Studentka w wielkim miejście - jak oszczędzać i zarabiać na studiach?

Studentka w wielkim mieście, czyli 8 podpowiedzi, jak oszczędzać na studiach

Studia… Dla jednych czas beztroski, imprezowania, podróży przerywanych sesją i swobody, bo w końcu człowiekowi udało się wyrwać z gniazda rodzinnego, a dla innych swoista szkoła przetrwania. Skąd wziąć pieniądze na utrzymanie się, naukę i rozrywki, gdy rodzice wcale nie podsyłają zbyt wiele grosza? Jak się odnaleźć w wielkim mieście, gdy jest się zdaną na samą siebie? Bez obaw – od czego macie blog Kobiece Finanse 😉 Początek roku akademickiego już za rogiem, dlatego postanowiłam Wam podpowiedzieć, jak oszczędzać podczas studiów. W dzisiejszym wpisie znajdziecie niezawodne sposoby oszczędzenia pieniędzy skrojone „na żaka kieszeń”.

1) Akademik lub kwatera u rodziny

Studentka gdzieś mieszkać musi. Wynajem kąta do spania to chyba największy wydatek na studenckiej liście. Jeśli kwatera jest tym, na czym chcesz przede wszystkim zaoszczędzić, składaj wniosek o miejsce w akademiku. Działa tu zasada: im więcej osób w pokoju, tym taniej. Zwracaj jednak uwagę na to, by warunki panujące w bursie studenckiej nie były spartańskie (np. jedna wspólna łazienka damska na całe piętro, a na piętrze kilkanaście pokojów kilkuosobowych), jeśli cenisz sobie więcej własnej przestrzeni i czystość.

Osobiście bywałam u znajomych w kilku akademikach i byłabym gotowa zamieszkać tylko w jednym z odwiedzonych. Czasami powierzchnia pokoju jest naprawdę niewielka i osoby w nim mieszkające są po prostu stłoczone, przez co dosłownie wpadają na siebie. Do tego dochodzą niemal codzienne imprezy i odwiedziny sąsiadów z pokojów obok. Co kto lubi, ja bym nie mogła się w takich warunkach efektywnie uczyć. Dlatego podczas studiów wybrałam wynajem mieszkania z 2 innymi koleżankami. Jeśli natomiast przeprowadzasz się na studia do miasta, w którym masz rodzinę, popytaj, czy nie udostępniliby Ci „kawałka podłogi” 😉 taki rodzinny wynajem wychodzi zazwyczaj groszowy.

Jak wygląda typowy studencki pokój?
Typowy wystrój studenckiego, współdzielonego pokoju 😉 Źródło: Squalor / Flickr.com

2) Stołowanie się w barach mlecznych lub własne posiłki

Lubisz fast-foody? Zapomnij o ich jadaniu podczas studiów! Wcale nie są tanie (jedna większa kanapka to zwykle wydatek rzędu kilkunastu złotych – za podobną cenę kupić możesz dwudaniowy obiad z napojem), w dodatku ich zjedzenie nie niesie ze sobą żadnych korzyści zdrowotnych, a wręcz przeciwnie… Restauracje z kolei doszczętnie czyszczą portfel z kieszonkowego.

Niebezpieczeństwo stanowią też bary, w których sama nakładasz sobie porcje (punkty z jedzeniem na wagę), bo głodny człowiek zazwyczaj nakłada sobie za dużo (a bo tu ładnie pachnie, a tego jeszcze nie jadłam, o to musi być smaczne) i w efekcie przepłaca. Uważaj również na stołówki mieszczące się w gmachu uczelni. Zwykle kupowanie w nich wychodzi drogo, bo ich właściciele muszą dość sporo płacić za wynajem lokalu, co odbijają sobie na cenach. Idealnym rozwiązaniem jest samodzielne przygotowanie sobie obiadu w domu dzień wcześniej, pod wieczór. Następnego dnia zabierzesz go ze sobą na uczelnię (niedługo na blogu zamieszczę kilka tanich propozycji posiłków 😉 ).

Jeśli nie masz pomysłu (albo talentu czy czasu) na robienie sobie obiadów, w przerwie między zajęciami skocz do barów mlecznych. Wystrojem co prawda nie zachwycają i przywodzą na myśl czasy późnego PRLu, ale za to ich menu jest pożywne i tanie. Zupy dostaniesz już za 2-4 zł, talerz pierogów za piątaka, podobnie gołąbki czy bigos, a zestaw obiadowy ze schabowym nawet za około dyszkę. We Wrocławiu wypróbowałam swego czasu Misia, Jacka i Agatkę oraz Mewę (wszystkie w rynku lub okolicy), Kleksa, Bar Słoneczny (w pobliżu Uniwersytetu Ekonomicznego). Jeśli pod koniec miesiąca wypatrujesz z wytęsknieniem przelewu od rodziców albo nie chcesz po prostu codziennie stołować się na mieście, rób sobie na uczelnię kanapki lub zawczasu zaopatrz się w „suchy prowiant” – w wersji taniej mogłyby to być np. kanapki:

  • pasztet z sałatą
  • ser żółty z ogórkiem szklarniowym lub pomidorem
  • pasta jajeczna ze szczypiorkiem/kiełkami
  • konserwa tyrolska z cebulką

A dodatkowo w ramach przekąski produkty:

  • jogurt naturalny z garścią orzechów
  • serek wiejski
  • owoce: banany, jabłka, gruszki (czyli raczej twarde owoce, coby się nie rozgniotły w torbie)

3) Domówki zamiast wyjść na miasto

Było o jedzeniu, pora na płyny… Ile w Twojej ulubionej knajpie kosztuje kufel piwa? Ja z łezką w oku wspominam czasy, gdy we wrocławskich pubach można było spokojnie dostać złoty trunek za 5-7 zł. Obecnie ceny wynoszą ok. 9-10 zł. Są to ceny piwa lanego, z beczki – a z jakością takowego różnie bywa. Natomiast za lepsze gatunkowo piwa płaci się jeszcze więcej. Tymczasem za 10 zł można zaopatrzyć się w osiedlowym monopolowym w więcej niż jedną butelkę – i to wcale niezgorszego sortu.

Wniosek? Jeśli możesz sobie na to pozwolić – imprezy rozkręcaj w domu, a dopiero po 22 wybierajcie się „na miasto”. W pubie nie kupuj już alkoholu, albo pozwól sobie na jedną kolejkę.

4) Biblioteka zamiast księgarni i ksera

Niezwykle modne wśród studentów stało się kserowanie i bindowanie całych książek. Jest to proceder dość wątpliwy moralnie, wiadomo – prawa autorskie – ale biznes się kręci 😉 w końcu wychodzi taniej od zakupu oryginału ale… Nadal niemało. W samych księgarniach również, o dziwo, studenci grzecznie ustawiają się w kolejkach do kasy. Szczególnie ci, którzy dopiero zaczynają przygodę ze studiami. Czy to się opłaca? No nie do końca. Książki akademickie są bardzo drogie. Przy zakupie 2-3 pozycji czasem trzeba zostawić w kasie nawet kilkaset złotych… Pewnym wyjściem jest w tej sytuacji zrobienie zbiórki pieniędzy i kupienie jednego egzemplarza przez np. 2-4 osoby, między którymi wedle potrzeb książka będzie krążyć. Sposób wypróbowany, polecam 🙂

A tymczasem biblioteki dla każdego studenta stoją otworem. Ktoś powie, że „już nie ma poszukiwanej przeze mnie książki, zwrot dopiero za miesiąc”! Możliwe, z tym że w dużych miastach nie ma przecież tylko jednej biblioteki. Jest biblioteka uczelniana, fakt, ale i kilkanaście filii biblioteki miejskiej czy pedagogicznej! W bibliotekach wprowadzono w ostatnich latach elektroniczne karty użytkownika. Będąc szczęśliwą posiadaczką takiego plastiku, możesz sobie przebierać w zbiorach wszystkich filii danej biblioteki, bez przechodzenia dodatkowych procedur zapisu. Jeśli jakiejś pozycji nie ma akurat w wypożyczalni, prawdopodobnie choć jeden egzemplarz znajduje się w czytelni. Możesz więc poprosić o udostępnienie i przejrzenie go na miejscu i skserowanie tylko tych fragmentów, które zawierają naprawdę potrzebne Ci informację.

Dodatkowy plus taki, że podczas studiowania książek w bibliotece absolutnie nic Ciebie nie rozprasza, jest cisza i spokój (telefon musi być wyciszony!), brak stałego dostępu do internetu i odciągających uwagę powiadomień mailowych o nowych aktywnościach znajomych… Nagle okazuje się, że napisanie eseju zajęło Ci o połowę mniej czasu, niż gdy pracujesz w domu 😉

5) Rower zamiast komunikacji miejskiej

Jeśli uważnie śledzisz mojego bloga i fanpage na Facebooku, wiesz, że jestem wielką zwolenniczką przemieszczania się po mieście za pomocą jednośladu. W tym wpisie opisałam najważniejsze zalety jazdy na rowerze, nie będę więc ich powtarzać – odsyłam do notki. Ogólnie jeśli masz dość panującego w tramwajach ścisku, wiecznych opóźnień czy autobusów wypadających z kursu – to rozwiązanie idealne dla Ciebie. I przede wszystkim zaoszczędzisz na bilecie miesięcznym 😉

6) Darmowy internet

W życiu studentki dostęp do internetu to niemal świętość. Co chwilę wchodzi przecież na stronę uczelni i pobiera z serwera materiały ćwiczeniowe, notatki, wymienia się informacjami z innymi studentami na forum, wysyła mailem prace zaliczeniowe, a w ramach rozrywki traci czas na przeglądanie Pudelka i Demotywatorów (ekhm…).

Problem w tym, że łącze internetowe nie jest tanią usługą. Polska znajduje się w europejskiej czołówce w niechlubnym rankingu najwyższych opłat pobieranych za dostęp do sieci.

Polska w czołówce państw z najdroższym internetem
Polska w czołówce państw z najdroższym internetem. Źródło: http://epthinktank.eu/

Jednym ze sposobów na zmniejszenie lub nawet wyeliminowanie wydatków na internet jest korzystanie z usług Aero2, firmy telekomunikacyjnej oferującej bezpłatny dostęp do internetu. Nie miałam jeszcze okazji przetestować możliwości ich łącza, ale z oferty Aero2 korzysta Remigiusz z zaprzyjaźnionego bloga oszczedzanie.biz – zajrzyj koniecznie do jego wpisów: Jak zamówić Aero2. Część 1. Bezpłatny mobilny internet w 7 krokach oraz Aero2 – darmowy internet mobilny – część 2, problemy autora i pozytywne rozwiązanie.

Gdy korzystasz z internetu również w swoim telefonie, a akurat jesteś poza domem, rozejrzyj się, czy nigdzie w zasięgu wzroku nie znajdziesz tabliczki z informacją o przebywaniu w strefie dostępu do bezpłatnego, miejskiego internetu – we Wrocławiu jest np. ponad 150 takich punktów. Wyłącz wtedy transmisję danych i przełącz się na WiFi, coby zaoszczędzić na transferze.

7) Plotki na kompie, nie przez telefon…

Skoro już jesteśmy przy internecie, to warto zastanowić się, cz nie wykorzystać go szerzej do komunikacji ze znajomymi i rodziną. My, kobiety, często mamy to do siebie, że jak już zaczniemy wydzwaniać do znajomych, to trudno nam szybko skończyć rozmowę 😉 i z każdą minutą podbijamy swój rachunek… No, chyba że znajdziemy operatora z bardzo korzystną ofertą, ale o tym nieco dalej.

Najtańszym sposobem komunikowania się jest po prostu spotkanie na żywo – jeśli jednak nie mamy takiej możliwości, z pomocą przyjdzie właśnie komputer. I nie chodzi mi tylko o korzystanie z komunikatorów typu Gadu Gadu czy Tlen. Ciekawym rozwiązaniem jest program Skype, umożliwiający nawiązanie połączeń głosowych. Sam program jak i nawiązywanie połączeń za jego pośrednictwem jest darmowe, w dodatku istnieje opcja transmisji video.

Mogą Was dzielić kilometry, a i tak pogadacie „twarzą w twarz” 🙂

8) …Bo telefon jest na kartę

System prepaidowy w przypadku korzystania z telefonu z góry narzuca na użytkownika pewną dyscyplinę. Jeśli założysz sobie, że w miesiącu zakupisz doładowanie na kwotę X, łatwiej będzie Ci kontrolować już wykorzystane minuty i wysłane SMSy. Będziesz pilnować długości trwania rozmów, żeby nie dobić do zera. Koniec z jałowymi ploteczkami 😉

Abonamentowe oferty przeważnie mają to do siebie, że użytkownik często zapomina, iż w pakiecie też ma pewną gwarantowaną ilość minut/SMSów/MMSów/pakietu danych do wykorzystania w korzystnej cenie – a jak już ją przekroczy, to w żaden sposób nie jest powstrzymywany przez dalszym nabijaniem licznika po wyższych stawkach – w końcu nie ma zablokowanej możliwości np. dalszego wykonywania połączeń.

Dlatego jeśli nie potrzebujesz super dostępu do internetu przez komórkę, pomyśl o telefonie na kartę. Przegląd ofert znajdziesz choćby na stronach Wirtualnej Polski.

Powyższe podpowiedzi to takie podstawowe koło ratunkowe – na pewno znacie jeszcze inne metody na oszczędzanie podczas studiów – podzielcie się nimi w komentarzach! A jeśli żadne dalszych sposoby na oszczędzanie w trakcie studiów Wam nie przychodzą do głowy, zapraszam do przejrzenia mojego bloga, wiele uniwersalnych pomysłów już się przewinęło na jego łamach.

W następnym odcinku „Studentki w wielkim mieście” napiszę, jak można sobie dorobić podczas studiowania. Zapraszam jeszcze w sierpniu!

19 przemyśleń nt. „Studentka w wielkim mieście, czyli 8 podpowiedzi, jak oszczędzać na studiach

    • Hej Magda, ostatnio musiałam ręcznie przeinstalować Jetpacka, więc system teraz potraktował Ciebie jako osobę komentującą u mnie po raz pierwszy (czyli komentarz trafił do moderacji przed zatwierdzeniem ;-)). Pozdrawiam 😉

  1. „Dlatego jeśli nie potrzebujesz super dostępu do internetu przez komórkę, pomyśl o telefonie na kartę.” Nie wiem co masz na myśli, pisząc o super dostępie do internetu.
    Dziś nie trzeba mieć telefonu na abonament, żeby mieć duży pakiet internetowy do smartfona. Sieci komórkowe zazwyczaj dają do średniego abonamentu za 50-100 zł 1-2 GB internetu. W ofertach na kartę 1 GB kosztuje 9-10 zł (Play, T-mobile). W Lyca Mobile 2 GB można kupić za 10 zł. Dodatkowo doładowania telefonów można dużo taniej kupić na Allegro, w sklepach internetowych, skorzystać z promocji operatorów. Jeśli ktoś ma dużo znajomych, z którymi rozmawia, w jednej sieci, potrzebuje 1 GB internetu i sporadycznie dzwoni do innych sieci, to 50 zł na 3 miesiące w zupełności mu wystarczy. Dodatkowo za to doładowanie 50 zł może zapłacić 40-43 zł. A jeśli ktoś dużo rozmawia z różnymi sieciami, dużo smsuje i potrzebuje internetu, to może wziąć abonament za 38 zł w RBM i mieć no limit rozmowy, smsy i 2 GB internetu.

    • Hej Malin, miło widzieć Ciebie z powrotem wśród komentujących 🙂
      Może faktycznie wyrażenie „super internet” nie było zbyt fortunnym z mojej strony, więc rozwinę swą myśl: jednorazowy koszt zakupu startera i kolejnych doładowań to w mojej ocenie nie jedyny ważny parametr; myślę, że duże znaczenie ma przy ocenie stosunku cena/jakość również oferowana prędkość transferu, a także okres ważności doładowania (nie każdy np. zużyje 250 MB w 5-7 dni, dla kogoś innego będzie to z kolei zbyt mało – w pierwszym przypadku nadpłacamy i nie wykorzystujemy, w drugim trzeba dokonać ponownego doładowania). Bywa, że aby korzystać z nielimitowanych połączeń, trzeba doładować swoje konto wyższą kwotą – np. w przytoczonym przez Ciebie Play (swoją drogą, 9 zł w Play’u kosztuje chyba 500 MB, a nie 1 GB? Możliwe, że się teraz coś zmieniło, przyznam, że z miesiąca na miesiąc tego nie śledzę) dopiero od 30 zł można skorzystać z usługi Darmowy Internet LTE na 30 dni, a jeśli chce się korzystać z nielimitowanego nocnego transferu, to dodatkowy koszt wynosi 10 zł. Natomiast w abonamencie bez urządzenia w Play za 29,99 zł miesięcznie można mieć łączny pakiet danych 4 GB (dotychczasowi klienci 5 GB) i specjalny nocny transfer bez dodatkowej opłaty. W przypadku kart może się też zdarzyć, że gdy wykorzystamy środki na koncie i bonusy, zostajemy „brutalnie” odcięci od sieci, co jest dość uciążliwym zjawiskiem, jeśli nastąpi to w momencie aktualizacji aplikacji na smartfonie (swoje doświadczenie w tym względzie w T-Mobile opisał nie tak dawno Remigiusz – http://pinizielony.net/blog/internet-na-karte-w-t-mobile/ ). W przypadku internetu na abonament nie ma takiego zagrożenia – korzystamy z internetu wedle potrzeby, nawet po wykorzystaniu limitu danych co najwyżej maleje transfer i spada komfort użytkowania internetu (no i rośnie stawka od pobranych danych, więc z oszczędnościowego punktu widzenia, to jest to problem).
      Oczywiście, abonamenty mają jeden duży minus – wiążą nas z operatorem na wiele miesięcy, więc nie możemy sobie swobodnie żonglować ofertami, tak jak w przypadku telefonu na kartę (szczególnie teraz, gdy na rynku obserwować możemy wysyp specjalnych ofert wakacyjnych). W efekcie wiele okazji może nam przejść koło nosa…
      O ofercie RBM na kartę nie słyszałam, więc dzięki za info – muszę ją sprawdzić 🙂 Pozdrawiam!

  2. ahhh, przypomniały mi się studenckie czasu i z rozrzewnieniem wspominam jak razem z mężem np. jedliśmy przez cały tydzień tylko chleb z pasztetem bo wydaliśmy wszystkie pieniądze które mieliśmy 🙂 a i tak było super. Ciekawy wpis

    • Hej Magda 🙂 Ja z kolei w krytycznych chwilach na studiach ratowałam się zupkami chińskimi – od tego czasu tak mi się jednoznacznie kojarzą z „budżetowym kryzysem”, że po dziś omijam je szerokim łukiem 🙂 pozdrawiam!

  3. Wrocławskie piwo za takie kwoty? Nadal można napić się dobrego za 5 – 7 zł, trzeba znaleźć tylko dobre miejsce, gdzie dają piwo dobrej jakości za taką cenę np. jeden czy dwa dni w tygodniu 😛 Zakład Usług Piwnych też nie ma za bardzo horrendalnych stawek, a tam już są bardzo dobre piwa. I różne. Na studiach nie mieszkałem w akademiku – chyba bym oszalał. Najlepiej poszukać mieszkania nie w centrum, ale nawet gdzieś dalej, byle z dobrym dojazdem. Za jedynkę wtedy można nawet zaoszczędzić ok. 200 zł. Chyba, że dla kogoś 25 minut tramwajem w jedną stronę to już koniec świata 😛

    • Hej Staszek, fakt, można trafić na piwo za w miarę ludzką kwotę (np. w Brajcie nadal można wypić za mniej niż 8 zł), ale ogólna tendencja we wrocławskich pubach powoduje, że piwa drożeją. Jeśli o mieszkania chodzi, to w centrum też, jak człowiekowi dopisze szczęście, można znaleźć coś po taniości, trzeba tylko odpowiednio wcześnie zacząć poszukiwania, a nie wtedy, kiedy następuje poszukiwawcza fala (druga połowa sierpnia i później). Przez rok mieszkałam np. przy ul. Nankiera, na wykłady mogłam chodzić więc w kapciach, bo uczelnia pod oknem 🙂 a za miejsce w pokoju płaciłam razem z licznikami poniżej 400 zł. Pozdrawiam, Dana.

  4. Natrafiłam na ten artykuł zupełnie przypadkiem. Właściwie to jestem mamą przyszłej studentki i pomimo tego, że córka dostała się na studia i ma już zapewnione miejsce w akademiku (500 km od domu!!) oraz będzie dorabiała sobie weekendami, tak czy siak czuję się w obowiązku „wyprawić” ją do nowego miasta. Niestety nie byłam w stanie niczego odkładać przez ostatnie miesiące (spore wydatki, przyczyny osobiste). Teraz wyszliśmy na prostą, ale chciałam zaopatrzyć córkę z góry przynajmniej w 2000 zł, żeby z czystym sumieniem mieć pewność, że poradzi sobie na starcie w nowym mieście. Z racji finansów właśnie jedyna możliwa pożyczka dla mnie to dziś Provident i pewnie na to w końcu pójdę z racji tygodniowych rat, na które zawsze coś się wyskrobie, bo przecież 2000 to tak dużo nie jest a do spłacenia będzie 2560

  5. Szczerze mówiąc zawsze myślałam, że nie ma możliwości zaoszczędzenia czegokolwiek na studiach – oczywiście się myliłam. Od momentu rozpoczęcia studiów, pracy, wielu obowiązków zdałam sobie sprawę jak to wszystko wygląda i, że jesteśmy w stanie zaoszczędzić jeśli faktycznie tego chcemy. Wiadomo są sytuacje, w których ciężko jest zaoszczędzić gdy nie zostaje zupełnie nic, aczkolwiek jeśli zostaje to nie warto wydawać je na głupoty, a po prostu zostawić na następny miesiąc, czyli zaoszczędzić :).

  6. zaczelabym od konta studenckiego. Sama mam w Getin up free, poczatkowo przyciagnal mnie wyglad ich kart, ale szybko nauczylam sie jak korzystac z takich benefitow jak znizka na kino czy dodatek do stypendium 🙂

Dodaj komentarz