Szybkie podsumowanie roku 2018

Szybkie podsumowanie roku 2018

Jak to w styczniu najczęściej bywa, na blogach pojawiają się podsumowania minionego roku. Nie inaczej jest i na blogu Kobiece Finanse. W zeszłym roku podsumowanie było rozłożone aż na dwa wpisy, ale dzisiejsze będzie wyjątkowo zwięzłe. Ot, taki rok 2018 u Dany w pigułce 😉 Potraktujcie go raczej jako przegląd zeszłorocznych wpisów plus komentarz dotyczący tego, co udało się zrealizować, czego nie i co chciałabym osiągnąć w nowym roku 2019.

Podróż do Nowej Zelandii – 3 tygodnie w raju

Początek roku 2018 upłynął mi pod znakiem absolutnej przygody mojego życia, czyli podróży poślubnej na drugi koniec świata. Od A do Z zorganizowaliśmy ją z mężem sami, bez pośrednictwa biur podróży. Wspieraliśmy się poradami i rekomendacjami kilku znajomych, którzy odwiedzili to miejsce. Przed wyjazdem było nieco nerwów, bo tak daleko nigdy żeśmy nie lecieli. Ale jak już trafiliśmy na miejsce, całe ciśnienie zeszło 🙂

Finansowo przedsięwzięcie do najtańszych nie należało, same bilety lotnicze kosztowały nas ok. 8 tys zł, ale… Już nam po głowie chodzi powrót. Może niekoniecznie w 2019 roku, ale pomysł kiełkuje w naszych umysłach. Wszystkiego nie zwiedziliśmy, a bardzo byśmy chcieli odwiedzić jeszcze kilka zakątków obu nowozelandzkich wysp. A ja, szalona, kupiłam nawet przewodnik po nowozelandzkich ścieżkach rowerowych. Coś więc czuję, że kolejna nasza wyprawa będzie bardziej… Hmm. Surwiwalowa to chyba dobre określenie 😉

Nowa Zelandia i podróże były tematem przewodnim kilku zeszłorocznych wpisów:

Kilka zmian i ulepszeń na blogu

Na wiosnę 2018 blog Kobiece Finanse doznał lekkiego liftingu. Po wielu latach odświeżone zostało logo. Poprzednie towarzyszyło stronie od samego początku istnienia Kobiecych Finansów, czyli od 2013 roku. Drobnym zmianom poddany został też layout i rozmieszczenie elementów w panelu bocznym, choć skórka worpdressa pozostała ta sama – GeneratePress. Jest prosta i estetyczna (prawda?), a to dla mnie duży atut.

Fiaskiem zakończyły się moje próby rozruszania profilu na Instagramie. Już we wpisie podsumowującym akcję Październik Miesiącem Oszczędzania wspominałam, że „nie czuję” tej platformy. W sumie chyba głównym blokerem prócz braku odpowiedniej grupy docelowej była w moim przypadku konieczność robienia codziennie zdjęć. Nie jestem jakimś namiętnym „pstrykaczem”. Mam opory przed dzieleniem się z nieznaną w sumie publicznością każdym obrazkiem z mojego codziennego życia. Nie wyrobiłam w sobie nawyku regularnego robienia i wrzucania tam zdjęć i… W sumie bardzo się cieszę. Jeden nałóg w życiu mniej 😉 A umysł mogłam zająć poważniejszymi kwestiami.

Zupełnie inaczej sprawa się miała w przypadku profilu na Pintereście. Sukcesywnie od wielu miesięcy tworzyłam nowe piny do starych wpisów na blogu. Wykorzystałam ten kanał social media również przy wyzwaniu PMO. Dzisiaj z radością stwierdzam, że zbieram zasłużone plony tej pracy. Poniżej wrzucam print screen najświeższych statystyk (wyświetlenia liczone od 1 października 2018). W tej chwili Pinterest generuje mi ruch większy od Facebooka. W styczniu 77% ruchu z social mediów na mojego bloga to właśnie przejścia z Pinterest. Najpopularniejszy pin z akcji PMO prowadzący do bloga został repinowany (odpowiednik opcji „udostępnij” na Facebooku) aż 43 razy. A w styczniu w ogóle statystyki poszybowały w górę.

Ostatnią największą nowością na blogu było podpięcie porządnego silnika do obsługi i wysyłki newsletterów. Postawiłam na MailerLite, który póki co w pełni spełnia moje oczekiwania.

Działalność okołoblogowa – webinary

Podczas gdy na blogu największym przedsięwzięciem logistycznym było wspomniane i podlinkowane już wyzwanie Październik Miesiącem Oszczędzania (w skrócie: codziennie przez cały październik w dni robocze ukazywał się na blogu nowy wpis o oszczędzaniu), to i wokół bloga działo się całkiem sporo.

Rok 2018 przyniósł mi udział w pierwszych tzw. live’ach na Facebooku i webinarach. Sama ich nie prowadziłam, występowałam w charakterze gościa. Kontynuuję tego typu gościnne wystąpienia, w ten weekend rozmawiać będę np. z Dorotą Filipiuk.

Jedno wiem na pewno: nie planuję prowadzić własnych webinarów, live’ów czy podcastów. Za sprawą sukcesu Michała Szafrańskiego w blogosferze zauważyć można istny boom na tego typu komunikację z odbiorcami. Mało komu jednak udaje się doścignąć pierwowzór. Poza tym czuję się jednak blogerką, pozostanę więc przy słowie pisanym, a „straszenie” swoją facjatą ograniczę do okazjonalnych wystąpień. Dobrze mi z takim rozwiązaniem.

Skoro już o słowie pisanym mowa. Pod koniec 2018 roku nawiązałam współpracę z wydawnictwem Wiedza i Praktyka. Co będzie jej owocem? Póki co nie zdradzam, ale premiera już niebawem 🙂 Śledźcie mój fanpage i twitter, tam będę informować o szczegółach.

Działalność okołoblogowa – spotkania z czytelnikami

Ciekawym doświadczeniem były też dla mnie spotkanie autorskie oraz warsztaty z zarządzania domowym budżetem, które poprowadziłam w jednej z filii Biblioteki Gdynia w ramach cyklu Biblioteka Inspiracji.

Zostałam na nie zaproszona przez Zuzannę Gajewską znaną w sieci jako Promotorka czytelnictwa. Z organizatorami nie spodziewałam się aż takiego zainteresowania. Na warsztaty mogło wejść maksymalnie 20 osób, obowiązywały zapisy. Tuż przed rozpoczęciem warsztatów na wpuszczenie czekało kilka osób z listy rezerwowej, które liczyły, że ktoś z listy głównej się wykruszy. Szaleństwo 🙂 A jednocześnie bardzo motywująca sprawa. Widać, że jest zapotrzebowanie na tego typu spotkania. Fotorelację z wydarzenia możecie znaleźć tutaj oraz tutaj.

Z rzeczy, z których nie jestem zadowolona: inicjatywa wprowadzenia edukacji finansowej do szkół póki co wciąż stoi w miejscu. Są pomysły, brakuje czasu i rozpędu. Pozytywne jest na pewno to, że zgłaszają się kolejne zaangażowane w temat osoby, jak np. Lesław Niemczyk, który opracował projekt ustawy wprowadzającej edukację finansową do szkół oraz Sebastian Wieczorek, założyciel inicjatywy FEDK (Finanse i Ekonomia Dla Każdego).

Jednak dotychczasowa formuła i próby nadania tej inicjatywie konkretnych kształtów były nieefektywne. Potrzeba lidera, który ma na to czas. Obawiam się, że przeceniłam swoje możliwości i mam z tego powodu poczucie niepotrzebnie rozpalonych oczekiwań. W efekcie czuję frustrację, że doba nie ma 48 godzin. A z drugiej strony – nie chcę skreślać tego pomysłu i się wycofać!

A skoro o czasie i pracy mowa…

Sprawy zawodowe

Ostatni kwartał 2018 przyniósł mi także spore zmiany zawodowe. Od 1 stycznia już oficjalnie piastuję stanowisko dyrektora finansowego w firmie. Do tej roli szykowałam się od października 2018. Mam masę nowych obowiązków, spraw do ogarnięcia i wyzwań. Nałożyła się na to fala zwolnień lekarskich wśród osób, z którymi bezpośrednio współpracuję, w efekcie czego styczeń okazał się miesiącem nadgodzin i poczucia dźwigania wielkiej odpowiedzialności. Oby kolejne miesiące były mi bardziej przychylne i lekkie 😉 Moje zapracowanie odbiło się też na blogu. Dobrze, że październik był w październiku i wtedy przeprowadziłam wyzwanie PMO, bo w obecnych warunkach nie dałabym rady.

Awans na CFO to kolejny duży krok w mojej karierze. Dotychczas pracowałam jako kierownik projektów IT i zarówno w 2017 jak i w pierwszej połowie 2018 roku bardziej kładłam nacisk na szlifowanie umiejętności zarządzania zespołem, organizowania i efektywności pracy czy też dokształcałam się w tematach technicznych. Jednak zawsze byłam w firmie też „jedną nogą” w finansach. Doszłam do takiego momentu, gdy musiałam sobie odpowiedzieć na pytanie: którą ścieżką chcę dalej iść? Na czym chcę się skupić? Warsztaty managerskie, jakie zapoczątkowaliśmy w firmie w drugim półroczu 2018, pomogły mi dokonać wyboru.

Jestem podekscytowana i nie mogę się doczekać, jak ta historia się dalej potoczy w 2019 🙂

Sprawy prywatne

Cóż, to będzie najbardziej ponury fragment mojego dzisiejszego wpisu. Niestety rok 2018 nie do końca potoczył się pod kątem zdrowotnym tak, jak bym tego chciała. Zdiagnozowano u mnie niedoczynność tarczycy spowodowaną Hashimoto, więc już pewnie zawsze towarzyszem mojego życia będzie Letrox w mniejszej lub większej dawce oraz kontrole u endokrynologa raz na kwartał. Z przypadłością tą wiąże się – oprócz konieczności trzymania się w ryzach choćby pod kątem diety – także kilka innych irytujących problemów, o których nie będę tu pisać.

Przełom roku 2018 i 2019 przyniósł także jakieś jeszcze nie do końca zdiagnozowane problemy z kręgosłupem. Przestraszyłam się na dobre, gdy do bólu lewej łopatki dołączyło mrowienie palców lewej ręki. Obawiam się, że to echo wypadku komunikacyjnego, któremu uległam w 2012 roku. Chodziłam wtedy na kilkutygodniową rehabilitację kręgów szyjnych. Proszę o trzymanie kciuków, by nie okazało się to niczym poważnym 🙂

Jednak prawdziwy cios poniżej pasa oberwaliśmy z mężem późną jesienią zeszłego roku: dwie diagnozy raka wśród najbliższej rodziny, w tym jedna to IV stadium. W ciągu miesiąca przeczytałam kilka książek oraz niezliczoną ilość publikacji o zwalczaniu nowotworów, terapiach konwencjonalnych i alternatywnych, a przed położeniem się spać przed oczami migają mi erlotynib, apoptoza, angiogeneza, kinazy tyrozynowe i wszelki inny badziew, o którego istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia lub miałam pojęcie blade. To kolejny powód, dla którego więcej mnie ostatnio na blogu nie ma, niż jestem.

Plany na 2019 rok

Oprócz zadbania o najbliższych zadbanie też o siebie. Pierwszy kwartał to tradycyjnie u mnie okres ogólnego przeglądu organizmu i badań lekarskich (zgodnie z maksymą, że lepiej zapobiegać, niż leczyć). Z całego serca polecam Wam też regularnie robić sobie takie badania – badanie krwi, moczu, odwiedzenie dentysty, okulisty, dermatologa (znamiona!), ginekologa, a z moją tarczycową przypadłością także endokrynologa – to stałe punkty na liście. W przypadku panów w tej wyliczance zamiast ginekologa proszę sobie wstawić urologa ;-P

Chcę także znów więcej jeździć na rowerze. W 2018 roku nie miałam imponujących wyników. 1427 km przejechanych w 2018 to nieporozumienie wobec ponad 3 tys. km z roku 2015 czy 2,7 tys. km z roku 2016. Nie chcę fizycznie zardzewieć, mam na to jeszcze sporo czasu.

No i kolejny mój szalony pomysł na ten rok, którym pewnie wielu z Was zaskoczę: chcę odświeżyć sobie i udoskonalić umiejętność szycia na maszynie. Kiedyś, jako nastolatka, miałam swoje pierwsze próby z maszyną marki Łucznik (torby, fartuszki, poszewki), potem poszłam na studia i zapomniałam o sprawie. A ostatnio tak sobie pomyślałam, że w ramach relaksu chętnie bym do tego wróciła. Sprzęt już mam, materiały też. Teraz potrzeba już tylko mobilizacji 😉

Jeśli chodzi o bloga, na swoją listę wciągnęłam punkt, by rozruszać newsletter. Poznaję silnik MailerLite i jego możliwości. Na dniach podepnę też jako podstronę w górnej belce menu materiały z wyzwania PMO (arkusz budżetu domowego itp.), by można było łatwiej je pobrać. W tej chwili zniknęły one w odmętach innych wpisów i nie trafia na nie tyle osób, ile bym chciała. A że akurat wciąż trwa początek roku, to wiele osób chce uporządkować swoje finanse. Materiały te z pewnością im w tym pomogą.

Uff, chyba tyle… Miało być zwięźle, ale coś widzę, że i tak się rozpisałam. Na koniec oddaję Wam głos – zdradźcie, jak Wam minął rok 2018, co napawa Was dumą, nad czym chcecie w 2019 roku popracować… Szał postanowień noworocznych już za nami, więc stawiane sobie teraz cele i plany są pewnie bardziej wyważone 🙂

Podziel się:

6 komentarzy do wpisu „Szybkie podsumowanie roku 2018”

  1. Gratuluję awansu i zazdroszczę tej wycieczki do Nowej Zelandii.

    Też o niej marzę, ale póki co muszę odłożyć te plany (ciężko z małym synkiem wybrać się w taką podróż).

    Ja mam w planach półmaraton w.tym roku chociaż marzy mi się maraton w Nowym Jorku 😉

  2. Witam nowego dyrektora finansowego w naszym kobiecym gronie, co jednak jest nieczęste. Życzę samych sukcesów i trochę mniej nadgodzin…. Nie wiem czy da się je wyeliminować na stałe. Ja od paru miesięcy jakoś nie mogę sobie z nimi poradzić. Gratuluję też rozwoju bloga w tym roku 🙂 Oby tak dalej 🙂

  3. Hashimoto to nic strasznego – polecam jednak udac sie do 2-3 roznych lekarzy, aby to potwierdzili (moja mama ma zdiagnozowana ta chorobe, jednak miala z tym wiele przejsc – lekarze stawiali zle diagnozy itp) – nic strasznego. Letrox powinien zalatwic sprawe.
    Powodzenia!

  4. Uwielbiam takie podsumowanie roku, widzę jak każdy ma zupełnie inne spojrzenie na poprzedni rok. Każdy w końcu wyciąga inne wnioski.
    Pozdrawiam serdecznie
    Anetta z Modny Blog.
    PS: Widzę, że Letrox dalej jest podawany dla każdego z niedoczynnością, sama go używałam latami na czczo do momentu, kiedy musiałam przestać – zmian w przytarczycach już nie było. Jednak sama ze swojej strony nie mam Hashimoto.

Dodaj komentarz