SeeBloggers 2019 w Łodzi – relacja

SeeBloggers 2019 w Łodzi – relacja

Stało się! W tym roku po raz pierwszy ruszyłam swoje cztery litery na konferencję dla blogerów. Padło na łódzką konferencję SeeBloggers 2019, która określana jest przez organizatorów jako „największy festiwal dla twórców internetowych”. Pewnie ci, którzy jeżdżą na podobne konfy do Poznania czy Gdańska, mogliby się o ten samozwańczy tytuł kłócić 😉 Ale odstawmy spory na bok. Jeśli interesuje ciebie taki niefinansowy temat – zapraszam do lektury mojej relacji.

Jak trafiłam na VII edycję SeeBloggers w Łodzi?

Udział w tego typu wydarzeniu chodził mi po głowie od kilku lat, ale zawsze znalazł się powód, by ostatecznie zrezygnować. W tym roku do finalizacji pomysłu doszło dość spontanicznie i przypadkowo. Na Facebooku wśród sugerowanych materiałów przewinęła mi się nazwa SeeBloggrs, zaczęłam obserwować związane z nią wydarzenie i szczęśliwie wyłapałam moment, gdy uruchomiono zgłoszenia.

Tak, na konferencję można się było dostać w drodze selekcji, poprzez wypełnienie swojego zgłoszenia. Organizatorzy na ich podstawie wybierali tych twórców internetowych, którzy finalnie dostawali bilet wstępu.

W zgłoszeniu trzeba było uzasadnić, dlaczego to mi ma przypaść w udziale otrzymanie wejściówki. Przyznam, że nie lubię takich ankiet i potraktowałam ją dość po macoszemu.

Napisałam przewrotnie, że liczę na wejściówkę w ramach rekompensaty za to, że w formularzu zgłoszeniowym wśród kanałów social media nie ma do wyboru Pinteresta (podać można było link do bloga, do Instagrama, Twittera i YouTube’a). Mam tam dobre wyniki, jestem aktywna, a pochwalić się nie mogę… No i przeszłam dalej 😉

W wydarzeniu wziąć mogło udział maksymalnie 2500 osób (sic!), ale wydaje mi się, że spora grupa osób zarejestrowanych jednak nie zjawiła się na festiwalu. Świadczyć o tym mogły stojące niedaleko rejestracji i punktu informacyjnego zestawy podarunkowe, które otrzymywał każdy uczestnik (bogate, pełne kosmetyków i voucherów – vide zdjęcie). Tak na oko mogło ich być koło setki, jeśli nie więcej. Nie wiem, czy części np. nie trzymano gdzieś indziej.

SeeBloggers 2019 - zestaw upominkowy
SeeBloggers 2019 – każdy uczestnik otrzymał bogaty zestaw upominkowy z prezentami rzeczowymi i voucherami

Trochę słabo, że ktoś się zapisuje, blokuje komuś innemu wstęp na imprezę, a potem jednak się nie zjawia. Może gdyby udział był płatny, ludzie podchodziliby do sprawy bardziej odpowiedzialnie.

Zapisy na warsztaty SeeBloggers 2019

Konferencja odbyła się w dniach 7-9 czerwca w budynku EC1 w Łodzi. Prócz zgłoszeń internetowych, by w ogóle na nią się dostać, przeprowadzono jeszcze dodatkową rejestrację na warsztaty tematyczne w mniejszych grupach. I do tych zapisów mam swój pierwszy zarzut.

Panowała zasada, że w sobotę i niedzielę można zapisać się maksymalnie na 3 warsztaty w ciągu dnia (czyli w sumie max. 6). O ile mnie pamięć nie myli, zapisy wystartowały jakieś dwa tygodnie przed wydarzeniem, punkt godz. 20.00 i według tego, co ludzie pisali na FB, serwery mocno przymuliły. Czyżby nie przewidziano aż takiego oblężenia?

Sama zasiadłam do zapisów z ok. godzinną obsuwą i niewiele zostało wolnych miejsc na te warsztaty, na których mi szczególnie zależało. Resztę dobrałam na zasadzie „no, nawet ciekawy temat, skoro są miejsca, to się zapisuję”.

I tu zaskoczenie. Wyklikałam 6 warsztatów, wybieram „zapisz” i wyskakuje mi komunikat, że na jeden z wybranych warsztatów nie ma już miejsc (widocznie w międzyczasie się zapełnił), jednak system… W ogóle nie zapisał mnie na pozostałe wybrane spotkania!

Serio?! W dzisiejszych czasach tak nie robi się systemu do zapisów. Stres, że pewnie zaraz na resztę też zabraknie miejsc, musiał udzielić się ludziom. Oczami wyobraźni widziałam, jak co chwilę klikają na przycisk „zapisz”, dodatkowo przeciążając platformę wysyłanymi do serwera zapytaniami. Niezła jazda. Jakimś cudem udało mi się zapisać w sumie na 4 warsztaty.

W piątek odbywać się miały wycieczki po Łodzi z akcentem fotograficznym (street art, architektura w obiektywie), jednak wolnych miejsc było mało i nie zapisałam się na żaden z tych spacerów.

Wcześniej zakupiłam bilety FlixBus do Łodzi na przyjazd w czwartek, tak samo nocleg od czwartku. Nie chciałam się przerejestrować. Stwierdziłam, że czwartek i piątek spędzę na samotnym zwiedzaniu miasta, a weekend przeznaczę na udział w konferencji. To była dobra decyzja.

Relacja z festiwalu SeeBloggers w Łodzi

Zapisy vs rzeczywistość

Do lekkiego rozczarowania (a zarazem miłej niespodzianki, hehe) doszło także na samej konferencji SeeBloggers 2019. Okazało się, że nikt nie sprawdzał żadnych list obecności. Nie było weryfikacji, czy osoby wchodzące na dany warsztat faktycznie się na niego zapisały.

Przypuszczam, że taka weryfikacja mogła mieć miejsce na spotkaniu z Olą z bloga Pani Swojego Czasu (nie poszłam, bo spodziewałam się oblężenia 😉 ). Ale na tych, na których ja byłam, nikt sobie tym głowy nie zawracał. W efekcie nie tylko byłam na 4 warsztatach, na które udało mi się zapisać, ale wbiłam się również na 2 inne, na które oficjalnie nie udało mi się zapisać.

I kolejna obserwacja: sale nie były wypełnione co do ostatniego miejsca. Więc zjawisko niesprawdzania obecności miało też drugą stronę. Ludzie, którzy się pozapisywali i blokowali innym wejście na dany warsztat, nie stawiali się na nim. Serio chyba takie rzeczy powinny być odpłatne. Wtedy ludzie dokonywaliby bardziej racjonalnych i przemyślanych zapisów.

Przebieg konferencji SeeBloggers 2019

Ogółem konferencja podzielona była na kilka stref. Serce imprezy stanowiła scena główna, na której odbywały się panele dyskusyjne, wywiady i ogólne wykłady prowadzone m.in. przez celebrytów (np. Dorota Wellmann, Mateusz Grzesiak, Anna Lewandowska).

Bardzo dużo miejsca poświęcono ważnemu tematowi hejtu w sieci i bycia autentycznym w swojej internetowej działalności. Jak dla mnie może nawet ciut za dużo, bo rozmowy ostatecznie i tak sprowadzały się do wniosku, by nie brać sobie hejtu do serca i dalej robić swoje. Dojść do niego można w godzinę albo i krócej, na SeeBloggers napompowano temat do kilkugodzinnych dysput między znanymi i lubianymi.

Kolejną strefę festiwalu SeeBloggers 2019 stanowiła hala wystawowa, na której swoje stoiska mieli sponsorzy, czy raczej, według oficjalnej nomenklatury: partnerzy. Takie influencerskie expo i totalny misz masz tematyczny. Organizator podał na stronie, że impreza zjednała sobie aż 60 partnerów.

Obok stoiska marki Vizir (na którym można było pobawić się w ozdabianie… babeczek) znaleźć można było stoisko Konspolu (gdzie częstowano ich wyrobami), Słonecznej Tłoczni z sokami, marek kosmetyków (głównie lakierów do paznokci), stoisko wydawnictwa Bauer, odzieżowego BonPrixu, Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin (tutaj zatrzymałam się na dłużej, jedno z ciekawszych stoisk, na którym dzielono się wiedzą dotyczącą owadów zapylających), Microsoftu z konsolą X Box i ASUSa promującego najnowszą linię laptopów Vivobook. Tutaj posiedziałam dłużej, a nawet wzięłam udział w ich konkursie foto. Można było potestować laptopy, a że akurat szukam nowego, to skorzystałam z możliwości zapoznania się z ofertą.

Było również centrum stomatologiczne z Warszawy, które oferowało m.in. wybielanie zębów, a po całym budynku EC1 przemieszczały się 3 osoby przebrane za młynki z przyprawami marki Kotanyi, które rozdawały losowo napotkanym uczestnikom produkty tej marki. Plus masa innych wystawców, których nie będę tutaj wymieniać. Widziałam nawet stoisko z rowerami.

SeeBloggers - widok na halę wystawową
Widok na halę wystawową z tarasu

Przemierzając halę wystawową miało się nieodparte wrażenie, że temu głównie służyć ma to wydarzenie – zeswataniu marek z blogerami, youtuberami, instagramerami. Nawiązywaniu współprac komercyjnych. Wrażenie to potęgował fakt, że część warsztatów i wykładów w strefach tematycznych nie była prowadzona wyłącznie przez twórców internetowych, ale także przez przedstawicieli marek. Czy to źle? Nie, fajnie, że influencer ma możliwość stanąć z marką „twarzą w twarz”, porozmawiać, poznać produkty.

Ale jednak z uwagi na fakt, że praktycznie każde stoisko organizowało konkurs na Instagramie, w którym trzeba było umieścić zdjęcie z danym produktem i oznaczyć odpowiednimi hashtagami markę – trochę daliśmy z siebie zrobić szybki i zupełnie darmowy kanał reklamowy. Zagwarantowaliśmy darmowy, organiczny zasięg korporacjom.

Specjalnie piszę w liczbie mnogiej, bo sama, jak wspomniałam, zdecydowałam się na udział w jednym takim konkursie. Swoją cegiełkę więc też dołożyłam. Ale na SeeBloggers 2019 były też osoby, które brały udział w wielu konkursach, robiąc ze swojego profilu na IG konkursowy (a raczej: reklamowy) śmietniczek. Trochę to smutne.

Warsztaty na SeeBloggers 2019

Poza sceną główną i strefą wystawową, wydzielone zostały także strefy, w których odbywały się wspomniane wcześniej warsztaty: strefa technologiczna, edukacyjna, instagrama, parentingowa, twórców, beauty&fashion, kulinarna. Niestety, nie było żadnej strefy biznesowo-finansowej, więc nisza, w której działam, nie została przez organizatorów zaopiekowana. Widocznie tacy twórcy nie byli targetem tego wydarzenia. Całą agendę konferencji można sprawdzić tutaj.

Pewnie też dlatego miałam mały dylemat, na jakie warsztaty się w ogóle zapisać. Ostatecznie padło na te dotyczące budowania zasięgów i marki w social mediach, trendach w influencer marketingu, poświęcone SEO, chatbotom, a na dokładkę podpięłam się na warsztat z pozycjonowania video na YouTube (jeden z ciekawszych, cieszę się, że się na niego wkradłam) i o tym, jak podążać za trendami zachowując autentyczność.

Na jednym z warsztatów o social mediach usłyszałam opinię, która mnie naprawdę rozbawiła. Z widowni padło pytanie do prowadzącego o to, jak promować się i budować zasięgi na Pinterest, bo wszyscy ciągle wałkują temat zasięgu organicznego na Facebooku, Instagramie czy Youtube, a o Pintereście cisza.

Współczułam dziewczynie, która zadała to pytanie, bo odniosłam wrażenie, że została nieco wyszydzona. Odpowiedź sprowadzała się mniej więcej do stwierdzenia, że kto się promuje na Pintereście, że to nawet nie jest kanał społecznościowy, tylko taki „graficzny wykop” (?), platforma w odwrocie i niepopularna w Polsce. Bo w Polsce „jest 12 osób, które z niej korzystają, w tym moja żona”.

Jeju, co za bzdury… Pinterest potrafi dać świetne efekty, jeśli działa się na nim regularnie, konsekwentnie i zna pewne mechanizmy, które pomagają w promocji (darmowej!). Sama widzę to po swoich statystykach.

Od stycznia 2019 do teraz mam dzięki Pinterestowi 26 tys. dodatkowych wejść na blog. Żaden organiczny ruch z Instagrama, Twittera czy Facebooka nie może się z tym równać. W moim przypadku nawet, gdyby zostały razem wzięte. Agnieszka z bloga To się opłaca! również potwierdza, że jej się ta platforma sprawdza. A przecież obie prowadzimy blogi w specjalistycznych tematach, a nie tych najpopularniejszych na Pintereście: wystroju wnętrz, modzie czy przepisach kulinarnych.

Ogółem sam warsztat o budowaniu zasięgów mi się podobał, było w nim całkiem sporo merytoryki, aczkolwiek sama nie dowiedziałam się na nim niczego, o czym bym nie poczytała wcześniej w branżowych serwisach internetowych. Jednak to jedno stwierdzenie o Pintereście sprawiło, że zaczęłam wątpić w eksperckość głoszącego tę prawdę objawioną eksperta…

Inny zgrzyt dotyczył dwóch prelekcji, które prowadziła ta sama osoba – jeden warsztat odbył się w sobotę, drugi w niedzielę. Okazało się, że choć temat drugiego dnia był inny, to prowadzący wykorzystał do niego… te same slajdy, co dzień wcześniej. Nawet wygłosił te same „sucharki” na rozruszanie uczestników.

Nie wiem, czy cała prezentacja była powtórzona. Nie wydaje mi się, w końcu ujęcie tematu inne. Jednak wymiękłam po tym incydencie i po 12 minutach wyszłam ze spotkania i udałam się na inne. Duża strata, biorąc pod uwagę, że każdy warsztat trwał 45 minut. Moim zdaniem taka praktyka jest niedopuszczalna. Fakt, że warsztat w sobotę był głównie przeznaczony dla marek, nie dla twórców, bo im był dedykowany ten niedzielny, wcale nie zmniejszył rozczarowania. Niesmak pozostał.

Najlepsze warsztaty, w których brałam udział? Według mnie warsztaty „Co dalej z influencer marketingiem”, które prowadziła p. Patrycja Górecka-Butora oraz „Dobre praktyki przy prowadzeniu konta na YouTube” prowadzone przez Szymona Chałupkę z kanału Filmujemy. Podobał mi się także temat „Jak dobrze ułożyć relacje ze specjalistą SEO” (prezentację prowadził p. Grzegorz Strzelec), jednak z uwagi na zbliżającą się godzinę odjazdu mojego autokaru musiałam się pod koniec z tego warsztatu urwać.

Kilka innych kwestii organizacyjnych

Warto zaznaczyć, że nazwa SeeBloggers może być nieco myląca. To już siódma edycja tego wydarzenia i domyślam się, że przez te lata odbiegło ono nieco od pierwotnych założeń. Bardziej pasowałoby tutaj określenie SeeInfluencer. A może nawet SeeInstagramer – bo jednak instagramowiczom poświęcona była większa część agendy tego festiwalu. Mieli nawet własną strefę, co jest dość wymowne. Większość zorganizowanych konkursów również opierała się o Instagram.

Insta to zdecydowanie nie moje medium, agenda więc mnie nieco przytłoczyła.

Różnorodność wystawców jest zarówno plusem jak i minusem. Expo było kierowane do każdego, a przez to… Do nikogo konkretnie. Przypadkowe rozmieszczenie wystawców na hali też nie pomagało trafić od razu do tych stoisk, które tematycznie były człowiekowi najbliższe. Brakowało szczegółowej mapki, bo ta ogólna, którą wręczano uczestnikom, pokazywała tylko, gdzie jest jaka strefa.

Właśnie – mapka… Muszę dodać, że organizator przygotował na wydarzenie własną aplikację na telefony. Jednak okazała się ona – przynajmniej dla mnie – mało przydatna. Nie było w niej sekcji nawigacyjnej, tj. mapki budynku EC1 z oznaczeniem stref, co moim zdaniem jest dużym brakiem. Spowodowało to konieczność wydrukowania tych nieszczęsnych map i dystrybuowania podczas festiwalu w formie ulotek.

Podobnie, nie było w aplikacji sekcji z listą warsztatów, na które udało się zapisać, co już jest jednak dużą niedogodnością. Dobrze, że spisane je miałam do notesu, mogłam dzięki temu wejść na agendę w aplikacji i zaznaczyć dane spotkania jako ulubione. W ten sposób sama stworzyłam swoją listę warsztatów… Ale jednak, to obejście problemu, a nie rozwiązanie. W końcu chyba nie taka miała być w zamyśle twórców aplikacji rola oznaczenia warsztatów jako ulubione, prawda?

Meldować się na wydarzenie i odbierać pakiety powitalne oraz identyfikatory można było już w piątek od godziny 15, co było doskonałym posunięciem. Ludzi masa. I tak stałam w kolejce, ale to, co działo się następnego dnia od rana… Mega długi sznur ludzi, kolejka na kilkadziesiąt metrów poza budynkiem! Szacun dla organizatora za ogarnięcie takiej zgrai. Uczestnikom zapewniono też strefę chill-out oraz gastronomiczną z food truckami. Tych ostatnich było jednak moim zdaniem za mało. Raptem 5, o ile dobrze pamiętam. I żadnego parasola przy stolikach, by można się było schować w cieniu, bo upał był w ten weekend znaczny…

Ogólne wrażenia z SeeBloggers 2019 – czy było warto?

Zbierając wszystko do kupy: nie żałuję swojego udziału w SeeBloggers 2019. Było to ciekawe doświadczenie, choć nie wiem, czy wybiorę się na kolejne edycje. Raczej dla porównania udam się na konferencję w innym mieście. Udało mi się spotkać i pogadać przy kawie z Adą z Rzeczovnika, poznałam także dwie inne ciekawe osobowości – Julittę, która jest coachem relacji, a także Marcelinę prowadzącą dwujęzyczny blog podróżniczy Altertonative.

Wysłuchałam ciekawych prelekcji, które całościowo oceniam pozytywnie, mimo wspomnianych wcześniej zgrzytów. Moje zastrzeżenie budzi jednak proporcja. Więcej wystąpień powinni mieć jednak twórcy internetowi, a nie przedstawiciele marek. Dla tych ostatnich można było wydzielić osobną strefę z prelekcjami (strefa marek/partnerów?). Dzięki takiemu zabiegowi uniknęłoby się wrażenia, że festiwal ma przede wszystkim charakter reklamowy dla marek.

I za dużo instagrama. Ale o tym już pisałam 😉

Poza tym cieszę się, że udało mi się 6 i 7 czerwca pozwiedzać Łódź. Miasto nabiera kolorów, liczne renowacje kamienic i dróg wskazują na to, że włodarze inwestują w infrastrukturę. Ładne, zadbane parki, urokliwe uliczki i pyszne jedzenie w restauracji Galicja – czegóż chcieć więcej 😉 Porobiłam też kilka zdjęć. Część z nich możecie podejrzeć na moim fanpage’u.

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Możesz też polubić Kobiece Finanse na Facebooku lub śledzić mój blog na Twitterze!
Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Podziel się:

5 komentarzy do wpisu „SeeBloggers 2019 w Łodzi – relacja”

  1. Oni się kiedyś wszyscy obudzą z Pinterestem tak jak się obudzili z newsletterem. Długo wszędzie było słychać, że nikt nie czyta newsletterów, a nagle się okazało, że jednak e-mail marketing działa. Tak to jest, jak się czegoś nie sprawdzi tylko powtarza stare, uslyszane kiedyś opinie.

  2. Muszę kiedyś się wybrać na tego rodzaju wydarzenie. Lubię takie doświadczenia. Niestety zawsze mam dużo innych obowiązków i po prostu nie starcza mi na to czau.

  3. Bardzo fajna relacja, zwłaszcza dla kogoś kto niestety musiał zrezygnować, ale oddał swoje miejsce innej osobie.
    I żałuję tego SEO YT najbardziej chyba, ale targów i tego szaleństwa konkursów- nie :D.

  4. W pracy seo ważne jest, aby wiedzieć o czym się pisze i co się robi. Wtedy praca będzie łatwiejsza. Pozycjonowanie stron jest jednym ze sposobów reklamowania się w internecie, ale też bardzo skutecznym. Takie targi pomagają się rozwijać.

Dodaj komentarz