Źródło: Darrell Godliman / Flickr.com

ZUS czy ZUS + OFE? Czy wybór cokolwiek zmieni? Cz. 2.

Termin rozstrzygnięcia, czy chcemy budować naszą emeryturę tylko w ZUS, czy w wariancie ZUS z OFE, zbliża się coraz większymi krokami. W poprzednim wpisie poświęconym temu dylematowi napisałam, jak z grubsza funkcjonuje ZUS i na czym polegają jego największe bolączki,tj. dlaczego model repartycyjny stopniowo stawał się coraz bardziej niewydolny. Nadszedł więc czas na rozłożenie na czynniki pierwsze Otwartych  Funduszy Emerytalnych wprowadzonych wraz z reformą emerytalną w 1999.

Rok 1999 – II i III filar wchodzą do gry

Od 1999 roku w polskim systemie emerytalnym wyodrębnione były trzy filary:

  • filar I – repartycyjny (Fundusz Ubezpieczeń Społecznych zarządzany przez ZUS),
  • filar II – kapitałowy (Otwarte Fundusze Emerytalne zarządzane przez Powszechne Towarzystwa Emerytalne; w sposobie funkcjonowania OFE przypominają bardzo fundusze inwestycyjne; środki w nich zgromadzone są zapisane jako liczba jednostek rozrachunkowych o określonej wartości),
  • filar III – dobrowolne formy oszczędzania na emeryturę, również o charakterze kapitałowym (Indywidualne Konta Emerytalne (IKE), Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE) oraz Pracownicze Programy Emerytalne (PPE) – o tym filarze napisałam obszerną notkę pt. Czym jest trzeci filar, czyli dodatkowe pieniądze na emeryturę, dlatego zainteresowanych odsyłam do niej, nie będę tutaj powtarzać szczegółów).

Pierwszy i drugi filar były obowiązkowe – bazowa składka emerytalne była dzielona i kierowana w określonej proporcji do dwóch różnych podmiotów. W I filarze składka wynosiła 12,22% wynagrodzenia brutto oraz 7,30% w drugim filarze (z czego maksymalnie 2,92% mogło być inwestowane w akcje). Odprowadzanie części składki do OFE miało spowodować wzrost świadczenia wypłacanego przyszłemu emerytowi, gdyż składka odprowadzana do ZUSu była nadal budulcem świadczeń wypłacanych obecnym emerytom, ale już część odprowadzana do OFE była cegiełką „na siebie samego”.

I tu pojawił się pierwszy dylemat: jak sfinansować emerytury tych osób, które odkładały składki do ZUS w całości na poprzednie pokolenie? W końcu wprowadzenie składek wpłacanych do OFE zmniejszyło środki przeznaczone na wypłaty obecnych emerytur. A ZUS musiał je wypłacić bez uszczerbku. Podjęto więc decyzję, że ciężar sfinansowania tych emerytur weźmie na siebie państwo – różnicę wynikającą z części składki przekazywanej przez ZUS do OFE zaczęto refundować z budżetu. Jakiej wielkości były to kwoty, obrazuje poniższa tabela.

SKładki przekazane do OFE przez ZUS w poszczególnych latach
Składki przekazane do OFE przez ZUS w poszczególnych latach, opracowanie własne na podstawie zus.pl

Koszty refundacji transferów do Otwartych Funduszy Emerytalnych miały być pokrywane z przychodów uzyskanych z prywatyzacji (co nie do końca się udało, o czym troszkę dalej).

Wyboru OFE każdy dokonywał samodzielnie. Jeśli nie spełnił tego obowiązku, wspaniałomyślnie wyręczało go w nim państwo. ZUS w drodze losowania wybierał OFE dla delikwenta (w ciągu roku miały miejsce dwa takie losowania, na koniec stycznia i na koniec lipca). Więc jeśli ktoś przegapił swój termin, temu narzucany był wybór dokonany przez ZUS – niekoniecznie najbardziej korzystny.

Zasadniczo reforma miała przyczynić się nie tylko do większej wartości wypłacanych świadczeń. Przede wszystkim miała uchronić państwo przed pogłębiającym się deficytem budżetowym, a także zwiększyć podaż pracy, ponieważ wysokość emerytury zależy od wysokości płaconych składek (a więc m.in. od długości okresu, w którym te składki są odprowadzane). Zwiększenie podaży pracy nakręcałoby rzecz jasna gospodarkę. Jak widać – same zalety, gdyby nie kilka „ale”…

Koszty plus samonakręcające się zadłużenie

Szybko okazało się, że wypracowany system nie do końca spełniał oczekiwania. Przede wszystkim największą bolączką z punktu widzenia przyszłego emeryta były wysokie prowizje (opłata dystrybucyjna) naliczane od wpływającej do funduszu składki (więc tak naprawdę te 7,3% składki emerytalnej OFE nie wpływało w całości do funduszu) i opłaty za zarządzanie pobierane przez PTE z aktywów OFE. Wymienione opłaty wiążą się właśnie z tym, że OFE działa na zasadach podobnych do funduszy inwestycyjnych.

Jeśli chodzi o opłatę dystrybucyjną, to początkowo, do 2004 roku, mogła ona wynosić nawet do 10% wpływającej składki; w kolejnych latach zmniejszono ją do maksymalnie 7%, a od 2009 roku – do maksymalnie 3,5%. Jak nietrudno się domyślić, większość PTE z tego maksymalnego limitu korzystało.

W miarę upływu czasu PTE ponosiły też coraz wyższe nakłady finansowe na zarządzanie OFE. Wzrost kosztów operacyjnych związany był głównie z intensywnymi działaniami marketingowymi (pozyskiwaniem nowych klientów, reklamami mającymi na celu zwiększenie rozpoznawalności marki, szkoleniami) oraz wynagrodzeniami pracowników.

W wywiadzie dla Gazety Wyborczej, Minister Pracy i Polityki Społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział: „Przyjrzeliśmy się wynikom inwestycyjnym OFE od 1999 r. Zarobiły w tym czasie średnio 8,8 proc. rocznie. To całkiem przyzwoity wynik, którym często chwalą się zarządzający OFE. Nie dodają jednak, że nie uwzględnia on pobieranych przez nich opłat. Jeśli odejmiemy od tego pobrane prowizje, okaże się, że OFE zarobiły 6,6 proc. W tym czasie średnia waloryzacja konta w ZUS wyniosła 6,8 proc. A gdyby od początku reformy istniało nowe sub- konto w ZUS indeksowane nominalnym wzrostem PKB, środki na nim rosłyby w tempie aż o 8,5 proc. w skali roku.” (źródło).

koszty-operacyjne-otwartych-funduszy-emerytalnych-w-polsce-ostatnie-12-lat

Ponadto reforma z 1999 roku zakładała, że proponowany model będzie powszechny, że objęci będą nim wszyscy, bez względu na to, do jakiej grupy zawodowej przynależą. A jednak znalazły się poza nim systemy branżowe, które różnią się m.in. sposobem finansowania (np. służb mundurowych od 2003 roku, górników od 2005 roku oraz rolników, którzy są objęci systemem KRUS od 1991 roku).

Także w kwestii refundowania części składek przez państwo rzeczywistość okazała się daleka od przyjętych założeń. Czas refundowania miał wynosić nie więcej niż kilkanaście lat dzięki prywatyzacji. ZUS miał wykazywać deficyt maksymalnie do 2011 roku. Nie wzięto jednak pod uwagę, jak duży jest zasób majątku Skarbu Państwa i, co się z tym wiąże, jaką jego część można sprywatyzować. Majątek stawał się coraz mniejszy, a ten, który pozostał do rozdysponowania – trudniejszy do sprywatyzowania. Jakby tego było mało, przychody z prywatyzacji nie zostały w większości przeznaczane na pokrycie kosztów reformy emerytalnej. Gdyby tak zrobiono, sfinansowałyby one nawet do 75% transferów z budżetu państwa do OFE (porównaj dane FOR). Obecne prognozy pokazują, że z tego powodu koszty będą ponoszone nawet do 2060 roku.

I największa bolączka Otwartych Funduszy Emerytalnych z punktu widzenia państwa, która nierozerwalnie łączy się z powyżej opisanym procesem refundowania części składek – część obligacyjna, stanowiąca ponad połowę portfela OFE, warta 153,15 miliarda złotych. Doszło do sytuacji, którą nasz rząd określił mianem jałowego obiegu pieniądza: oto państwo zaciąga dług (tj. emituje obligacje – więcej o tym, czym są obligacje i jak funkcjonują, znajdziesz w tym wpisie), by m.in. być w stanie wypłacać pieniądze OFE, a OFE ten dług kupuje. Powstaje błędne koło, które powiększa deficyt w budżecie państwa.

Po zebraniu wszystkich powyższych zarzutów do kupy, rząd przystępuje w 2013 roku do WRRE © – Wielkiej Reformy Reformy Emerytalnej 😉 Jej założenia są następujące:

  • zlikwidowanie części obligacyjnej portfela OFE i transfer zgromadzonych w niej aktywów do ZUS (=umorzenie tej części długu państwa);
  • zniesienie obowiązku odprowadzania składki do OFE – udział w OFE staje się dobrowolny, a osoby zainteresowane dalszym lokowaniem pieniędzy w OFE muszą złożyć specjalną deklarację;
  • zmiana proporcji odprowadzanych składek w przypadku pozostania w wariancie ZUS + OFE (12,22% trafi na indywidualne konto ubezpieczonego w ZUS, 4,38% na indywidualne subkonto w ZUS, a tylko 2,92% trafi do OFE);
  • kolejne obniżenie opłat pobieranych przez PTE (prowizji wynoszącej dotychczas 3,5% do poziomu 1,75%);
  • wprowadzenie tzw. suwaka bezpieczeństwa (na 10 lat przed przejściem płatnika na emeryturę, jego pieniądze będą stopniowo przenoszone z OFE do ZUS tak, że to ZUS ostatecznie będzie wypłacał całą emeryturę);

OFE bez obligacji… A jak to z tymi akcjami drzewiej bywało?

W ten sposób dochodzimy do momentu, kiedy część obligacyjna zostaje OFE odebrana. Oznacza to, że lokowanie pieniędzy w OFE, które w swoich portfelach będą miały teraz głównie akcje, jest o wiele bardziej ryzykowne, niż było dotychczas. Chociaż z drugiej strony, czy aby na pewno trzymanie pieniędzy w OFE było jak dotąd bezpieczne?

Dane historyczne pokazują, że nie do końca. Od reformy emerytalnej z 1999 roku polska giełda i rynki światowe zanotowały dwa duże „zjazdy w dół”. Były to lata 2008 oraz 2011. Mocno odbiły się one czkawką inwestorom, oberwało się też OFE.

W raporcie Głównego Urzędu Statystycznego Wyniki finansowe towarzystw i funduszy emerytalnych w I półroczu 2008 roku można przeczytać: „zrealizowany (rzeczywisty) zysk z inwestycji wyniósł zaledwie 150,1 mln zł (2,8 mld zł przed rokiem). Strata, którą obrazuje niezrealizowany wynik wyceny walorów wyniosła 15,6 mld zł (przed rokiem odnotowano zysk w kwocie 8,9 mld zł). W tej sytuacji zagregowany wynik finansowy otwartych funduszy emerytalnych był ujemny w wysokości 13,0 mld zł (wobec 13,9 mld zł wykazanego przed rokiem zysku).”

Na początku 2008 roku OFE ulokowały 38,5 mld zł w akcjach notowanych na GPW, odnotowując spadek wartości tego portfela o 25,7% w skali roku. Co ciekawe, udział akcji spółek sektora finansowego i usługowego wtedy wzrósł (z 51,7% do 55,3%), natomiast udział akcji spółek przemysłowych obniżył się (z 48,3% do 44,7%).

Pytania, jakie w tym momencie należy sobie postawić, brzmią: dlaczego Otwarte Fundusze Emerytalne w 2008 roku nie zwiększyły udziałów w sektorze przemysłowym, wytwórczym, który tak naprawdę napędza krajową gospodarkę? Dlaczego zamiast tego zwiększyły udział akcji spółek finansowych w portfelu, skoro to ich  dotyczyło załamanie rynku? Przypomnę, że kryzys trwający od jesieni 2007 był właśnie ogólnoświatowym kryzysem rynków finansowych i instytucji bankowych

Patrząc na to z boku, takie działanie nie ma najmniejszego sensu. Chyba że w ten sposób OFE realizowały plan naprawczy kulejącego sektora finansowego. Jeśli tak było faktycznie, oznacza to, że OFE nie dbały o bezpieczeństwo i przyszłość naszych emerytur, tylko o zmniejszenie własnych strat, bowiem nabywając akcje sektora będącego w kryzysie, wystawiały pieniądze przyszłych emerytów na jeszcze większe ryzyko. Nie takie priorytety powinny mieć Powszechne Towarzystwa Emerytalne!

Były wiceprezes NBP Krzysztof Rybiński stwierdził wówczas, że jeśli podobne kryzysy będą się powtarzać, to kapitał przyszłych emerytów będzie topniał średnio o około 20% raz na 20 lat. Biorąc pod uwagę również kolejny kryzys w 2011 roku, sytuacja taka wydaje się całkiem realna: w raporcie GUS można znaleźć informację, że „wynik finansowy wykazany przez wszystkie fundusze emerytalne był ujemny i osiągnął wartość 11,0 mld zł, na co złożyły się: wynik z inwestycji w wysokości 8,0 mld zł oraz zrealizowana i niezrealizowana strata w wysokości 19,0 mld zł.” Bolesne, szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że ZUS przekazał w tamtym czasie do OFE składki w wysokości 15,1 mld zł (odsyłam do tabeli z początku wpisu).

Co miało miejsce po obu kryzysach? Czy PTE były ostrożniejsze? A gdzie tam. Jak się okazało, aż 7 OFE przyjęło bardzo ryzykowną strategię inwestycyjną i zainwestowało w akcje węgierskiego banku OTP, któremu agencje Moody’s oraz S&P obniżyły rok wcześniej rating do śmieciowego! Polskie prawo zabrania Otwartym Funduszom Emerytalnym kupowania i posiadania w portfelu akcji spółek, które straciły rating, OFE musiały więc wydać oświadczenia i się tłumaczyć ze swoich „lekkomyślnych” decyzji – ale tylko Pocztylion otwarcie przyznał, że inwestował w węgierski bank OTP.

Tak naprawdę OFE przejechały się na własnej pazerności. Zapewne liczyły na intratne zyski z planowanej fuzji polskiego banku PKO BP i węgierskiego OTP. Co z tego, że wtedy OTP miał problemy finansowe i zwrócił się do rządu z prośbą o udzielenie pomocy… Nasze OFE zagrały w rosyjską ruletkę i bęc! Nie udało się. Tylko znowu – dlaczego swoje interesy realizują naszymi, przyszłych świadczeniobiorców, składkami?

To wszystko działo się w czasach, gdy OFE miały do dyspozycji obligacje Skarbu Państwa… Więc w razie wpadki, zawsze mogły się nimi ratować (stanowiły one momentami nawet do 70% udziału w ich portfelach!). Czym się będą ratować teraz, jeśli podejmą tak nierozważne decyzje inwestycyjne? W jaki sposób będą odrabiać starty? W jakim tempie? Ta kwestia budziła moje największe wątpliwości przy podjęciu decyzji, czy zostać w OFE, czy nie.

Garść przemyśleń w ramach podsumowania

Gdy sobie uświadomimy wszystkie grzechy OFE, które dotychczas zostały przez nie popełnione oraz wysoki poziom ryzyka, na jaki obecnie są narażone nasze środki gromadzone w „akcyjnych” OFE (jeśli zdecydujemy się w nich pozostać, rzecz jasna), powstaje pytanie – czy warto?

Opozycja krzyczy – „rząd ukradł nasze pieniądze!” – ale jak widać po powyższej analizie, sprawa wcale nie jest taka prosta i jednoznaczna. Ukradł, czy umorzył nasz wspólny dług? Na ile to były nasze pieniądze?

Ja tu jeszcze postawię pytanie – na ile to była nasza, obywateli, decyzja, by przystąpić do OFE? Ano żadna. W 1999 roku nikt nie pytał przecież ludzi o zdanie, czy chcą odprowadzać część składki w ramach obligatoryjnego II filaru, kapitałowego, czy też są przeciwni temu pomysłowi. Taka była reforma i kropka, szary obywatel nic nie miał do gadania. W 2013 sytuacja podobna – nikt nas nie zapytał, czy zgadzamy się, by część zgromadzonych przez nas środków przesunąć do ZUS. Wszystko znowu odbyło się ponad naszymi głowami. W czym to posunięcie z politycznego punktu widzenia było gorsze od narzucenia nam udziału w OFE w 1999 roku?

Co mi się jednak w postępowaniu rządu bardzo nie podoba, to to, że zamknięto OFE jakąkolwiek drogę obrony. Zauważcie, że wszystkie informatory rządowe przedstawiają OFE w jak najgorszych barwach. Rząd bardzo promuje swoje rozwiązanie, by całość składki szła do ZUS. Tak, jakby ZUS był rozwiązaniem idealnym. Doskonale wszak wiemy, że koło ideału to ZUS nawet nie stał 😉

OFE natomiast nie mogą przeprowadzać działań promocyjnych: nałożono na nie zakaz reklamy. Niby w trosce o obniżenie kosztów operacyjnych OFE i aby nie naciskały na dotychczasowych uczestników. Wciąż nie rozumiem, dlaczego zdecydowano się na taki krok. Czyżby rząd aż tak się bał możliwości wywierania wpływu przez PTE na decyzje ludzi? Czy rząd ma nas za głupków, którzy sami nie potrafią o sobie decydować, porównywać, analizować? Cuchnie zgniłym jajem i próbą cenzury.

Tak samo pocieszna jest cała procedura pozostania w OFE, którą rząd wymyślił. Obywatel musi wysłać pocztą, internetowo bądź osobiście złożyć w siedzibie ZUS oświadczenie, że jednak chce pozostać w wariancie ZUS + OFE. Ciekawy tryb… Z zasady jest tak, że gdy już należymy do jakiegoś klubu/stowarzyszenia/organizacji, to jeśli chcemy z niego wystąpić, piszemy rezygnację. Tak samo w prawie pracy – jeśli chcemy zmienić robotę, składamy pracodawcy wypowiedzenie. Czemu więc rząd nie postąpił właśnie w ten sposób? Czy nie byłoby sensowniej, gdybyśmy mieli złożyć deklarację, że chcemy odstąpić od odprowadzania składek do OFE, do którego wszak dotychczas należeliśmy?

Kryje się w tym pewne niepochlebne dla społeczeństwa założenie: ekipa rządząca po prostu sądzi, że większość ludzi machnie na reformę ręką i – z niewiedzy, zdezorientowania, zmęczenia niezrozumiałym materiałem bądź z lenistwa i dla świętego spokoju – po prostu żadnej deklaracji nie złoży. Po co więc kusić los deklaracją „chcę wystąpić z OFE”, lepiej i korzystniej wymagać deklaracji „chcę w OFE pozostać”…

Sprytne posunięcie i nader skuteczne, o czym świadczy ponury fakt, że dotychczas za pozostaniem w OFE zadeklarowało się mniej niż 1% upoważnionych.

Co wybrać?

Wielokrotnie w debacie o reformie emerytalnej padało stwierdzenie, że wybór między ZUS a ZUS + OFE to wybór między dżumą a cholerą. Jeśli zostaniemy w OFE, to składka do niego odprowadzana będzie śmiesznie mała, więc po co się o nią bić? Ktoś powie, że i tak za kilka lat OFE zostanie zlikwidowane. Fakt, wszystko zmierza w tym kierunku.


Mimo to postanowiłam jednak, że raczej pozostanę z OFE, a za dwa lata zobaczę, jak spawy się potoczą i  zmienię wybór, jeśli uznam to za konieczne. Trzy najważniejsze powody mojej decyzji to:

  • rozłożenie pieniędzy między ZUS a OFE stanowi zawsze jakąś – choćby niewielką – dywersyfikację;
  • ostatecznie i tak kasa gromadzona w ramach OFE trafi do ZUS, więc nie zaszkodzi spróbować – może akurat uda się dużo zyskać, a z drugiej strony ewentualna strata odnotowana na tak małym koszyku aktywów nie będzie mi spędzać snu z powiek;
  • nie podoba mi się ani tryb przeprowadzenia przez rząd tej reformy, ani zamykanie OFE ust zakazem reklamy – takie metody to nie w naszym ustroju, panie premierze – więc moja deklaracja przybiera po prostu kształt obywatelskiego protestu. I to w sumie najważniejszy punkt, który wpłynął na moją decyzję 😉

Do czasu, kiedy sama będę musiała przejść na emeryturę, dużo wody musi jeszcze upłynąć i pewnie po drodze będzie jeszcze z kilka, jeśli nie więcej, reform emerytalnych – a może w ogóle cały ten system się rozleci w drobny mak?

Najważniejsze, by zadbać samemu o swoją przyszłość. III filar daje taką możliwość, chociaż nawet i bez niego możemy utworzyć sobie celowe konto oszczędnościowe, założyć lokatę, wykupić długoterminowe obligacje – itp. Nie jesteśmy zdani wyłącznie na (nie)łaskę rządu.

Nikogo do niczego nie mam zamiaru namawiać. Mam tylko nadzieję, że moje dwa wpisy nieco rozjaśniły Wam sytuację. Każdy musi zdecydować sam. Jedyne, czego Wam życzę, to samodzielnego wyboru, poprzedzonego rzetelną analizą, na co jesteście gotowi i czy dany wariant Wam odpowiada bardziej. Powodzenia!

8 przemyśleń nt. „ZUS czy ZUS + OFE? Czy wybór cokolwiek zmieni? Cz. 2.

  1. Naprawdę świetny artykuł Dana. Z pewnością napracowałaś się, żeby wszystkie te dane zebrać do kupy 🙂 A i z Twoją analizą i konkluzją w pełni się zgadzam.
    Osobiście marzy mi się wprowadzenie drugiego filara opartego na realnych inwestycjach (głównie inwestycjach w nieruchomości), zamiast pseudoinwestycyjnych rozwiązań w postaci funduszy inwestycyjnych działających nieefektywnie i obarczonych dużym ryzykiem inwestycyjnym.
    Ale to tylko mrzonki 🙂 Trzeba sobie po prostu samemu taką emeryturę zapewnić inwestując na własną rękę zapominając o dwóch pierwszych rozwiązaniach 😉

  2. Dobra robota 🙂
    Ja też w OFE pozostanę, do moich powodów dodałabym jeszcze tyle, że składka OFE pozostaje jednak w prywatnych rękach i trafia z powrotem na rynek i nie jest dystrybuowana w całości jako wydatki rządzących.

  3. Moi Drodzy, dziękuję za słowa uznania – fakt, napracowałam się nad tym wpisem sporo, ale było warto 🙂 Mam nadzieję, że pomoże on wielu osobom. Dzięki i pozdrawiam!

  4. Nie wierzę ani w OFE ani w ZUS. Chcąc zadbać o emeryturę sama odkładam ile mogę. Moje oszczędności przynajmniej są pewnie i nie muszę nikomu za nie płacić. Co sobie uzbieram to moje, bez łaski i liczenia, że państwo pomoże na stare lata.

Dodaj komentarz