Podsumowanie 2020 roku: podwojenie liczby czytelników, ale i kilka lekcji pokory

Podsumowanie zeszłego roku publikowane w drugiej połowie lutego? Cóż, przyznam, że okropnie nie chciało mi się pisać tego wpisu. Strasznie się z nim męczyłam. Serio. Jeszcze w zeszłorocznej notce podsumowującej rok 2019 przekonywałam, że widzę sens w rocznych podsumowaniach i że będą się one na blogu ukazywać tak długo, jak długo ten sens będę dostrzegać. Minął rok i mi samej trudno uwierzyć w to, jak bardzo odmieniło mi się podejście do tego tematu. Ostatecznie zdecydowałam się jednak umieścić ten wpis, głównie dlatego, że jest to pierwsze moje podsumowanie w rok po przejściu na jednoosobową działalność gospodarczą. Kolejny powód, to chęć wytłumaczenia, skąd pojawiły się u mnie wątpliwości co do sensu takich wpisów. Możliwe więc, że to ostatnia tego typu publikacja na blogu.

Po co pisać takie podsumowania?

No właśnie, kogo one interesują, dla kogo się je tworzy?

Wpisy podsumowujące traktowałam zawsze jako swego rodzaju „kotwicę”. Punkt odniesienia, jak rozwijam bloga, jak sama rozwijam się zawodowo i jak wraz z upływem czasu i zdobywania doświadczeń zmienia mi się spojrzenie na pewne tematy.

Do swoich podsumowań dorzucałam też zawsze szczyptę ważniejszych wydarzeń z mojego życia prywatnego, które na ten rozwój czy zmianę perspektywy miały wpływ. W tym roku postanowiłam, że we wpisie tego drugiego elementu nie będzie w zasadzie wcale 😉 Dużo się u mnie działo, ale były to na tyle wrażliwe tematy, że po prostu nie chcę się z nimi obnażać.

Z drugiej strony, wszystkie te podsumowania były dla mnie formą rozliczenia z samą sobą. Zobaczenia czarno na białym, co i jak planuję oraz jak wychodzi mi realizacja tych planów. Dodatkowo taki „autodoping”, by ciągle iść do przodu ze swoimi pomysłami.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Dotychczas traktowałam roczne podsumowania głównie jako materiał dla mnie samej. Coś, co muszę przepracować, poddać analizie, wyciągnąć wnioski. Jak ktoś inny wyłowi z tej pisaniny coś ciekawego, fajnie – i nic poza tym.

Te podsumowania były wartościowe DLA MNIE. A jaką wartość praktyczną mają dla moich czytelniczek i czytelników? Może Ty mi na to pytanie odpowiesz? Czy cokolwiek Ci takie wpisy dają jako „konsumentowi” treści bloga Kobiece Finanse?

Wraz z przejściem na własną działalność zależało mi na tym, by blog stał się bardziej profesjonalny. Żeby edukował, czasem bawił, zmuszał do refleksji. Jak w taką misję wpisują się „roczne podsumowania”? Trochę nie potrafię znaleźć tu dla nich miejsca.

Czuję taki wewnętrzny zgrzyt, gdy się nad tym wszystkim zastanawiam. A poczucie braku sensu publikowania takich podsumowań wzmogła we mnie dodatkowo…

…ta cholerna pandemia!

To, co się dzieje obecnie w Polsce i na świecie, zwłaszcza na rynku pracy, jest straszne. Nawet, jeśli mnie samą bezpośrednio ten kryzys nie dotyka, to widzę go dookoła.

Podczas jednego krótkiego wypadu po centrum Wrocławia naliczyłam 7 zamkniętych sklepów i punktów usługowych. Kilka pustych witryn straszy w mojej bezpośredniej okolicy, kilka innych wyłowiłam na odcinku wrocławski rynek – centrum handlowe Wroclavia.

Zdołowało mnie to. Było to na początku grudnia. Od tamtego czasu stwierdziłam, że więcej rozglądać się i liczyć takich biznesów-widm nie będę.

Stacja narciarska w Karpaczu, do której lubiliśmy sobie z mężem czasem wyskoczyć, umieściła na swoim Facebooku rozpaczliwą prośbę o dobrowolne datki. O dorzucenie swojej cegiełki na utrzymanie stoku, personelu, infrastruktury, na pokrycie niezbędnych kosztów.

Potrzebna suma to 900 000 zł. Do dziś uzbierali nieco ponad 48 000 zł. Kropla w morzu potrzeb, a straconego sezonu pomimo luzowania obostrzeń i tak nie nadrobią. Takie biznesy działają tylko w sezonie zimowym. Tylko wtedy zarabiają, by móc utrzymać się przez cały rok.

Niektórzy, nawet jeśli mieli zgromadzone finansowe fundusze awaryjne, patrzą, jak topnieją im one w oczach. Tracą oszczędności życia i czekają, czy nie pojawią się nagle kolejne obostrzenia, zabójcze dla ich działalności.

Przykłady mogłabym mnożyć, ale dajmy temu spokój.

Zmierzam do tego, że finansowe skutki lockdownu jeszcze przez długi czas odczuwać będzie wiele polskich rodzin. Drobnych przedsiębiorców, małych i średnich firm.

W zasadzie nikt nie może być do końca pewny swojego stanowiska i tego, czy firma, w której pracuje, wyjdzie z koronakryzysu bez szwanku. Nawet mój Marek pożegnał się ze stanowiskiem w efekcie zwolnień grupowych. Po 9 latach pracy u tego samego pracodawcy działającego w pozornie stabilnej branży IT. Na szczęście ten przykry epizod zakończył się po paru miesiącach happy endem, czyli nową pracą.

No i właśnie… Tak wygląda ponura rzeczywistość większości Polaków. A moja? Ja przechodzę póki co przez pandemiczny czas bez perturbacji. Nie licząc tego, że sama złapałam to cholerstwo, które skutecznie utrudniło mi funkcjonowanie przez 15 dni.

I tutaj powstaje pytanie… Czy wypada się chwalić tym, że mi się powodzi, podczas gdy inni toczą desperacką walkę o przetrwanie i by dosłownie mieć czym nakarmić rodzinę?

Nie da się ukryć, częściowo takie wpisy podsumowujące są formą przechwalania się ich autorów. Formą świętowania sukcesu, nagrodą za podjęte wysiłki.

Pisałam wcześniej, że tego typu posty publikowałam głównie dla siebie, że miałam z nich wyciągnąć naukę na przyszłość. Także po to, by siebie zmotywować do dalszej pracy. Chwalenie się i celebrowanie powodzenia jest jedną z metod, by właśnie ową motywację podtrzymać.

Ponownie powtórzę pytanie, czy w obecnej rzeczywistości wypada się chwalić? Pewnie każdy z nas ma na ten temat odmienne zdanie.

Finansowe podsumowanie, a raczej jego brak

Często śledziłam z zainteresowaniem zestawienia na innych blogach o tym, komu na jakich działaniach i ile udało się zarobić w sieci. Głównie interesowało mnie to pod kątem kwestii, jak skuteczne są np. pewne formy współprac czy reklam, które potencjalnie mogłabym wdrożyć u siebie.

Wiadomo, sama bloguję, więc jedno czy drugie podsumowanie finansowe z taką analizą to dla mnie wartościowe studium przypadku. Zawsze ciekawiły mnie takie wpisy np. u Agnieszki Skupieńskiej z To się opłaca. A ostatnio bardzo dokładne podsumowanie tego typu zamieścił u siebie też Rafał z bloga Bogaty z wyboru.

Gdy zaczynałam własną działalność, myślałam sobie, że sama też na koniec roku opublikuję takie zestawienie finansowe, że komuś się to przyda. No i, nie będę ściemniać – że będę miała się czym pochwalić. Czy mam czym? Obecnie zarabiam lepiej, niż przez wszystkie poprzednie lata na etacie, ale największym zyskiem i wartością w tej chwili dla mnie jest to, że na głowie mam znacznie mniej stresu, niż przed przejściem na JDG.

W życiu bym nie pomyślała, że napiszę coś takiego, startując z własną działalnością. Tak to właśnie wygląda: to, co robię, daje mi satysfakcję, stawia ciekawe i rozwijające wyzwania, ale także zapewnia mi wewnętrzny spokój. Pewnie byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie pandemia, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma 😉

Dla mnie takie podsumowania są często źródłem cennych informacji. Gdybym takowe u siebie wrzuciła, również byłoby to ciekawostką dla pozostałych twórców internetowych.

Ale tak sobie myślę, co one dałyby reszcie moich czytelniczek i czytelników? Jaką wartość miałyby dla osób boleśnie dotkniętych koronakryzysem? Studentki Ani, która ledwo załapała się na stypendium socjalne? Doroty, która uczy w szkole za niewielkie pieniądze, a po rozwodzie sama musi uporać się z ogarnięciem dwójki dzieciaków? A do tego ma jeszcze kredyty do spłaty na głowie…

Dlatego – być może ku rozczarowaniu części osób – informacja, że idzie mi dobrze, jest jedynym komentarzem na temat moich finansów, jaki znajduje się w tym podsumowaniu.

Ostatecznie na mojej decyzji zaważył jeszcze następujący czynnik:

Co najczęściej czytaliście na blogu?

  1. Wietrzenie szafy i sprzedaż na Vinted – artykuł o sprzedaży ubrań, czyli o tym, jak odzyskać zamrożone pieniądze (33 tys. wyświetleń, dane ze statystyk WP).
  2. Jak skutecznie złożyć reklamację – tekst ponownie traktujący o odzyskiwaniu pieniędzy (19 tys. wyświetleń).
  3. Znajdź pieniądze we własnym domu – gdzie sprzedać rzeczy z PRL? – co się sprowadza do tematu, jak w pkt. 1 i 2 (17 tys. wyświetleń)
  4. Jak oszczędzać na jedzeniu? – tematyka jak wyżej (14 tys. wyświetleń).
  5. Pomysły na tanie obiady – jak wyżej (12 tys. wyświetleń – co przeraża o tyle, że wpis ten ukazał się dopiero w sierpniu ubiegłego roku, więc na tle pozostałych jest świeżakiem, a już ich dogania w oglądalności i pewnie lada moment przebije).

Wspólny mianownik top 5 najpoczytniejszych artykułów w minionym roku na moim blogu sprowadza się do hasła odzyskanie kasy. A może powinnam napisać, że do walki o przetrwanie? Przynajmniej tak to interpretuję, gdy patrzę na statystyki.

W top 10 były jeszcze artykuły o oszczędzaniu wody, prądu… O tym, co jeszcze można sprzedać z rzeczy, które ma się w domu i jak ewentualnie wykorzystać je do innych praktycznych celów, żeby odroczyć w czasie różne zakupy… Żaden wpis o zarabianiu, inwestowaniu, rozwoju kariery, rozwoju osobistym itp. nie zgromadził w minionym roku tak dużej widowni.

Być może jestem przewrażliwiona i niepotrzebnie hamuje mnie własna empatia, ale po prostu wiem, że sama nie czułabym się dobrze, gdybym w obliczu trudności, z którymi boryka się większość moich odbiorców, chełpiła się X cyfrowym wynikiem na koncie. Mogłabym sprawić wrażenie, że jestem w ogóle oderwana od rzeczywistości. Odpuszczam więc ten temat.

W zamian, głównie dla twórców internetowych, postanowiłam przedstawić w tej edycji rocznego podsumowania szczegółowe statystyki bloga. Rok temu rzuciłam etat i postanowiłam, że rozwinę bardziej Kobiece Finanse. Czy mi się udało? 🙂 Co poszło zgodnie z planem wokół bloga, a co wymaga poprawy?

Statystyki bloga w 2020 r.

Jestem bardzo zadowolona z wyników, które w zeszłym roku osiągnęły Kobiece Finanse. W poprzednich latach moja aktywność na blogu była nieregularna i znacznie mniejsza, niż w pierwszych dwóch latach pisania. A tak tylko przypomnę, że w pierwszym roku istnienia bloga powstało aż 69 artykułów, w drugim natomiast 65. Dla porównania w 2016 roku ukazało się zaledwie 15 wpisów, a w 2017 niewiele więcej, bo 17, sic!

Zaczęłam tę sytuację stopniowo zmieniać pod koniec 2018 roku, a zasadniczym „kopem w de”, by wziąć się do roboty, było stworzenie cyklu Październik Miesiącem Oszczędzania.

W 2020 r. więcej zaczęłam udzielać się w różnych kanałach social media i zgłębiać zagadnienia SEO. Przystąpiłam m.in. do poprawiania starych artykułów oraz linkowania wewnętrznego. Wywaliłam też z indeksowania niektóre zasoby i podstrony bloga. Poprawiłam optymalizację pod kątem urządzeń mobilnych. Zainwestowałam w zakup narzędzia SEO Power Suite, by lepiej zrozumieć, co się dzieje z moim blogiem w wynikach wyszukiwania i dlaczego.

Opublikowałam kilka artykułów gościnnych i na próbę zleciłam też napisanie kilku tekstów pozycjonujących. Stworzyłam też kilka tekstów do drukowanych magazynów (w tym w ramach współpracy z wydawnictwem Wiedza i Praktyka).

Udostępniłam kolejne darmowe materiały do pobrania dla czytelników i postanowiłam, że będę dążyć do publikowania min. 3 wpisów w miesiącu, przy czym założyłam, że bardziej niż na ilość, postawię na jakość i długość tekstów, tak by dokładnie omówić dane zagadnienie. W ten sposób w 2020 r. ukazało się na blogu w sumie 41 nowych artykułów.

Postawiłam też na więcej wystąpień poza blogiem i budowanie w ten sposób rozpoznawalności Kobiecych Finansów. Wystąpiłam m.in. na Forum Finansów i Inwestycji oraz poprowadziłam kilka szkoleń, głównie zamkniętych – zarówno stacjonarnie, jak i online. Udzieliłam ponadto kilku wywiadów (m.in. wystąpiłam w podcaście Radka Budnickiego „Po Ludzku o Pieniądzach”).

Ostatecznie, wszystkie te próby, eksperymenty i regularnie prowadzone działania zaowocowały następującymi efektami (dane w porównaniu z rokiem 2019 z Google Analytics):

Statystyki bloga Kobiece Finanse, porównanie 2020 vs 2019.

Niezmiernie cieszy mnie duży, bo o ponad 100 %, przyrost liczby czytelników. Nieco smuci fakt, że znacząco wzrósł współczynnik odrzuceń (z 18 % do niecałych 34 %). Jednak nadal jest to dla mnie wartość zadowalająca. Innym „kosztem” wzrostu ruchu na bloga jest także mniejszy udział powracających czytelników w stosunku do nowych. Nad tym wskaźnikiem chcę popracować w bieżącym roku.

Najlepszym miesiącem w roku okazał się listopad, gdy blog odwiedziło 42 969 użytkowników.

Najsłabiej wypadł kwiecień, gdy Kobiece Finanse odwiedziło raptem 14 344 osób. Początek pandemii zrobił swoje, ludzi mniej interesowało to, co się dzieje na blogu, a bardziej wieści z kraju i ze świata o koronawirusie.

Kobiece Finanse w mediach społecznościowych

W zeszłym roku wytypowałam kilka serwisów społecznościowych, na których aktywnie się udzielałam.

Nie da się być wszędzie, doba byłaby za krótka. A to jeszcze nie ten etap, by zlecać prowadzenie kanałów społecznościowych podwykonawcy. Wybór padł więc na Facebooka, Pinteresta, Twittera i Instagrama (w tej kolejności). Do Instagrama wciąż nie jestem w pełni przekonana, dlaczego więc postanowiłam dalej kontynuować tam swoją obecność? Wyjaśnię to nieco dalej, przy omawianiu statystyk.

Odpuściłam póki co YouTube, bo nie mam w planach kręcenia regularnie materiałów video. Odpadł też LinkedIn oraz Tik Tok. I to z dość podobnego powodu: oba te media społecznościowe przytłaczają mnie swoją sztucznością.

Na LinkedIn dominuje zjawisko „puszenia się jak paw” i wywoływania u innych wrażenia, jakim to dana osoba jest świetnym specjalistą. A także jaki to prowadzi wyjątkowy biznes (no i, oczywiście, że prowadzona przez nią firma jest liderem na rynku, podobnie jak 90% innych firm działających w tej samej branży, hehe).

Dużo jest tam więc ogólnie niestrawnego dla mnie samochwalstwa oraz kolejnej tendencji, która mnie niesamowicie irytuje: zapraszania do grona znajomych wszystkich, jak popadnie. Robią tak nie tylko pracownicy HR, którzy w ten sposób szukają kandydatów do pracy. Te zaproszenia są tam jak szarańcza, wysyłane często na ślepo, bez choćby słowa wyjaśnienia i zastanowienia, dlaczego kogoś w ogóle dodaje się do sieci swoich kontaktów.

Nawet mi się nie chce klikać w przycisk „odrzuć” w tych zaproszeniach. Mam w skrzynce z zaproszeniami kilkaset zignorowanych wiadomości. Jest garstka wartościowych kont, które śledzę na LI, na resztę wypracowałam sobie „firewall”.

Nigdy nie byłam na LI jakoś specjalnie aktywna, więc rozruszanie tam sensownej społeczności wymagałoby ode mnie dodatkowych nakładów pracy, a nie jest to obecnie moim priorytetem. Póki co więc od czasu do czasu wrzucam tam linki do nowych wpisów na blogu – i tyle.

TikTok z kolei dobija mnie nienaturalnym infantylizmem. Jeśli rok temu wspominałam, że Instagram jest dla mnie królestwem iluzji, to muszę się z tym serwisem przeprosić. Palmę pierwszeństwa zdecydowanie dzierży TikTok. Nagle okazuje się, że wszyscy są bardzo dowcipni. Zdolni do tego, by wokół dowolnego tematu, w tym biznesowego, nakręcić zabawne video i w garniturze stroić dziwne miny do kamery. Niestety, im się tylko tak zdaje, że są zabawni. Dalej nie będę komentować. Po prostu ten format do mnie nie trafia i tyle.

Statystyki ruchu z wybranych mediów społecznościowych

Od razu zaznaczę, że póki co nie promuję swoich kanałów social media płatnie, w formie reklamy. W roku 2020 chciałam poeksperymentować, ile da się wycisnąć z organicznych zasięgów. Na moją aktywność w social mediach głównie złożyły się poniższe działania:

  • Facebook (3589 użytkowników lubi fanpage, a 3803 użytkowników obserwuje go – w sumie nie wiem, która liczba jest ważniejsza… Ktoś wie?):
    • na fanpage’u częstsze publikowanie postów bez linka prowadzącego do strony, czyli wpisów tekstowych i ze zdjęciami. Ew. link umieszczałam w sekcji komentarzy posta,
    • aktywne uczestnictwo w grupach tematycznych, w merytorycznych dyskusjach,
  • Pinterest (3789 obserwujących):
    • tworzenie różnych wariantów pinów dla już istniejących artykułów,
    • zarządzanie tablicą grupową o finansach i biznesie – jedyną taką w polskiej części Pinteresta,
  • Twitter (1340 obserwujących):
    • publikowanie tweetów nie tylko z linkiem do bloga, ale także krótkich komentarzy czy repostowanie tweetów innych Twitterowiczów;
    • komentowanie cudzych tweetów – ten sposób, choć czasochłonny, jest niezwykle skuteczny przy zdobywaniu nowych obserwatorów,
  • Instagram (540 obserwujących):
    • postawienie nie na piękne zdjęcia, ale na posty edukacyjne w formie instakaruzeli (np. wyjaśnienie pojęć, zestawienia pomysłów, raporty i statystyki), polecenia książkowe oraz cytaty będące pretekstem do omówienia jakiegoś tematu w opisie pod zdjęciem,
    • angażowanie społeczności z wykorzystaniem Insta Stories (pytania otwarte, ankiety, quizy, wyzwania, komentowanie aktualnych wydarzeń).

Powyższe działania przyniosły w porównaniu z rokiem 2019 następujące rezultaty jeśli chodzi o ruch na bloga z mediów społecznościowych:

Widać tu kilka ciekawych zależności:

Największy ruch przy stosunkowo niskim nakładzie pracy daje niezmiennie Pinterest

W ramach eksperymentu przez trzy miesiące nic nie publikowałam na swoich tablicach prócz pinów do najnowszych wpisów, które ukazywały się na blogu. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu, w zasadzie nie wpłynęło to drastycznie na ruch przekierowany na bloga, co zresztą widać w powyższej tabeli. Spadek dotyczył głównie liczby wyświetleń samego profilu na Pinterest, ale nie jest to zbyt ważna statystyka. To pokazuje, że raz zbudowane solidne zaplecze pinów „pracuje za nas” na ruch samo.

Żadna inna platforma społecznościowa czegoś takiego nie oferuje. Żywotność postów na IG, FB czy Twitterze ogranicza się od kilku godzin do kilku dni. Na Pinterest raz umieszczone treści pracują miesiącami, a nawet latami.

Nie da się jednak nie zauważyć, że ruch na bloga z Pinteresta jest dość „wąski”. Zwykle wycelowany w jeden temat, który daną osobę zainteresował. Gdy przeczyta ona to, co obiecywał pin, znajdzie potrzebną jej informację, po prostu opuszcza bloga.

Widać to zwłaszcza po wskaźnikach liczby stron przypadających na sesję użytkownika czy średniego czasu trwania sesji, które w porównaniu do innych kanałów są niższe. Czyli: jeśli ktoś na blog trafi z Pinteresta z pina o sprzedaży na Allegro, nie ma za bardzo co żywić nadziei, że z zaciekawieniem przeklika się do artykułów o kupowaniu mieszkania 😉

Facebook nadal tnie zasięgi

Dzięki zmianie strategii korzystania z Facebooka (m.in. udzielanie się w grupach tematycznych, a nie tylko na własnym fanpage’u), udało się mi pozyskać z tej platformy dodatkowy ruch. Łatwo nie było. Faktycznie posty, które linkują do zewnętrznych źródeł i wyprowadzają użytkowników poza Facebooka, mają obcinane zasięgi. Dlatego umieszczam u siebie więcej postów bez linka lub z linkiem w komentarzu. Trzeba się postarać, by post wyróżniał się na feedzie, bo inaczej trudno się z nim przebić do szerszej publiki.

2020 r. był dla mnie też o tyle przełomowy na Facebooku, że wypuściłam w mojej grupie kilka live’ów oraz nagrań video. Nie wiem, czy przełożyło się to w bezpośredni sposób na wzrost przejść z FB na bloga, ale w tych nagraniach odsyłałam także do powiązanych tematycznie artykułów na blogu.

I choć nadal mam przed nagraniami spore opory i przed kamerą czuję się nieswojo, to otrzymuję od Was sygnały, że to dobry ruch. Dziękuję!

Live'y Kobiece Finanse na Facebooku
Takie głosy dodają odwagi 🙂

Twitter rośnie i daje dobrej jakości ruch

Twitter to w Polsce bardzo niedoceniana platforma, ale też nie dziwię się, że nie ma na nią boomu. Dla blogerów przyzwyczajonych do tworzenia długich postów na FB czy IG, Twitter może być nie lada wyzwaniem, by zmieścić się z ciekawym przekazem w raptem 280 znakach. Poza tym Twitter kojarzy się głównie z przepychankami politycznymi i farmami trolli.

Prawda jest też taka, że obok tego szamba jest tam sporo miejsca do zagospodarowania dla innych nisz.

Mój profil rośnie równomiernie i obserwują go głównie osoby, które faktycznie są zainteresowane moimi treściami lub również są zawodowo związane z obszarem finansów. Co widać choćby po jakości ruchu, który kieruje do mnie Twitter. Charakteryzuje go wysoki średni czas trwania sesji. W miarę wzrostu profilu wskaźnik ten nie spada, a nawet rośnie. Do tego wskaźnik liczby stron na pojedynczą sesję trzyma się stałego poziomu.

Moje odkrycie: Instagram też przynosi wartościowy ruch!

A co dla mnie najważniejsze: stałych, zainteresowanych publikacjami obserwatorów. Wbrew moim pierwotnym przypuszczeniom, bo byłam przekonana, że blog finansowy raczej nie znajdzie na tej platformie swojej grupy docelowej. Myliłam się. Instagram daje ruch dobrej jakości. W pozyskaniu ruchu bardzo pomaga mi narzędzie Linkin.bio.

Instagram to medium, które notuje u mnie najwyższy wskaźnik średniego czasu trwania sesji. Profil rośnie powoli, głównie dlatego, że prowadzę go nieregularnie i nie do końca czuję się swobodnie na tej platformie. Zwłaszcza gdy mam pokazać się na nagraniu video (bardzo sporadyczna u mnie sytuacja, hehe).

Co z zeszłorocznych planów nie wypaliło?

Otwarcie sklepiku Kobiecych Finansów

Kilka materiałów, które planowałam wstępnie udostępniać za opłatą, zdecydowałam się jednak umieścić na blogu za darmo w formie rozbudowanych artykułów. Czemu tak? Stwierdziłam, że byłyby to rzeczy, które i tak w tej czy innej okrojonej formie są dostępne w Internecie bez opłat. A pomyślałam, że przydadzą mi się takie „evergreeny”, by dalej budować zasięgi i że to lepsze posunięcie.

Tym bardziej, że rok temu wspominałam o przymiarkach do wspólnego wydania książki z pewnym dużym wydawnictwem. Nie doszliśmy do porozumienia, podziękowaliśmy sobie i rozeszliśmy bez żalu, ale pomysł na książkę pozostał. Zdecydowałam, że wydam ją samodzielnie w formie e-booka. Nie jest to jednak plan na rok 2021, raczej do zrealizowania w ciągu 2-3 lat.

Wystartowanie w I kwartale 2020 z kursem online

Zapowiadałam, że pojawi się kurs niezwiązany z tematyką finansową. I w zasadzie dalej mam go w planach, choć wstrzymałam prace. Większość treści jest gotowych. Myślę że mogę już Wam zdradzić, czego dotyczy to przedsięwzięcie, tym bardziej, że wspominałam też o nim w social mediach 🙂 Mianowicie tworzę kurs poświęcony promocji na Pintereście, który będzie dostępny pod adresem pinspiracja.pl

Dlaczego „wstrzymałam konie”? Złożyło się na to kilka powodów:

  • Wybuch pandemii – bałam się, że sprzedaż kursu nie wypali, tym bardziej, że Pinterest to niszowa w Polsce platforma, a ja sama nie jestem znana jako spec od marketingu w tym serwisie, tylko blogerka finansowa.
  • Moje opory do występowania przed kamerą. Tak, uważam to za jedną z głównych przyczyn 😉 Muszę najpierw uporać się z blokadą w mojej głowie i nauczyć się, że te nagrania nie muszą być perfekcyjne. Nie pomaga mi też w przełamaniu oporów fakt, że nie lubię siebie na nagraniach. Póki co zdecydowałam, że ograniczę swoje wystąpienia w video do absolutnego minimum, a głównie skupię się na nagrywaniu głosu.
  • Zmiany, które w działaniu serwisu zapowiedział Pinterest. I w sumie już je wprowadził latem 2020 (m.in. znacznie gorszy według mnie widok tablic 🙁 A także zmiany algorytmów statystyk i opcję promocji pinów).
  • Dokładne przetestowanie własnych działań. Głupio byłoby kogoś uczyć metod, gdyby okazało się, że zadziałały u mnie przypadkowo. Przetestowałam też prawdziwość niektórych porad, od których roi się w anglojęzycznym świecie Pinteresta, a które nie do końca dają takie same efekty na naszym polskim poletku.

Z jednej strony czuję niedosyt, że nie popchnęłam tego projektu „na produkcję” w zeszłym roku, z drugiej – wierzę, że wszystko dzieje się we właściwym czasie i wtedy, gdy czujemy się na dany ruch w pełni gotowi. Widocznie nie dojrzałam jeszcze do tego, by to swoje dziecko wypuścić na światło dzienne.

Jakie mam plany na rok 2021?

Prócz dokończenia przedsięwzięć rozpoczętych w zeszłym roku, na pewno chcę popracować nad dalszym wzrostem zasięgów bloga. Chcę „dobić” do 500 000 odwiedzających w skali roku. W tym celu m.in. planuję:

  • kontynuować poprawki i rozbudowę już opublikowanych artykułów i ich promocję w social mediach;
  • napisać minimum 40 nowych artykułów na bloga (w szkicach na ten moment mam rozgrzebanych 38 tekstów);
  • zaktywizować członków mojej grupy na FB, m.in. poprzez zorganizowanie dwóch nowych wyzwań i poprowadzenie kolejnych live’ów tematycznych;
  • zacząć rozsyłać newsletter z prawdziwego zdarzenia, bo w tej chwili kompletnie nie wykorzystuję potencjału drzemiącego w mojej bazie subskrybentów – dostają ode mnie w 90% automatyczne powiadomienia o ukazaniu się nowego wpisu na blogu 😉
  • zainwestować w płatne reklamy w social mediach.

I w zasadzie to tyle na dziś. Tak jak pisałam we wstępie, nastawiam się na to, że dzisiejszy wpis jest ostatnim rocznym podsumowaniem, jakie publikuję na łamach Kobiecych Finansów. Jeśli już jakieś podsumowania się ukażą, to najpewniej umieszczę je na którymś swoim kanale social media jako skróconą ciekawostkę okraszoną statystykami.

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny? Chcesz mnie wesprzeć?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Nieco niżej znajdziesz przyciski do udostępniania artykułu w różnych serwisach internetowych. Dla Ciebie to jeden klik, który trwa chwilę, a dla mnie szansa na dotarcie z wartościowymi treściami do nowych odbiorców 🙂 DZIĘKUJĘ!

Zapraszam Cię też do polubienia bloga Kobiece Finanse na Facebooku oraz śledzenia go na Twitterze lub obserwowania na Instagramie. Jestem również obecna na platformie Pinterest.

Najbardziej zachęcam jednak do zapisania się na mój newsletter. Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Absolwentka germanistyki oraz informatyki i ekonometrii. Propagatorka idei edukacji finansowej. Pomaga kobietom zdobyć pewność siebie w obchodzeniu się z pieniędzmi, wspiera je w budowaniu własnej stabilności i niezależności finansowej. Autorka poradników "Pieniądze dla Pań" oraz "Kariera dla Pań". Zawodowo związana z branżą IT, gdzie pracowała jako twórczyni stron internetowych, kierowniczka projektów, scrum master i dyrektorka finansowa.

17 komentarzy do “Podsumowanie 2020 roku: podwojenie liczby czytelników, ale i kilka lekcji pokory”

  1. Piszesz, że to, co robisz, daje Ci satysfakcję (i pieniądze). Ale co Ty właściwie robisz? Bo blog blogiem, ale z czegoś przecież żyć też musisz…?

    Odpowiedz
    • Cześć Marek 🙂 W sumie częściowo ujęłam to w artykule, ale zbiorę wszystko tu do kupy. Jeśli chodzi o źródła dochodu, to w tej chwili mam misz-masz: składa się na nie działalność na blogu i wokół niego (płatne współprace i wystąpienia, płatne publikacje, finansowe szkolenia i warsztaty dla firm – zarówno stacjonarne, jak i online – a także programy afiliacyjne; w planie na kolejne lata chcę postawić na własne produkty), ale korzystam też z dotychczasowych doświadczeń w branży IT (szkolę i doradzam z realizacji projektów i wytwarzania oprogramowania według frameworka SCRUM – to póki co moje główne źródło dochodu). Pozostaje dziękować opatrzności 😉 że wszystko to mogę robić zdalnie w czasie pandemii. Pozdrawiam 🙂

      Odpowiedz
  2. Te podsumowania są jednak ważne, wiadomo, że nie dla każdego, ale tak jest z każdym wpisem. Dla mnie tego typu teksty to kopalnia wiedzy dla innych twórców, bo niestety mało kto to ujawnia. Wszyscy powtarzają, że nie ma co się porównywać, ale bez tego nie za bardzo wiemy, czy faktycznie idziemy do przodu, czy tylko nam się wydaje.

    „Czy wypada się chwalić tym, że mi się powodzi, podczas gdy inni toczą desperacką walkę o przetrwanie i by dosłownie mieć czym nakarmić rodzinę?” Tak, bo przecież gdyby każdy tego zaniechał, a zostały tylko te negatywne rzeczy, to wpadlibyśmy w dół rozpaczy. Dają jakąś nadzieję, że skoro ktoś mógł, to i nam się uda.

    Co do najchętniej czytanych tekstów na blogu – wiele osób wytyka, po co w ogóle dawać takie rady, bo oszczędza się mało i nikogo to nie obchodzi. Jednak mając dostęp do statystyk jasno widać, że właśnie tego ludzie szukają najczęściej. U mnie jest dokładnie to samo, królują małe i proste sposoby oszczędzania i te teksty idą razem w setkach tysięcy odsłon. Praca u podstaw.

    Patrząc na liczbę opublikowanych tekstów, też skłaniam się ku mniejszej ilości (3 razy mniej niż rok temu). Mniejsza częstotliwość, bardziej dopracowane treści, mamy mocny przesyt. Tak naprawdę odsłony artykułu z „premiery” to mały procent tego, co z czasem zbiera z SEO i Pinteresta. A wzrost o 100% to sporo, bo jednak piszesz od wielu lat i widać, które zmiany dały efekty. Współczynnikiem odrzuceń się nie przejmuj i tak jest świetny.

    Social media:
    FB – Obserwujący są ważniejsi, to taki lajk, którego nie widzą znajomi. Jestem ciekaw, jakie efekty daje grupa w przełożeniu na bloga. Bo sam od początku bloga o tym myślę i większość chwali, ale ani nie mam czasu, ani chęci.
    Pinterest – Nasze królestwo 😀 Gdyby miała zostać tylko 1 platforma, to dla mnie wszystko inne może zniknąć.
    Instragram – Po latach jednak trochę się profesjonalizuje i edukatorzy mogą mieć niezłe miejsce w niszy.

    Czy FB tnie zasięgi? Niech odpowiedzią będzie to, ze nie widziałem ani jednego nagrania i live, o których wspominasz, a przecież jestem na grupie.

    A wracając do Pinteresta i ucieczki, to w Google Analytis regularnie dostaję powiadomienie, że spędzają średnio 2 razy więcej czasu na tekście niż z innych źródeł. Coś za coś, przynajmniej czytają dokładnie 😉 Czekam też na ten kurs, bo sam będę robił swój i chętnie porównam przemyślenia. Jak dla mnie 90% zagranicznych treści jest mocno przestarzała, a nowi ślepo je powtarzają, nawet jeśli sam Pinterest oficjalnie podaje odmienne stanowisko. Też stawiam na własne testy na próbach setek pinów.

    Rób dalej te podsumowania 😉

    Odpowiedz
    • Cześć Rafał 🙂 Bardzo dziękuję za wyczerpujący komentarz. To prawda, ludzie sięgają po rozwiązania, które są w ich zasięgu, które są odpowiednie do aktualnie posiadanej wiedzy. A z tą wiedzą – zwłaszcza w tematach finansowych – w Polsce jest „tak sobie”. Co przeraża, bo te tematy są omawiane w Internecie od wielu, wielu lat. To pokazuje, że temat finansów osobistych trzeba wałkować na okrągło, przez różne osoby, bo każdy odbiorca jest inny. Do ludzi trafiają różne środki przekazu – tekst, video, audio. Każdy ma też swoje upodobania co do stylu przekazywania wiedzy przez poszczególnych twórców internetowych.

      Wiesz, mi w sumie też wyskakują w GA te komunikaty o Pintereście, że w ujęciu miesięcznym średni np. bounce rate jest mniejszy w porównaniu do innych social mediów, albo że czas spędzany na stronach jest dłuższy. W ujęciu rocznym jednak gdzieś to jest niwelowane… Albo znowu jakiś problem ze zliczaniem tych danych przez GA 😉 Lub problem u mnie z ich poprawnym odczytaniem 😀 Muszę sobie zrobić jakiś porządny kurs z tego, bo czuję się laikiem, mimo że z GA często korzystam.

      Przemyślę te roczne podsumowania. Na ten moment trochę nie widzę w nich sensu, może to efekt „zmęczenia materiału” (troszkę po 7 latach pisania bloga tak średnio mi się chce), częściowo może to chwilowy kryzys. A mój defetyzm potęguje dodatkowo nasza pandemiczna rzeczywistość 😉

      Pozdrawiam Ciebie serdecznie!

      Odpowiedz
  3. Po co Twoim czytelnikom takie zestawienia? Może nie zainteresują każdego, ale początkującym blogerom, takim jak ja, dają ogromną wiedzę i świadomość, że praca i cierpliwość, w końcu przyniosą oczekiwany skutek. Póki co, pomału robię swoje, ucząc się od innych. Pozdrawiam i życzę kolejnych sukcesów.

    Odpowiedz
    • Dziękuję za Twoją opinię, anana 🙂 Zobaczymy za rok, może mi się odmieni i stwierdzę, że jednak chcę kontynuować cykl podsumowań, bo głosy takie, jak Twój, będą liczne, a i ja ponownie znajdę w sobie do tego zapał. Niemniej na dzień dzisiejszy jestem bardziej „na nie”.

      Trzymam kciuki za sukcesy w blogosferze 🙂

      Odpowiedz
  4. Bardzo ciekawy pomysł z tym kursem Pinteresta. Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu! Ja w ostatnim roku niestety bardzo zaniedbałam tę platformę. Widzę jednak (po wynikach innych osób), iż drzemie tam mega potencjał. Przeprosiłam się zatem z Pinterestem i wracam do dodawania pinów ;)))

    Co do takich wpisów podsumowujących cały miniony rok, to przyznam się szczerze, iż bardzo lubię je czytać. Jako twórca internetowy widzę w nich ogromną wartość. Wierzę jednak, że mogą one być równie wartościowe dla Czytelników. Z pewnością uświadamiają, jak wiele pracy należy włożyć w prowadzenie bloga.

    Trochę smuteczek, że prawdopodobnie jest to ostatni wpis z tej serii. Ale może zmienisz jeszcze zdanie :)))

    Odpowiedz
  5. A ja jako czytelnik lubię podsumowania i wpisy „zapowiedzi na nowy rok” ale nie takie z analizą statystyczną ruchu na blogu. Proponuję też serię wpisów jak tanio zwiedzić Wrocław (bo wydaje mi się, że to strasznie drogie miasto), co warto zobaczyć , gdzie zjeść itd. (wiadomo, że teraz pandemia ale kiedyś jeszcze będzie normalnie) a to chyba twoje miejsce na ziemi. Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • Cześć Paulina, dzięki za podzielenie się opinią oraz pomysłem na wpis o Wrocławiu. Faktycznie, to świetny pomysł! Wpisuję go na moją listę artykułów do opracowania. Dziękuję i pozdrawiam Ciebie serdecznie 🙂

      Odpowiedz
  6. Cześć Dana,

    Świetny wpis. Dla kogo? Dla wszytskich twórców i wszystkich czytelników, którzy myślą o tym by wystartować ze swoją działalnością w internecie. Jednak wielu osobom wciąż się wydaje, że bloga prowadzić może każdy, a pieniądze co wpis same wskakują na konto. Blogowanie wymaga systematyczności i ogromu czasu jaki trzeba na nie poświęcić. Jeżeli nie robi się tego „na pełen etat” jest ciężko. Trzeba pamiętać, że sam blog to przecież za mało, żeby wypłynąć, trzeba wchodzić na inne kanały udzielać się i publikować tam regularnie.
    Jesteś w stanie ocenić czy zgłębienie tematu SEO przyniosło skutki?
    Co do zysków, jestem zaskoczona że jako blogerka finansowa czujesz, że nie wypada ich publikować z powodu…kryzysu. To była uczciwa praca i uczciwie zarobione pieniądze 😉

    Pozdrawiam serdecznie i kibicuję 🙂
    Mam nadzieję, że jednak skusisz się jeszcze na taki wpis za rok 🙂

    Odpowiedz
    • Cześć Banknotka 🙂 Odpowiadając na Twoje pytanie o SEO: tak, to głównie z SEO pozyskuję nowych czytelników, na drugim miejscu jest Pinterest – potem długo, długo nic. W tym roku chcę zadbać o listę mailingową, bo – jak wspominałam we wpisie – to aspekt, który dotychczas mocno u mnie kulał. Pozdrawiam i, miejmy nadzieję, do poczytania podobnego wpisu za rok 🙂

      Odpowiedz
  7. Bardzo uwielbiam takie podsumowania i czytać jak komuś wytężona praca przyniosła pozytywne efekty. Gratulacje sukcesów oraz powodzenia w realizacji planów w 2021 roku. Widać, że bardzo profesjonalnie i fajnie podchodzisz do bloga, dlatego jestem pewny, że ten rok również przyniesie wiele sukcesów. Trzymaj tak dalej 🙂

    Odpowiedz
  8. Imponujące wyniki! Naprawdę duże brawa. Nie miałam pojęcia, że Instagram może zrobić duże zasięgi w blogowaniu. Nie wiem dlaczego teraz po zmianach na google analythics zupełnie inaczej pokazuje mi statystki – dużo zaniżone. Z kolei na Cloudflare – pokazuje mi właściwe – nie mam pojęcia czym to jest spowodowane, ale podobno Adblockiem…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz