Zakup pralki, czyli dlaczego nie lubię robić zakupów w okresie przedświątecznym?

Szał promocyjno-zakupowy trwa w najlepsze. Do końca roku niedziele są niedzielami handlowymi, więc tym bardziej sprzedawcy i klienci mają okazję poszaleć. Z tego powodu ostatnie większe zakupy spożywcze zdecydowałam się robić przez internet. Dzięki temu unikam tłumów i nie kaleczę oczu widokiem leżących w nieładzie, poprzebieranych towarów. Jednak nie to jest głównym powodem mojej niechęci do odwiedzania sklepów przed świętami. Jest to czas, gdy z jednej strony handlowcy są nastawieni na maksymalizację sprzedaży. Z drugiej strony często z roztargnienia i zamieszania, które panuje w sklepach, nie są na tyle skoncentrowani, by dobrze coś doradzić. Opowiem Wam historię z autopsji, żeby lepiej zobrazować problem. Tak się bowiem złożyło, że tuż przed szalonym czarnym piątkiem moja teściowa zdecydowała się na zakup pralki.

Historia zakupu pralki – kryteria wyboru

Pralka u moich teściów dogorywała. Był to leciwy egzemplarz, włoskiej marki, który już raz przeszedł poważną naprawę. Ogólnie jednak przez te wszystkie lata sprawował się całkiem nieźle.

Rodzice od wielu miesięcy szykowali się na wymianę tego sprzętu. Decyzja o zakupie zapadła akurat w połowie listopada. Zaczęło się poszukiwanie odpowiedniego modelu.

Z uwagi na to, że teściowie mieszkają we dwoje i posiadają niewielką łazienkę, w której wstawienie pralki wchodziło w grę tylko w jednym miejscu, nie potrzebowali pralki o standardowym rozmiarze i o wielkiej pojemności. Tak więc niewielka pralka typu slim to był warunek nr 1.

Kolejnym warunkiem był sposób załadunku – koniecznie miał być od przodu. Pralka robi mamie za dodatkową półkę, załadunek od przodu jest dla niej wygodniejszy.

Trzeci warunek – silnik nowego typu, tzw. inwerterowy. Takie silniki obecnie są niewiele droższe od standardowych silników szczotkowych, a pracują ciszej, siorbią mniej prądu i przede wszystkim cechują się dłuższą żywotnością. Electrolux jest np. tak pewny ich jakości i wytrzymałości, że lekką ręką daje na nie 10 lat gwarancji producenta.

Istotne było również dla teściowej, by nowa pralka miała zabezpieczenie przed zalaniem, blokadę rodzicielską (z uwagi na odwiedzające ich wnuki) oraz funkcję time manager, która umożliwia skrócenie domyślnego czasu prania.

Inne aspekty były mniej istotne, dlatego ich opis pominę. Pralka miała też kryterium cenowe – teściowie nie chcieli na nią wydać więcej, niż 1500-1600 zł. Dość powiedzieć, że mama przygotowała sobie tabelaryczne zestawienie pralek i po konsultacji ze mną wybrała w końcu wymarzony model marki Electrolux.

Mama poprosiła mnie o towarzyszenie jej w eskapadach po sklepach, co też uczyniłam.

„Pralka ma prać, po co pani te tabelki”

Najpierw wybrałyśmy się do sklepu, w którym, jak jego nazwa sugeruje, pracują sami eksperci od mediów.

Okazało się, że nie było na miejscu akurat tego modelu pralki, który nas interesował. Pan z obsługi pokazał nam inny, nieco tańszy, twierdząc, że będzie nam odpowiadał, że posiada silnik intwerterowy i podobne funkcje do tego modelu, który sobie mama upatrzyła.

Sprawdziłam szybko na telefonie w internecie kartę produktu ze strony producenta. Według opisu model ten nie posiadał takiego typu silnika, co też zakomunikowałam sprzedawcy. Żachnął się i odparł, że to musi być błąd, bo on jest na 100% pewien, że w tej pralce jest silnik indukcyjny. Na dowód tego otworzył ją i zamachnął bębnem, twierdząc, że przy standardowej konstrukcji obrót bębna byłby znacznie głośniejszy.

Ze stoickim spokojem odparłam, że na ich sklepowej stronie internetowej również widnieje informacja, że egzemplarz ten posiada silnik standardowy. Od tego momentu rozmowa z panem media ekspertem była naprawdę niemiła.

Stał się opryskliwy i zaczął jęczeć, że drepczemy w miejscu, że po co mamie te tabelki porównawcze, że pralka ma prać, nie ma tu filozofii, reszta jest mniej istotna. Odparłam, że skoro tak, to po co w sklepie tyle modeli. Trzeba sprzedawać jeden i ten sam.

Pan był coraz bardziej kąśliwy, a co gorsza, na prośbę o zamówienie naszego modelu odparł, że nie mają go w magazynach i będzie trzeba na niego długo czekać. A po co czekać, skoro na stanie w sklepie jest model, który nam zaprezentował!

Ogółem – straszny buc. Podziękowałyśmy za „pomoc” i zasugerowałam mamie, byśmy szybko opuściły ten sklep. Obsługa klienta pozostawiała wiele do życzenia. Widać było, że sprzedawca za wszelką cenę chciał nam wepchnąć model, który nam nie odpowiadał (miał od niego większą prowizję, czy co?). W dodatku – świadomie bądź nie – ale wprowadzał nas w błąd w kwestii jego parametrów.

Pomyślałam sobie, że co to w ogóle za durny tekst, „pralka ma prać”? Jakbym powiedziała do męża, że „samochód ma jechać”, w związku z czym powinniśmy kupić używanego malucha zamiast jego wymarzony model Kia z salonu… Pewnie by spojrzał na mnie jak na chorą psychicznie 😉

Zakup pralki przed świętami

Zakup pralki w sklepie od RTV i AGD

Poszłyśmy więc dalej, do konkurencyjnego sklepu z RTV i AGD w nazwie. Tutaj pan z obsługi był znacznie milszy i cierpliwie odpowiadał na nasze pytania. Stwierdził, że mają nasz model na magazynie i zaczęliśmy dywagować nad dokupieniem rozszerzonej gwarancji. A właściwie ubezpieczenia oferowanego przez sklep. Nie była to bowiem przedłużona gwarancja producenta.

Sprzedawca przekonywał, że najmniej wytrzymałymi elementami w pralce są łożyska i ogółem elementy plastikowe. Nie da się temu zaprzeczyć.

Niemal wszyscy producenci produkują pralki z klejonymi komorami, a nie skręcanymi. Jeśli więc coś tutaj ulegnie uszkodzeniu, to praktycznie oznacza to konieczność wymiany pralki na nową. To dlatego, że koszt naprawy bębna, łożysk czy silnika często dorównują cenowo zakupie nowej pralki.

Rozszerzona gwarancja miała korzystne zapisy. Szybki odbiór uszkodzonego sprzętu do naprawy, gwarancję wymiany pralki na nową w tej samej cenie, jeśli nie da się naprawić tej ubezpieczonej; uwzględnienie gwarancji nawet wtedy, gdy uszkodzenie nastąpi niezamierzenie z winy użytkownika.

Plus kilka innych rzeczy. Ostatecznie teściowa zdecydowała się dobrać gwarancję. Sprzedawca wyczyścił więc formularz i zaczął ponownie uzupełniać parametry zamówienia. Wpisał dzień dostawy, wydał nam kartę zamówienia i przekierował nas do kas, by uiścić zapłatę.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem zadzwoniła do mnie zdenerwowana teściowa. Wczytała się bowiem w dane na fakturze i na blankiecie gwarancyjnym. Okazało się, że sprzedawca wpisał jakiś inny model pralki – podała mi jej nazwę i numer.

Sprawdziłam w internecie. Faktycznie, producent i cena ta sama, parametry pralek zbliżone, ale jednak inne. Ta podmieniona ma jeden program więcej i inny wyświetlacz. Niby na plus, ale za to ma wmontowany stary typ silnika szczotkowego.

Mama pojechała do sklepu odkręcić cały zakup, tak by w dostawie przyszła właściwa pralka, a także by zrobić cesję gwarancji na właściwy model.

„Pani odbierze i sprawdzi, czy jest o nim wzmianka na etykiecie”

Niestety, od tego momentu zaczęło się kręcenie i robienie klienta w konia. Teściowa pojechała do sklepu sama. Rozmawiała zarówno ze sprzedawcą, jak i kierownikiem sklepu. Panowie zaczęli twierdzić, że faktycznie doszło do pomyłki… Ale niewielkiej, bo to ta sama klasa pralki i na pewno ma silnik inwerterowy.

Twierdzili, że zamówienie jest w realizacji i że nie da się go wstrzymać. Przekonywali, że najpierw trzeba odebrać towar i dopiero wtedy można uruchomić procedurę zwrotu. Polecili przy odbiorze pralki sprawdzić, czy na etykiecie znajduje się informacja o tego typu silniku. „Na pewno tam będzie i nie będzie pani musiała robić zwrotu”.

Od początku mówiłam mamie, że jestem sceptyczna. Raz, że zauważyłam prawidłowość, że w nazwie modelu z tego typu silnikiem powinna być na końcu literka „I”. Przynajmniej taki wzór nomenklatury producent stosuje w nowych modelach. W karcie producenta jak byk stoi, że ten model ma stary typ silnika, a karta producenta w tej kwestii to wyrocznia.

Dwa, jak już mama przyjmie towar, to w razie zwrotu wpada się w tryb rękojmi. Może się okazać, że nie wymienią sprzętu od ręki, że trzeba będzie czekać. No i po trzecie, podpisała zamówienie na ten konkretny model. Sklep może opierać się na tłumaczeniu, że przecież widziała, co podpisuje, zrobiła to świadomie i nie ma podstawy do wymiany, a zakup pralki jest wiążący.

Ogółem śmierdziało mi to ciężkimi przebojami ze sklepem na kilometr. W końcu pracowałam kiedyś w dziale reklamacji jednego z marketów i wiedziałam, jak bardzo sklepy bronią się przed zwrotami. Do tego dochodzi transport zwrotny na własny koszt.

Banalny zakup pralki okazał się sporym problemem

Faktycznie, pralka, która przyszła, ma stary typ silnika. Teściowa była w sklepie jeszcze raz w tej sprawie, po czarnym piątku. Akurat był sprzedawca, który narobił takiego zamieszania.

Powiedział, że on nie może podejmować takich decyzji, że na wymianę musi wyrazić zgodę kierownik, który będzie dopiero w pracy od godziny 14. Mama poprosiła o bezpośredni telefon do sklepu, ponieważ na stronie internetowej jest podana tylko infolinia do centrali. Na co pracownik podał jej swój numer. Powiedział, by do niego zadzwoniła, to da znać, czy kierownik jest już w pracy.

Tak też mama zrobiła – zadzwoniła do gościa nieco przed 15. Odebrał, ale nie był już tak miły, jak wcześniej. Ironicznie powiedział, że nie ma go już w pracy i nie wie, czy kierownik już przyszedł, trzeba samemu sprawdzić.

Jak się to wszystko skończyło? 1:0 dla nieuczciwego sklepu. Teściowa jak na złość się pochorowała, dopiero teraz dochodzi do siebie. Nie miała sił i warunków do tego, by walczyć ze sklepem. Teściowie nie mają samochodu, sami nie odwieźliby więc pralki. Trzeba by było zamawiać busik dostawczy na własny koszt. No i to wszystko znaczyłoby, że byliby bez pralki, bo stara poszła już do utylizacji.

Pocieszam mamę, że przynajmniej jak nowa pralka wcześniej kipnie, w okresie rozszerzonej gwarancji, to bez żalu wymieni ją na inną, ale mimo wszystko – średnie to pocieszenie, a i niesmak pozostał.

W okresie promocyjnym jednostkowe przypadki się nie liczą

Cała ta historia utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, które budowałam na własnych doświadczeniach czy to jako klienta, czy to jeszcze jako pracownica sklepu. Przekonanie, że w okresie szalonych promocji pojedyczny klient się nie liczy.

Nikt się nie przejmuje jego problemami. Ot, zginie w wielkim morzu tysięcy innych klientów, którzy dokonają zakupów na wyprzedażach. Sprzedaż to sprzedaż, sklep i tak ma zysk. Jeden niezadowolony kupujący nie zaszkodzi, bo i tak ludzie jak w hipnozie patrzą w okresie przedświątecznych promocji głównie na niskie ceny.

Historia tej nieszczęsnej pralki daje do myślenia. Sugerowałam zakup pralki przez internet, ale mama wolała stacjonarnie. W sumie mogła obejrzeć sprzęt w sklepie, a kupić przez sieć. Zamówiłabym jej dokładnie ten model, który chce, nie doszłoby do takiej głupiej pomyłki. A i w razie czego przysługiwałoby jej prawo do dokonania zwrotu bez podawania przyczyny w ciągu 14 dni od zakupu.

A jak tam Wasze zakupy przedświąteczne? Nadzialiście się na nieuczciwych sprzedawców? Mam nadzieję, że nie i że obeszło się bez takich wątpliwych atrakcji i bez nerwów.

Podobał Ci się ten wpis? Uważasz go za przydatny? Chcesz mnie wesprzeć?
Będzie mi niezmiernie miło, jeśli podzielisz się nim ze znajomymi!
Nieco niżej znajdziesz przyciski do udostępniania artykułu w różnych serwisach internetowych. Dla Ciebie to jeden klik, który trwa chwilę, a dla mnie szansa na dotarcie z wartościowymi treściami do nowych odbiorców 🙂 DZIĘKUJĘ!

Zapraszam Cię też do polubienia bloga Kobiece Finanse na Facebooku oraz śledzenia go na Twitterze lub obserwowania na Instagramie. Jestem również obecna na platformie Pinterest.

Najbardziej zachęcam jednak do zapisania się na mój newsletter. Wtedy zawsze będziesz na bieżąco z nowymi wpisami, ciekawostkami, wartymi odnotowania wydarzeniami i poradami 🙂

Absolwentka germanistyki oraz informatyki i ekonometrii. Propagatorka idei edukacji finansowej. Pomaga kobietom zdobyć pewność siebie w obchodzeniu się z pieniędzmi, wspiera je w budowaniu własnej stabilności i niezależności finansowej. Autorka poradników "Pieniądze dla Pań" oraz "Kariera dla Pań". Zawodowo związana z branżą IT, gdzie pracowała jako twórczyni stron internetowych, kierowniczka projektów, scrum master i dyrektorka finansowa.

16 komentarzy do “Zakup pralki, czyli dlaczego nie lubię robić zakupów w okresie przedświątecznym?”

  1. A dlaczego tak anonimowo? Wykorzystałabymm siłę internetu, chociażby ze względow wizerunkowych sprawa by trafiła do ludzi mających wolę pomocy w sprawie ma szczeblu kierowniczym 🙄

    Odpowiedz
  2. pralka zepsuła mi się tuż przed świętami a wiadomo bez czystych ubrań to ciężko nawet wyjść z domu. Mogę powiedzieć że mam bardzo dobre wspomnienia z zakupem pralki w media expert. Nie znam się na tego rodzaju sprzęcie więc zapytałam o pomoc. Wszystko zostało mi wyjaśnione wybrałam model który mi odpowiadał, pralka stoi, działa dobrze. Jestem zadowolona z szybkiego zakupu.

    Odpowiedz
    • I elegancko! Właśnie tak powinna wyglądać obsługa klienta. Oby pralka działała długo i bez zarzutu 🙂 My w jednym z tych sklepów nie mieliśmy takiego szczęścia do dobrego doradcy.

      Odpowiedz
  3. Ja bym odmówił przyjęcia pralki. Sam bujałem się z jednym sklepem dwa tygodnie bo towar niby był na magazynie ale nie dawali rady dostarczyć. Cofnąłem zamówienie (dwa tygodnie zwrot kasy) i kupiłem gdzie indziej…

    PS. Maluch to klasyk… A prawdziwy Polak to jeździ tylko Passat diesel (musi dymić!) z LPG (taniej 😉 )

    Odpowiedz
    • No niestety, mama dała się nakręcić sprzedawcom. Też kiedyś zw tym sklepie miałam przeboje, ale z zamówieniem internetowym – trzy lata temu chciałam pralkę marki Candy, której również nie byli w stanie dostarczyć, termin dostawy ciągle odroczony, infolinia przełączała mnie między różnymi działami, nikt nie poczuwał się do odpowiedzialności… Dobrze, że wtedy było to zamówienie internetowe, od razu zrezygnowałam z pralki.

      Odpowiedz
  4. Też mam za sobą wymianę pralki w tym roku. Choć w moim przypadku obyło się bez takich historii i wszystko potoczyło się wręcz wzorowo. A co do obsługi w takich sklepach to – cóż – w większości przypadków wygląda to dokładnie tak jak to opisałaś.

    Odpowiedz
    • Wiele zależy widocznie od szczęścia, na jakiego sprzedawcę się trafi 🙂 Wiadomo, nie ma co generalizować, że od razu cała sieć sklepów spod danej nazwy jest do bani, bo się akurat jeden czy drugi cwaniak napatoczy…

      Odpowiedz
      • Ja kupowałem pralkę przez internet, ale – tak jak Ty – zajrzeliśmy z żoną najpierw do sklepu stacjonarnego. Nie specjalnie się ktoś nami zainteresował 😉 Choć może to i dobrze, bo mieliśmy już coś upatrzonego i zależało nam jedynie na zobaczeniu tego w rzeczywistości 🙂

        Odpowiedz
  5. Faktycznie, takie rozwiązanie, że oględziny w rzeczywistości, a zakup w internecie, mogłoby być lepsze, chociaż jeszcze nie wszyscy są przekonani co do zamawiania przez internet tak dużych sprzętów.

    Odpowiedz
  6. Najlepiej jak sprzedawca tak bardzo chce sprzedać przedłużoną gwarancję pralki , że zachwalając gwarancje posuwa się do stwierdzeń, bo ta pralka to za rok się zepsuje 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz