosnek, główka – 1,97 zł
  • Cebula 0,39 kg – 1,09 zł
  • Groszek konserwowy, 1 puszka – 1,49 zł
  • Pieprz czarny ziarnisty – 0,89 zł
  • Liście laurowe – 0,85 zł
  • Majonez, 2 słoiki – 6,98 zł
  • BIO buraki 500g – 3,49 zł
  • Buraczki zwykłe, 3 sztuki – 3,99 zł
  • Cytryna – 0,73 zł
  • Soczewica czerwona – 2,99 zł
  • Olej rzepakowy 1l – 3,99 zł
  • Borowiki suszone – 6,99 zł
  • Podrzybki suszone, 2 opakowania – 19,98 zł
  • Pieprz cytrynowy, młynek – 7,29 zł
  • Rodzynki sułtańskie – 3,99zł
  • Kapusta kwaszona 0,8 kg – 3,11 zł
  • Śledź matjas, 6 dużych płatów – 12,92 zł
  • 5 dużych filetów z dorsza czarnego – 31,04 zł
  • Naturalny chleb razowy na zakwasie – 5,99 zł
  • Migdały 100g – 6,99 zł
  • Orzechy włoskie 100 g – 4,93 zł
  • Mak mielony 200 g – 5,69 zł
  • Mąka tortowa, 2 opakowania – 4,98 zł
  • 10 jaj eko – 6,99 zł
  • Serek Bieluch 130 g – 1,70zł
  • Suszone owoce na kompot 0,6 kg – 15,98 zł
  • Włoszczyzna (3 marchewki, 2 pietruszki, pół selera, por) – 3,99 zł
  • Ziemniaki 2,5 kg – 3,99 zł
  • BIO pszenica na kutię 0,5 kg – 2,80 zł

Ubiegając pytania o brak karpia na liście – nie uznaję tej ryby. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka – przede wszystkim nie przepadam za jej smakiem (trąci mułem, mówiąc delikatnie), jest strasznie oścista i tłustawa, poza tym w moim domu nie było tradycji kupowania żywego karpia i ubijania go. Więc i u mnie bez karpia obeszło się w tym roku.

Paszteciki z soczewicą i grzybami
… GOTOWE! Paszteciki wyrosły, aż miło. Do barszczyku w sam raz, ale same też sobie świetnie radziły 😉

Zakupy przedświąteczne zostały przeze mnie zrobione głównie w: Lidl, Auchan, Netto. Ryby kupiłam w osiedlowym sklepie, podobnie pieczywo. Całość za jedzenie wyniosła mnie 206,26 zł. Czy to dużo? W sumie nie mam porównania, bo nigdy wcześniej nie organizowałam u siebie kolacji wigilijnej. Poza tym, część potraw dostałam od gości, co też fałszuje obraz wydatków. Jednak biorąc pod uwagę, że przy stole siedziało 7 osób, a jedzenia i tak zostało potem na kolejne 5 dni – to uważam, że wydałam niewiele. Niektóre składniki jeszcze wykorzystam w przyszłości (zostało trochę mąki, soczewica, ziemniaki, orzechy, pieprz, cynamon i inne przyprawy). Najdrożej wyszły jak widać ryby, co w sumie nie powinno dziwić. Ach, no i miód – prawdziwy, wrzosowy – pewnie też dużo by mnie kosztował. Odpowiadając na pytanie, jak przygotować pierwsze rodzinne święta, mogłabym odpowiedzieć krótko: w miarę możliwości poproś gości o wsparcie kulinarne… 😉

Pora na wnioski… Podobało mi się! Co prawda nieźle umordowałam się w kuchni, ale miałam też z tego sporo frajdy. No i to poczucie, że zaserwowało się gościom zdrową kolację… Nie zmienia to jednak faktu, że w przyszłym roku raczej się nie zgłoszę po raz kolejny. Mimo wszystko szykowanie Wigilii zabiera bardzo dużo czasu, przez co zabrakło mi go na inne aktywności. Pora na innego śmiałka.

Z ciekawości też zapytam, jak tam Wasze wigilijne przeboje?

No i korzystając z okazji… Już teraz życzę Wam udanego startu w 2017 rok – szampańskiej zabawy sylwestrowej, a później wytrwałości w realizacji powziętych planów! 🙂

7 myśli na temat „Wigilia: samodzielne przygotowanie kolacji to wyzwanie!

  1. U nas nigdy nie było karpia. Najczęściej jemy pangę, albo tołpygę, liczy się tylko, żeby była jakaś ryba. Kutii też chyba nigdy u nas nie było. Ale za to jest kilka rodzajów pierogów, także te owocowe. Ogólnie nasze przygotowania do świąt są bardzo krótkie, 2-3 dni i ewentualnie czwarty jeśli kleimy dużo uszek.
    Znacznie więcej problemu będę miał z tym, żeby dobrze zaplanować sobie nowy rok, heh.

  2. Ślinka cieknie 🙂 A najbardziej ma się smaka na to co niedozwolone. W tym roku skusiłam się w wigilię na jedno uszko i pieroga. Reszta grzecznie …
    Karp u nas tylko mamie smakuje. Też nie przepadam za nim.
    Kiedy post o kuchniach? 😀

  3. Jaki następny krok?
    U nas było tak: nowy dom, lato wizyty rodziny i znajomych, grile etc. Potem oczywiście święta, wreszcie przy wielkim stole, wszyscy na jednakowych krzesłach… Dość. Zakupy, gary, kelnerowanie. Następny rok: podhale, 5 dni, wigilia 12 (cześć obłędnie smacznych) potraw w fajnej nowej drewnianej imprezowi. Stok 200m dalej. Zabawa, jedzenie, relaks a wszystko za kwotę zbliżoną do wydatków na świąteczne zakupy. Oczywiście rodzina w komplecie. Polecam, gdy opadną już emocje po zakupie własnego lokum.

  4. Też robię barszcz, ale zakwas kupuje gotowy, nie ma wbrew pozorom w nim tyle chemii, a jest wygoda. Kiedyś próbowałem zrobić swój zakwas, ale mi spleśniał i potem przed wigilią było gorączkowe szukanie substytutu 😉

Dodaj komentarz