Znaj swoją wartość

Znaj swoją wartość

Nieco ponad dwa tygodnie temu media na całym świecie obiegła informacja o 21-letnim studencie z Niemiec, Moritzie Erhardtcie, który najprawdopodobniej zmarł z przepracowania. Odbywał on staż w londyńskim oddziale Bank of America Merrill Lynch, w którym do dobrego tonu należało tzw. „robienie nadgodzin” – kilkanaście godzin pracy, kilka dni z rzędu. Śledztwo trwa, więc pewnie niebawem opublikowane będą jakieś oficjalnie wyniki dochodzenia, co naprawdę wykończyło tego chłopca. Cała ta sytuacja wydała mi się niesamowicie smutna. Jak można się tak zajechać w pracy? Skąd to zabójcze (dosłownie) parcie na stołek? Upatruję tego m.in. w zaburzonym sposobie postrzegania siebie i oceniania własnej wartości.

Młoda osoba dała się wykorzystać korporacji, w której ewidentnie króluje kultura macho – wszystko jedno, jakim kosztem, byleby przełożyło się to na powodzenie firmy. Zastanawiam się, gdzie ten młody człowiek znajdował czas na normalne, własne życie – na rodzinę, przyjaciół, hobby, naukę… Historia ta zmusiła mnie do refleksji i zebrania kilku złotych zasad, których każdy dla własnego dobra i zdrowia psychicznego powinien się trzymać:

  • nigdy nie przekładaj pracy nad życie osobiste,
  • uciekaj z pracy, w której nie szanują Ciebie jako jednostki, nie liczą się z Twoimi potrzebami,
  • nie wykonuj pracy, która obija się negatywnie na Twoim zdrowiu i samopoczuciu,
  • nie tkwij w pracy, która nie daje Ci satysfakcji ani Ciebie nie rozwija.

Gdy czytałam różne źródła traktujące o tej tragicznej historii, uderzyło mnie, co wymieniane było jako główny powód panującego w tym banku wyścigu szczurów wśród młodych ludzi, zupełnie bez patrzenia na konsekwencje. Oczywiście pieniądze. Ale żeby aż tak absurdalnym kosztem? Jaki sens zarabiać miliony, jeśli nie ma się co z nimi po pracy zrobić – wyjechać za nie na wakacje, kupić sobie coś, wyjść do restauracji z bliską osobą – bo w gruncie rzeczy tej pracy się nigdy nie opuszcza? A dom traktowany jest tylko jako noclegownia… Brrr, aż mnie ciarki przeszły po plecach. Dlatego do powyższej listy koniecznie dopisać należy punkt:

  • przy wyborze pracy nigdy nie kieruj się wyłącznie czynnikiem płacowym.

Chyba jednak wolę mieć pracę nieco gorzej płatną, ale za to taką, która sprawia frajdę, o której można powiedzieć, że faktycznie się ją lubi.

Tak sobie myślę – mnie też w pracy zdarza się zostawać po godzinach. Ostatnio zdarzało się to nawet częściej, niż rzadziej. Wraz ze zmianą stanowiska spadły na mnie nowe obowiązki. Teraz mam na głowie nie tylko swoje sprawy, ale i innych członków zespołu – można rzec, że ich sprawy przede wszystkim. Traktuję to jako wyzwanie, w którym chcę się sprawdzić. Ale ostatnio faktycznie czuję się przemęczona. O ile jeszcze kilka miesięcy temu bez problemu zrywałam się rano o 5.45, by wyjść na dwór i pobiegać godzinę lub pójść poćwiczyć na siłowni, o tyle teraz z trudem zrzucam się z łóżka o 7. Co prawda nie wyrabiam morderczej normy, jaką zafundował sobie Niemiec, ale tak 9-10 godzin pracy powoli przestaje mnie dziwić….

STOP.

Od dzisiaj oficjalnie muszę się odkręcić z tego rytmu – bo człowiek wpada w rytm, w schemat, w który im bardziej się wpasowuje, tym trudniej mu się z niego wycofać. Mam zadatki na pracoholika i walczę z tym (punkt dla mnie, że jestem świadoma problemu), dlatego od teraz koniec z siedzeniem w biurze po 17. Świat się nie zawali. Dzisiaj akceptowalnym poziomem nadgodzin będzie godzina dziennie, a za 5 lat takiego pracowania ponad normę, poziom ten może osiągnąć 3, może 4 dodatkowe godziny… A może jeszcze więcej. Nie można wyrabiać w sobie takiego nawyku! Dlatego punkt zamykający listę brzmi krótko:

  • nie siedź w pracy po godzinach.

Tak naprawdę pozwalanie na to, że siedzimy w pracy dłużej, niż powinniśmy, to brak szacunku dla nas samych. No bo jak to się przekłada dla nas finansowo? Robimy więcej (dla firmy) za mniej (dla nas). Wartość godziny naszej pracy przez to spada, nasza efektywność też – bo nie dajemy sobie szansy na regenerację. Tak naprawdę oddajemy pracodawcy ponadprogramowo swój osobisty, prywatny czas. Zupełnie gratis. Z każdą kolejną nadgodziną przyzwyczajamy pracodawcę do stanu, gdy pracujemy dłużej. To żaden interes, przyznacie. Bo ten czas można inaczej zainwestować (tak – czas to inwestycja!) – w osobisty rozwój, w pasje, ogółem w działanie korzystniejsze i ważniejsze dla nas.

Tak więc, Moje Drogie – jeśli umiecie liczyć, to liczcie na siebie. Nikt Was nie doceni, jeśli same nie będziecie siebie cenić. Nikt Was w pracy nie będzie szanować, jeśli same nie będziecie mieć do siebie szacunku. Czasami trzeba tupnąć nóżką i powiedzieć NIE – mam swoje życie, swoje plany… Teraz jest czas dla mnie. Pracuje się po to, żeby żyć, nie na odwrót. I tym stwierdzeniem kończę dzisiejsze bicie się z myślami 😉 życząc Wam wszystkim udanego weekendu 🙂

1 myśl na temat “Znaj swoją wartość

Dodaj komentarz