Budżety domowe czytelniczek i czytelników bloga #1

Jakiś czas temu w grupie Finanse osobiste, finanse domowe (przy okazji – zapraszam do dołączenia) zapytałam o Wasze podsumowania zeszłorocznych domowych budżetów i plany na ten rok. Widząc, że chętnie dzielicie się swoimi historiami, postanowiłam przeprowadzić na blogu eksperyment. Ogłosiłam, że szukam chętnych i odważnych, którzy byliby gotowi podzielić się swoimi podsumowaniami i patentami na oszczędzanie i zarządzanie finansami na łamach bloga Kobiece Finanse. W dzisiejszym wpisie możecie przeczytać pierwsze dwie historie. Zapraszam!

Skąd pomysł na wpisy o domowych budżetach czytelniczek i czytelników?

Zwykle blogerzy pokazują swoje podsumowania i dokonania. Ale czy to faktycznie działa wystarczająco motywująco na czytelników? Na część pewnie tak.

Jednak kiedy taki bloger czy blogerka finansowa nie boryka się z żadnymi finansowymi problemami, to siła oddziaływania jego historii jest mniejsza. „Tobie to łatwo mówić, żeby budować sobie poduszkę finansową. Masz stałą pracę i wysokie zarobki. A co mam zrobić ja, z minimalną krajową?”

Pewnie część odbiorców tak właśnie myśli.

Wydaje mi się, że o wiele ciekawsze byłoby dla Was zobaczenie, jak radzi sobie właśnie „normalna Kowalska” czy „Nowak z sąsiedztwa”. Ludzie, którzy nie są idealni w swoich finansowych poczynaniach, ale którzy wkładają mnóstwo serca i wysiłku w to, by finansowo stanąć na nogi. Szacunek!

Myślę, że to właśnie oni powinni zebrać gromkie oklaski od pozostałych czytelników bloga. Zasłużyli sobie na to. I na pewno ich historie zmobilizują innych do okiełznania swoich finansów osobistych. Albo przynajmniej dodadzą nieco wiary w siebie w chwilach zwątpienia.

Dzisiejszy wpis poświęcam dwóm historiom. Pierwsza, to podsumowanie budżetu Rafała – blogera finansowego prowadzącego blog Bogaty z Wyboru. Jak zobaczycie na jego przykładzie, bycie blogerem finansowym wcale nie oznacza, że jest się idealnym w zarządzaniu finansami. Nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem, czasami bywa pod górkę. Po prostu: bloger finansowy też człowiek!

Druga historia, to relacja czytelniczki, młodej matki – Agnieszki. Przyznam, że gdy podzieliła się ze mną swoimi perypetiami, byłam naprawdę poruszona. Co za silna i zdeterminowana kobieta! Dobrnijcie do końca artykułu, to sami zobaczycie, czemu tak o niej piszę.

A tymczasem oddaję już głos pierwszemu bohaterowi 🙂

Podsumowanie budżetu domowego Rafała

Choć na pierwszy rzut oka wydaje się to być budżet typu „biedny z wyboru” (co za ironia), to stoi za nim kilka świadomych decyzji.

  1. Duże wydatki w kategorii Mieszkanie/dom. 6.320,52 zł to sam czynsz, reszta to rachunki za prąd. Kilka mniejszych mebli, remont w postaci poprawek ścian i malowania. Niezbędne narzędzia i 2 rampy do wchodzenia na kanapę oraz łóżko dla naszego corgi (dbamy o jego łapy i kręgosłup).
  2. Ubrania to koszt wymiany znacznej części garderoby nas obojga (raz na 5-6 lat).
  3. Higiena zawiera w sobie kosmetyki specjalistyczne, chemię domową oraz fryzjera itp. Strzyżenie męskie w Warszawie nie jest tanie 🙁
  4. Rozrywka to głównie 2 egzemplarze edycji kolekcjonerskiej Cyberpunk 2077, z czego 1 zamierzam sprzedać z zyskiem. Do tego całkiem dużo książek.
  5. Inne wydatki to wymiana laptopa i telefonu żony (po około 8/9 latach) oraz cała masa innych wydatków, które w każdej kategorii mają miano „inne”.
  6. Budowa oszczędności to tylko nazwa, są to pieniądze przeznaczone w pełni na inwestowanie w akcje na Giełdzie Papierów Wartościowych.
  7. Behawiorysta to koszty książek specjalistycznych i kursu dla mojej żony, która przekwalifikowuje się do tej pracy.

Jeśli odejmiemy od całkowitych wydatków inwestycje z początku roku, to wydatki wynoszą już „tylko” 72.499,10 zł, a cały rok zamyka się w -18.379,58 zł.

Dlaczego bloger finansowy kończy rok na takim minusie?

W lipcu, ze względu na ostry mobbing razem z żoną odeszliśmy z pracy, stąd bardzo niskie zarobki. Czekaliśmy na poprawę sytuacji i całkowicie normalnie dysponowaliśmy naszymi pieniędzmi. Sytuacja stała się na tyle nieznośna, że jednego dnia po prostu pożegnaliśmy się ze wszystkimi.

Nie jesteśmy jednak pozostawieni na pastwę losu. Dysponujemy poduszką finansową, która umożliwi nam spokojne przeżycie 2 lat bez podjęcia jakiejkolwiek pracy.

W tym czasie zamierzamy zacząć zarabiać na swoje utrzymanie z bloga (ja) i pomocy w wychowywaniu psów (żona). Gdy skończy nam się poduszka finansowa, dysponujemy jeszcze kilkukrotnie większym portfolio akcji. Nie podejmujemy na razie decyzji, czy będziemy realizować zysk, czy szukać zatrudnienia. Na razie skupiamy się na rozwoju.

Jak widać, nie wszystko zawsze idzie po naszej myśli, także w kwestii finansów. Warto się zabezpieczać, a posiadanie zapasowych środków do życia nie jest wynikiem przypadku.

To konsekwencja stosowania roztropności finansowej przez lata. Dlatego zachęcam każdego, by pilnował swoich pieniędzy i na bieżąco się edukował. Najlepiej na niezależnych blogach, takich jak Kobiece Finanse lub mój.

Rafał Walaszek, autor bloga Bogaty z Wyboru.


Słowo komentarza do historii Rafała ode mnie, nie mogę się powstrzymać 🙂

Jak widzicie, Rafał podjął odważną decyzję o rzuceniu pracy i próbie działania na swoim. Ostatnio poczyniłam podobny krok, stąd historia Rafała jest mi szczególnie bliska. Trzymam kciuki za powodzenie, by wszystko poukładało się po jego myśli.

Pora na kolejną bohaterkę dzisiejszego wpisu.

Oddaję głos Agnieszce, dzielnej 34-latce, która od 3,5 roku samodzielnie wychowuje syna i układa sobie życie na nowo. Odeszła od damskiego boksera. Nowy etap w życiu zaczęła z remontem mieszkania w tle oraz zadłużeniem. I to ją zmobilizowało do działania. Brawo!

Budżety domowe czytelników bloga Kobiece Finanse

Historia Agnieszki i porządkowania przez nią finansów osobistych

Mam zeszyty wydatków: od rachunków po wydatki typu płatność kartą. Zbieram paragony (mam taką manię) i zapisuję sobie z nich kwoty. Na paragony mam osobny zeszyt. Fakt, czasem mi się jakiś zgubi. Ale najistotniejsze rzeczy mam zapisane. Zaczęłam to robić jakieś 3 lata temu. Z tym, że od około roku zbieram paragony.

Kiedyś miałam problem z rozrzutnością. Z tego powodu m.in. zaczęły się u mnie pożyczki. Pojawiło się zadłużenie na kwotę 30 tys. zł (to nie żart, z odsetkami). Po pilnowaniu się i sukcesywnym spłacaniu mam już tylko 14 tys. zł do spłaty oraz prawie całe wyremontowane mieszkanie. 

Wspomnę, że wygrałam sprawy sądowe związane z zadłużeniem

Jedna zmniejszyła mi dług o 8 tys. zł. A w drugiej wygrałam, bo źle naliczono mi odsetki o 900 zł. Tak więc widać, że znajomość prawa ma duże znaczenie w życiu.

Inny rzekomy wierzyciel próbował mi wkręcić sądownie, że mam dług wobec niego, co nie było w ogóle prawdą, bo swoje długi spłacam. Przegrał!

Wniosłam także sprawy sądowe, bo sama jestem wierzycielem. Nieraz pożyczyłam pieniądze i nie zwrócono mi ich. Jeden dłużnik ma do oddania 5 tys. zł plus odsetki, drugi 2 tys. zł. Jakby nie patrzeć – to pieniądz.

Znalazłam też nową pracę, bliżej domu. W nowej pracy mamy darmowe śniadania, które też mogę jak nie dojem zabrać do domu.

Niebawem rozstrzygnie się kwestia, czy od kwietnia dalej będę pracować u obecnego pracodawcy. Dlatego wolę też się przygotować na ewentualność braku przedłużenia umowy. Chociaż sądzę, że nie mam się czego bać, ale jednak lepiej mieć zapas pieniędzy.

Jak prowadzę swój budżet domowy?

W zeszycie na rachunki uwzględnione są moje dochody. Co miesiąc poniżej obliczam, ile na co przeznaczam pieniędzy. Czyli wyjściowa kwota 2500 zł wynagrodzenia to podstawa. Wszystko, co powyżej, to nadwyżka przeznaczona np. by odłożyć na jakiś cel. 

Teraz np. potrzebuje kupić meble do kuchni, więc dorzucam to do już odłożonych kwot. Albo jeśli nie musiałabym kupić czegoś, to nadwyżka idzie na spłatę długu. Im szybciej spłacę, tym mniejsze odsetki.

Procentowo to wychodzi mniej więcej tak w moim domowym budżecie: 

  • podstawowe rachunki stanowią ok. 45 % wynagrodzenia. To tzw. stałe wydatki.
  • 10 % to emerytura. Wprowadziłam tę kategorię w tym roku, by odłożyć sobie na starość.
  • 10 % stanowi poduszka finansowa.
  • Rozrywka, jedzenie to kolejne 10 % z wynagrodzenia plus deputat na karcie pracowniczej (a to kwota ok. 250- 300 zł).
  • 15-20 % to u mnie fundusz na spłatę długów.
  • 5-10 % przeznaczam na leki, ubrania.

Dwie ostatnie pozycje są zależne od miesiąca. Wiadomo, w zimie się więcej choruje.

Jeśli np. na leki i ubrania nie wykorzystuję pieniędzy i uzbieram 600 zł, to zakładam, że z tego 40 % od tego roku będę przeznaczać na emeryturę. Lub – jeśli będzie potrzeba – na poduszkę finansową.

O dziwo, w tym roku jestem na małym plusie. W zeszłym było na styk. Jeśli tak dalej pójdzie, to według moich obliczeń za około 3 miesiące będę mogla większą kwotę zainwestować np. w obligacje albo coś podobnego. Już teraz pomału robię rozeznanie w możliwościach.

Mam też zapasy żywności. Głównie konserwy, makarony, ryże, jedzenie w słoikach, jakieś chrupki do mleka, budynie, kisiele itp. To, co lubimy jadać z synem – na wszelki wypadek np. utraty pracy. Z tego samego powodu mamy nadpłacone rachunki na miesiąc do przodu.

Znajomi twierdzą, że robię lepsze hot-dogi niż w Żabce. W prezencie dostałam na „nowe życie” elektrycznego grilla. Super sprawa. Bułki hot-dogówki, sos, parówki 🙂 czasem sami przynoszą, hihi. A na tym sprzęcie można wiele dań zrobić.

Zainwestowałam w rower z silnikiem spalinowym, więc nie wydaję pieniędzy na bilet autobusowy, który zabierał 140 zł miesięcznie. Na rower idzie zaledwie 40 zł, góra 50 zł. Tym samym syn w przedszkolu jest godzinę mniej w ciągu dnia mojej pracy. A to kolejne pieniądze. 

Niby grosze, ale za cały rok fajna sumka się z tego uzbiera. Za co mogę np. na Mikołaja kupić synowi coś fajnego.

To wszystko było budowane małymi kroczkami. 3 lata pilnowania się i niejednego odmawiania sobie.

Ale czasem robię sobie nagrodę i idę np z synem do KFC czy do kina. Ale nie Cinema, bo bilet u nich to 26 zł dla dorosłego, a za dziecko płaci się 21 zł. W moich okolicach poluję na np. BCK Kino, tu bilet można dostać już za ok. 15 zł.

Czasami idziemy też na łyżwy. Podobnie, jak na zasadzie kina, wolę jechać nieco dalej, gdzie zapłacę za wejście z wypożyczeniem łyżew za 2 osoby 8 zł, bo u mnie na miejscu za osobę wychodzi 6 zł plus kolejny raz tyle za drugą osobę – łatwy rachunek.

Agnieszka, 34 lata, samotna matka.


A może chcesz się podzielić też swoją historią?

Zachęcam do przesyłania opisu budżetów domowych. Podejmiesz się wyzwania? Wszystkie zainteresowane osoby zapraszam do zgłaszania się bezpośrednio na mojego maila: dana@kobiecefinanse.pl

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny? Chcesz mnie wesprzeć?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Nieco niżej znajdziesz przyciski do udostępniania artykułu w różnych serwisach internetowych. Dla Ciebie to jeden klik, który trwa chwilę, a dla mnie szansa na dotarcie z wartościowymi treściami do nowych odbiorców 🙂 DZIĘKUJĘ!

Zapraszam Cię też do polubienia bloga Kobiece Finanse na Facebooku oraz śledzenia go na Twitterze lub obserwowania na Instagramie. Jestem również obecna na platformie Pinterest.

Najbardziej zachęcam jednak do zapisania się na mój newsletter. Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Absolwentka germanistyki oraz informatyki i ekonometrii. Propagatorka idei edukacji finansowej. Pomaga kobietom zdobyć pewność siebie w obchodzeniu się z pieniędzmi, wspiera je w budowaniu własnej stabilności i niezależności finansowej. Autorka poradników "Pieniądze dla Pań" oraz "Kariera dla Pań". Zawodowo związana z branżą IT, gdzie pracowała jako twórczyni stron internetowych, kierowniczka projektów, scrum master i dyrektorka finansowa.

12 komentarzy do “Budżety domowe czytelniczek i czytelników bloga #1”

  1. Dziękuję za podzielenie się moim budżetem i trzymam kciuki za nas oboje. W sumie to za całą trójkę, bo Agnieszka jest bardzo ogarniętą osobą. Jestem pod miłym wrażeniem, jak roztropnie podchodzi do swojej sytuacji i w jak wielu miejscach potrafi wyciągać nawet złotówki. To właśnie te „niewarte zachodu” wydatki na koniec roku pozwalają jej zachować względnie bezpieczną sytuację finansową.

    Agnieszko, jeśli to czytasz, to wiedz, że jestem z Ciebie dumny. Szczególnie że nie rozłożyłaś rąk w geście rozpaczy mówiąc „nie dam sobie rady”. Jesteś przykładem, że każdy może dać sobie radę, jeśli odpowiednio się zorganizuje. I niestety nie zajmuje to chwili, a często dłużej, tak jak Twoje 3 lata.

    Tak trzymaj!

    Odpowiedz
  2. Czy tylko ja zapytam, patrząc na pierwszy budżet – dlaczego podkreślenie „to sam czynsz” ? Patrząc realiami dużych ośrodków miejskich – to jest tylko. TYLKO 6.320,52 na czynsz za rok.
    Oznacza to płacenie przeciętnie 526 czynszu na miesiąc. Mniejsze kwoty płaciłam tylko 10 lat temu, jak nie było żadnego domownika prócz mnie w moim mieszkaniu.
    Woda, media, wszystko za powierzchnie wspólne, windę, śmieci, korytarz, ogrzewanie od września do czerwca bez żadnych limitów, ciepłąc i zimną wodę, ścieki, sprzątaczkę, gaz, zarządzanie itp. – obecnie mam 680 zł miesięcznie wg stawek z zeszłego roku za mieszkanie 54metry. Domowników 3 sztuki (znaczy sie 2 i 3. sporadycznie…). Podwyżka zapowiadana na nowy rok – nie spadnie poniżej 700.
    A jestem na własnościowym.
    I mam porównanie do kosztów życia, ogrzewania itp. na wsi – wcale taniej ogólnie nie wychodzi. Rocznie moja mama sama na większym o połowę mieszkaniu ma roczne koszty wyższe niż nasza trójka. Gdzie tu sens? :/

    I taka refleksja automatycznie nachodzi. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Przykro czytać wpis samotnej matki, dla której 20 zł za bilet dla niej do kina jest za wysoką ceną. To jest przecież ekwiwalent 1h pracownika na minimalnej krajowej – a ogląda film przez 1h.
    Gdzie podstawy egzystencji wynoszą prawie połowę przychodu. Gdzie nie umie przeliczyć czasu, benzyny, roszczeniowości znajomych (czasem przynoszą bułki na grilla? smutne to…).

    Łatwo nam oceniać z boku i łapać się za głowę, będąc w innej sytuacji niż autorzey analizy budżetu, co nie zmienia faktu, że czytając te budżety zwyczajnie smutno się zrobiło. Pokazują rzeczy, któych nie powinno być…

    Odpowiedz
    • Joanno,

      żeby wyjaśnić: Mieszkam na Warszawskim Żoliborzu, mam własne mieszkanie (64m2) ze spłaconym już kredytem, a w naszej wspólnocie mocno pilnujemy kosztów i przede wszystkim naszych przewodniczących. Niektórzy próbowali już wyciągnąć kasę na lewo do swojej kieszeni, ale szybko ich pogoniliśmy. Podstawą niskich kosztów jest tu kontrola, czy ktoś nie „wynosi” pieniędzy, które potulnie płaci reszta.

      Poza prądem wszystko mam już w czynszu – wodę, śmieci, konserwację, sprzątanie części wspólnych, ochronę i ogrodnika. Ewentualna dopłata za ogrzewanie (liczone od zużycia) pojawi się dopiero w lutym jak co roku. Oczywiście, jeśli przekroczę średnią wliczoną w 12 miesięcy, a w tym roku grzejniki włączyłem tylko raz. Przy prawie 300 mieszkaniach w budynku wydatki wspólne rozkładają się na zdecydowanie większą liczbę mieszkańców niż w małych blokach, a to mocno obniża nasze koszty.

      Za styczeń zapłaciłem 36 zł (nadpłata z poprzedniego roku), od lutego do czerwca 526,71 zł, a od lipca do grudnia 573,64 zł. Przeliczenia mamy właśnie w środku roku.

      Odpowiedz
      • Może to kwestia stolicy, mi taki czynsz wydaje się bardzo wysoki. aktualnie płacimy 380 zł za 60 m2 Krakowie (2 osoby). W tym ogrzewania, woda, śmieci, fundusz remontowy, ochrona itp. Po każdym półroczu mamy dopłacać wg zużycia, dostaliśmy właśnie rozliczenie 2 połowy 2019 i mamy do dopłacenia 370 zł.

        Odpowiedz
  3. Oszczędzanie nie jest łatwe. Ja na przykład nie umiem oszczędzać, ciągle mnie kusi, żeby wydać pieniądze, które mam na książki. A to kosmetyki, a to nowy ciuch, a to książki. I pieniądze zamiast odkładać, odpływają. Choć w zeszłym roku starałam się zapanować nad chaosem wydatków i wiele razy mi się to udało, dzięki czemu skończyłam rok na większym plusie 🙂

    Odpowiedz
  4. Hej!
    Zainspirowałaś mnie do przyjrzenia się, pierwszy raz od lat, swojemu budżetowi – dzięki za to.
    Rozkładam wydatki na dwa sposoby: jeden pod kątem użytego środka (karta, przelew, gotówka), chcąc zmniejszyć udział płatności elektronicznych na rzecz gotówkowych oraz wg rodzaju wydatku (wynajem, edukacja, sport, kultura, podróże, koszta stałe, ubrania…). Już widzę ciekawe wzorce, a jeszcze nie skończyłam analizy :-).
    Swoją drogą zastanawiam się, jak duża jest grupa ludzi podobnych do mnie: bez problemów finansowych, ale też „pod kreską”, jeśli chodzi o stosunek zarobków/oszczędności do wymogów rynku nieruchomości, skazanych na wieczny wynajem w wielkim mieście. Może to temat wart zgłębienia na blogu w przyszłości? 😉

    Odpowiedz
  5. Jestem pod wrażeniem rozpisania budżetu na czynniki pierwsze i życzę powodzenia w realizacji harmonii ekonomicznej dającej spokój. A te wszystkie przeczące pieniądze są dużą wartością. Wiem, kiedyś tak odkładałam na wyjazdy. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz