Inwestuj we własny etat. Jak zbudować finansową niezależność pracując na etacie. Wydanie II

Inwestuj we własny etat

Nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła na urlop czegoś do czytania. Tak było i tym razem, a wśród spakowanych lektur znalazło się m.in. miejsce na książkę „Inwestuj we własny etat. Jak zbudować finansową niezależność pracując na etacie.” 

Dla osoby, która „wyrosła” na książkach Roberta Kiyosakiego, sam rzut oka na tytuł książki wywoła konsternację. „Niezależność finansowa na etacie? Co za bzdury? Tego się nie da pogodzić!”. Tymczasem autor tego 128-stronicowego poradnika, Sławomir Śniegocki – ceniony doradca finansowy, inwestor, notabene również sędzia w Cashflow – przekonuje czytelników, że praca na etacie wcale nie wyklucza utorowania sobie drogi do wolności finansowej, a stanowi wręcz niezłe zabezpieczenie naszego portfela.

Przesłaniem książki jest prawda z pozoru niby oczywista – nie ma sukcesu bez planu, nie ma sukcesu bez wprawnego zarządzania swoim czasem. I przede wszystkim nie ma złego momentu na rozpoczęcie budowania niezależności finansowej. Bez znaczenia wtedy jest fakt, czy prowadzimy własną działalność gospodarczą, czy pracujemy na etacie. Z taką świadomością możemy usiąść, zakasać rękawy i na spokojnie sporządzić na piśmie (no, dobrze – na komputerze też może być 🙂 ) nasz roczny plan inwestycji i wydatków – sama na łamach tego bloga niejednokrotnie podkreślałam kluczową rolę, jaką w prowadzeniu finansów osobistych odgrywa np. dobrze skonstruowany plik z zestawieniem wydatków i przychodów. Myślę, że doskonałym mottem tego poradnika może być tytuł jednego z rozdziałów – nie planuj porażki żyjąc bez planu. Doba ma 24 godziny, 8 z nich spędzamy w pracy (a przynajmniej tak powinno być!), do wykorzystania pozostaje jeszcze spory zapas – obok etatu możemy mieć przecież alternatywne źródła dochodu (idealnie, jeśli połączymy zarabianie z pasją 🙂 ). Z książką pana Śniegockiego dowiemy się, jak wykorzystać ten czas w sposób możliwie najbardziej efektywny.

Książkę tworzy czternaście rozdziałów skonstruowanych w formie pytań, dzięki którym możemy określić nasze dobre i złe nawyki finansowe. Przyznam, że i ja znalazłam na łamach tego poradnika kilka cennych dla mnie wskazówek. Wymienię tu choćby przybliżoną przez autora zasadę 72, prawo czasu i wysiłku Deminga, drugie prawo Parkinsona, zastosowanie kroczącego limitu straty w inwestycjach. Przy tym wszystkim język książki jest prosty i zrozumiały dla największego nawet laika, każdy kolejny rozdział dzięki temu „się połyka”. Zainteresowała mnie również zaproponowana przez autora forma tworzenia Indywidualnego Planu Budowania Niezależności poprzez nakreślenie tzw. kompasu życia. Jest on wielowymiarowy (bo na nasze życie składa się wiele obszarów, m.in. zdrowie, pieniądze, samorealizacja) i pozwala na ocenę, w jakim stopniu jesteśmy z danego wymiaru zadowoleni i w którym kierunku powinniśmy podążać. Nie będę tutaj opisywać w szczegółach kolejnych kroków pracy z kompasem – zainteresowanych odsyłam do książki. Na pewno warto ją przeczytać i samemu nauczyć się budowania własnego kompasu.

W ramach zakończenia przytoczę jeden cytat, który bardzo mi się podoba – szczególnie w kontekście popularności książek pokroju „Sekret” – i stanowi dla mnie osobiście doskonały motywator:

Jeżeli wierzysz w to, że pozytywne myślenie może przyciągnąć do Ciebie pieniądze, to jest to tylko część prawdy, dlatego że za myśleniem musi iść również działanie.

A w kolejce pozycji do przeczytania ustawiłam drugą książkę tego autora – „Inwestuj we własny dług. 7 kroków dzięki którym spłacisz kredyt przed terminem i jeszcze na tym zarobisz.” Mam nadzieję, że i ten poradnik mnie nie rozczaruje 🙂

2 przemyślenia nt. „Inwestuj we własny etat

  1. Inwestycja we własny etat to była jedna z najbardziej ryzykownych (niepewna branża i dobra praca) i opłacalnych (może póki co nie finansowo, ale sam sobie jestem szefem i wszystko, dosłownie wszystko ode mnie zależy) inwestycji w moim życiu. Polecam każdemu kilka chwil na zastanowienie się, co chce robić, a sposób na to, aby się z tego utrzymać, na pewno się znajdzie. Wystarczy ciężka, ale satysfakcjonująca praca i odrobina samozaparcia.

    • Witaj Loan 🙂 ciężka praca to jedna strona medalu, o wiele ważniejsza moim zdaniem jest pasja – jeśli nie mamy zamiłowania do tego, co robimy, to wcześniej czy później swoją pracę znienawidzimy, nawet jeśli byłaby super płatna. A na znienawidzonym etacie długo się nie wytrwa… Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz