Zakupoholizm - 5 najważniejszych objawów

Zakupoholizm – 3 najczęstsze typy

Piąta para butów w miesiącu, kolejna torebka do kolekcji, co tydzień nowy ciuszek, a do tego nie potrafisz policzyć, który to już zakupiony balsam do ciała – bo akurat były przeceny. Dług zaciągnięty wśród koleżanek rośnie wprost proporcjonalnie do frustracji Twojego partnera. Znasz to wszystko z autopsji? Uważaj! Zakupoholizm to podstępny wróg. Sieje spustoszenie nie tylko w Twoim portfelu, ale także w emocjach i w relacjach z bliskimi. Nikt w końcu nie lubi, gdy jego pieniądze są marnotrawione, a gdy na zakupach wydajesz nie swoje pieniądze bez umiaru – kryzys w związku murowany. Niestety, Drogie Panie, ale aż 80-90% osób dotkniętych tym uzależnieniem stanowią kobiety. I nie ma co tłumaczyć, że „my kobiety mamy swoje potrzeby”. Każdy ma, to żadne usprawiedliwienie. Zakupoholizm, jak każde uzależnienie, powinien być leczony. Poznaj wroga i obierz odpowiednią strategię działania.

1. Zakupy pod wpływem emocji

Szef niesprawiedliwie skrytykował ciebie na ważnym zebraniu – czujesz się z tym źle. „Życzliwe” koleżanki przez resztę spotkania zerkały na Ciebie ukradkiem z ironią. Masz dość. Wracasz po ciężkim dniu do domu, mijasz kolorowe witryny sklepów i myślisz sobie: „wpadnę na chwilę, zobaczę, co nowego” – i niepostrzeżenie wychodzisz z naręczem torebek wypchanych po brzegi zakupionymi przedmiotami… Jesteś szczęśliwa. Masz nad czymś kontrolę, a zakupione rzeczy skutecznie poprawiają Ci zepsuty humor… Szkoda tylko, że jedynie na chwilę. Przychodzisz do domu i jesteś na siebie zła, że znów nie potrafiłaś dotrzymać danego sobie słowa: „w tym miesiącu już nic więcej nie kupię”. Dochodzisz do wniosku, że kolorowy sweterek tak naprawdę ma paskudny kolor, a żakiet kiepsko leży – gdzie miałaś oczy? I znów chce Ci się płakać.

W ten sposób nakręcasz spiralę negatywnych emocji. Dlatego, podobnie jak z jedzeniem słodyczy, nigdy nie idź na zakupy, gdy jesteś w kiepskim nastroju. Zrobienie gigantycznego zakupu poprawi Ci humor tylko doraźnie, bo gdy ochłoniesz, spostrzeżesz, że połowa rzeczy Ci nie pasuje, a druga połowa nie jest potrzebna. O ile je w ogóle rozpakujesz… Odpuść sobie „zajścia na chwilę”, bo to z zasady nie kończy się na oglądaniu witryn i przymierzaniu. Najlepiej nigdy nie idź do sklepu bez planu, po co do niego konkretnie idziesz i co jest Ci faktycznie potrzebne. A na poprawę humoru polecam obejrzenie komedii (najlepiej w gronie przyjaciół), relaksującą kąpiel, lekturę wciągającej książki lub… Wizytę na zajęciach z wybranej sztuki walki. Nic tak nie rozładowuje frustracji i agresji, jak kilka solidnych kopniaków.

2. Łowczyni okazji

Pędzisz na złamanie karku do drogerii. Właśnie trafiłaś na ulotkę z informacją, że wyłącznie dzisiaj obniżka cen na wszystkie szampony wynosi 60%. Co z tego, że masz na półce w łazience już tuzin tego typu specyfików – przecież to jest okazja, której nie możesz przegapić! Więcej taki rabat może się nie powtórzyć. Szczęśliwa, zachodzisz jeszcze do marketu po pieczywo. Uśmiechnięta hostessa stoi w jednej z alejek i zachęca do skosztowania pysznych serków. Kosztujesz. Pytasz o cenę, bo są naprawdę dobre. Kręcisz noskiem, że nieco drogo, ale pani prosi i zachęca i zdradza ci sekret, że przy zakupie pięciu sztuk różnych smaków klient dostaje upust 10%. To już do Ciebie przemawia, idziesz na całość – kupujesz po każdym ze smaków. Zagryzasz wargę, bo na kasie wydajesz ostatnie drobne… A w domu zaskoczenie – termin ważności upływa za dwa dni. Kiedy zdążysz zjeść to wszystko?

No właśnie… Sprzedawca zawsze chce zarobić, więc jeśli oferuje specjalne rabaty czy ogłasza promocje, to pamiętaj, że przede wszystkim ON ma w tym interes. Nie daj się skusić na zakup tylko i wyłącznie pod wpływem ceny i metki SALE. Nie rób zapasów, gdy minie termin przydatności tych produktów – tak naprawdę w ostatecznym rozrachunku za nie przepłacisz, bo czegoś nie zużyjesz, nie skorzystasz, a zapłaciłaś. Może warto zabierać na zakupowe eskapady Twoją bardziej chłodno kalkulującą wszystko przyjaciółkę – im bardziej „sknerowata”, tym lepiej, w porę ostudzi Twoje promocyjne zapędy.

3. Kolekcjonerka

Przy otwarciu szafy wypadają z niej różnej maści buty – już się nie mieszczą. Kozaczki, klapeczki, baleriny, szpilki. Ba, większości nawet ani razu nie ubrałaś, nie wspominając o tym, że nawet nie kojarzysz, które, gdzie i kiedy kupiłaś. Ale za każdym razem, dzień w dzień, idziesz do jakiegoś sklepu obuwniczego. Sama nie wiesz, dlaczego to robisz, nie potrafisz wytłumaczyć logicznie kolejnego wydatku. Wyciągi z Twojej karty kredytowej biją na alarm, ale niepokój odczuwasz tylko w momencie, gdy spoglądasz na widniejące na nich ciągi cyfr. Bowiem wystarczy, że wyjdziesz z domu, wejdziesz do najbliższego obuwniczego – i jesteś w swoim królestwie… Co ciekawe, inne produkty kupujesz bez takich ekscesów. Ba, można nawet powiedzieć, że jeśli chodzi o inne dobra materialne, to jesteś powściągliwa. Znajomi mówią nawet, że oszczędna.

Niekontrolowane kolekcjonerstwo jest bardzo destruktywne – dotyczy określonego rodzaju towarów i przez to usypia czujność. Zakupoholiczka ma wtedy iluzję, że kontroluje swoje wydatki – przecież w pozostałych przypadkach oszczędza i pilnuje tego, na co wydaje pieniądze. Nie da sobie wmówić, że problem zakupoholizmu jej dotyczy. W końcu te buty to tylko takie jedno, małe dziwactwo. Naprawdę tak myślisz? To usiądź i spisz swoje wydatki w skali miesiąca, dzieląc je na kategorie. Jeśli przy pozycji „żywność”, „chemia domowa” itp. widnieje kwota 500 zł, przy „ubrania” 200 zł, a przy „obuwie” 1300 zł – to coś tu nie gra. Spróbuj sobie wyznaczyć granice i miesięczne limity. Zmniejszaj je stopniowo. Jeśli dotychczas wydawałaś te 1300 zł, nie spodziewaj się sukcesu, jeśli chcesz skoczyć na głęboką wodę i zredukować ten typ wydatków do 100 zł. Podziel się swoim postanowieniem z najbliższą Ci osobą – niech Ciebie dopinguje i przypomina o powziętym postanowieniu.

Czy to tylko Twój problem?

Syndrom niekontrolowanych zakupów po raz pierwszy został opisany przez psychiatrów Kraepelina i Bleulera na początku XX wieku, a od lat 80 minionego wieku uznano go za jednostkę chorobową i zaczęto prowadzić dokładne badania nad tym zjawiskiem. Jest to uzależnienie typowo związane z rozwojem cywilizacyjnym. Żyjemy w czasach, w których do wszystkiego mamy łatwy dostęp, niczego nam nie brakuje, każdy przedmiot mamy na wyciągnięcie ręki – dodatkowo nadmierny konsumpcjonizm ułatwia nam internet.

Podobno status materialny w przypadku zakupoholizmu nie ma istotnego znaczenia – dotyka on zarówno osoby zamożne, jak i te nieco biedniejsze. Możliwe, że większy odsetek pań dotkniętych tym uzależnieniem jest zafałszowanym wynikiem – panie po prostu częściej dzielą się swoimi problemami z otoczeniem, mężczyznom zaś trudniej przychodzi przyznanie się do słabości i rozmawianie o emocjach. Nie można więc wykluczyć, że problem dotyczy w podobnym stopniu panów.

Zakupoholizm przyjmuje różne rozmiary, jednak jeśli zaczynasz obsesyjnie myśleć o zakupach, zaniedbujesz kontakty z innymi ludźmi, bo wolisz cały wolny czas spędzać na „shoppingu”, nie opłacasz rachunków, bo całą pensję trwonisz w marketach, zadłużasz się, wstydzisz się swoich zwyczajów zakupowych i narasta przez to u Ciebie niskie poczucie własnej wartości, masz wyrzuty sumienia z tego powodu i wpadasz w depresję, ale mimo to nadal nie potrafisz sobie odmówić – czas na wizytę u specjalisty. Nadal nie masz pewności, czy Twoje nawyki konsumpcyjne przybierają formę uzależnienia? Wykonaj prosty test (niestety, tylko po angielsku), by nie mieć wątpliwości – i działaj! Odwagi.

1 thought on “Zakupoholizm – 3 najczęstsze typy

  1. uzależnienie od zakupów staje się coraz popularniejsze, wiele osób niestety nie traktuje poważnie zakupoholizmu, a niestety coraz więcej osób przez nadmierne wydawanie pieniędzy traci płynność finansową, w skrajniejszych przypadkach osoba dotknięta uzależnieniem woli kupić np. nową bluzkę niż zapłacić za obiad, jest to choroba, którą po prostu trzeba leczyć

Dodaj komentarz