Nie, piątkowi uczniowie nie pracują dla dwójkowych uczniów. Sorry.

A w każdym razie nie tak często, jak starają się nam to wmówić samozwańczy guru internetowego coachingu. Mam ostatnio szczęście do trafiania w sieci na motywacyjny bullshit. Na masę frazesów, za pomocą których robi się ludziom wodę z mózgu. Kiedy taka motywacyjna papka trafi na podatny grunt – człowiek przepadł. Zaczyna bezmyślnie powtarzać zasłyszane „mądrości” i utrwala je w swojej głowie. Szczerze w nie wierzy. Potem przychodzi szara rzeczywistość i brutalnie rewiduje biedakowi poglądy. Dlatego tak ważne jest, by umieć poddać wszelkie internetowe definitywne stwierdzenia analizie i krytyce. Przykład takiej papki macie w tytule wpisu. Oj, wyjątkowo mnie ona zdenerwowała, ponieważ pcha ludzi w bardzo zwodnicze generalizowanie.

Robert Kiyosaki namieszał

Skąd wzięło się to przekonanie, że ludzie, którzy dobrze uczyli się w szkole, za dorosłości pracują dla tych, którzy dostawali słabe oceny? Cóż, to stwierdzenie zyskało na popularności za sprawą znanego amerykańskiego milionera i mówcy motywacyjnego z obszaru biznesu i zarabiania, czyli Roberta Kiyosaki.

Swego czasu napisał on książkę „Dlaczego piątkowi uczniowie pracują dla trójkowych, a czwórkowi zostają urzędnikami”. W założeniu autora „książka została napisana dla rodziców, którzy chcą przygotować swoje dzieci na spotkanie ze światem, do którego szkoła nie przygotowuje: z prawdziwym światem związanym z pieniędzmi”.

OK, zgoda – na pewno brak nam porządnej edukacji finansowej w szkolnictwie, dlatego ważne jest, aby rodzice wzięli sprawy w swoje ręce i sami zaczęli przekazywać pociechom praktyczną wiedzę finansową.

Jednak książka ta ma jeden mankament. Rozpala nadzieje na świetlaną przyszłość i góry zarobionych pieniędzy wynikające niejako z samego faktu bycia miernym uczniem. Dlaczego? Bo tego typu uczniom autor z góry przypisuje pozytywne, potrzebne w biznesie cechy.

Kiyosaki opiera się na bardzo ogólnych, mocno generalizujących stwierdzeniach, a swój przypadek przytacza jako regułę (sam był bardzo przeciętnym uczniem). Czyli popełnia dwa błędy: dowodzenia anegdotycznego oraz efektu konfirmacji.

Robert, przekombinowałeś…

Oddajmy mu na chwilę głos – Kiyosaki pisze:

Piątkowi uczniowie może i są mądrzy w szkole, ale nie mają odwagi, aby założyć i prowadzić swój własny biznes. Chodzili do szkoły, aby zostać specjalistami – znają się tylko na prawie, rachunkowości, sprzedaży albo marketingu. Wiedzą, jak pracować i jak dostawać wypłatę, ale nie wiedzą, jak zbudować biznes i robić pieniądze. Mają inteligencję, ale brakuje im odwagi. Są przerażeni ryzykiem. Jeśli im nie płacisz, nie pracują. Jeśli wykonają dodatkową pracę, chcą wypłaty za nadgodziny lub dodatkowego urlopu. Chcą, żebym wszystko robił tak, jak im się podoba, ale nie są skłonni zapłacić za ewentualne błędy. Jeżeli firma poniesie porażkę, ja zostanę z całym tym bałaganem, zadłużeniem i stratami finansowymi. Oni po prostu poszukają nowej pracy. To jest podstawowa różnica pomiędzy piątkowymi a trójkowymi uczniami.

Tak sobie myślę, czytając ten fragment o niepracowaniu przy braku zapłaty i konieczności robienia nadgodzin, że Kiyosaki ewidentnie nie miał do czynienia z polskim rynkiem pracy, śmieciówkami i tzw. szarą strefą 😉 Paaanie, cóż Ty wiesz o ryzyku, hehehe… No ale dobra, odłóżmy książkę Roberta, źródło całego zamieszania, na bok – i przejdźmy dalej 🙂

Dwójkowi uczniowie - czy faktycznie tylko dla nich zarezerwowany jest sukces i bogactwo?

Papuguję, bo to modne

Machina poszła w ruch i oto tego typu stwierdzenia można teraz znaleźć w wielu miejscach w internecie. Szczególnie na kontach finansowo-motywacyjnych w mediach społecznościowych.

Najnowszy przypadek jest z ostatniego tygodnia. Natrafiłam na mem, z którego mogłam dowiedzieć się, że – cytuję słowo w słowo (interpunkcja oryginalna):

Dlaczego słabi uczniowie odnoszą sukcesy?

  • Dwójkowi uczniowie rozumieją, że szkoła to nie wszystko
  • Dwójkowi uczniowie zdobywają umiejętności inne niż zapamiętywanie
  • Dwójkowi uczniowie buntują się przeciwko temu co robi tłum

Jak odczytywać taki mem?

Autorowi (lub autorom, bo nie wiem, kto to konto prowadzi) zwróciłam uwagę, że takie generalizowanie jest bez sensu. Pewnie każdy ma w swoim otoczeniu ustawionych życiowo i piątkowców, i dwójkowców, a także dwójkowców, którzy bardzo marnie przędą – na własne życzenie. Poza tym, dla każdego sukces oznaczać może coś innego. Co tak właściwie porównujemy…?

Przy stawianiu sprawy tak zero-jedynkowo, jak u Kiyosakiego czy u twórców grafik motywacyjnych, od razu nasuwa się na myśl pytanie, co z uczniami niedwójkowymi, którzy są znani, bogaci, a ich życie to kopalnia historii o sukcesach? Czy najzamożniejsi z najzamożniejszych nie przykładali się w szkole do nauki? Czy traktowali swoje wykształcenie po macoszemu?

By odpowiedzieć sobie na te pytania, sięgnijmy do listy najbogatszych ludzi świata „Forbesa” za rok 2019. Podium prezentuje się następująco:

1. Jeff Bezos, założyciel i CEO Amazona – 131 mld dol

Ukończył studia techniczne na Uniwersytecie w Princeton – uzyskał dyplom z inżynierii elektrycznej i informatyki. Wcześniej chciał studiować fizykę (!), uczęszczał na naukowe kursy na Uniwersytecie Florydzkim, otrzymał też wiele nagród i wyróżnień. Już w szkole średniej – Palmetto na Florydzie – uchodził za niezwykle inteligentnego z nauk ścisłych i ukończył to liceum jako najlepszy z 680 uczęszczających tam uczniów. Na początku lat 90, gdy startował ze swoim biznesem – serwisem Amazon – równolegle pracował na etacie jako analityk finansowy.

2. Bill Gates, założyciel Microsoftu – 96,5 mld dol

W szkole podstawowej był wyróżniającym się uczniem. Bardzo dobre wyniki miał szczególnie w matematyce i naukach ścisłych. Uczęszczał także do Lakeside School, ekskluzywnego, prywatnego liceum w Seattle. Na studia zgłosił się na Uniwersytet Harvarda – renomowanej uczelni, do której nie przyjmują byle kogo. Miał zamiar studiować tam prawo, ale zrezygnował z tego planu na rzecz rozwoju własnego biznesu. Jak widać, Gates nie był słabym uczniem, wręcz przeciwnie. Dobre wyniki zaprowadziły go na Harvard, gdzie poznał swojego wspólnika w Microsoft, Stevena Ballmera.

3. Warren Buffett, inwestor, twórca i CEO funduszu Berkshire Hathaway – 82,5 mld dol

Warren Buffet studiował w Wharton School na Uniwersytecie Pensylwanii, potem na Uniwersytet Nebraski, a jeszcze później w Graduate School of Business przy Uniwersytecie Columbia. Na tej uczelni uzyskał tytuł magistra nauk ekonomicznych. Zdecydował się przenieść na Uniwersytet Columbia po lekturze książki Benjamina Grahama. Graham był tam profesorem, więc Buffet mógł się uczyć bezpośrednio od swojego mentora. Buffet wielokrotnie podkreślał, że nie interesują go dyplomy i tytuły, a praktyczna wiedza. Co więcej, cały czas się uczy – obserwuje, analizuje, wyciąga wnioski.

Kurcze, coś nie za bardzo Ci panowie wyglądają na kiepskich uczniów, prawda? 😉 Oczywiście sprowadzenie faktu, że zarabiają miliardy, do stwierdzenia, że to zasługa bardzo dobrych ocen, byłoby zbytnim uproszczeniem. Na ich sukces duży wpływ miało otoczenie, pasja, ciekawość świata, ale przede wszystkim wytrwała, ciężka praca.

Gdyby jednak traktować temat bardzo poważnie i gdyby przyszło nam oceniać, kto ma większe szanse na odniesienie finansowego sukcesu, to statystyka nieubłaganie działa bardziej na korzyść tych, którzy uczyli się dobrze.

Co mówią fakty?

Sprawa wkurza mnie nie tylko dlatego, że całe to kiyosakowe pitolenie i przyklejanie etykietki „piątkowego nieudacznika życiowego” jest dla wielu osób krzywdzące. Wkurza mnie, bo zasadniczo nie opiera się na żadnych danych popartych wnikliwą analizą i badaniami, a jedynie na własnej obserwacji, przeczuciach czy przekonaniach. Mimo to jest serwowane jako „najprawdziwsza prawda” i to za niemałe pieniądze.

Nie każdy musi zakładać własny biznes.

Fakt, że ktoś woli pracę etatową, nie oznacza od razu, że jest nieudacznikiem, tchórzem i że umie tylko klepać wyuczone formułki. Wręcz przeciwnie. Wiele świetnie płatnych zawodów wymaga nie lada inteligencji, kreatywności, myślenia poza schematami, podejmowania ryzyka. I nie lada determinacji, by w ogóle dostać się na elitarne studia, które zapewnią odpowiednie kształcenie.

Praca na etacie wcale nie oznacza też automatycznie, że człowiek zarabia mało. Można zarabiać naprawdę sporo i to wcale nie obejmując stanowisk w tzw. top managemencie. Trzeba „tylko” trafić do grona cenionych specjalistów, na których jest ogromne zapotrzebowanie na rynku.

Sięgnijmy do badań polskiego rynku pracy oraz przedsiębiorców.

Praca na etacie: zarobki a wykształcenie

Warto śledzić rankingi wynagrodzeń firmy Sedlak & Sedlak, które są na bieżąco aktualizowane w internecie. Ciekawe zestawienie 30 najlepiej płatnych zawodów przygotował we współpracy z nią magazyn WPROST. W raporcie przebadano ponad 260 tys. pracowników z 723 firm. Cały opublikowany 20 marca 2020 ranking znajdziecie pod tym linkiem.

Kogo znajdziemy w top 5 najlepiej zarabiających? W nawiasach podaję średnie zarobki brutto:

  • radca prawny (21,3 tys. zł),
  • główny mechanik (20 tys. zł),
  • konsultant SAP (19,5 tys. zł),
  • programista (19,5 tys. zł),
  • przedstawiciel handlowy branży technicznej (18,5 tys. zł).
Zarobki a wykształcenie 2019
Wraz z upływem kolejnych lat kariery wynagrodzenia pracowników z wykształceniem średnim i wyższym rosną szybciej od wynagrodzeń osób z wykształceniem podstawowym i zawodowym. Na wykresie: mediana zarobków w korelacji z posiadanym wykształceniem i stażem pracy.
Czytaj więcej na biznes.interia.pl

Warto podkreślić, że zarobki te nie dotyczą osób dopiero raczkujących na rynku pracy, nawet gdy mają one wykształcenie wyższe plus aktualne dyplomy potwierdzające kwalifikacje. Kluczowe jest też doświadczenie pracownika. Podana kwota wynagrodzenia to tzw. górna półka; 10 proc. zajmujących dane stanowisko zarabia powyżej tej kwoty, a 90 proc. osób – poniżej tej kwoty.

Kolejne profesje w zestawieniu zapewniają niewiele niższe zarobki. Nie bez powodu w rankingu dominują specjalizacje wymagające ukończenia studiów wyższych – prawniczych, technicznych, finansowych. Inżynierowie, analitycy i konsultanci muszą się bardzo postarać, by osiągać słabe zarobki.

Jak wygląda druga strona medalu?

Tym razem według danych GUS najgorzej płatnymi zawodami są (w nawiasie podaję średnie zarobki brutto):

  • kierowcy autobusów i ciężarówek. (3,5 tys. zł)
  • sprzedawcy w sklepach (3 tys. zł)
  • barman/kelner (2,7 tys. zł – należałoby tu doliczyć jeszcze napiwki)
  • sprzątaczki (2644 zł)
  • fryzjerzy (2624 zł)

Jeśli więc dla kogoś wyznacznikiem życiowego sukcesu jest otrzymanie dobrze płatnej pracy na etacie, to wykształcenie odgrywa w jego staraniach istotną rolę.

Rynek pracy: wykształcenie a poziom aktywności zawodowej

Warto zwrócić uwagę także na wskaźnik aktywności zawodowej Polaków w zależności od poziomu wykształcenia. Tego typu dane możemy znaleźć np. w wydawanym co 2 lata przez GUS opracowaniu dotyczącym kapitału ludzkiego. Powołam się tutaj na cytat z opracowania Kapitał ludzki w Polsce w latach 2014-2018, str. 37:

W warunkach zmieniającej się sytuacji na rynku pracy jednym z najważniejszych czynników decydujących o sukcesie zawodowym jest wykształcenie oraz zdobyta dzięki niemu wiedza i umiejętności. Potwierdza to fakt, że z każdym rokiem wzrasta w Polsce liczba osób aktywnych zawodowo posiadających wyższe wykształcenie. W latach 2014-2018 przyrost ten wyniósł 10,3%.

Polski przedsiębiorca a jego wykształcenie

Czy każda osoba rozpoczynająca przygodę z biznesem ma szansę na wyższe zarobki niż na etacie? Oczywiście, że nie. Do prawdziwej fortuny udaje się dojść nielicznym. Jednak i tu jednym z głównych czynników mających wpływ na odniesienie sukcesu okazuje się być wykształcenie.

Według opublikowanego w maju 2018 przez Polską Radę Biznesu raportu pt. „Przedsiębiorca odczarowany. Kim są twórcy polskiej gospodarki?„, polski przedsiębiorca jest dobrze wykształcony (str. 15):

W 2016 r. udział przedsiębiorców z wyższym wykształceniem był w Polsce zbliżony do średniej dla krajów unijnych i wynosił 40 proc. Tylko w czterech krajach Unii Europejskiej – na Litwie, Cyprze, w Niemczech i Estonii – przynajmniej co drugi pracodawca miał wykształcenie wyższe. Najwięcej przedsiębiorców miało wykształcenie średnie (59 %), tj. policealne, średnie zawodowe, średnie ogólnokształcące lub zasadnicze zawodowe. Marginalna była natomiast liczba pracodawców z wykształceniem podstawowym.

Także inne badania, przeprowadzone przez firmę Tax-care, pokazują, że głównym wyznacznikiem sukcesu w biznesie i zarabiania dużych pieniędzy jest wykształcenie w połączeniu z doświadczeniem.

Samo wykształcenie nie determinuje sukcesu, ale jednak jest pomocne

Nie twierdzę, że sukces pojmowany jako założenie i prowadzenie biznesu, który przez lata dobrze prosperuje, jest możliwy tylko wtedy, gdy w latach szczenięcych zgarniało się w szkole najwyższe noty. Co to, to nie.

Przeraża mnie jednak, że takie treści, jak przytoczony na początku artykułu mem, znajdują w sieci ogromny poklask i są bezrefleksyjnie lajkowane i powielane. Bo tak naprawdę przynoszą więcej szkody niż pożytku. Rozumiem ich ogólny przekaz, jednak są tak skonstruowane, że nie pozostawiają pola dla innych opcji.

Uczciwie byłoby napisać:

każdy ma w życiu szansę na to, by osiągnąć sukces. Oceny nie determinują w 100% naszej przyszłości. Bardzo ważne oprócz wiedzy jest posiadanie konkretnych umiejętności, cech charakteru i odpowiedniego nastawienia. Bycia zdeterminowanym i zdobycia odpowiedniego doświadczenia. Dla każdego też sukcesem może być coś innego – bogactwo, własna firma, ale również stabilna praca, święty spokój w pracy bez awansów, dom i 5 dzieci. Dlatego nie porównuj się z innymi, nie przyjmuj ich teorii za jedyne właściwe i rób swoje!

Na zakończenie przytoczę słowa Carol Dweck:

Wyniki testów i egzaminy końcowe pokazują, na jakim poziomie jest student. Nie pokazują natomiast, dokąd może dojść.

Proszę, przypomnij sobie powyższe słowa zawsze wtedy, gdy natrafisz w internecie na psudomądrości, których autorzy z góry chcą Ci wywróżyć porażkę czy sukces. Niezależnie od tego, jakie oceny widnieją na Twoim świadectwie szkolnym.

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny? Chcesz mnie wesprzeć?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Nieco niżej znajdziesz przyciski do udostępniania artykułu w różnych serwisach internetowych. Dla Ciebie to jeden klik, który trwa chwilę, a dla mnie szansa na dotarcie z wartościowymi treściami do nowych odbiorców 🙂 DZIĘKUJĘ!

Zapraszam Cię też do polubienia bloga Kobiece Finanse na Facebooku oraz śledzenia go na Twitterze lub obserwowania na Instagramie. Jestem również obecna na platformie Pinterest.

Najbardziej zachęcam jednak do zapisania się na mój newsletter. Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Absolwentka germanistyki oraz informatyki i ekonometrii. Propagatorka idei edukacji finansowej. Pomaga kobietom zdobyć pewność siebie w obchodzeniu się z pieniędzmi, wspiera je w budowaniu własnej stabilności i niezależności finansowej. Autorka poradników "Pieniądze dla Pań" oraz "Kariera dla Pań". Zawodowo związana z branżą IT, gdzie pracowała jako twórczyni stron internetowych, kierowniczka projektów, scrum master i dyrektorka finansowa.

23 komentarze do “Nie, piątkowi uczniowie nie pracują dla dwójkowych uczniów. Sorry.”

  1. Mega ważny post, bo poparty dowoami/przykłami a nie anegdotkami jak to mają w zwyczaju robić niektórzy. A na coaching to ja też mam alegrię a teraz jest jakiś istny wypływ speców wszelkiego rodaju.

    Odpowiedz
    • To prawda, szczególnie że duża grupa tych „coachów” pojawiła się nagle, nie wiadomo, skąd. I pół biedy, gdyby tylko głosili niezweryfikowane treści. Gorzej, że część z nich żeruje na obecnej sytuacji w kraju i na świecie, oferując gotowe recepty na największe bolączki… Oczywiście za odpowiednio zawyżoną opłatą. To już jest zaś draństwo w czystej postaci.

      Odpowiedz
  2. Dziękuję za ten post!

    Bardzo podoba mi się definicja, którą przytaczasz na końcu i, z którą zgadzam się w 100%! Nic i nikt nie może nam wmówić co możemy, a czego nie możemy. Należę do tego 'poszkodowanego’ grona, bo zawsze byłam piątkową uczennicą i udzielałam się na wielu różnych płaszczyznach, więc przykro byłoby mi słyszeć, że jestem skazana na porażkę 😛

    Dobrze, że najpierw trafiłam na Twój post zanim dotarłam do książki, o której piszesz 😉

    Odpowiedz
    • Kasiu, ogółem jak przeczytasz 1-2 książki Roberta Kiyosakiego, to tak, jakbyś przeczytała wszystkie jego książki 😉 Bardzo dużo w nich powtórzeń i wodolejstwa. Lektura jednej może stanowić w pewnych kwestiach inspirację, ale wraz z sięganiem po każdą kolejną pojawia się frustracja, że to już byyyyyłoooo!!! Moim zdaniem o wiele lepiej ze słowem pisanym radzi sobie jego żona, Kim. Jest bardziej konkretna. Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  3. Wspomniane przez Ciebie przekonania irytują mnie tak jak tworzenie zestawień osób bez matury czy pokazywanie, że wielkim naukowcom nie szło dobrze w szkole. I przypisują dwójkowym i miernym uczniom większego potencjału niż piątkowym. Tyle, że nie biorą pod uwagę jednego czynnika – wielkim naukowcom jeśli nie szło w szkole, to nie ze wszystkich przedmiotów lub myśleli na tyle nieszablonowo, że nie byli za to odpowiednio doceniani (a w szkole niestety takie zjawisko się zdarzało i zdarza). I wrzucanie do jednego worka wybitnych umysłów z leniwymi bułami, którym nie chce się nawet zajrzeć do książki, żeby ogarnąć, o czym była lekcja. A mówienie, że takie osoby mają większy potencjał, jest krzywdzące dla wszystkich. I nie zrozum mnie źle – nie mówię, że wszyscy dwójkowi uczniowie to leniwe buły. To też jest jakaś część tej grupy, nie wszyscy. I oceny średnio są dobrym wyznacznikiem czegokolwiek. Bo co z tego, że ktoś ma 5, skoro ściągał? O czym to świadczy? Że jest mądrzejszy od osoby z oceną 3, którą dostał uczciwie?
    Trochę się rozpisałam, ale temat mnie denerwuje tak jak ciebie. Szczególnie, że też często to słyszałam, a zazwyczaj klasyfikowałam się do osób „piątkowych” czy „czwórkowych”.

    Odpowiedz
    • Dokładnie, zawsze da się znaleźć ludzi sukcesu (pojmowanego jako: własny biznes + dużo pieniędzy) z różnym poziomem wykształcenia (ale, jak wykazałam w artykule: jednak z przewagą liczebną tych lepiej wykształconych), jednak nic nie przychodzi bez wysiłku. I jedni i drudzy musieli nieźle się napocić, wypróbować różne drogi i pomysły, by dojść tam, gdzie są dzisiaj. Jeśli ktoś myśli, że bez nauki, bez umiejętności, bez zdobywania doświadczenia i wniesienia jakiegokolwiek większego wkładu pracy uda mu się dużo osiągnąć, szybko spotka go rozczarowanie. Internetowi pseudocoache o tym nie piszą i nie mówią. Rzucają ogólnymi hasłami, że uczeń dwójkowy = człowiek sukcesu i takie skróty myślowe krążą po sieci i mnożą się niczym koronawirus 😉 Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  4. Bardzo dobry artykuł. Wszystko na tak i w końcu ktoś stwierdził, że Kiyosaki się myli lub tez myli się w wielu przypadkach. Generalizowanie jest do d….
    Super 🙂

    Odpowiedz
  5. A po sieci nie krąży mem ze słowami Billa Gatesa, z poradami życiowymi i jedną z nich „bądź miły dla kujonów, pewnego dnia będą twoimi pracodawcami”?

    Odpowiedz
    • Prawda, było coś takiego, X porad Billa dla reszty świata 😉

      Tylko pytanie, czy to faktycznie porady jego autorstwa. Kiedyś poszukam źródła i zweryfikuję 😉

      Odpowiedz
  6. Ależ to banalnie proste – Kiyosaki sam się przyznał że nie chce pisać najlepszych książek tylko najlepiej sprzedające się książki. A których uczniów jest więcej i co z tego wynika? Związek nie jest przypadkowy – instynktownie każdy chce usłyszeć że to właśnie on jest wyjątkowy i lepszy od innych i statystycznie największe szanse na sukces leżą kiedy celujemy w najszersze grono, bo to w nim będzie najwięcej (bezwzględnie, nie procentowo) ludzi którzy bezrefleksyjnie taki przekaz łykną 🙂 Tak że Kiyosaki nie jest w niczym lepszy od wypunktowanych coachów – z premedytacją żeruje na naiwności, że wystarczy magiczny przepis a reszta zrobi się sama.

    Odpowiedz
    • Masz rację, właśnie taki mechanizm działa w przypadku książek Kiyosakiego…. Ale przyznam, że nie pamiętałam tej jego wypowiedzi, że nie jakość w przypadku jego publikacji się liczy, tylko ich odpowiednia sprzedaż 😀

      Odpowiedz
  7. Dobre oceny nie gwarantują „sukcesu”, ale ich brak tym bardziej. Odzwierciedlają to właśnie chociażby średnie zarobki osób, wykonujących pewne profesje. Im mniejsze kompetencje tym gorzej. To, co pomija Kyosaki w swoich rozważaniach to to, że sama szkoła to po prostu za mało – to raptem wierzchołek góry lodowej na ścieżce kariery. Mam wrażenie, że dla niektórych osób edukacja i rozwój zakończyły się na szkole. A tak naprawdę wtedy, jest dopiero początek! Albo jeszcze inaczej – czy to początek czy koniec to nasz wybór. I trzeba będzie ponieść tego konsekwencje, zarówno te miłe, jak i trudne.

    Odpowiedz
  8. Dana,

    Bardzo dobry tekst obalający wiele mitów. Prawda selektywna czyli pokazywanie kilku faktów wyrwanych z szerszego kontekstu często bywa manipulowane, by pokazać, że można i rozbudzić nadzieję na wielki sukces bez ciężkiej pracy.

    Odpowiedz
    • Dokładnie! Swego czasu krążyła po sieci fotografia pokazująca żołnierza schwytanego przez przeciwników. Jeden z nich przystawiał mu do głowy karabin, drugi – przystawiał do ust butelkę z wodą, by spragniony jeniec mógł się napić. W mediach w obieg poszło to zdjęcie w 2 fragmentach – na jednym było widać tylko wykrzywioną twarz jeńca i karabin przy skroni, a na drugiej – podającego wodę żołnierza. Ta sama sytuacja pokazana w sposób okrojony budowała zupełnie inny przekaz i dopiero połączenie tych obrazów w jeden spójny pokazywało prawdę. Myślę, że właśnie tak jest z książkami Kiyosakiego – pokazują tylko wycinek rzeczywistości bez osadzenia go w szerszym kontekście.

      Odpowiedz
  9. Ekstra. Z niecierpliwoscia czekam na kazdy twoj kolejny wpis 🙂 Super sie czyta tego bloga i jest niesamowicie inspirujacy do działania

    Odpowiedz
  10. Jakiś czas temu pod podobnym memem z rodzaju tych, co to Bill Gates rzucił studia i został miliarderem, pojawił się komentarz – „szkoda, że nikt nie wspomniał o tym, że porzucił studia na Harvardzie” 😉 To powinien być stały element dodawany do każdego takiego obrazka 😉

    Fajny tekst pokazujący jak powtarzane przez wiele ust „bzdurki” stają się w pewnym momencie prawdą objawioną, w którą wiele osób – niestety – bezkrytycznie wierzy.

    Odpowiedz
  11. Muszę powiedzieć, że szalenie podoba mi się ten wpis, a także ogólny styl, w którym jest stworzony. Mianowicie, jak uważasz coś za bullshit, to nie owijasz w bawełnę, żeby nie daj Boże ktoś nie poczuł się urażony, bo w końcu… bullshit to bullshit i warto go tak otwarcie nazywać. A jednocześnie zwróciłam uwagę, że wpis nie idzie w stronę „to teraz podważę każde słowo i pokażę coś zupełnie odwrotnego”, tylko raczej sięgasz do danych, analizujesz, podajesz argumenty i twoje wnioski są naprawdę wyważone. No porządny wpis!

    Odpowiedz
    • Bardzo Ci dziękuję za tak miłe słowa. Staram się swoje artykuły opierać na faktach i danych, dlatego czasem jeden tekst powstaje przez kilka dni, zanim gruntownie przekopię temat. Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  12. Świetnie się to czyta a przy okazji jest mega merytoryczne! Żadne tam anegdotki czy doświadczenia kolegi/koleżanki,a twarde statystyki i dane 🙂
    Gratuluję 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz