Praca na etacie, w korporacji, a może własna firma?

Własna działalność gospodarcza, etat w małej firmie, praca w korporacji – jakie są plusy i minusy każdego rozwiązania?

Praca marzeń dla każdego oznacza coś innego. Dla jednych to po prostu sposób na zarabianie pieniędzy – niekoniecznie dużych, ale pewnych, gwarantujących stabilizację finansową (na marginesie – czy cokolwiek można uznać za pewne w dzisiejszych czasach?). Dla innych jest przede wszystkim miejscem służącym realizacji pasji – istnieje nawet powiedzenie, że szczęśliwy jest ten, który zarabia na swoim hobby, nigdy bowiem nie będzie musiał pracować… I o ile cel może być jeden – osiągnięcie poczucia spełnienia w pracy – o tyle ścieżek do jego osiągnięcia jest wiele. Każda z nich ma swoje plusy i minusy. A Ty, którą podążasz?

Praca w korporacji

Duże koncerny kuszą. Zwłaszcza młodych ludzi. To przede wszystkim korporacje oferują programy stażowe i praktyki na szeroką skalę. Po ich pomyślnym odbyciu najlepsi mogą liczyć na kontynuację współpracy. Korporacje zapewniają więc młodym ludziom płynny start w zarobkową dorosłość. Dla wielu osób duże, zagraniczne firmy są pierwszym miejscem zatrudnienia.

Ale takie programy są kierowane nie tylko do studentów i świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych. Na rynku, na którym firmy wyszarpują sobie specjalistów, pozyskiwanie ich z innych branż jest jednym z najbardziej efektywnych rozwiązań – i tej strategii również służą wspomniane programy stażowe. Dzięki temu ktoś kompletnie zielony w danym zagadnieniu ma możliwość szybkiego wdrożenia się w zawód, który czasami niewiele ma wspólnego z podjętym kierunkiem studiów.

Korporacje oferują też pracę w międzynarodowym środowisku. Pracujesz w Polsce, ale Twój szef może rezydować w USA, a zespół, z którym współpracujesz – w Japonii. Dlatego często „wisi się” na telefonie czy Skype i prowadzi konwersacje w obcym języku – niekoniecznie po angielsku. To doskonały sposób na szlifowanie języka, ale nie tylko. Wiele firm oferuje kilkutygodniowe czy nawet miesięczne wyjazdy integracyjne, co jest doskonałą okazją do poznania obcych kultur, otwarcia się na inność. Ogromny atut: płacone masz wtedy według stawek kraju, w którym przebywasz.

Nie wszystkim jednak taki tryb odpowiada. Jeśli wyjazdy są częste, a masz rodzinę i wychowujesz dzieci, taki podróżniczy styl pracy może być uciążliwy. Sceptycy twierdzą, że korpo to miejsce albo dla singli, albo dla emerytów…

Poza tym, różnice czasowe pomiędzy kontynentami potrafią utrudnić codzienną komunikację – np. wysyłasz mail z informacją, którą ktoś dopiero przeczyta następnego dnia. Tak samo może pojawić się problem z ustaleniem dogodnej godziny odbycia telekonferencji. Podjęcie ważnych decyzji może się przez to opóźnić.

Praca w korporacji
Żródło: louisehoffmann83 / Pixabay.com

Korporacje zajmują zwykle ogromne powierzchnie biurowe, w których stanowiska pracy rozmieszczone są w tzw. open spaces. Angielska nazwa oddaje w pełni to, jak taka przestrzeń wygląda: kilkanaście, kilkadziesiąt, a w skrajnych przypadkach kilkaset osób siedzi przy swoich biurkach w jednym pokoju – chociaż bardziej adekwatnym określeniem byłoby tu napisanie, że w jednej hali. Czasem gwar w takim miejscu skutecznie wybija człowieka z koncentracji. Na zachodzie powoli odchodzi się od tego modelu kształtowania powierzchni biurowych.

Wróćmy do zalet pracy w korporacji. Na pewno zaliczyć do nich można rozbudowane systemy benefitów pozapłacowych. Bony świąteczne, dofinansowanie do szkoleń (w tym kursy językowe), dostęp do bezpłatnych baz wiedzy czy abonamentów cyfrowych bibliotek i platform e-learningowych, karty sportowe do klubów fitness i nie tylko, bilety do kina czy teatru, prywatna opieka zdrowotna lub ubezpieczenie na życie… Oferty są naprawdę zróżnicowane – spotkać można nawet firmowe przedszkola czy nianie (sic!), albo tzw. pokoje rozrywki i relaksu z dostępem do konsoli do gier, codziennej prasy, telewizji, gier planszowych i stołów do piłkarzyków.

Zhierarchizowana struktura organizacyjna to kolejny wyróżnik korporacji. Niektórych skutecznie ona odstrasza od podjęcia pracy w takim miejscu, na innych działa jak magnes. W końcu można się wykazać, wybić, awansować. Jeśli masz silną potrzebę rywalizacji, wzięcie udziału w „wyścigu szczurów” będzie Ciebie motywować. W przeciwnym wypadku – możesz utknąć na nudnym stanowisku na lata z poczuciem niesprawiedliwości i wypalenia. I robienia w kółko tych samych, schematycznych rzeczy, których w innym miejscu pracy nie wykorzystasz – bo specyfika procesów i narzędzi używanych w firmie jest specjalnie tak pomyślana, by nigdzie na zewnątrz nie można było z nich zrobić „kalki”…

Piramidalna struktura ma jeden ogromny minus – kluczowe decyzje są często latami „mielone” przez kolejne szczeble drabiny organizacyjnej. I zanim zapadną, stają się mocno nieaktualne (bywa, że w ogóle pomysły są zarzucane –  zmiany personalne na wysokich stanowiskach potrafią skutecznie nie tylko odroczyć podjęcie jakiejś decyzji, ale w ogóle sprawić, że jakiś pomysł trafi do kosza). Stąd np. w dużych koncernach tak często spotkać można przestarzałe technologie (np. obowiązującym standardem dot. przeglądarek internetowych jest… Internet Explorer 10).

Jest jeszcze jedna sprawa, o której trzeba tu wspomnieć: brak transparencji względem wszystkich pracowników. Ta praktyka powoli, powoli się zmienia, ale jednak w większości korporacji dół piramidy nie wie, czym konkretnie zajmuje się jej góra. Decyzje czasem spadają na niespodziewające się niczego działy jak grom z jasnego nieba. I nagle dostajesz wiadomość, że za 3 miesiące cały twój 30-osobowy zespół żegna się z pracą, bo kompetencje zostają z uwagi na cięcia budżetowe przeniesione do Indii.

Charakterystyczne w koncernach jest uporządkowanie procesów i procedur. Tutaj wszystko jest na swoim miejscu. Wykwalifikowani specjaliści uprawiają swoje poletko i nie wchodzą w kompetencje osób z innych działów. Jeśli chcesz się dowiedzieć, do kogo kierować swoje pytania z danej dziedziny, zapewne szybko uzyskasz taką informację za pośrednictwem baz wiedzy dostępnych w sieci wewnętrznej firmy – intranecie. Tym bardziej, że publikowane są w nim też schematy struktury organizacyjnej z danymi kontaktowymi, co pozwala na szybkie skomunikowanie się z właściwą osobą.

Z jednej strony to opisanie wszystkiego bardzo pomaga, zwłaszcza gdy ktoś jest nowym pracownikiem, ale z drugiej strony generuje duży narzut czasowy na sporządzanie dokumentacji. Sprawy organizacyjno-administracyjne są dosłownie pożeraczem czasu i pieniędzy, które można by było spożytkować bardziej produktywnie.

Z korporacyjnym życiem nierozerwalnie łączy się pojęcie kultury organizacyjnej. O różnych typach kultur można napisać osobny artykuł, dość powiedzieć, że albo „czujesz” kulturę firmy, w której pracujesz, albo nie – i się niemiłosiernie męczysz, zadając pytanie „co ja tutaj robię?”. Jeśli irytuje Ciebie regularne celebrowanie nawet najmniejszego sukcesu i odśpiewywanie na spotkaniach zespołowych idiotycznych piosenek (ups, sorry, złe słowo: miało być „motywacyjnych piosenek”), albo dostajesz skurczu żołądka na samą myśl o zbliżającym się „dedlajnie” i wywieszeniu na „tablicy wstydu” nazwisk tych członków zespołu sprzedażowego, którzy nie wyrobili nawet minimalnego „targetu” miesięcznego – szybko wiej z tego pokładu! Szkoda Twojej psychiki.

Jest jeszcze sławny dress code – czyli, przekładając na nasze, wytyczne dotyczące stylu ubierania się i obowiązującego stroju służbowego. Przyjęło się, że w instytucjach finansowych, konsultingowych i doradczych obowiązuje albo styl bardzo formalny (garnitury, garsonki…), albo tzw. „business casual”. W skrócie: jeśli jesteś miłośnikiem odsłoniętych tatuaży, wielbicielką prześwitujących bluzek i krótkich spódniczek, tudzież wygodnego, choć porozciąganego dresu – w „białym kołnierzyku” będziesz czuć się niekomfortowo. O ile w ogóle zdecydujesz się w taki strój wbić na X miesięcy swojego życia 😉

Etat w niewielkiej firmie

„Niewielka” to pojęcie względne. W porównaniu do wielotysięcznych korporacji, niedużą firmą zdaje się być zarówno ta zatrudniająca 500 osób, jak i ta mająca na pokładzie maksymalnie 50 pracowników.

Do firmy z takiej grupy trafiłam w każdym razie po zakończeniu przygody z międzynarodową korporacją. I tutaj na dzień dobry osoba przyzwyczajona do pracy w korporacyjnym, mocno uporządkowanym środowisku może przeżyć szok. Tak było też w moim przypadku.

Przede wszystkim, małe firmy często dopiero tworzą swoją tożsamość i uporządkowują procesy. Może to przybierać formę mniejszego lub większego chaosu. Czasem odnosi się wrażenie, że życie w takiej firmie po prostu „jakoś” się toczy. I – o dziwo – nie następuje z tego powodu żaden koniec świata! Nie ma w takich firmach wyraźnego podziału na dział finansów, HR, marketingu i sprzedaży, realizacji. Bywa, że jedno stanowisko łączy w sobie obowiązki z różnych zakresów, że osoba na HRowym stanowisku jednocześnie ma zadania związane z pozyskiwaniem nowych klientów itd. Spisane procedury? Tylko w ograniczonym zakresie. Albo i wcale. „Idź zapytaj Józka, on wie, jak to się robi.” 😉

Praca w tak zmiennych warunkach stanowi nie lada wyzwanie. Ale w końcu znajduje się śmiałek, który „bierze się za porządki” – i w ten sposób może zaskarbić sobie wdzięczność całej załogi. Zwłaszcza, gdy firma dynamicznie się rozwija, co miesiąc zatrudnia nowe osoby, które muszą przejść przez te same procedury wdrożeniowe. Konieczność ustalenia krok po kroku, co robić z nowym pracownikiem, jakie szkolenia, z których narzędzi itp. musi odbyć, rodzi się sama.

Naturalną koleją rzeczy jest też ustalenie pracowniczej ścieżki kariery – ale to pojawia się dopiero z czasem. Dlatego długo można mieć wrażenie, że firma nie ma planu na rozwój swoich podwładnych. Dla niektórych ten brak konkretnego scenariusza na tyle burzy ich poczucie bezpieczeństwa w pracy, że decydują się szukać nowego zajęcia.

Etat w niewielkiej firmie
Źródło: Free-Photos / Pixabay.com

Na pewno z przytoczonych powodów nie można jednak narzekać na nudę. Wielość zadań z różnych dziedzin sprawia, że praktycznie cały czas pojawia się okazja do nauki nowych rzeczy. Monotonia raczej nikomu tu nie grozi. Co się z tym wiąże, na barkach pracowników – i tych szeregowych, i tych piastujących kierownicze stanowiska – spoczywa także znacznie większa odpowiedzialność, niż w przypadku korporacji. W razie jakiegoś wizerunkowego potknięcia (lub każdego innego, np. związanego z bezpieczeństwem danych pracowników czy klientów) firma może boleśnie odczuć finansowo jego skutki. W skrajnych przypadkach wtopa oznaczać może nawet jej plajtę. Pilnowanie budżetu i płynności finansowej stanowi dla firm tych rozmiarów być albo nie być na rynku.

Z odpowiedzialnością wiążę się także posiadanie realnego wpływu na kształt i funkcjonowanie firmy. Zjawisko praktycznie nieobecne w świecie wielkich korporacji. O wiele łatwiej umówić się z prezesem, którego codziennie spotykasz w kuchni na porannej kawie, z którym możesz spontanicznie porozmawiać o swoich pomysłach. Jest więcej okazji do interakcji z kadrą kierowniczą, która jest bliżej ludzi – nie jest tak „oddalona” od ich problemów, jak w przypadku wieloszczeblowej struktury organizacyjnej w korporacjach.

W zależności od branży, zarobki w małych firmach kształtują się różnie. Na ogół jednak proponowane stawki są niestety mniejsze, niż oferują korporacyjni giganci. Jednak kwestie zarobków rekompensuje panująca w takiej pracy atmosfera. Praktycznie każdy zna każdego. Nawiązywane są silne przyjaźnie, ludzie wzajemnie się wspierają. Niekiedy można wręcz mówić o rodzinnej atmosferze. W takim środowisku łatwiej też przeprowadza się cykliczne imprezy integracyjne, które dodatkowo scalają załogę i jej poczucie grania do jednej bramki.

Przeważnie firmy tej wielkości nie stosują restrykcyjnych wytycznych dotyczących ubioru. Także biura, która zajmują, są bardziej kameralne, z pokojami na góra kilkanaście osób, co zwiększa komfort pracy.

Własna działalność gospodarcza

Czemu ludzie decydują się prowadzić własną działalność gospodarczą? Lista zalet jest tak samo długa, jak i wad.

Jest to praca na własny rachunek. Jesteś swoim szefem i nikt nie mówi Ci, co i jak masz robić. To Ty ustalasz zasady. Nikt Ciebie nie poddaje stresujących kontroli. Nie masz corocznej ewaluacji pracowniczej. Nie musisz nikogo błagać o podwyżkę – znasz swoją wartość. Pracę zaczynasz i kończysz kiedy chcesz. Masz gorszy dzień? Trudno, popracujesz tylko trzy godziny…. Żadnych comiesięcznych sprawozdań, papierkowej roboty, raportowania czasu pracy w HRowych systemach! Zero użerania się ze współpracownikami, których nie lubisz! Można pracować bez opuszczania łóżka, z laptopem na kolanach! Można wybierać sobie klientów! MOŻNA STAĆ SIĘ NAPRAWĘ BOGATYM CZŁOWIEKIEM!

Sielanka, prawda?

A jednak niewiele osób się tej ścieżki podejmuje. Dlaczego? Bo to tylko pozornie „lekka i przyjemna” forma zarobkowania.

Tak naprawdę trzeba dysponować konkretnym zestawem cech charakteru, które sprawią, że można o sobie powiedzieć „efektywny przedsiębiorca”. Bez determinacji, dyscypliny, pomysłu na biznes i jasnej wizji tego, co się chce osiągnąć, nie zajedzie się daleko na tym koniu.

Jako że jesteś zdana na siebie, musisz śledzić nowości z różnych obszarów: PRu, prawa podatkowego, księgowości, panującej mody, trendów. Informacja jest tym, co może być Twoim sprzymierzeńcem, ale jeśli ją przegapisz, to niewiedza może Ciebie pogrzebać… Trzymanie ręki na pulsie to niezły stres.

Zasada ta nie dotyczy zresztą tylko obserwacji rynku. Tak samo wszystko załatwia się samemu, nawet najbardziej trywialne czynności: nadawanie i odbiór poczty, telefony, opłaty za lokal, jeśli wynajmujesz powierzchnie biurowe, zakup mebli i artykułów biurowych. A nawet sięganie po miotłę i sprzątanie własnego biura. Jak widać także to, w czym nie czujesz się specjalistką, ani też czego specjalnie nie lubisz i uważasz za stratę czasu, leży w zakresie Twoich obowiązków.

Owszem, gdy jesteś „na swoim”, nikt nie kontroluje Twojego czasu pracy. Ale jeśli naprawdę zależy Ci na osiągnięciu czegoś, to zaczynasz dużo od siebie wymagać i nagle okazuje się, że w pracy spędzasz dziennie po 10 godzin. A tak naprawdę, to jesteś w niej przez całą dobę – mentalnie. Leżysz w łóżku i obmyślasz strategię pozyskania intratnych zleceń. Bierzesz prysznic i zastanawiasz się, jakie działania marketingowe podjąć, by stać się rozpoznawalną na rynku marką. Jedziesz tramwajem z laptopem na kolanach i trzaskasz teksty pod SEO, żeby wypozycjonować swoją stronę internetową. Robisz obiad i tak się zatapiasz w myślach o tym, jak ściągnąć od nieterminowych klientów należne Ci płatności, że przypalasz kotlety schabowe. Życie. Dziś na obiad będą same kartofle.

To wszystko dlatego, że jeśli tych spraw nie ogarniesz – istnieje ogromne ryzyko, że zaliczysz porażkę. Niektórzy są tak na tej myśli zafiksowani, tak bardzo boją się potknięć, że poświęcają pracy cały swój czas i zaniedbują swoje życie rodzinne i towarzyskie.

Jednak nawet jeśli się starasz, dwoisz i troisz w wysiłkach, zawsze trafi się niespodziewana sytuacja, która zwali Cię z nóg. Prowadzenie własnego biznesu to nieustanna sinusoida małych sukcesów i bolesnych porażek. To nieskończone testowanie różnych pomysłów. Tylko od Ciebie zależy, jak sobie z tym poradzisz, czy znajdziesz tyle siły, by powstać, otrzepać kolana i iść dalej. Odporność psychiczna oraz automotywacja w niesprzyjających warunkach – to dwie kolejne bardzo ważne cechy efektywnego przedsiębiorcy.

Własna działalność gospodarcza
Źródło: FotografieLink / Pixabay.com

Aby nie zwariować i znaleźć jakiś złoty środek między życiem prywatnym a pracą, trzeba lubić to, co się robi, dobrze planować i organizować swój czas oraz być pełną entuzjazmu. Tak, ta orka musi sprawiać radość. Wtedy traktowana będzie jako wyzwanie, gra, a nie jako męka. Wedy też będzie dawać satysfakcję.

Czasem, zwłaszcza gdy jest się freelancerem, brakuje bezpośredniego kontaktu z ludźmi – w końcu większość zleceń wykonujesz zdalnie za pośrednictwem internetu. Nawet rozmowa na Skype to nie to samo. Nie masz pod ręką koleżanek i kolegów z zespołu, których możesz poprosić o poradę. Człowiek jest zdany sam na siebie. Dla osób bardzo towarzyskich i tzw. „gaduł” taki tryb pracy może być frustrujący.

Wszystkie trudy otwierania własnej działalności rekompensuje poczucie, że w końcu robisz to, co chcesz, to, co lubisz, w czym jesteś najlepsza. Czerpiesz z tego radość nawet wtedy, gdy prowadzona działalność niekoniecznie przynosi złote jaja.

Mam za sobą etap pracy w kilku międzynarodowych korporacjach, aktualnie pracuję w rodzimej firmie IT zatrudniającej kilkadziesiąt osób. Nie posiadam własnej firmy, choć w przyszłości może się to zmienić. Tak więc zebrane we wpisie plusy i minusy pracy na własny rachunek są efektem obserwacji osób, które takową działalność prowadzą. A może Ty kierujesz własnym biznesem i możesz coś dopowiedzieć do tego tematu? Zapomniałam o czymś istotnym? Zachęcam do uzupełnienia moich przemyśleń w komentarzu! 🙂 Tak samo jeśli pracujesz w międzynarodowym koncernie czy kilkuosobowej firmie, podziel się swoimi wrażeniami – czego Ci brakuje, a co szczególnie sobie cenisz w takim miejscu pracy?

21 myśli na temat „Własna działalność gospodarcza, etat w małej firmie, praca w korporacji – jakie są plusy i minusy każdego rozwiązania?

  1. Pracuję częściowo w małej agencji i jednocześnie działam jako freelancerka rozwijając naprawdę mikro krokami mój biznes.

    Dla mnie różnica między firmą czyjąś a moją to przede wszystkim kwestia wartości.

    Choćby nie wiem co, w dużej firmie czy małej wartości idą z góry. Jest oczywiście pewien margines swobody, ale w kluczowych kwestiach trzeba trzymać się schematu. Mnie to męczy, bo z natury lubię eksperymenty i ryzyko, nie boję się kontrowersji i szokowania. Nie lubię też przed podjęciem decyzji analizować cały wszechświat i milion możliwych scenariuszy. Więc pomijając te aspekty, o których piszesz własna firma = większa wolność w działaniu zgodnie ze swoimi wartościami. Jasne działasz zgodnie z oczekiwaniami klienta, ale to Ty go wybierasz.

    Bardzo dobry artykuł 🙂 Dzięki!

    • Dzięki Ania! Trafne spostrzeżenie, wartości są bardzo ważnym elementem pracy – jeśli nie identyfikujemy się z wartościami firmy, trudno oczekiwać, że będziemy zmotywowani do działania i będziemy odczuwać zadowolenie z wykonywanej pracy. W pracy spędzamy ogromną część życia, dlatego nie róbmy niczego wbrew sobie! Pozdrawiam 🙂

  2. Pamiętam doskonale tą chwilę gdy pewnego ranka zmierzając w kierunku fabryki w której pracowałem, mając lat jakieś naście mniej, pomyślałem sobie – jak fajnie byłoby zamiast codziennej pracy na maszynie, przyjść sobie do swojego biura, zaparzyć poranną kawkę, usiąść za komputerem i zając się swoimi sprawami. Trochę lat upłynęło zanim to marzenie zrealizowałem, ale udało się. Ja akurat od kiedy pamiętam zawsze marzyłem o tym by mieć coś swojego, swoją działalność i żeby nie mieć nad sobą jakiegokolwiek szefa. I choć początki nie były łatwe to udało mi się to osiągnąć, początkowo dorabiając sobie pracą na pół etatu, w końcu przechodząc całkowicie na swoje. Nie było więc tak, że powiedziałem sobie – ok, otwieram swoją działalność, zus płacę sam itp. Musiało więc minąć kilka lat, zanim nauczyłem się prowadzić własną firmę i na niej zarabiać.

    • A to jest bardzo dobra i bezpieczna metoda – zacząć prowadzić własne działania, mając jeszcze pracę na etacie, choćby w niepełnym wymiarze godzin. Człowiek ma porównanie i może się sprawdzić w nowej roli. Łatwiej też mu podjąć decyzję, co zrobić ze sobą dalej 🙂 Pozdrawiam i gratuluję!

  3. Własną działalność gospodarczą podzieliłabym na dwie sytuacje: gdy sami jesteśmy całym kołem zamachowym naszej firmy oraz gdy mamy pracowników bądź współpracowników. To tak duża różnica, jak w przypadku korpo vs mała firma.
    Ale także z własną DG można po 17 zamknąć sprawy służbowe i nie przypalać kotletów. Tego trzeba po prostu się nauczyć 🙂

  4. Ja pracuję w firmie „niewielkiej”, takiej która urosła o kilkaset procent (pracowników) w kilkanaście lat. Mieliśmy pare doświadczeń z pracownikami, którzy przychodzi do nas z korporacji. Żaden z nich u nas nie przetrwał. Byli przyzwyczajeni do tego, że mają bardzo wąski zakres obowiązków, a w naszej firmie każdy robi wiele rzeczy, ze sobą powiązanych. Inaczej musiałoby nas być jeszcze sporo więcej. Nie ma też spisanych procedur jak zachować się w każdej z sytuacji. Każdy podejmuje decyzje, ewentualnie wspiera go przełożony. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba nikt z nich nie pracował jak 1,5-2 lata….

    • Bo to są dwie różne rzeczywistości 🙂 Jak już ktoś przyzwyczai się do działania w ramach z góry narzuconych procedur i do zadań, które są do siebie bardzo podobne, to przejście do mniejszej firmy „pływającej” w chaosie i wielozadaniowości, gdzie na człowieku spoczywa większa odpowiedzialność za podejmowane decyzje, może się pogubić i ogólnie dla takiej osoby praca tego typu to ogromny stres. Pozdrawiam!

  5. Najważniejsze, żeby każdy znalazł odpowiednią formę pracy dla siebie. Każdy czuje się lepiej w czymś innym. Ale jeśli robi się to, co lubi, zgodnie z zainteresowaniami – to każda praca daje satysfakcję (choć nie zawsze finansową 🙂 )

  6. Jeśli miałabym wybierać, to zdecydowanie wolałabym małą firmę od korporacji (niestety pracuję w tym drugim), aczkolwiek najbardziej mi się marzy własny pensjonat… 🙂 Może kiedyś się uda… 🙂

  7. Dobrze, rzeczowo napisane porównanie, chociaż praca w Korpo, poza jak napisałaś wyścigiem szczurów i procedurami daje jeszcze jednak poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji. Nie muszę się martwić brak dochodów comiesięcznych, czy spóźnienie wypłaty. np, jak w przypadku własnej działalności nie zawsze jest idealnie, a to jednak jest ważne. pozdrawiam

    • Cześć Agata. Z jednej strony niby masz rację, ale z doświadczenia wiem, że nie zawsze sprawdza się takie przekonanie, że w korpo ma się bezpieczną posadę. W jednej korporacji, w której pracowałam, w ciągu tygodnia zapadła decyzja o skasowaniu w Polsce jednego kilkudziesięcioosobowego zespołu i przeniesieniu jego obowiązków do tańszych Indii. Co gorsza, te osoby przez kolejne 3 miesiące miały szkolić pracowników z Indii (częściowo zdalnie, ale ekipa przyjechała też do Polski na 2 tygodnie, by się douczyć na miejscu). Wolę nie myśleć, jak ludzie z tego likwidowanego zespołu się czuli. Z jednej strony mieli 3 miesiące, by znaleźć nowe zatrudnienie, ale z drugiej – jakoś tak dziwnie… Ciekawe, jak jakościowo wyglądało to przekazywanie wiedzy, czy było kompletne. Pozdrawiam!

  8. Jako, że prowadziłem kiedys własną działalnośc powiem tak – bycie własnym szefem to wygoda na całkiem innym poziomie, ale także o wiele większy stres związany z całą odpowiedzialnoscią na tobie, twoimi zainwestowanymi pieniędzmi, nieregularnymi godzinami pracy – powiem tak, nie jest to styl życia dla każdego .

  9. W przypadku własne działalności brakuje mi takiego podziału na freelance i biznes zbudowany z zespołu pracowników, bo to jednak całkiem odmienne style pracy i inny zestaw plusów oraz minusów 🙂

  10. Dana- ciekawe zestawienie różnic pomiędzy różnymi miejscami pracy. Ja pracuję w małym banku, w którym panuje atmosfera zbliżona do rodzinnej. Osoby przychodzące z korporacji w końcu oddychają z ulgą. Jeszcze nikt z nich nie mówił, że chciałby wrócić do korporacji. Ja sam też nie wiem czy korporacja byłaby dla mnie. Pozdrwwiam.

  11. Mimo stresu i nerwów, uwielbiam swoją pracę we własnej działalności, choć nie ukrywam, że momentami nachodzą mnie myśli „na etacie to było łatwo!”. Nie da się różnic zamknąć w tym jednym zdaniu oczywiście, ale nie da się ukryć, że proces budowania biznesu wymaga nie lada cierpliwości. Co oczywiście – nie zniechęca. 🙂

  12. wszystko zależy od osobowości danego człowieka, w moim przypadku działam zarówno w korpo, ale też działam jako freelancerka w wolnych chwilach, szkole się i rozwijam, za kilka lat będę chciała zostać całkowicie niezależna i opuścić na dobre korpo

  13. Od kiedy pamiętam mi zawsze najbardziej pasowała praca w pojedynkę i tak zostało. Nie potrafiłabym chyba pracować w zespole, pracować wspólnie, coś razem w gronie wymyślać. Ja muszę do pracy mieć pełen spokój, dlatego zdecydowałam się na własną działalność.

Dodaj komentarz