Zakupy w internecie

Zakupy w internecie – i tutaj przekręty się trafiają

Niedawno rozpisywałam się o sprzedaży na portalach aukcyjnych, dlatego teraz zmieniam perspektywę ze sprzedawcy na konsumenta. W internecie tyle się pisze o korzyściach wynikających z robienia zakupów w internecie – szerszy wybór asortymentu, liczne promocje i rabaty, oferty łączone, oszczędność czasu, możliwość szybkiego i bezstresowego porównania cen w kilku sklepach – bez wychodzenia z domu – a do tego, odciążenie kręgosłupa, bo kurier dostarczy nam paczkę pod same drzwi. Żyć, nie umierać. Nie o tym jednak chcę dzisiaj pisać. Zakupy w internecie mają też swoją ciemną stronę, o czym niestety parę dni temu przekonałam się niemile na własnej skórze. Tak więc dzisiejszy mój wpis traktujcie kochani jako wpis ku przestrodze.

Jako dumna posiadaczka kota, większość zakupów zoologicznych dokonuję właśnie drogą internetową. W internecie jest cała masa sklepów zoologicznych z dobrymi gatunkowo karmami i zwierzęcymi akcesoriami. Ponad rok temu założyłam konto w jednym z nich i zawsze raz na dwa, trzy miesiące dokonywałam w nim większych zakupów, by uzupełnić zapasy. Tak wychodziło mi taniej. I ponoć najtaniej – bo ów sklep reklamuje się właśnie jako najtańsza tego typu alternatywa.

Wybaczcie, że nie podam nazwy sklepu. Nie chcę skończyć jak autor vloga Kocham gotować, który ośmielił się publicznie zjechać produkty firmy Sokołów (zresztą, czy tylko ta firma dopuszcza się takich praktyk – jak pisałam kiedyś, nie tylko ona). Szkoda mi czasu na ewentualne dodatkowe nerwy, więc nazwami operować nie będę – w naszych dzikich czasach to „kat staje się ofiarą”, tak więc wolę sobie niepotrzebne atrakcje tego typu odpuścić. Dość powiedzieć, że sklep ów i tak nie cieszy się zbyt dobrą sławą i nie tak dawno temu – w zeszłym roku chyba – spotkał się z ostrą krytyką klientów z powodu niewłaściwego przechowywania karmy i traktowania pracowników. Wygooglajcie sobie.

Zamówiłam w tym sklepie 4 produkty – 3 karmy oraz żwirek. Dostałam, po opóźnieniu w wysyłce, 3 inne karmy. Jednak nie to spowodowało, że byłam roztrzęsiona. Przeczytajcie niżej sami. I zobaczcie screen shoty.

Szanowny Panie …. ,
czuję się „odrobinę” oszukana w tym momencie.

Właśnie wróciłam z pracy i odebrałam od sąsiadki paczkę – gdy przyszedł kurier, nie było mnie w domu. Otwieram i z niedowierzaniem wyciągam zawartość. Spośród 4 zamówionych przeze mnie produktów, tylko JEDEN się zgadzał – żwirek.

Moje oryginalne zamówienie
Moje oryginalne zamówienie. Całe szczęście, system z automatu po złożeniu zamówienia wysyła mail potwierdzający, mam więc kopię tego, co naprawdę było w zamówieniu.

Zamawiałam karmę Sanabelle Light – dostałam Seniora, czyli karmę dla starszych kotów – niekoniecznie odpowiednią dla dwuletniego kocurka. Zamawiałam też dwie karmy Cat Chow – Special Care Urinary oraz Sterilized. Zamiast tego do paczki włożono podwójnie Cat Chow Special Care 3in1.

Jestem rozczarowana – przecież specjalnie, gdy się Państwo ze mną kontaktowaliście, wyjaśniłam, że mogę poczekać dłużej na zamówienie, byleby dostarczono mi te produkty, na których mi zależy. A tu nie dość, że paczka przyszła z opóźnieniem (swoją drogą, ani razu dotychczas nie wysłaliście Państwo zamówień do mnie w terminie…), to jeszcze w środku znalazłam inną karmę. I już wiem, że jedną z nich oddam do fundacji lub schroniska, bo nie jest dla mojego kota.

Pytanie o produkty
Ktoś z obsługi klienta pyta, czy chcę czekać na wybrane produkty. I że dziękuje za „wiążącą” odpowiedź…


Jednak to jeszcze można by było wybaczyć i machnęłabym ręką i nie pisała tego maila. Kompletnie jednak niedopuszczalne moim zdaniem jest bezczelne edytowanie mojego zamówienia bez informowania mnie o tym; potajemne edytowanie tak, by co innego widniało w systemie, niż pierwotnie zamawiałam! Proszę spojrzeć na załączniki. Jeden to spis produktów z oryginalnego zamówienia, który przyszedł mi mailem potwierdzającym. Drugi załącznik to aktualny widok zamówienia na moim koncie klienta w Państwa sklepie. Gdyby nie to, że przechowuję wszelką korespondencję i nie kasuję maili, póki nie rozpakuję zamówień, to być może dałabym się nabrać na tę sztuczkę – „e, widocznie się pomyliłam przy zamówieniu, bywa”. Ale nie – tu ktoś ewidentnie wyedytował moje zamówienie. Zresztą, w naszej korespondencji poniżej też widać, że o inne produkty Pan pytał. Te właściwe.

I ta praktyka wzbudza już mój poważny niesmak.

Całe szczęście, nie jesteście Państwo jedynym sklepem zoologicznym w polskim internecie. Smutno mi bardzo, że tak nieładnie na sam koniec Państwo postąpiliście.

Z wyrazami szacunku,

blebleble.

Wyedytowane zamówienie

Następnego dnia po wysłaniu tego maila zadzwoniła do mnie konsultantka sklepu i przepraszała za zaistniałą sytuację, wskazując jednocześnie, że w formularzu zamówienia zaznaczyłam opcję, że jeśli żądanych produktów nie będzie, to jestem skłonna dostać zamiennik. Tak, do cholery – ale skoro jakiś konsultant do mnie pisze i pyta, jaka jest moja wiążąca odpowiedź, a ja piszę, że moja wiążąca odpowiedź brzmi: poczekam na te a nie inne produkty, to coś tu jest MOCNO NIE HALO, że nie wracają do mnie ponownie z informacją, że:

  1. Produktów np. do końca roku nie będzie, więc mogę czekać w nieskończoność.
  2. W zamian proponują mi produkt X oraz Y – pytanie, czy mi to odpowiada.
  3. Wtedy bym odpowiedziała, że NIE! Karma dla kota 8 lat plus nie jest odpowiednia dla mojego dwuletniego futrzaka.

I tego tutaj zabrakło. W zamian podmieniono zamówienie za moimi plecami i liczono na to, że stulę gębę i zadowolę się tym, co mi wepchali. Jakie zaproponowano mi rozwiązanie? Uwaga, hit kolejny: bym ODESŁAŁA nieodpowiadającą mi karmę, wtedy wyślą mi właściwą. No ręce mi opadły. Bo mam czas i chęć naprawiać samodzielnie błąd jakiegoś łebka w ich firmie.

Sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Iść do UOKiKu? Walczyć z wiatrakami? Jeszcze nie wiem… Szkoda mi zdrowia. Jednak ku Waszej przestrodze, postanowiłam opublikować to wszystko. Trzymajcie się od sklepu „którego łatwo znajdziecie w Google” z daleka.

Na pewno więcej tam nie zrobię żadnych zakupów. Problem w tym, że w ich supernowoczesnym sklepie, w którym notorycznie w ofercie stoją produkty, których brakuje w magazynach, nigdzie nie widzę możliwości skasowania konta z poziomu użytkownika. O tempora, o mores – konto na dniach skasuję – a raczej poproszę, by mi je usunęli – bo niestety, nam zamówienia pracownicy mogą dowolnie edytować, ale użytkownik sam sobie konta skasować nie może.

Czy zakupy w internecie są bezpieczne? Względnie tak. Kupuję w ten sposób w wielu miejscach od dawna i mimo wszystko polecam, a jednak kiedyś i tak musi być ten pierwszy raz, gdy człowiek się przejedzie.

1 myśl na temat “Zakupy w internecie – i tutaj przekręty się trafiają

Dodaj komentarz