4 cenowe pułapki, które towarzyszą wyprzedażom

Mamy dziś 31 października, który jest znany także jako Światowy Dzień Oszczędzania. Z tej okazji postanowiłam przygotować dla Was krótki wpis o tym, jak nie dać się nieświadomie naciągnąć na niepotrzebne zakupy. Poznacie 4 cenowe pułapki, które są popularne w okresie wyprzedażowym, w który właśnie wchodzimy. Coraz bliżej święta, a więc coraz więcej pokus, byśmy skorzystali z okazji świąt na zakup rzeczy… których wcale nie potrzebujemy.

Cenowa pułapka #1: przekreślona stara cena w sąsiedztwie nowej

Sztuczka stara jak świat. Polega na tym, że na metkach obklejonych krzykliwym nawoływaniem „Promocja!” widnieje prócz aktualnej ceny także stara, przekreślona. Czasem sprzedawcy posuwają się nawet do tego, że zamieszczają kilka takich przekreślonych cen. Każda kolejna jest rzecz jasna coraz niższa.

Co ma wywołać w nas ten mechanizm? Oczywiście przekonanie, że aktualna cena jest naprawdę niska i okazyjna. Zwłaszcza na tle poprzekreślanych poprzedniczek. Grzechem byłoby z niej nie skorzystać.

Klient nie wie, że dwa miesiące wcześniej sprzedawca specjalnie pozawyżał ceny, by stopniowo z nich schodzić – i nic na tym nie tracić. Tak więc ostatecznie wygranym jest sprzedawca, bo w gruncie rzeczy… Wrócił do standardowej ceny (lub tylko lekko obniżonej).

Jak się bronić przed cenową pułapką #1?

Przede wszystkim, planuj zakupy. Gdy jakiś konkretny produkt Ci się spodoba, obserwuj, jak się kształtuje jego cena w różnych sklepach, w tym online. Możesz do pomocy sięgnąć po porównywarki cenowe.

Jeśli uda Ci się znaleźć ten produkt gdzieś indziej (np. w sklepie internetowym) w znacznie niższej cenie, pokaż to swojemu sprzedawcy i zapytaj, czy gotowy jest zejść do takiego pułapu cenowego. Może się uda? A jak nie, to podziękujesz i zamówisz przez internet. Nic nie tracisz.

Cenowa pułapka #2: magiczne 99 na końcu

Cenowe pułapki często bazują na uproszczeniach zakodowanych w naszych mózgach i tak jest dokładnie w przypadku pułapki numer 2.

Łowcy okazji są już na te zagrania odporni, ale nadal rzesza nieświadomych konsumentów daje się nabrać. Zwłaszcza, gdy obok widnieje wyeksponowane krzykliwym kolorem słowo-klucz: promocja, rabat, okazja itp. Sztuczka ta stosowana jest głównie przy produktach podstawowych potrzeb – a więc w przypadku np. żywności.

Na wyższych półkach w sklepie umieszczane są „promocyjne” produkty. Po to, by rzucały się w oczy (znajdują się na linii wzroku kupującego). Takie produkty z etykietką „promocja” mają zwykle końcówkę cenową 99 (zł, gr), czasami też 98, rzadziej 89. Na niższych półkach mogą znajdować się nawet tańsze produkty, ale o zaokrąglonych cenach, bez rzucających się haseł promocyjnych. Stąd też nie rejestrujemy ich tak łatwo i możemy przegapić prawdziwą okazję.

Przykład: chcemy kupić masło. Na wyeksponowanej pozycji z plakietką OKAZJA! znajduje się kostka masła w cenie 4,99 zł. Obok niej umieszczone są droższe produkty (np. masło po pełnej cenie 5 zł lub 6 zł), odbieramy więc ten produkt jako faktycznie okazyjny i mimochodem po niego sięgamy.

Tymczasem dwie półki niżej, trochę schowane, jest masełko w cenie 4,50 zł.

Jak się bronić przed cenową pułapką #2?

Przede wszystkim – rozglądajmy się! Trzeba pamiętać, że sprzedawcy eksponują to, co im się opłaca i co chcą sprzedać. To, co dla nas naprawdę korzystne, może być nieco schowane, ustawione niżej lub nawet na innym stoisku. Bo i takie zagrania się zdarzają.

4 cenowe pułapki, które towarzyszą wyprzedażom

Cenowa pułapka #3: ceny prestiżowych produktów są zaokrąglane i zawyżane

Cenowe pułapki czasem stoją do siebie w sprzeczności. Tak jest w przypadku pułapki numer 3 w stosunku do pułapki numer 2.

Dowiedziono, że jeśli przymierzamy się do zakupu jakiegoś prestiżowego produktu, który nieczęsto się kupuje (np. telefon, komputer, samochód), lepiej na naszą podświadomość oddziałują ceny… Zaokrąglone.

Naukowcy określają ten fenomen mianem „kognitywnej łatwości przetwarzania”. Takie ceny po prostu łatwiej wchodzą nam do głowy, lepiej je zapamiętujemy.

To o tyle istotne, że przy zakupie czegoś naprawdę drogiego, częściej analizujemy nasz wybór, chodzimy po salonach, dopytujemy o szczegóły, porównujemy w domu różne warianty. Odraczamy decyzję o zakupie w czasie, bo chcemy być do niej jak najlepiej przygotowani. Dlatego im krótsza cena i łatwiej zapadająca w pamięć klienta, tym lepiej dla sprzedawcy.

Przekłada się to na zapamiętywanie fonetyczne. Gdy sprzedawca mówi „tysiąc sto złotych”, jest to znacznie krótsze i „przyjemniejsze” w odbiorze, niż „tysiąc dziewięćdziesiąt dziewięć złotych dziewięćdziesiąt groszy”.

Podobnie, gdy kupujemy coś dla kogoś w prezencie. Bardziej skłonni będziemy wydać 600 zł na bon do drogiej restauracji niż choćby 589 zł.

Jak się bronić przed cenową pułapką #3?

Gdy przymierzamy się do zakupu czegoś droższego, na bieżąco śledźmy i zapisujmy, jak kształtują się ceny tego przedmiotu. A także jakie pojawiają się w związku z nim promocje. Pomóc może np. platforma Pepper.

Jeśli widzimy okrągłą cenę, np. 1350 zł, sprawdźmy w naszych notatkach, jak kształtowała się cena produktu przed tym, gdy weszła w życie promocja. Może kilka miesięcy temu było to 1339 zł? Zapytajmy sprzedawcę wprost, czy możemy liczyć na dodatkowe kilkanaście złotych rabatu, bo naszym zdaniem aktualna promocja wcale nie jest taka super – i mamy na to dowody.

Cenowa pułapka #4: ceny „na przełomie” silniej oddziałują na klientów

O co chodzi w ostatniej cenowej pułapce? Specjaliści od marketingu są sprytni i zdają sobie sprawę, że często kluczowa w odbiorze ceny jako atrakcyjnej nie jest końcówka (wspomniane wcześniej „99”), tylko pierwsza liczba.

Przy redukcji ceny jako bardziej atrakcyjna będzie odbierana nie zmiana ceny z 540 zł na 510 zł, a z 520 zł na 490 zł. Tu i tu mamy różnicę 30 zł, jednak to ta druga opcja jest dla klientów bardziej atrakcyjna. Dlatego często na przestrzeni miesięcy ceny produktów są tak kształtowane, by w okresie wyprzedaży rabatować według schematu „cen na przełomie”.

Jak się bronić przed cenową pułapką #4?

Przede wszystkim: pamiętać o tej sztuczce! Podobnie jak w przypadku pułapki #1, sprzedawca na przestrzeni wielu miesięcy może tak żonglować ceną, by ostatecznie i tak wyjść na swoje. Jeśli widzimy „przełomowe ceny”, już powinna zapalić się nam czerwona lampka. Odłóż zakup tych spodni na później, jeśli nie potrzebujesz ich na przysłowiowe już. Sprawdź za jakiś czas, czy cena nie jest przypadkiem jeszcze niższa…

Sztuczek związanych z oddziaływaniem przez ceny na nasze zakupowe wybory jest więcej. Te powyższe są jednak najczęściej spotykanymi. Ale może Ty znasz jakieś inne cenowe pułapki?

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny? Chcesz mnie wesprzeć?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Nieco niżej znajdziesz przyciski do udostępniania artykułu w różnych serwisach internetowych. Dla Ciebie to jeden klik, który trwa chwilę, a dla mnie szansa na dotarcie z wartościowymi treściami do nowych odbiorców 🙂 DZIĘKUJĘ!

Zapraszam Cię też do polubienia bloga Kobiece Finanse na Facebooku oraz śledzenia go na Twitterze lub obserwowania na Instagramie. Jestem również obecna na platformie Pinterest.

Najbardziej zachęcam jednak do zapisania się na mój newsletter. Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Absolwentka germanistyki oraz informatyki i ekonometrii. Propagatorka idei edukacji finansowej. Pomaga kobietom zdobyć pewność siebie w obchodzeniu się z pieniędzmi, wspiera je w budowaniu własnej stabilności i niezależności finansowej. Autorka poradników "Pieniądze dla Pań" oraz "Kariera dla Pań". Zawodowo związana z branżą IT, gdzie pracowała jako twórczyni stron internetowych, kierowniczka projektów, scrum master i dyrektorka finansowa.

11 komentarzy do “4 cenowe pułapki, które towarzyszą wyprzedażom”

  1. I tak ogólnie króluje „sprawdzimy/kupimy w internecie”, to normalne i poniekąd rozsądne. Oczywiście słabo zadziała np. przy „szmatach” w teka maks. Akurat /a może pechowo/ aktualnie Polakom gotówka wręcz wylewa się z kieszeni i temat rozsądnego kupowania jest niczym angielska pogadanka o pogodzie. Ale o ile cześć tej przepompowanej kasy trafi do kieszeni polskich, lub rozwijających w Polsce biznes przedsiębiorców – to dobrze, przepłacajmy (nawet za znicze przy cmentarzu..), to się odwdzięczy.

    Odpowiedz
    • Heh, biorąc pod uwagę, że Polacy uwielbiają zakupy w marketach i galeriach handlowych, gdzie króluje zagraniczny kapitał, to raczej zbyt wiele do kas polskich firm z kieszeni rodaków nie skapnie… 🙂

      Odpowiedz
  2. Sztuczek jest wiele, a najgorsze jest to, że i tak większość produktów ma za wysoką cenę i słabą jakość. Mój sposób to zastanowienie się kilka razy nad zakupem, gdy nie kupię po jakimś czasie włącza mi się: po co by mi to było, strata pieniędzy

    Odpowiedz
    • Dokładnie! Planowanie zakupów czy też zasada odroczenia nabycia danej rzeczy w czasie o dzień-dwa, a czasem i o tydzień, pomaga ocenić, czego naprawdę potrzebujemy, a co było tylko impulsem czy chwilową zachcianką.

      Odpowiedz
  3. Jak dobrze, że ta świadomość rośnie i mówi się o tym głośno – nie dajmy się nabierać na te pułapki! Dla mnie marketing staje się coraz bardziej przerażający – do czego są zdolni ludzi, aby tylko sprzedać swój produkty, jak bardzo potrafią nas oszukiwać…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz