Nikt nie zmusza do bycia nauczycielem

Nikt nie zmusza do bycia nauczycielem

Tak samo jak nikt nie zmusza do bycia pielęgniarką, ratownikiem medycznym, lekarzem… A jednak ludzie wybierają te niełatwe ścieżki zawodowe, mimo że wiążą się one z dużą odpowiedzialnością i presją społeczną. Dlatego uszanuj, albo przynajmniej przemilcz, zamiast szczuć. Tak mogłabym podsumować wiadra pomyj, jakie wylewane są na nauczycieli, a na które napotykam, przeglądając serwisy informacyjne, komentarze i dyskusje w internecie. Myślałam, że uda mi się na blogu ominąć temat strajku nauczycieli, ale jednak nie: nie umiem. Nie umiem, bo – przyznam szczerze – gdybym się w porę nie opamiętała, to dziś dzieliłabym ich los.

Prawie zostałam nauczycielem. Na szczęście mi przeszło.

Lata temu, gdy kończyłam germanistykę, uciekłam w ostatnim momencie przed nauczycielską dolą, gdzie pieprz rośnie. Gdy przystąpiłam do specjalizacji nauczycielskiej i rozpoczęłam realizację programu z tzw. bloku pedagogicznego, byłam naprawdę nakręcona. Oczami wyobraźni widziałam siebie w roli mentora. Kogoś, kto wlewa wiedzę w główki dzieci i młodzieży, spragnione zgłębienia tajników języka niemieckiego.

W końcu już od kilku lat udzielałam korepetycji z niemieckiego i łaciny, jakieś doświadczenie w uczeniu miałam i sprawiało mi to przyjemność. Moi podopieczni zaliczali kolejne sprawdziany i kolokwia i pełni wdzięczności stokrotnie dziękowali. Miód na moje uszy, miód na moje serce.

A jednak, zderzenie z typową nauczycielską rzeczywistością było dla mnie przytłaczające. Odbyłam ciągłe, kilkutygodniowe praktyki w gimnazjum, a potem przez kilka miesięcy, równolegle do studiów – śródroczne w technikum ekonomicznym i liceum językowym. W tym ostatnim spotkałam się z naprawdę zmotywowanymi uczniami, z którymi w pełni udało mi się zrealizować scenariusze lekcyjne.

W pozostałych szkołach nie było tak różowo. Konspekt przewidziany na 45 minut rozciągał mi się na kilka zajęć. Musiałam dwoić się i troić, by klasa zrozumiała prostą deklinację. Żeby nie było – materiał powtórkowy, żadna nowość. Zadania domowe, ćwiczenia? Mało kto był przygotowany. Chętni do rozwiązania zadań w zamian za plusik z aktywności? Sporadycznie ktoś podniósł rękę, głównie trzeba było wywoływać.

Poziom motywacji po praktykach? Minimalny. Odechciało mi się szykowania urozmaicających lekcje krzyżówek i zabaw. Odechciało mi się układania konspektów, bo i tak wiedziałam, że w większości przypadków ich realizacja będzie tylko pobożnym życzeniem – planem na papierze…

Fakt, że miałam w rodzinie nauczycieli i moja mama też jest nauczycielką, więc wiedziałam, z czym to się je, nie odwiódł mnie od próby podjęcia tego zawodu. Dopiero wejście w skórę belfra było dla mnie jak cios patelnią w nos i mnie otrzeźwiło.

Wyleczyłam się z chęci zostania nauczycielem. Zaczęłam studiować informatykę i ekonometrię i poszłam w zupełnie innym kierunku zawodowym. Ku radości mojej i mojego portfela.

„Obyś cudze dzieci uczył”

To jedno z najstraszliwszych przekleństw… 😉

Nauczyciel to zawód, który wybiera się, bo się go lubi i „czuje”. Praca dla idei? No, nie musimy sięgać po aż tak górnolotne słowa. Wystarczy, że się lubi, co się robi i robi się to dobrze. Fajnie by też było, by wykonywana praca była adekwatnie wynagradzana.

Moja mama jest przykładem takiego nauczyciela z zamiłowania. Pomimo dennych zarobków, nigdy nie zniechęciła się i nie rzuciła tej pracy. A nauczała nie byle jaki przedmiot, bo fizykę. Chyba jeden z najbardziej abstrakcyjnych i znienawidzonych przez ogół populacji uczniowskiej przedmiot. Wśród uczniów miała ksywę „babcia grawitacja” i cieszyła się poważaniem nawet wśród największych klasowych łobuzów.

Jest już na emeryturze, ale i tak dorabia w wiejskiej szkole. Pomimo zmęczenia – musi. Bo przecież po kilkudziesięciu latach pracy emerytura nauczyciela na dzisiejsze standardy jest żałośnie niska.

Naprawdę jest mi przykro. Porównuję zarobki moje po 10 latach aktywności zawodowej i mojej rodzicielki po 40 latach i czuję zażenowanie. Ona musi dodatkowo tyrać na emeryturze, by wyrobić moją miesięczną pensję w kilka miesięcy. No kurde.

Podwyżki należą się nauczycielom jak psu buda

Co tu dużo kryć, to nie jest według mnie fajna praca. Wiąże się z dużą odpowiedzialnością i znikomą „wdzięcznością”. Stosunek ponoszonych w pracy wysiłków do otrzymywanego wynagrodzenia też nie zachęca.

Podziwiam tych, którym chce się uczyć i bardzo często zmagać z trudnymi dzieciakami. Którzy pomimo styczności z ciężkimi przypadkami (dzieci z patologicznych rodzin, z zaburzeniami itp.), nie zniechęcają się i szukają sposobu dojścia do szarych komórek takiego ucznia. Ja miałam dość po kilkudziesięciu odbębnionych godzinach, a przecież oni pałują się z tym wszystkim latami.

Po sieci krążą mity, że praca nauczyciela to nic takiego, bo w pakiecie dostaje się 2 miesiące wakacji i jeno 18 h pracy tygodniowo. Nawet nie chce mi się tego komentować, bo trzeba wykazać się naprawdę złą wolą, by nie zweryfikować tych „rewelacji”. Nauczyciel ma w cholerę i jeszcze trochę godzin pracy, którą przynosi do domu i za którą nie dostaje złamanego grosza. Ale, naprawdę, nie chcę o tym pisać.

Pamiętam moje wakacje – praktycznie przez całe dzieciństwo jeździliśmy z bratem do babci, bo na nic innego nie było nas stać. Żeby nie było – uwielbiałam te wyjazdy, ale kurcze, przez kilkanaście lat życia w to samo miejsce…? Dopiero w liceum udało mi się gdzieś pojechać za granicę czy wyskoczyć ze znajomymi na krajowe, krótkie wycieczki. Ot, rzeczywistość tych „baśniowych” 2 miesięcy urlopu nauczyciela i jego rodziny w z góry narzuconym terminie.

Że nie ma pieniędzy dla nauczycieli? Gówno prawda. Chociaż w sumie prawda, co i tak nie przeszkadza rządowi pompować środków na krechę w większy elektorat. Nie oszukujmy się… W Polsce mamy pi razy oko 600 tysięcy nauczycieli. Nawet gdyby wszyscy się obrazili na rządzących i zagłosowali na opozycję (mało prawdopodobne), to rząd jakoś boleśnie by tego nie odczuł.

Płace w Polsce i dysproporcje w wynagrodzeniach są ogółem przygnębiające

Tak – bycie nauczycielem to ciężki kawałek chleba. Niewdzięczny, choć potrzebny. Przy okazji ostatniej recenzji książki na blogu wspominałam o tzw. dżobiźmie. Pasuje do sytuacji nauczycieli jak ulał. I nie tylko do ich sytuacji.

W Polsce wiele przydatnych społecznie zawodów jest nieadekwatnie nagradzanych. Problem nie dotyczy tylko nauczycieli. Obejmuje także inne grupy: wspomniane już pielęgniarki czy ratowników medycznych, ale także np. pracowników socjalnych. Nota bene, ci ostatni też szykują się do strajku generalnego, który zapowiadany jest na tegoroczną jesień.

Z mediów dowiadujemy się, że dynamika wzrostu płac jest zadowalająca. Do tego wysokość tzw. płacy minimalnej w Polsce wzrosła (więcej na ten temat: Płaca minimalna 2019 – o ile wzrosła i na co to wpływa?).

Jednak z drugiej strony Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiadało nowelizację ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, która miała doprowadzić do wyłączenia z tego wynagrodzenia dodatku stażowego. Zmiana miała zostać wdrożona w tym roku, teraz padają deklaracje, że zmiana ta zostanie zrealizowana, ale dopiero w przyszłym roku.

Tracą na tym głównie pracownicy administracji i budżetówki, którzy otrzymują dodatek stażowy. Można powiedzieć, że w obecnym układzie jest on fikcyjny. Pracownik z kilkunastoletnim stażem zarabia minimalną krajową tak samo, jak pracownik nowozatrudniony, bo jego „dodatek” wchodzi w skład płacy minimalnej. Dodatek stażowy, wynoszący w przypadku pensji minimalnej około 200 zł, byłby po zmianie doliczany do wynagrodzenia.

Płaca minimalna to jedna sprawa. Dla lepszego zobrazowania kondycji zarobków w budżetówce przytoczę trzy liczbowe przykłady. Jak podaje Money.pl, w Polsce blisko 100 tys. pracowników administracji publicznej nie dostaje na rękę więcej niż 2 tys. zł. Z kolei według danych NSZZ Solidarność, mediana płac blisko 15 tys. osób zatrudnionych w kulturze (muzea) wynosi około 3 tys. zł brutto, czyli na rękę nieco ponad 2 150 zł. Awanse i zdobywanie nowych kwalifikacji wcale nie pomagają w drastycznym skoku pensji w tych profesjach.

O tym, że między sektorem prywatnym, mikrofirmami i budżetówką istnieją kolosalne dysproporcje w wynagrodzeniach, dowiedzieć się możemy z opublikowanego na początku kwietnia „Raportu płacowego Antal”. I tak średnie wynagrodzenie oferowane specjalistom i menedżerom z min. dwuletnim stażem (branża IT, finansowa, medyczna i farmaceutyczna) sięga 12 tys. zł brutto…

Wynagrodzenia nauczycieli. Praca nauczycieli.
Źródło: silviarita / Pixabay.com

Zmień sobie zawód, mówią…

„Tak! Jak nauczycielom się płaca nie podoba, to niech zmienią zawód!” Och, jakże często można przeczytać w sieci tego typu błyskotliwe myśli! Jedna internauta tak bardzo się wczuła w misję dotarcia z tym przekazem do jak najszerszego grona pedagogów, że w kilku miejscach w sieci zrobiła kopiuj&wklej poniższego tekstu (zakładam, że nie była jednym z wielu botów, które powielały z różnych kont na FB i twitterze identyczny przekaz):

„Nie popieram strajku nauczycieli. Więcej – nie popieram strajku w żadnym zawodzie! Każdy decydując się na daną pracę wie mniej więcej jakie obowiązki się z tym wiążą i jakie są zarobki. Jeśli jednak ktoś jest rozczarowany – zawsze może zmienić pracę.”

No więc – uwaga – to przeważnie nie takie proste. Ja wiedziałam, z czym ta fucha się wiąże, w końcu dorastałam u boku nauczycielki, ale dopiero „zasmakowanie” tej pracy na praktykach zmusiło mnie to odwrotu. A co z tymi, którzy wcale nie chcą zmieniać pracy, bo czują te tzw. powołanie? Bo lubią tę pracę? Bo rozpiera ich duma, gdy widzą, że ich podopieczni robią postępy, choćby minimalne?

I co z tymi, którzy pracują już 15, 20 i więcej lat w zawodzie? Przekwalifikowanie się po tak długim stażu nie jest niemożliwe, ale bądźmy realistami: to bardzo trudne.

Mnie się udało, chociaż sporo się przy tym napociłam. Byłam zdeterminowana, ale determinacja to nie wszystko. Byłam przede wszystkim MŁODA, a mój mózg chłonął na drugiej uczelni nowe treści i umiejętności jak gąbka. Nie byłam też obciążona utrzymaniem rodziny i domu. Przekwalifikowanie się przypadło na okres mojego beztroskiego singielstwa i wynajmowania mieszkania 31 mkw, współdzielonego z dwiema przyjaciółkami.

Nie ciążyło nade mną widmo niepozapłacanych rat kredytowych. Miałam ten komfort, że ani miesięczne praktyki ani głodowo opłacany staż nie ściągnęły mnie na finansowe dno. Dzięki nim teorię przekuwałam w praktykę. Dorabiałam w weekendy w marketach i w MLM i dawałam sobie radę. Pogodzenie tego wszystkiego, gdy ma się już rodzinę, nie jest trywialne.

Na kogo miałaby się przekwalifikować pani (pan zresztą też) od plastyki czy muzyki, od polskiego, historii, geografii i ile miałoby to trwać, skoro ma na utrzymaniu kilkoosobową rodzinę i dźwiga na barkach kredyt hipoteczny? Ona nie może sobie pozwolić na komfort spokojnej nauki, bo nie może zrobić przerwy w pracy zarobkowej. Nie może sobie także pozwolić na niskoopłacany start w nowym zawodzie na praktykach czy stażach. To również oznaczałoby dla niej i jej rodziny finansowo-egzystencjalną katastrofę. No chyba że partner zarabia za dwoje, to można by było spróbować.

I choć teoretycznie może założyć własną działalność gospodarczą, to spójrzmy prawdzie w oczy. Takie posunięcie obarczone jest ogromnym ryzykiem niepowodzenia. Wystarczy poczytać, ile nowych firm rocznie powstaje. Ile z nich dotrwa ledwo roku, a ile zwinie żagle w kolejnych latach? Nie każdy też nadaje się do prowadzenia własnego biznesu.

Wracamy do tytułu: nikt nie zmusza do bycia nauczycielem.

Łatwo mówić o pracy dla idei, gdy zarabia się kilkakrotnie więcej od przeciętnego belfra. Jednak samą ideą nikt swojej rodziny przy nędznych zarobkach nie wyżywi.

Łatwo mówić o zmianie pracy, gdy samemu jest się młodym, z mózgiem chłonnym i elastycznym, a na konto regularnie wpływa spora sumka.

Łatwo mówić o przekwalifikowaniu, gdy nie ma się w głowie dręczącej myśli, że na co były te specjalistyczne studia i lata spędzone nad książkami, skoro teraz trzeba sięgnąć po łopatę, bo to szybkie i pewne rozwiązanie, by móc spłacić kredyt w terminie.

Pisałam i jeszcze raz podkreślę. Praca nauczyciela jest ważna, ale niestety niedoceniana.

Nauczyciele, zamiast być dumnymi ze swojego zawodu, zamiast otrzymywać uczciwą płacę, zamiast mieć świadomość swojej misji i prestiżu pełnionej funkcji, muszą się dopominać o godne traktowanie i wynagradzanie.

Nie dało się po dobroci, sięgnięto więc po bardziej drastyczne środki. W zamian uderzono w pedagogów tanią manipulacją i szczuciem. W tym żenującymi botami piszącymi o zapłakanych kuzynkach i Starbucksie (jeden i drugi link o fejkowych kontach dla niewtajemniczonych). Naprawdę współczuję.

I w skrytości serca mam nadzieję, że – jeśli faktycznie niewiele uda się Wam, nauczycielom, wskórać – część z Was jednak zdecyduje się zmienić pracę. Dopinguję szczególnie tych, którzy dopiero są na początku swej nauczycielskiej kariery. Teraz będzie Wam łatwiej niż później. Nie każdy musi być nauczycielem. Nikt nie zmusza do bycia nauczycielem, a wręcz odwrotnie: kolejne rządy robią dużo, by Was do tej profesji zniechęcić. Jeśli mimo to dalej będziecie pracować w zawodzie, za wciąż nieadekwatne pieniądze… To życzę Wam tylko 18 h pracy w szkole tygodniowo (nie: po szkole i poza szkołą) i prawdziwych dwumiesięcznych wakacji.

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Możesz też polubić Kobiece Finanse na Facebooku lub śledzić mój blog na Twitterze!
Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂
Podziel się:

11 komentarzy do wpisu „Nikt nie zmusza do bycia nauczycielem”

  1. Moim zdaniem wysokie podwyżki powinni otrzymać przede wszystkim nauczyciele niższych szczebli, bo to trochę chore, że po studiach zarabiają mniej niż w Biedronce.

    Dyplomowany nauczyciel niestety nie zawsze jest lepszy i tutaj zdanie mam podzielone żeby dostał również taką wysoką podwyżkę. Wynagrodzenie mogłoby w jakiś sposób być powiązane od wyników uczniów ale to też ciężka sprawa.

    • Darek, od wyników uczniów to może być naliczana jakaś specjalna premia uznaniowa/dodatek, kwestia w proteście rozbija się o to, że nauczycielska płaca jako taka jest zdecydowanie zbyt niska.

      Zresztą, z tymi wynikami uczniów to też śliska sprawa – bo od czego miałaby w tym kontekście zależeć wyższa pensja lub dodatek danego nauczyciela? Od liczby czerwonych pasków w danym roku szkolnym lub w poprzednim? Wystawionych piątek i szóstek? Liczby uczniów, którzy zgłosili się do konkursów i olimpiad i zajęli czołowe miejsce? W dwóch pierwszych przypadkach wietrzę celowe zawyżanie not, na ostatni nauczyciel wbrew pozorom nie ma aż tak dużego wpływu. Problem w tym, że w ogólnej populacji uczniów jest kilka procent uczniów ponadprzeciętnych, kilka (a może nawet kilkanaście, gdy tak patrzę, co się w naszym kraju dzieje i kto dochodzi do władzy 😛 ) procent totalnych bezmózgów i cała masa uczniów po prostu przeciętnych 😉 „Dobór naturalny”.

  2. Autorów tego idiotyzmu zapytałabym, co by zrobili gdyby nikt nie chciał przez to być nauczycielem bo wybrał zawód. Co z naszym krajem jest, że tak dręczy go dżobizm, iż najbardziej potrzebne zawody są najbardziej poniżane i kiepsko płatne ;/

  3. Wylewacie tu żale i hejtujecie nauczycieli. Ale czy w tych naszych Polskich szkołach jest dobrze? Czy nie trzeba czegoś poprawić? Może nie każdy miał postulat tylko o podwyżkę… Może pensum i małe. Dajmy realizować nauczycielom program w godnych warunkach i możliwości nauki a nie samego realizacji programu. Nie będzie wówczas np. informowania o 24h w elektronicznym dzienniczku ucznia o lekcji tego samego dnia i co ma przynieść bo szkoła niema. Te godziny oceniania popołudniowo wieczorne i często poza szkole. Dajmy narzędzia i czas nauczycielom w szkole. Dajmy godny zarobek. I większą szansę nauki by nie trzeba było przerabiać za nich lekcji w domu. Tłumaczyć i objaśniać. Nie samym programem to uczyni MEN. Raczej trzeba iść w stronę nauki i pokazać uczniom własną wiedzę, często nie podręcznikową. Strajk się nie udał. Przewodniczący stracił poparcie ” opozycji „… Co miał zrobić? Zwłaszcza że ustawę pisze druga strona szybciej niż organizuje spotkanie ze ZNP. Zawiesił bo matury, egzaminy, weekend majowy i wakacje. Do tego było widać i słychać o rotacji strajkujących. Czyli rano się wpisał że strajkuje i poszedł do domu lub uczyć w prywatnej szkole albo udzielać płatnych korepetycji… Tak się nie strajkuje. Ludzie widzą idodatkowo nabierają przekonania do lenistwa… Czemu? Bo 18h przy tablicy w tygodniu? Kilka klas. To niekiedy z jedną klasą to jest 2h Materiału kilka tematów a dziecko nie wie nic i przychodzi do domu zdenerwowane z zadaniem domowym w którym pytają się o „rzeczy z nie tego świata” tak to jest… A jak ktoś pracuje od 40 po 56 h tygodniowo i jeszcze ma 2 lub 3 dzieci w szkole i uczy lub pomaga w zadaniach ręcznych bo grupowo mieli robić w szkole ale nie ma na to pieniędzy i przeznaczonego czasu. To ma też prawo taki rodzic uważać to za lenistwo nauczyciela… Jego braku podejścia i niepedagogiczne podejście do uczni. Uważam że pensum nauczyciela powinno być min 30h i dodatkowo 10h tygodniowo w pokoju nauczycielskim lub zajęcia inne tzw korypetycje, sks czy inne dla ucznia czy wychowawcy lub by podciągnąć gorzej uczących się i słabiej wyjaśniających wiedzę. Idealnie nigdy nie będzie ale można od czegoś zacząć… Ponadto 26 dni urlopu i wg kodeksu pracy. Wynagrodzenie ustalane jak dla urzędników np. UM Szkoła idealna nie istnieje ale… Chęć by iść w tym kierunku to szacunek dla szkoły i nauczycieli. Dziękuję że mogłem się wypowiedzieć i jeśli ktoś dotarł do końca to jest okazja do tego by pogratulować i zachęcić do własnego myślenia. Nie dajmy się napuszczać i patrzmy na to od każdej strony. Bo wszystko ma 2 strony. Pozdrawiam….

    • Cześć Obywatel, akurat nikt tutaj jeszcze nauczycieli nie hejtował 😉 Dzięki za komentarz. To prawda, zarobki to jedna sprawa, ale i system nauczania jest niewydolny. Na szybko wprowadzona reforma dołożyła do tego chaos programowy. Znowu obserwujemy zalew nowych podręczników, za rok będą ich korekty i nowe wydania i tak przez kilka lat. Straszne marnotrawstwo czasu i pieniędzy. Pozdrawiam!

      • Temat drażliwy, krótko nie będzie, ale skoro o finansach – trzeba konkretnie:
        Z karty nauczyciela (to taki dokument co się nauczycielowi – normalnie pracującemu – należy jak psu buda):
        ”2. Wysokość wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela uzależniona jest od stopnia awansu zawodowego, posiadanych kwalifikacji oraz wymiaru zajęć obowiązkowych, a wysokość dodatków odpowiednio od okresu zatrudnienia, jakości świadczonej pracy i wykonywania dodatkowych zadań lub zajęć, powierzonego stanowiska lub sprawowanej funkcji oraz trudnych lub uciążliwych warunków pracy.

        3. Średnie wynagrodzenie nauczycieli stanowi dla:

        nauczyciela stażysty – 100 %,
        nauczyciela kontraktowego – 111 %,
        nauczyciela mianowanego – 144 %,
        nauczyciela dyplomowanego – 184 %
        – kwoty bazowej, określanej dla nauczycieli corocznie w ustawie budżetowej.

        okres obowiązywania: od 1.01.2019 do 31.12.2019
        Kwota bazowa dla nauczycieli wynosi 3.045,21 zł.”

        Oczywiście brutto, za te „18h” tygodniowo i ok 70 dni wakacji. Różu nie ma, ale:
        1. Rozwój zawodowy jest możliwy, poziomy zarobków (pensji) do rzędu 30k pln/mc + granty, nagrody, tantiemy za publikacje, opłaty za prawa do tworów, obrywy z wyjazdów dookoła świata – trzeba chcieć (nie trzymać się jednego stołka)
        2. Można wykorzystać dużą ilość wolnego czasu na sprzedaż swoich usług (lekcje w innych szkołach, szkolenia, korepetycje) – tak jak robią to od lat lekarze (kiedyś też mieli problem niskiej zasadniczej w szpitalu) – wynagrodzenie zrobi się przyzwoite
        3. Znam „przypadki” nauczycieli, którzy ze względów finansowych zaciągnęli się do korpo i matkują tam żuczkom rozpoczynającym swoje szczurze karierki
        4. Szkoły PŁATNE! Problemy finansowe i organizacyjne prawie nie występują. Tu też oczywiście jest wybór – występują przechowalnie dla matołów, ale to margines i nie ma obowiązku tam się pchać. Od wielu lat ludzie w naszym kraju sr..ją pieniędzmi (nie 100%, ale jakiej 90, bo narzekacze zawsze muszą być) i takie szkoły są zapełnienie po sufit i stopniowo się rozwijają, a jedyne z czym się borykają to brak sensownych nauczycieli.

        Wśród nauczycieli – jak w każdym innym zawodzie: na 10 – jeden jest dobry, jeden się nada, a 8 to zwykli partacze. Ciekawe którzy z nich mają największe roszczenia, jakie mają pojęcie o swoim rynku pracy, dzisiejszych możliwościach i matematyce ceny za 1h pracy?

        Na koniec dodam tylko, że moja córka od ukończenia podstawówki uczy się tylko w prywatnych szkołach (obecnie studia za granicą) i to nie dlatego że jest matolem – od zawsze złote księgi, wszelkie nagrody itp – ale ze względu na polskich nauczycieli właśnie, ten naturalny rozkład kompetencji na państwowych stołkach. Wkurza mnie płacenie za edukację, która dla niej powinna być bezpłatna, ale jej radość ze zdobywania wiedzy, nawet samego uczęszczania na zajęcia, osiągnę rezultaty – rekompensują to z nawiązką. A to zasługa tych nauczycieli, ich decyzji co gdzie i jak chcą robić, a nie pieniędzy z budżetu.

        Nie jestem/nie byłem nigdy nauczycielem, nie czuję się w kompetencji żeby kogokolwiek nauczać, ale może nadam sobie prawo do próby otwarcia oczu tym, którzy za wiedzę innych powołali się odpowiedzialnymi.

  4. Zgadzam się z Tobą, podejmowanie tematu w taki sposób, że przecież wiadomo ile nauczyciel zarabia i nie ma co się tam pchać jak nam to nie pasuje, jest naprawdę bardzo krzywdzący. Do tego pokazuje, jak bardzo nie doceniamy ludzi, którzy maja największy wpływ na rozwój społeczeństwa i jego mentalności…

  5. Uczyłam 2 lata i mimo miłości do dzieciaków zrezygnowałam- ciężko się było z tego utrzymać :/
    I tez życzę nauczycielom pracy albo w prywatnych szkołach albo zmianę zawodu 🙂

Dodaj komentarz