Dzień bez samochodu

Dzień bez samochodu

Jak co roku, 22 września obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Bez Samochodu. Władze miejskie tradycyjnie zachęcają do rezygnacji z jazdy własnym autem, a w zamian oferują darmowe przejazdy środkami komunikacji miejskiej. Kasowniki w autobusach i tramwajach są zaklejone, by nikt przypadkiem niepotrzebnie nie skasował biletu. Czy udało się Wam skorzystać z tej „promocji”? Ja natomiast niezmiennie namawiam do całorocznych oszczędności w postaci przesiadki na rower!

Na rowerze przez okrągły rok? Ktoś powie: tak się nie da. Gdy pada deszcz czy jest zimno, to jazda rowerem jest utrapieniem, zero przyjemności. Zgodzę się, o ile mówimy o wietrze czy deszczu podczas nawałnicy – z tym, że w takich warunkach nawet jazda samochodem nie należy do bezpiecznych czy przyjemnych. Jeśli ktoś posiada dobry rower i strój, to jest w stanie jeździć zimą, nawet gdy pada śnieg.

Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że:

  • najtrudniejszy jest pierwszy krok, czyli początkowe próby przesiadki na rower – jeśli ktoś przejeździ na nim tydzień, to później jest już z górki;
  • wiatr i deszcz nie są straszne, jeśli będziemy uzbrojeni w odpowiedni strój – kurtkę przeciwwiatrową i przeciwdeszczową lub pelerynę;
  • dla zdeterminowanego rowerzysty odległość nie gra roli – codziennie do pracy przejeżdżam 6-12 km (zależy, którą trasę sobie wybiorę i czy mi się spieszy) – a potem podobnie wracam do domu;
  • bezpieczna jazda to jazda zgodna z przepisami, po wyznaczonych ścieżkach i z kaskiem na głowie – polecam także zamontować na kierownicy lusterko, znacznie zwiększa komfort i bezpieczeństwo jazdy;
  • jazda na rowerze sprzyja utrzymaniu dobrej kondycji, pojemnych płuc, wydolnego układu krążenia, kształtnej pupy i silnych nóg 😉 uprawianie tego sportu dobrze posłuży pracownikom biurowym, którzy siedzą przygarbieni przed komputerem 8h dziennie, a bywa, że i więcej. Wasze ciało będzie Wam wdzięczne za odrobinę ruchu!

Powyższe tyczy się głównie jazdy po mieście, ale nie tylko. W tym roku udało mi się podczas urlopu pobić osobisty rekord i przejechać jednego dnia ponad 131 km z Wrocławia do Głogowa! Później dwa dni przerwy, 50 km do innej miejscowości, kilka dni pobytu w Górze i stamtąd powrót do Wrocławia, prawie 114 km. Świetna przygoda i niezły trening! Mijane krajobrazy były niezapomniane, a i odbiór ich piękna był diametralnie różny od wrażeń, które ma się jako pasażer samochodu. Jeśli myślicie o aktywnym wypoczynku, to gorąco polecam takie wojaże.

Czy jakoś specjalnie się do tej eskapady przygotowałam? Hmm, raczej nie – żaden ze mnie wyczynowiec – po prostu codzienna jazda na rowerze i od czasu do czasu dłuższe wycieczki rowerowe w wybrane weekendy (40-60 km) wystarczająco mnie zaprawiły.

Trasa rowerowa Wrocław - Głogów

Trasa rowerowa Góra - Wrocław

Utrzymanie roweru jest nieporównywalnie tańsze od utrzymania samochodu – to truizm, ale pewnie wiele osób, które chciałyby się przesiąść na rower, jest zainteresowanych konkretnymi liczbami.

Co się składa na moje wyposażenie „profesjonalnego cyklisty” i ile to kosztuje? Strój i gadżety rowerowe mogą być różne w zależności od indywidualnego zapotrzebowania; poza tym inne wymagania stawia się jednośladowi, dzięki któremu będziemy się poruszać po mieście, a inne temu użytkowanemu w terenie. Zresztą jest wiele rodzajów rowerów, nie będę się o nich rozpisywać – odsyłam do artykułu na blogu Rowerowe Porady.

Mój rowerowy ekwipunek to przede wszystkim (podaję kwoty bez groszowych końcówek, zaokrąglam w górę):

Oszczędzanie - jazda na rowerze

  • sam rower – „damka z odzysku”, bo z komisu – kosztował mnie zawrotną sumę… 173 zł. Po pierwszym przeglądzie postanowiłam zrobić mały upgrade, dzięki czemu rower ma tylną oponę wymienioną na wzmocnioną Marathon Schwalbe Plus, która w sumie jest warta niemal tyle, co sam rower – 120 zł. Koszt przeglądu (jeżdżę dużo, więc w roku robię dwa przeglądy) wynosi – w zależności od punktu, do którego oddaję rower – 100 zł lub 120 zł. W jego ramach mam m.in. centrowanie kół, ustawienie przerzutek, ustawienie hamulców, smarowanie łańcucha – tę ostatnią czynność można z powodzeniem wykonywać samodzielnie, na bieżąco, a olejki i smary rowerowe startują cenowo nawet od 10 zł i starczą na kilkanaście miesięcy.
  • koszyk rowerowy – obecny to mój drugi, pierwszy po ponad 3 latach użytkowania przerdzewiał i popękał; ma udźwig do 5 kg, montowany na jednym wsporniku przy kierownicy – komplet w cenie 45 zł.
  • dwustronne sakwy rowerowe na bagażnik – Basil Tour Elegance, łączna pojemność 26 litrów – mój najnowszy, sierpniowy nabytek. Trudno się je demontuje, ale właśnie o to mi chodziło – samych sakw nie zdejmuję z roweru (na rynku są też dostępne modele łatwo ściągalne, na „klik”). Zaopatrzyłam się w nie głównie ze względu na ostatnie długie wycieczki – teraz nie wyobrażam sobie, jak mogłam bez nich jeździć. Trzymam w nich kurtki, pompkę, zapięcia rowerowe, ubranie na zmianę do pracy wraz z butami, ostatnio też zakupy, które robię po drodze. Fajny ułatwiacz życia. Koszt: 149 zł.
  • lusterko – moje kosztowało akurat ok. 18 zł.
  • ręczna pompka – kineskopowa z głowicą na 2 rodzaje wentyli – 40 zł.
  • bidon ze ściągalnym chwytakiem – plastikowy bidon o pojemniości 700 ml kupiony w promocji za 20 zł, uchwyt za 35 zł (gdy jeżdżę po mieście, nie używam tych akcesoriów).
  • wodoodporne etui na smartfon/nawigację – montowane na kierownicy – 30 zł.
  • zapięcia rowerowe – pierścieniowe na tylne koło miałam już zamontowane przy zakupie roweru; do tego U-lock (ok. 70 zł) i zwykła stalowa linka spiralna (ok. 30 zł).
    U-lockiem spinam przednie koło do ramy, pierścieniowym blokuję tylne koło, linką przywiązuję ramę i sakwy do stojaka. Zakładam, że na tak potrójnie zabezpieczony rower szkoda będzie złodziejowi tracić czas (i jak na razie – odpukać – założenia się sprawdzają).
  • kask – kupiony w promocji za 90 zł.
  • ubiór – niektórzy w ogóle nie kupują specjalnych ubrań na rower, zwłaszcza gdy poruszają się tylko w obrębie miasta. W moim przypadku dedykowane do roweru są spodenki z długą nogawką i drugie z krótką, wyposażone w piankowe wkładki w kroczu (razem ok. 160 zł). Cała reszta stroju to oddychające, odprowadzające na zewnątrz pot koszulki, skarpetki i bluzy sportowe, które używam także przy bieganiu lub ćwiczeniach w fitness klubie.

Jazda na rowerze 2015Większość z powyższych akcesoriów starcza na wiele miesięcy/lat. Po drodze oczywiście trafiają się awarie (np. przebite dętki, koszt wymiany to 8-24 zł – w zależności od stopnia wytrzymałości; wyłamane szprychy, pęknięte linki – to akurat stanowi wydatek maksymalnie do kilkunastu złotych; zluzowany łańcuch – od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych).

Planuję zakup nowego roweru, który służyłby mi głównie do wycieczek poza miastem, bo obecny pod tym względem jednak jest niewystarczający. Jazda w terenie, tzn. po leśnych czy polnych drogach, potrafi dać mi w kość… ogonową 😉 chciałabym zakupić rower z amortyzacją i większą liczbą przerzutek (mój obecny posiada zaledwie trzy), o lżejszej ramie. Koszt nowego, porządnego roweru tego typu, prosto „z salonu”, a nie z drugiej ręki, zakupionego po sezonie wynosi 1 200-2 000 zł.

No i na koniec, małe podsumowanie, ile na rowerze można przejechać, wskakując regularnie na siodełko. W tym roku przejechałam już prawie 2400 km, a przecież do jego końca pozostało jeszcze sporo czasu.

Żywię nadzieję, że dzisiejszym wpisem udało mi się choć trochę zachęcić Was do wypróbowania transportu rowerowego – tak w mieście, jak i poza jego granicami. I to nie tylko 22 września.

4 przemyślenia nt. „Dzień bez samochodu

  1. Znam osobę, która tak przez wiele lat jeździła 10 km do pracy rowerem, może za wyjątkiem zimy. Pewnie po częsci dla ruchu, po części dla oszczędności. Samochód stał pod blokiem. Do momentu jak, jakieś 10 lat temu, na jezdni otarł się o śmierć ( tir jechał za blisko). Jazda przestała być dla niego bezpieczna. W sumie jakimś cudem wyszedł z tego jedynie z lekkimi obrażeniami, ale chyba złe wsponienia zostały, bo na rower już nigdy potem nie wsiadł. Zamienił go na spacery piechota do pracy 🙂

  2. Ja również rozkręciłam się jeśli chodzi o rower w ostatnich latach a szczególnie chyba od momentu kiedy zaczęłam korzystać z Endomondo. Ta aplikacja mega motywuje, zarówno jeśli chodzi o odkrywanie nowych tras (leśnych) jak też i pod kątem pokonywania co raz dłuższych tras. Czasami nawet robię sobie maratony na wcześniej ustalonym odcinku i staram się pobijać te czasy. Przełamałam się też i tego lata wzięłam również udział w maratonie MTB. Może żadnej z czołowych pozycji nie zajęłam ale wyścig ukończyłam i to wcale nie na ostatniej ani przed ostatniej pozycji 😉

    A samochodu na rower na stałe raczej bym nie zamieniła, szczególnie że każdego dnia trzeba dzieciaki przewozić po kilka razy dziennie..

  3. Bardzo podoba mi się pokazanie wszystkich kosztów rowerowych w tak szczegółowy sposób. Robią wrażenie postępy i ich zestawienie.

    Ja z powodów kręgosłupowych miałem długi rowerowy przestój, ale w te lato wyciągnąłem trochę rower i zaliczyłem na początek krótkie trasy – a sam już jestem po kilku krótkich sesjach na stacjonarnym na siłowni u kumpli i szczerze mówiąc zaraz piję kawę (bez cukru) i idę popedałować.

    No i w ogóle dobrze, że wróciłaś. Przy okazji zaraz wrzucę polecenie do Twojego wpisu na stronie naszej siłowni. Pozdrawiam z bloga sportowego 😉

Dodaj komentarz