Co to jest freeganizm, kim są freeganie? Ruch przyszłości, czy przesada?

Freeganizm (jako połączenie angielskich słów free – darmowy oraz veganism – weganizm) to ruch w duchu zero waste. Polega na antykonsumpcyjnym stylu życia i wyrażanym w ten sposób sprzeciwie przed marnotrawieniem zasobów. Głównie żywności, ale nie tylko. Dla freegan bardzo ważnymi wartościami są: dzielenie się, poczucie wspólnoty i współodpowiedzialności, wolność. Motywują ich one do ochrony przed wyrzuceniem żywności i przedmiotów, które nadal pełnią swoją funkcję, ale z jakiegoś powodu zostały wyrzucone do kosza… I tu dochodzimy do sedna, na czym polega freeganizm: na wyławianiu ze śmietników (głównie tych przy sklepach wielkopowierzchniowych) wszystkich produktów zdatnych do spożycia i dalszego użytku. Freeganizm to temat kontrowersyjny, u niektórych wywołujący odrazę, u innych podziw. Zjawisko, które powoduje też różne spory natury prawnej. Na pewno jednak przekłada się na kwestie finansowe, dlatego postanowiłam przyjrzeć się mu bliżej. W dzisiejszym wpisie przeczytacie m.in. wypowiedzi kilku osób, które zajmują się freeganizmem. Zapraszam!

Czym jest freeganizm, kim są freeganie?

Freeganizmu nie należy mylić z żebractwem. Stoją za nim inne motywacje, niż np. w przypadku osób bezdomnych. Większość freegan nie robi tego z powodu złej sytuacji finansowej!

Ludzie traktują freeganizm jako sposób na wyrażenie sprzeciwu wobec rabunkowej gospodarki. Dzięki temu, że ze śmietników wyławiane są produkty, które nadal można wykorzystać, minimalizowane są skutki negatywnego wpływu nadprodukcji śmieci na środowisko naturalne.

W niektórych opracowaniach wskazuje się wręcz, że freeganie to antykapitaliści. Ich zdaniem gospodarka przyszłości opierać się powinna na lokalnych systemach ekonomicznych. Powinny one zastąpić miejsce globalnych korporacji. Tylko w takich warunkach ludzie mogą lepiej tworzyć odpowiedzialne wspólnoty, mniej pracować i spędzać ze sobą więcej czasu.

Zdaniem freegan nie dochodzi też wtedy do nadprodukcji nakręcanej przez agresywny marketing. W związku z tym unikniemy marnotrawstwa. A że problem marnowania żywności istnieje, chyba nikt nie wątpi.

Polscy freeganie używają wobec siebie także określenia kontenerowcy

Freeganie sprawdzają zawartość śmietników głównie w nocy. Ich wypady noszą nazwę skipów.

Tak jak wspomniałam, praktyki te nie są uregulowane prawnie. Wezwanie przez ochronę policji zwykle kończy się tylko pouczeniem.

Opór sprzedawców głównie budzi kwestia „kradzieży” śmieci. Jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało. Sklepy płacą określoną stawkę za wywóz odpadów. Freeganie z wyławiania produktów czerpią korzyści, a nie dokładają się do opłat sprzedawców. Z drugiej strony sklepy obawiają się też zostawienia przez freegan bałaganu na terenie wokół kontenerów.

Działania freegan i zwrócenie przez nich problemu na marnotrwawienie m.in. żywności powoli odnoszą skutek. Coraz więcej drobnych sprzedawców wstawia do specjalnych kartonów warzywa i owoce oraz nabiał, których nie udało im się sprzedać, a które wciąż można wykorzystać.

Dlaczego dobre produkty trafiają do śmieci?

Co bardzo istotne: freeganie nie zbierają zepsutej żywności. Produkty pleśniejące omijają szerokim łukiem.

Tutaj od razu się pojawia pytanie: a to nie jest tak, że do śmieci trafiają tylko zepsute produkty? Okazuje się, że nie.

Powodów, dla których dobre produkty trafiają do kontenera, może być wiele, np.:

  • Rebranding marki. Gdy jakaś marka zmieni logo lub szatę graficzną swoich opakowań (np. do końca dobiegnie jakiś konkurs), nie zawsze wszystkie produkty są do końca wyprzedawane.
  • Zmiana wagi produktu. Producent może np. zdecydować o tym, że za tą samą cenę zamiast 400 g produktu, nowe opakowania zawierać będą go 380 g.
  • Zwroty i reklamacje. Uznane przez sklepikarzy zwroty nie zawsze nadają się do powrotu do magazynu lub na półkę. Powodem może być np. naruszenia plomb czy uszkodzeń mechanicznych opakowań (np. pęknięcie wieczka).
  • Mniej atrakcyjny wygląd. Powykrzywiane, bardzo dojrzałe warzywa i owoce są przez klientów sklepów omijane na stoiskach. W ten sposób marnują się, chociaż nie ustępują pod względem wartości odżywczych swoim „urodziwym” koleżankom i kolegom.
  • Wymiana asortymentu na koniec sezonu. Dotyczy to zwłaszcza roślin, w tym sadzonek lub produktów związanych z jakąś akcją promocyjną.

Przy wyrzuceniu produktów nie zawsze więc chodzi tylko o to, że są one po dacie ważności. A przecież nawet w takim przypadku, podana data często jest tylko terminem orientacyjnym. Gdy produkt jest właściwie przechowywany, może być nadal dobry, nawet po przekroczeniu terminu.

Freeganizm – ekologiczny sposób na oszczędzanie

Z freeganizmem nierozerwalnie łączy się kwestia oszczędności. Tak zaoszczędzenia samych dobrych produktów przed zmarnowaniem, jak i oszczędności pieniędzy. Produkty odzyskane z kontenerów ma się wszak „za darmo”, o ile ktoś zdobędzie się na odwagę, by poszukać ich w śmietniku.

Postanowiłam zapytać kilka osób, które zajmują się freeganizmem. Jak to wygląda z ich perspektywy? Czy otoczenie wie o ich praktykach? Jak reagują na to ich bliscy, znajomi? Ile dzięki freeganizmowi udaje im się zaoszczędzić?

Poprosiłam ich także, by podzielili się zdjęciami swoich freegańskich zdobyczy. Robią one wrażenie i uświadamiają skalę marnotrawstwa, z jakim musi się zmierzyć współczesny świat.

Czym jest freeganizm, kim są freeganie? Czy freganizm to ruch przyszłości?

Monika, Gliwice: freeganizm nie jest dla każdego

1️⃣ Twoja historia początków freeganizmu – jak się o nim dowiedziałaś?

Właściwie to zaczęło się kilka lat temu od mojego zainteresowania zero waste. Chciałam zmienić pewne rzeczy, zmniejszyć swój negatywny wpływ na środowisko i nie dokładać się aż tak do nadkonsumpcji.

Na początku oczywiście zaczęłam od mniejszych rzeczy, takich jak picie kranówki i eliminacja plastikowych butelek, czy własne wielorazowe woreczki na żywność. Z czasem również zwróciłam uwagę na problem marnowania żywności. Sporo czytałam na ten temat i freeganizm jakoś naturalnie pojawił się w moim życiu, jako jedna z idei towarzyszących zero waste.

2️⃣ Od jak dawna jesteś freeganką? Jakie były Twoje główne motywacje? Czy były to np. powody finansowe, czy też inne?

Ponad półtorej roku, ale z pewnymi przerwami. Dla mnie od samego początku był to jeden ze sposobów pozyskiwania żywności, a może bardziej po prostu jej ratowania.

Główną motywacją jest dla mnie nadprodukcja odpadów, ogromna skala marnotrawstwa żywności i chęć przeciwstawienia się temu.

Oprócz jeżdżenia na skipy, nadal robię zakupy żywieniowe. Kupuję produkty dodatkowe, których trudno szukać na śmietniku lub trafiają się niezwykle rzadko, zachcianki żywieniowe.

3️⃣ Jakie uczucia towarzyszyły Ci na początku freeganizmu?

Na początku to zawsze jest mieszanka ekscytacji i strachu. Choć akurat to uczucie nie było jakoś bardzo silne w moim przypadku. Jednak jeździmy w nocy i to, co robimy, nie jest legalne, więc gdzieś tam w środku bałam się, że ktoś nas nakryje i np. zadzwoni na policję.

Ale zawsze możliwość ratowania żywności była i nadal jest dla mnie najważniejsza, dlatego nie zamierzam się poddawać tym negatywnym uczuciom i emocjom.

Co to jest freeganizm?
Z freegańskich łowów można przynieść naprawdę różne produkty – zdobycze Moniki

4️⃣ Czy Twoje otoczenie wie o praktykowaniu przez Ciebie freeganizmu? Jak na to reaguje?

Sporo osób wie, na pewno duże grono znajomych i najbliższa rodzina. Czasami zdarza mi się publikować zdjęcia ze skipów na Facebooku, nie ukrywam tego, jeśli o to pytasz.

Nie spotkałam się jeszcze z jakimś silnie negatywnym odbiorem, a też często moi znajomi i rodzina biorą ode mnie jedzenie, którego mam w nadmiarze po obfitym skipie. Większość z nich sama by nie pojechała na taki wypad, ale równie co mnie, przeraża ich skala tego marnotrawstwa. Często są w szoku, ile tego jedzenia i co jest wyrzucane przez sklepy.

5️⃣ Freeganizm przekłada się na konkretne oszczędności. Jak to wygląda u Ciebie – ile w skali miesiąca oszczędzasz na jedzeniu dzięki freeganizmowi?

Od jakiegoś czasu prowadzimy z koleżanką dziennik skipów, w którym zapisujemy, co udało nam się znaleźć i jaka jest orientacyjna cena danego produktu. Nie zawsze są to stricte oszczędności, bo części z tych rzeczy nigdy bym nie kupiła, ale np. podczas jednego z kwietniowych wypadów udało nam się znaleźć produkty o wartości ponad 500 zł.

Nie każdy skip jest tak obfity, ale w skali miesiąca jest to średnio 500-700 zł, a jeździmy maksymalnie raz w tygodniu. Faktycznie sporo oszczędzam na warzywach i owocach, zwłaszcza teraz, kiedy sporo z nich podrożało.

Czym jest freeganizm i kim są freeganie?

6️⃣ Co udaje Ci się upolować podczas freegańskich „łowów”? Czy trafiła Ci się zdobycz, która szczególnie Ciebie zaskoczyła i zapadła Ci w pamięci?

Właściwie wszystko, co można sobie wyobrazić i co jest sprzedawane w danym sklepie. Warzyw i owoców jest bezsprzecznie najwięcej, znajduję też sporo nabiału, słodyczy i pieczywa. Nieco rzadziej trafia się alkohol, środki czystości, karma dla zwierząt, napoje bezalkoholowe.

Z takich najbardziej zaskakujących i ciekawych znalezisk to raz trafił się nam czajnik elektryczny, który prawdopodobnie został oddany przez klienta. Był bardzo zakamieniony, aczkolwiek całkowicie sprawny. Udało mi się go ładnie doczyścić kwaskiem cytrynowym i podarować znajomym.

Pamiętam też jeszcze znalezioną w koszu oliwę. Całe 6 dużych butelek dobrej oliwy z oliwek extra virgin. Do tej pory zastanawiam się, dlaczego ją wyrzucili, bo data ważności upływa dopiero w przyszłym roku.

W pamięć zapada też ogromna ilość niektórych produktów. Np. pewnego razu udało nam się wyciągnąć ze śmietnika dwa worki krówek, łącznie ok. 20 kg, innego razu ponad 20 paczek chipsów albo kilkanaście storczyków.

Freeganizm spożywczy - od warzyw po nabiał

7️⃣ Na co trzeba uważać, gdy ktoś decyduje się na freeganizm?

Na początek dobrze jest znaleźć lokalną grupę freegańską i wybrać się z kimś, kto ma już pewne doświadczenie.

Choć wielu freegan niechętnie podchodzi do dzielenia się swoją wiedzą, co mnie szczególnie nie dziwi, bo zdarzają się różne przypadki. Niektórzy freeganie zostawiają po sobie bałagan na miejscu albo zachowują się na tyle nieodpowiedzialnie, że zwracają na siebie uwagę pracowników sklepu. Zdarza się, że sklepy po kilku takich akcjach zamykają kosze na kłódkę i nic z tym nie możemy zrobić.

Jeśli ktoś jest jednak zdecydowany, żeby zacząć swoją przygodę z freeganizmem, dobrze jest, żeby znał kilka podstawowych zasad:

  • nie bierzemy więcej niż jesteśmy w stanie zjeść albo oddać,
  • miejsce zostawiamy po sobie w lepszym porządku niż je zastaliśmy i nie niszczymy mienia.

Na wypad dobrze jest wyposażyć się w latarkę czołówkę, gdyż najlepiej wypady robić w nocy po zamknięciu sklepów. Do tego podgumowane rękawiczki, nieprzemakalne i mocne torby oraz chwytak, który pomoże nam wyciągnąć rzeczy z samego dna, gdy nie chcemy wskakiwać do kontenera.

Trzeba mieć świadomość, że to nie jest łatwa sprawa i na samym początku wymaga wielu godzin na poszukiwanie odpowiednich miejsc. Później także jeżdżenie i grzebanie w śmietnikach zajmuje sporo czasu, a do tego mycie tych produktów i ich późniejsze obrabianie. Nie zawsze też wypad jest udany, zdarzało mi się jeździć kilka godzin i przywieźć do domu kilka warzyw.

Freeganizm nie jest i nie będzie dla każdego, często wymaga przełamania wielu schematów w głowie – od wstydu po obrzydzenie, które towarzyszy grzebaniu w nadpsutych warzywach i owocach.

Kiedy robi się ciepło, jedzenie szybciej się psuje, a w koszach pojawiają się larwy much – trzeba umieć sobie z tym radzić. To zajęcie brudne i czasochłonne, ale pozwala sporo zaoszczędzić na żywności i sporo jej uratować przed zmarnowaniem.

Kasia, Wrocław: nie muszę kupować warzyw i owoców

Na czym polega freeganizm?
Efekt jednego ze skipów

1️⃣ Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z freeganizmem?

Dowiedziałam się z freegańskiej grupy na Facebooku, że oprócz dzielenia się jedzeniem prywatnie można też zdobywać łupy w śmietnikach.

2️⃣ Od jak dawna praktykujesz freeganizm? Co Cię do niego skłoniło?

Od 3 miesięcy. Skłoniła mnie ciekawość i chęć oszczędności, ale bardzo ważne są też dla mnie ekologia i niemarnowanie żywności.

3️⃣ Jakie uczucia towarzyszyły Ci na początku freeganizmu? Jak z nimi walczyłaś?

Na początku bałam się, że ktoś mnie nakryje, brzydziłam się grzebać w śmietniku. Nie walczyłam z nimi, minęły z czasem.

4️⃣ Czy Twoje otoczenie wie o tym, że jesteś freeganką? Jak na to reagują?

Wie moja najbliższa rodzina i znajomi, z którymi dzielę się jedzeniem, jak również członkowie grupy na Facebooku, na której oddaję regularnie jedzenie.

Ilości, które znajduję, są nie do przerobienia dla jednej trzyosobowej rodziny.

Freegański skip - zdobyczne produkty
Freeganie nie tylko ratują przed wyrzuceniem warzywa i owoce, ale także np. kosmetyki i art. chemii domowej

5️⃣ Ile w skali miesiąca oszczędzasz na jedzeniu dzięki freeganizmowi?

Przed wydawałam około 300-400 zł tygodniowo dla rodziny 2+1. Aktualnie robię zakupy raz w tygodniu i nie kupuję w ogóle owoców, warzyw i pieczywa, na co schodzi mi około 200 zł tygodniowo.

6️⃣ Co udaje Ci się upolować podczas freegańskich „łowów”? Czy trafiła Ci się zdobycz, która szczególnie Ciebie zaskoczyła i zapadła Ci w pamięci?

Znajduję rzeczy, które są w obecnej gazetce sklepowej, także przeglądając ją w poprzednim tygodniu wiem, co znajdę w kolejnym. Są to w 95% owoce i warzywa w stanie do zjedzenia w ciągu najbliższych dni.

W jednym miejscu często znajduję kwiaty cięte lub doniczkowe, mam w domu 6 storczyków, 4 paprocie ze skipa.

W innym miejscu znajduję jedzenie z długą datą przydatności. Np. kawa, mleko, makaron, nutella, plus pieczywo oraz artykuły przemysłowe – kosmetyki, pampersy.

Szczególnie pamiętam znalezienie 3 kartonów mięsa, które praktycznie nigdy się nie trafia. Cielęcina, wołowina, steki, grillowe przysmaki – z datą do następnego dnia.

7️⃣ Podziel się swoimi dobrymi radami dla początkujących freegan.

Należy nie bać się i wybrać się do najbliższych sklepów w okolicach godziny zamknięcia i zajrzeć do śmietników. Trzeba uważać, żeby zostawiać za sobą porządek.

Zbiory z freegańskiego skipu
Zdobyczne warzywa i owoce, już umyte, oczyszczone i przygotowane do dalszej obróbki

Magda, Bochnia: ratuję książki przed zniszczeniem

1️⃣ Jak się dowiedziałaś o tym, czym jest freeganizm, jak rozpoczęła się Twoja przygoda?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie wprost, bo mój „freeganizm” jest trochę nietypowy. Jeszcze do niedawna nawet nie określałam tego tym słowem. W sumie dopiero z komentarzy na Facebooku dowiedziałam się, że to, co praktykuję, to TEŻ jest freeganizm.

Sądziłam, że to pojęcie dotyczy tylko jedzenia, a ja ze śmieci wyciągam książki.

2️⃣ Od jak dawna praktykujesz freeganizm? Co Cię do niego skłoniło? Jakie były Twoje główne motywacje – czy były to np. powody finansowe, czy też inne?

Praktykuję w sumie od może półtora roku, bo wcześniej tak naprawdę nie było okazji. Dopiero od dwóch lat mam na osiedlu zamykaną i zadaszoną altanę śmietnikową, w której znajdują się kontenery do segregacji odpadów. Nie te dawne dzwony z małymi otworami, tylko takie z dużymi otwieranymi klapami.

Co mnie skłoniło – po prostu uwielbiam książki i uważam, że nie należy ich wyrzucać, chyba, że w ostateczności.

Pierwsze takie zdarzenie było jednocześnie najobfitsze, jeśli mogę się tak wyrazić. Mój mąż poszedł wyrzucić śmieci i nagle zadzwonił do mnie spod śmietnika i mówi:

„Madzia, tu trzeba przyjść z dużą torbą, bo jest masa wyrzuconych książek w kontenerach na papier!

Tak, naprawdę była ich masa. Jakiejś samotnej starszej pani się niestety zmarło, rodzina najwyraźniej chciała szybko opróżnić mieszkanie pod sprzedaż i nie zadała sobie zbyt wiele trudu pt. „co zrobić z pokaźną kolekcją książek na półkach”. Wszystko wywalili do dwóch kontenerów na papier, czym je oba praktycznie zapełnili. Poszłam tam i powiem tak:

Nie byłam w stanie uratować wszystkich książek, choć serce mi pękało, ale było tego naprawdę za dużo…

Dlatego wtedy skupiłam się na przeglądaniu i wybieraniu tytułów, które najbardziej mnie zainteresowały. Były tam perełki, do których oczy mi się zaświeciły. Np. „Mansfield Park”, mojej ukochanej Jane Austen, którego jeszcze nie miałam w kolekcji (a miałam już kilka innych i wciąż polowałam na te brakujące).

Albo książka pt. „Kwiaty na stepie” (Barbara Piotrowska-Dubik), która jest zapisem przeżyć dwunastoletniej dziewczynki wywiezionej wraz z rodziną na Sybir podczas II wojny światowej. Historia prawdziwa i poruszająca do łez, a do tego bliska mi, gdyż moja babcia także była kombatantką Sybiru i przeżyła podobną historię.

Ogólnie to przynieśliśmy z mężem do domu każde po wielkiej torbie książek

Zarówno nieznanych, które mnie zaintrygowały, jak i trochę takiej klasyki literatury, jak np. „Księga dżungli”. A nawet parę lektur szkolnych, np. „Mitologia” Parandowskiego (mamy małe dziecko, kiedyś będą jak znalazł).

Było tam też trochę pozycji typowo antyklerykalnych. Jakaś opasła historia Kościoła od tej niechlubnej jego strony, trzy części książki „Byłem księdzem” itp. Ich była właścicielka musiała być ciekawą osobą o dość progresywnych poglądach 😀

Kiedy byłam w trakcie grzebania i wybierania, jakaś nieznajoma pani akurat weszła wyrzucić śmieci, a ponieważ popatrzyła na mnie z zainteresowaniem, pokazałam jej, co tam się dzieje i zachęciłam do tego samego. Widziałam, że się przez chwilę wahała, ale widząc moje zbiory w torbie też chętnie zaczęła przebierać i kilka książek zabrała.

Nie wiem, czy i ile innych osób skorzystało z tego bogatego źródła darmowej lektury, niemniej jakiś dzień czy dwa później kontenery były już opróżnione – co zostało, poszło na przemiał.

Później jeszcze kilka razy zdarzyło mi się brać książki spod śmietnika, ale nigdy nie widziałam ich już w takiej zatrważającej ilości, zwykle było ich tak maksymalnie do kilkunastu naraz. W takich wypadkach nie oglądam nawet na miejscu, tylko biorę wszystko jak leci, a w domu dopiero decyduję, co zostawiam dla siebie, a co od razu puszczam dalej.

Książkom, które mnie nie interesują, szukam nowych właścicieli poprzez ogłoszenia na FB i trzymam w domu, dopóki ktoś się nie zgłosi i sobie ich nie weźmie.

Kim są freeganie? Freganizm książek
Książki uratowane ze śmietnika przez Magdę

Raz napotkałam człowieka na gorącym uczynku, zmierzającego w stronę kontenera z kartonem książek w rękach.

Zaczepiłam go i zapytałam, czy zamierza to wyrzucić i czy mogę sobie przejrzeć. To były głównie stare podręczniki z różnych dziedzin, część była rzeczywiście mocno posunięta w latach i nieaktualna, ale ze trzy sobie wzięłam, w tym pięknie wydaną, opasłą „Biologię” Villego z 2000 roku, która była moim marzeniem za czasów szkoły średniej.

Ostatnimi czasy u mnie w mieście działa taka akcja – licytacje charytatywne dla pewnej chorej dziewczynki. Polegają one na tym, że jedni wystawiają niepotrzebne książki od groszowych sum (2 – 3 zł), a chętni je licytują. Wylicytowane kwoty przelewają na konto rodziców dziecka, a następnie odbierają książki.

Sama pozyskałam z takich licytacji mnóstwo fajnych książek po kilka zł za sztukę. A ze swej strony będzie to także dla mnie miejsce, w którym w pierwszej kolejności pozbędę się książek uratowanych, których sama nie chcę dla siebie.

Ostatnio znowu znalazłam plik książek – prawdopodobnie zostawię sobie jedną z nich, a reszta pójdzie na licytację.

3️⃣ Jakie negatywne uczucia towarzyszyły Ci na początku freeganizmu?

Zero negatywnych odczuć, raczej frajda i wielkie WOW – tyle dobra za darmo!!

4️⃣ Czy Twoje otoczenie wie o praktykowaniu przez Ciebie freeganizmu? Jak na to reagują?

Ludzie zazwyczaj patrzą z pewną mieszanką podziwu i niedowierzania, że można mieć tyle szczęścia.

Nie wiem, może faktycznie wyjątkowo sprzyja mi szczęście do takich sytuacji. Ale dodam też, że od czasu tego pierwszego wysypu, zawsze odruchowo zaglądam w kontenery na papier i sprawdzam, czy czasem nie ma w nich książek.

Przeczytaj także:

Czy freeganizm ma szansę stać się popularny?

Nie da się ukryć: freeganizm wymaga dużego samozaparcia, determinacji i odwagi. Czy jest szansą na zmianę systemową w kwestii niemarnowania produktów – począwszy od żywności, po odzież, książki i na sprzętach domowych skończywszy?

Nie jest raczej możliwe, by ludzie zaczęli uprawiać freeganizm na szeroką skalę. Jednak uważam, że im bardziej nasila się to zjawisko, tym bardziej konsumentom i sprzedawcom otwierają się oczy. A to niezaprzeczalny plus!

Ludzie coraz częściej konfrontowani są z obrazem marnotrawstwa i jego konsekwencji. Ta świadomość z jednej strony może nakłonić nas do zmiany zachowań i dokonywania bardziej świadomych wyborów w sklepie. Z drugiej strony – może zmusi duże sieci do zmiany polityki utylizacji.

Częściowo to już się dzieje. W marketach wydzielane są specjalne strefy, gdzie za obniżkę ponad 50% można dostać produkty z krótkim terminem lub „brzydkie” warzywa i owoce.

Do sprzedawców zaczyna docierać, że bardziej opłaca się im sprzedawać za grosze, niż wyrzucać i przepłacać na utylizacji. Zwłaszcza, że odpady są „podbierane” przez nasilający się ruch freegan.

Słyszeliście wcześniej o tym, czym jest freeganizm? A może macie w swoim otoczeniu freegan lub sami nimi jesteście? Podzielcie się w komentarzach swoimi przemyśleniami na temat tego zjawiska.

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny? Chcesz mnie wesprzeć?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Nieco niżej znajdziesz przyciski do udostępniania artykułu w różnych serwisach internetowych. Dla Ciebie to jeden klik, który trwa chwilę, a dla mnie szansa na dotarcie z wartościowymi treściami do nowych odbiorców 🙂 DZIĘKUJĘ!

Zapraszam Cię też do polubienia bloga Kobiece Finanse na Facebooku oraz śledzenia go na Twitterze lub obserwowania na Instagramie. Jestem również obecna na platformie Pinterest.

Najbardziej zachęcam jednak do zapisania się na mój newsletter. Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Absolwentka germanistyki oraz informatyki i ekonometrii. Propagatorka idei edukacji finansowej. Pomaga kobietom zdobyć pewność siebie w obchodzeniu się z pieniędzmi, wspiera je w budowaniu własnej stabilności i niezależności finansowej. Autorka poradników "Pieniądze dla Pań" oraz "Kariera dla Pań". Zawodowo związana z branżą IT, gdzie pracowała jako twórczyni stron internetowych, kierowniczka projektów, scrum master i dyrektorka finansowa.

21 komentarzy do “Co to jest freeganizm, kim są freeganie? Ruch przyszłości, czy przesada?”

  1. Mam znajomego freeganina i powiem tak: wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. 🙂 Bo o ile wspieram i rozumiem zdobywanie i jedzenie żywności, która jeszcze do spożycia się nadaje, o tyle akurat ten kolega ma tendencję do zjadania również już nadpsutych rzeczy… Ale rozsądne podejście do freeganizmu bardzo popieram! Kasia

    Odpowiedz
    • Kolega sporo ryzykuje… Niestety, jeśli widać na jedzeniu choćby kropkę pleśni, to cały produkt jest już do wyrzucenia z uwagi na toksyny (których okiem nie widać – ale w środku są, oj są…)

      Odpowiedz
  2. Ze zmianą gospodarki częściowo się zgadzam. Sam chętnie widziałbym urban farming czy vertical farming. Zamiast wycinania wszystkiego na pola, można to hodować w budynkach, dużo efektywniej niż w glebie. Robią tak chociażby w Emirates, by mieć jedzenie do samolotów. Problemem zostaje koszt budynku, ale ograniczone miejsce za jakiś czas to wręcz wymusi. Znacząco też zmniejszyłoby to potrzebny transport, bo kupowalibyśmy lokalnie.

    W moim śmietniku jest nawet niepisane miejsce, gdzie każdy odkłada to, co się może komuś przydać. Buty, ubrania, książki, wózek dla dziecka, dosłownie wszystko. Czasem jedna osoba wchodzi zostawić dywan, druga przychodzi z odpadkami i wychodzi z dywanem. Aż mi się przypomina muzyka z drugiej części Ojca Chrzestnego, gdy Vito i Clemenza nieśli ten dywan. Choć akurat on był kradziony 🙂

    Co do książek, sam ostatnio trafiłem na 5 części Wiedźmina ze starego wydania Polityki.

    Odpowiedz
    • Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można wyrzucać książki – coś, co się nie psuje. Jest pełno punktów crossbookingu, skupu książek, bibliotek, domów dziecka, domów seniora, świetlic, giełd i targów staroci itp. miejsc, w których te książki można po prostu zostawić. Dramat, po prostu dramat.. 🙁

      Odpowiedz
    • Dywany akurat są ryzykowne – bardzo łatwo mogą się z nich znajdowac pluskwy które później zainfekują całe mieszkanie. Więc nie polecam.

      Ale od takiego właśnie przyblokowego śmietnika zaczęła się moja przygoda z freeganizmem. Wyjechałam na studia, wynajmowałam tani pokój w którym było beznadziejne biurko a nie chciałam kupować nowego. Więc się tak męczyłam i męczyłam. Aż pod śmietnikiem znalazłam dwa „kozły” z Ikei, które uzupełniłam „blatem” zrobionym dużej deski będącej częścią wystawionej, rozebranej na części pierwsze szafy.

      Później zaczęłam zwracać większą uwagę na okolice śmietników i znalazłam całą masę ciekawych rzeczy. Np. szafkę nocną (która wędruje ze mna już na 3 mieszkanie bo jest taka praktyczna), organizer na kosmetyki, składane krzesełko, wagę łazienkową i szufladkę na dokumenty.

      Odpowiedz
  3. Bardzo ciekawy sposób na życie, ale chyba trzeba mieć mnóstwo wolnego czasu 🙂 Ja jestem weganką od dłuższego czasu, ale chyba freeganką nie mogłabym być.

    Odpowiedz
  4. Ciężko mi wyobrazić sobie szukanie jedzenia po śmietnikach, ale jak najbardziej popieram to, żeby jedzenia nie marnować i cieszę się, że w sklepach pojawiają się specjalne strefy z produktami i informacją, że mają one krótką datę ważności. Książek też bym nie wyrzuciła, lepiej oddać lub spróbować sprzedać 🙂

    Odpowiedz
    • Dokładnie, w przypadku książek istnieje tyle możliwości ich zbycia, że kompletnie nie rozumiem, dlaczego ludzie wyrzucają je na śmietnik.

      Odpowiedz
  5. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić szperania za jedzeniem w kontenerach, ale każdy ma swoje granice, zajawki i trzeba to uszanować, sama idea nie marnowania żywności jest szczytna.
    Ja kupuję mało, aby nic się nie zmarnowało, często też biorę produkty przecenione. Freeganizm kojarzy mi się z nieco przypadkowym jedzeniem, a moja dieta i zdrowe odżywanie jest dla mnie ważniejsze niż dojadanie po kimś kto kupuje za dużo.
    Polecam książkę Marty Sapały ” Na marne”, która porusza ten temat 🙂

    Odpowiedz
    • Ja z kolei lubię tą przypadkowość związaną z freeganizmem. W sklepie mam zwyczaj kupowania tylko tego co znam i lubię, ewentualnie czegoś czego jeszcze nie próbowałam. Stoisko z warzywami najczęściej omijam szerokim łukiem – kupuję tam tylko ogóreczki, takie małe jak do kiszenia, które później myję, kładę na biurku i podjadam zamiast cukierków. Ziemniaki, cebula, jabłka, banany, marchewka itp. jakoś mnie nie zachęcają. Wolę kupić ryż w torebkach, gotową sałatkę i gotowego kurczaka z rożna. Lenistwo. I brak umiejętności planowania (zdecydowanie wole improwizować).

      Gdy jednak widzę, że ktoś wyrzucił dobre jedzenie biorę je i kombinuję jak wykorzystać bo nie znoszę marnotrawstwa. Dzięki temu moje posiłki stają się bardziej różnorodne a umiejętność gotowania wzrasta. Ekscytacja pt. „tyle dobrego za darmo” i zaangażowanie kreatywności sprawia, że czas spędzony na przygotowaniu takiego posiłku nie jest nieprzyjemny ani nudny.

      Odpowiedz
  6. Zdecydowanie zbyt wiele jedzenia się marnuje. Super, że ktos próbuje troche z tego uratować. Ja chyba bym nie umiała. A z drugiej strony szkoda, ze dalej nie mamy przepisów, które pozwalają coś darować zamiast wyrzucać…

    Odpowiedz
  7. Rozumiem i znam ten ruch. 😊
    Moja wyobraźnia biotechnologa jednak nie pozwoliłaby mi w to samej pójść. 🤔
    Jednak jeśli komuś odpowiada – super!

    Odpowiedz
  8. Fajne podejście :)) jestem ciekawy ile osób będzie przekonanych do życia w taki sposób.

    Jednak ja jestem osobą która woli mieć zawsze więcej na czarna godzinę :))

    Odpowiedz
  9. Podejrzewam, ze to były czasy które znam, nic sie nie marnowało: sąsiedzii brali co im mogło sie przydać i sama brałam co wystawili za ogrodzenie

    Odpowiedz
  10. Nie trzeba mieć wcale dużo wolnego czasu.

    1 przystanek od domu mam targ. Wracając z pracy (ok. 17-18) wysiadam więc przystanek wcześniej (spacer jest dobry dla zdrowia) i przechodząc koło kontenera zerkam czy coś jest wystawione. Dziś znalazłam ziemniaki (malutkie – nikt by nie kupił bo ludzie nie lubią takich małych obierać) i śliwki (miękkie – do jutra by nie dotrwały).

    Ziemniaki razem ze znalezioną w sobotę marchewką (nie wiem dlaczego ją wyrzucili, pewnie uznali, że na poniedziałek sprowadzą świeżą) i kupionymi dziś kiełbaskami wegańskimi z „kupuję nie marnuję” zjadłam na obiad. Śliwki były smacznym podwieczorkiem. Słodziutkie.

    Odpowiedz
  11. Ciekawy wpis, na pewno pouczający. Wiem jednak, że to nie dla mnie. Osobiście wydaję sporo na warzywa i owoce, bo mam w domu troje czworonożnych i dwoje skrzydlatych roślinożerców. Czasem spod śmietnika przy warzywniaku, z kartonu czy skrzynki, wezmę kilka liści kalarepy dla świnek, ale ze śmietnika nic. Nie dałabym kanarkom i świnkom zwiędłej sałaty czy dziwnie zdechłych pomidorów lub ogórków. Co do wyrzucania książek – za to powinien być osobny krąg w piekle. Ja jestem typem zbieracza i trzymam nawet książki nielubiane. Kilka sztuk oddałam na bazarek charytatywny w pracy, ale to już naprawdę były niewypały, nie starocie, ale o tematyce zupełnie nie dla mnie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz