Bezmięsnie się nie da, ale…

Bezmięsnie się nie da, ale…

…ograniczyć nie zaszkodzi. Pod wpływem kilku artykułów i znajomych wegetarian, postanowiłam przeprowadzić mały eksperyment. Nie chodzi mi tutaj o akcję zostania wegetarianką przez miesiąc „na próbę” . Jestem zadeklarowanym „mięsaninem” i wyznawcą schabowego, więc wegetarianizm pełną gębą nie wchodzi u mnie raczej w rachubę. Chociaż kto wie, co kiedyś odległa przyszłość przyniesie? Ręki sobie uciąć nie dam… Postanowiłam jednak ograniczyć ilość spożywanego mięsa. 

Dotychczas mięso w różnej postaci – czy to wędlin, czy pieczeni, kotletów itd. – pojawiało się u mnie codziennie i to bynajmniej nie w jednym posiłku.

Zdecydowałam się zmienić proporcje spożywanych produktów. Z codziennego jedzenia mięsa przeszłam początkowo w tryb co drugi dzień, od miesiąca jem mięso max. 3 razy w tygodniu.

Kolejnym etapem będą posiłki mięsne 2 razy w tygodniu. Chcę dodać za to do menu więcej ryb i owoców morza. O dziwo, nie czuję się specjalnie ani gorzej, ani lepiej (nie licząc chandry jesiennej, ale to inna bajka ;P). Kondycja włosów i paznokci dobra, a jako osoba aktywna fizycznie (1 raz w tygodniu basen – 60 min; 2 razy w tygodniu po 90 minut treningu Krav Magi; do tego poranne biegi; praktycznie codziennie droga do pracy i z pracy pokonywana na rowerze).

Nie zauważyłam u siebie spadku osiągów w dziedzinie siła/kondycja. Na początku było ciężko z innego powodu. Białko zwierzęce zapewnia ogólnie uczucie sytości na dłużej, więc dość szybko po zjedzeniu posiłku bezmięsnego odczuwałam głód. Ale i do tego dało się przyzwyczaić. Jako że przyszła jesień, częściej zaczęłam przygotowywać zupy warzywne, rozgrzewające. Danie tanie i sycące, jeśli doda się do niego np. pełnoziarnisty makaron czy płatki owsiane, a starcza nawet na kolejne 3-4 obiady 🙂

Zmiana ta pozytywnym echem odbiła się jednak w moim portfelu, co najlepiej obrazuje mój excelowy plik budżetu domowego 🙂

Lipiec 2012:

Wydatki na żywność w sklepach: 342,70 zł
Wydatki w stołówkach/restauracjach: 98,74 zł
Razem: 441,44 zł

A już w październiku 2012:

Wydatki na żywność w sklepach: 183,46 zł
Wydatki w stołówkach/restauracjach: 42,46 zł
Razem: 225,92 zł

Różnica jak widać jest odczuwalna. Praktycznie miesięczne wydatki o połowę mniejsze; zakładając, że w miesiącu jest to zawsze ok. 200 zł, w skali roku daje to nam zaoszczędzone 2400 zł. Ładnie 🙂

Podziel się:

2 komentarze do wpisu „Bezmięsnie się nie da, ale…”

  1. Ciekawi mnie jaki jest twój stosunek do jedzenia mięsa po kilku latach od tego wegeeksperymentu? Ja ostatnio zacząłem prowadzać nieco zmian z swoim stylu żywienia i mam na razie jedno główne stwierdzenie- aby być weganinem czy wegetarianinem trzeba być na prawdę bogatym. za np. 9 zł kupisz 2 udka kurczaka (ok. 1 kg) albo np. 2 brokuły (też około 1 kg). po kurczaku jesteś najedzona i przez 4 godziny nie chce ci się jeść, a po brokule już po godzinie czujesz lekki głód i znowu musisz coś zjeść. Aby uzupełnić białko w diecie wege musisz sięgnąć po np. tempeh, tofu, quinoę, a ceny tych produktów w porównani do mięsa są ogromne. Już widzę po swoim budżecie, że na jedzenie wydaję więcej. A jak jest u ciebie? Jesz mięso czy nie?

    • Wojtku, nadal jem mięso, choć staram się ograniczać. U mnie jest różnie z tymi cenami. Jeśli sięgasz po strączki i inne nasiona z drugiego krańca świata, to cena naturalnie jest wyższa. Dlatego staram się sięgać po warzywa typowe dla naszego obszaru geograficznego. Dużo białka zawiera np. siemię lniane, fasola czy kasza gryczana. A one już nie kosztują fortuny. Inna sprawa, że z uwagi na zeszłoroczną suszę, tegoroczne zbiory w Europie były dość słabe i stąd w tym roku bardzo skoczyła cena za zboża i warzywa. Specjaliści twierdzą, że przyszły rok będzie jeszcze bardziej wyśrubowany z cenami za zieleninę.

      Co do cen mięsa – jeśli kupujesz mięso marketowe, z masowych hodowli, to ono jest faktycznie tanie. Ale z kolei gdy kupujesz w okolicznych sklepach, które mają dostawy od lokalnych hodowców, parających się metodami tradycyjnymi, dostarczającymi mięso bez polepszaczy itp., to jego cena jest jednak wyższa, niż 9 zł za kilogram udek 😉

Dodaj komentarz