Otoczenie nieruchomości

Lokalizacja mieszkania, czyli 6 istotnych szczegółów, o których warto pamiętać

Dziś kontynuuję temat poszukiwania mieszkania. Na tapetę biorę zagadnienie, które niestety bywa marginalizowane w różnych poradnikach (a także w prospektach reklamowych deweloperów i opisach ofert sprzedaży mieszkań osób prywatnych…), a dotyczy jednego ważnego zagadnienia: lokalizacji kupowanego mieszkania. Przedstawię 6 istotnych moich zdaniem szczegółów, o których warto pamiętać przy wyborze wymarzonego lokum. Opierać się będę głównie na moich obserwacjach poczynionych na wrocławskim rynku nieruchomości – w końcu to tutaj mieszkam i tutaj planuję kupić mieszkanie. Będę jednak wdzięczna, jeśli podzielicie się swoimi uwagami oraz opiszecie, jak sprawy kształtują się w Waszych miejscowościach. 

Cisza i spokój…

Na początek przytoczę pewną kuriozalną sytuację. Otóż dwóch deweloperów zaczęło budować we Wrocławiu nowe bloki mieszkalne mniej więcej na tym samym placu, przy skrzyżowaniu dużych, niezwykle ruchliwych ulic: Armii Krajowej i Bardzkiej. Na stronach internetowych wykonawców możemy wyczytać, że osiedla są nowoczesne (fakt), bardzo dobrze skomunikowane z resztą miasta (fakt), a w pobliżu znajdują się liczne sklepy (fakt). Po chwili doczytałam o sąsiedztwie Parku Wschodniego i Skowroniego oraz bliskości aquaparku i zaczęło mi coś tu zgrzytać.

Bo owszem, do tych miejsc można w miarę łatwo trafić, jednak nie jest to aż takie „w pobliżu”. Trzeba albo wskoczyć na rower i w kilkanaście minut będziemy na miejscu (po drodze trzeba się uporać z kilkoma dużymi skrzyżowaniami), albo wsiąść w autobus i przejechać kilka przystanków, by cieszyć się obiecanymi ciszą i spokojem. Na pewno nie jest to odległość, którą np. matka z wózkiem pokona spacerkiem w pięć-dziesięć minut. Określiłabym to raczej dalszym sąsiedztwem.

Tymczasem na stronach obu wykonawców przemilczano parę ważnych faktów: tuż pod nosem jednego z bloków stoi kościół z dzwonnicą. Dzwon kościelny ma bardzo dużą „siłę rażenia” 😉 i dobrze go słychać w całej okolicy, to co dopiero musi się dziać w tych mieszkaniach, których balkony są skierowane prosto na kościół? Od drugiej strony natomiast bloki otoczone są przez zakłady samochodowe, salon Volkswagena i stację benzynową z KFC. Faktycznie, spokojny zakątek. Okolicę można podziwiać na Google Maps, jeszcze zanim postawiono budynki mieszkalne. Dobrze tam widać oba place budowy.

Do czego zmierzam? To, co piszą deweloperzy na swoich stronach, to tylko jedna strona medalu. Warto zawsze odwiedzić budowaną inwestycję i sprawdzić, co znajduje się tuż pod bokiem. Bo oaza spokoju może się okazać zakątkiem zgiełku i spalin. Inne hałasotwórcze czynniki, które skutecznie mogą nam uprzykrzyć życie, to np. bliskość torów kolejowych oraz klubów nocnych i knajp.

Polecam też zapoznać się z planami zagospodarowania okolicy upatrzonego osiedla. To, że dziś w jego pobliżu znajdują się łąki nie znaczy, że zawsze będzie wokół tak zielono. Może akurat w planach zagospodarowania przestrzennego miasta pojawi się tam nowa obwodnica i sen o wieczornej ciszy pryśnie!

…a bezpieczeństwo przede wszystkim

Zakup mieszkania to poważna inwestycja, stąd też wychodzę z założenia, że równie poważnie trzeba traktować kwestię jej bezpieczeństwa. I nie chodzi mi tu tylko o to, by dowiedzieć się zawczasu, jakich będziemy mieć sąsiadów i czy są to ludzie spokojni i ułożeni, czy też może osobniki o wątpliwej moralności, pijaczki lub drobni złodziejaszkowie.

Zagrożenie często przychodzi z najmniej spodziewanej strony. Może się np. okazać, że naszym wrogiem nr 1 jest przyroda, a konkretnie: ukształtowanie terenu i bliskość rzeki.

Ewenementem dla mnie zawsze było to, że we Wrocławiu wydano pozwolenie na stawianie osiedli w miejscach, w których jest to niewskazane z uwagi na sąsiedztwo Odry. Za przykład niech posłuży osiedle Kozanów, które przy okazji każdego wylania rzeki pada ofiarą powodzi. Co ciekawe, za Niemców teren obecnego Kozanowa był niezabudowany właśnie z uwagi na to, że jest obszarem zalewowym, co najlepiej przedstawia stara, poniemiecka mapa z nieistniejącego już serwisu wroclaw.dolny.slask.pl:

Poniemiecka mapa terenów zalewowych Wrocławia
Poniemiecka mapa terenów zalewowych Wrocławia – kliknij, aby powiększyć. Źródło: wroclaw.dolny.slask.pl

Widocznie nasze władze w nosie miały obawy Niemców i chciały im pokazać, że stawianie osiedli na terenach zalewowych jest możliwe. Jak widać jest, tylko jakim kosztem? Czy wielka powódź z 1997 roku nauczyła czegoś ludzi? Chyba nie do końca, bo do 2010 roku na Kozanowie postawiono kolejne bloki… I znowu przyszła powódź. Była z tego powodu niezła draka, której nie będę tu opisywać, zainteresowanych odsyłam do tego artykułu.

Chwytasz się za głowę, bo właśnie kupiłaś mieszkanie w takiej niepewnej okolicy…? Wyjścia są trzy: 1) ignorujesz problem i liczysz, że nie wydarzy się żadne nieszczęście, które to rozwiązanie wybiera niestety najwięcej ludzi 🙂 2) sprzedajesz mieszkanie i wyprowadzasz się w bezpieczniejsze miejsce lub 3) zostajesz, ale nie bagatelizujesz ewentualnej katastrofy i zaopatrujesz się w solidne ubezpieczenie od klęsk żywiołowych.

Zieleń i tereny rekreacyjne

Fajnie jest mieć gdzie odpocząć po męczącym dniu pracy czy też wyjść na piknik z rodziną bez konieczności organizowania wyjazdu za miasto. Dlatego szczególnie rodziny z dziećmi powinny zwrócić uwagę na sąsiedztwo parków, skwerów, placów zabaw i ośrodków sportowych. Osobiście uwielbiam miejskie parki i śpiew ptaków, więc sama też szukam mieszkania położonego w pobliżu zieleni, gdzie można rozłożyć koc pod drzewami i cieszyć się chłodem i cieniem w czasie upalnego lata.

Z ubolewaniem jednak obserwuję, że kwestia placów zabaw dla dzieci jest przez deweloperów coraz bardziej traktowana po macoszemu. Widzę, że stawiane są kolejne nowoczesne bloki, ale wkoło nich tylko „mur i beton”, tj. wyłącznie chodniki oraz żelazne ogrodzenia oddzielające teren jednego osiedla od drugiego. Przed klatkami nie stawia się już nawet ławeczek – chcesz poczytać książkę na świeżym powietrzu, to idź daleko od domu i szukaj szczęścia gdzieś indziej…

Pytanie: gdzie na tych betonowych pustyniach mają się bawić dzieci? Dlaczego często nie myśli się o tym, żeby wydzielić jakiś skwer, gdzie dzieciaki mogłyby pograć w piłkę? Tak, by ich mamy mogły wyjrzeć co jakiś czas przez okno i mieć je na oku? Ano właśnie.

Komunikacja

Bardzo ważną kwestią dla wielu osób jest odpowiednie skomunikowanie osiedla z resztą miasta. Istotna jest łatwość w dotarciu do zakładu pracy. Ktoś może powiedzieć, że pracę można zmienić i że ze względu na nią nie warto wybierać miejsca zamieszkania. Niby tak, ale duża część społeczeństwa dokonuje zakupu mieszkania na kredyt, a wtedy niezbyt chętnie rozpoczyna się poszukiwania nowej pracy. Wcale też nie jest tak łatwo ją zmienić. W końcu najbardziej liczą się regularne dochody, by bez problemu dokonywać spłaty kredytu.

Jeżeli nasze miejsce pracy jest znacznie oddalone od miejsca zamieszkania, warto sprawdzić, jakie połączenia autobusowe i tramwajowe istnieją w okolicy. Gdy do najbliższego przystanku mamy 20 minut spacerem, a później czeka nas jeszcze godzinna (jeżeli nie dłuższa) podróż transportem zbiorowym, sytuacja może być nieciekawa. Zwłaszcza, jeśli nie mamy bezpośredniego połączenia i czekają nas przesiadki. Wtedy wystarczy kilka minut opóźnienia, by czas dojazdu do pracy jeszcze bardziej się wydłużył. Możemy wszak przegapić w naszym punkcie przesiadkowym kolejne połączenie… 2-3 godziny dziennie zmarnowane na sam przejazd do i z pracy mogą być naprawdę frustrujące.

Zresztą, zagadnienie to nie dotyczy tylko trasy dom-praca. Równie ważny jest dojazd do centrum miasta, dworca, większych sklepów, przychodni.

Zapaleńcy rowerowi powinni sprawdzić, jak wygląda sytuacja ze ścieżkami rowerowymi. Czy zostały takowe w ogóle wyznaczone? Jeśli tak, jak przebiegają, jaki jest ich stan? Czy nie ma wybojów? Czy trasa jest bezpieczna i może być uczęszczana przez dzieci, gdyby zechciały jechać na rowerze do szkoły? Czy też może biegnie wzdłuż zbyt ruchliwych ulic? Itp., itd.

Zmotoryzowani też powinni przyjrzeć się organizacji ruchu i temu, co się dzieje na drogach w okolicy w godzinach szczytu. Czy na trasie do centrum miasta/do pracy istnieją „wąskie gardła”? Czy często tworzą się korki i ile średnio trzeba w nich stać? Czy planowane są dłuższe remonty, które skutecznie sparaliżują ruch w okolicy?

I wreszcie, skoro już mamy samochód, postawmy sobie pytanie o to, czy na osiedlu utworzono w odpowiedniej liczbie

Miejsca parkingowe!

Chyba nie ma nic gorszego, niż wieczorna walka o skrawek chodnika, by móc zaparkować swoje cztery kółka! 

Mieszkam obecnie na wrocławskim Gaju i każdy mieszkaniec tego osiedla wie, jak prezentuje się tutaj sytuacja z parkingami. Samochodów jest tu chyba więcej niż mieszkań! Szczególnie ciężko mają wrocławianie mieszkający przy ul. Krynickiej, Orzechowej i Jabłecznej (obszar wieżowców). Przejście tędy chodnikiem jest nie lada wyzwaniem, przeważnie jest on niemal całkowicie zastawiony. W pobliżu Centrum Ferio Gaj, najmłodszej części dzielnicy, wcale nie jest dużo lepiej. Wieczorami zawsze można obserwować ten sam obrazek: kluczenie różnych aut po osiedlu w poszukiwaniu wolnego miejsca. A że uliczki są tutaj wyjątkowo wąskie, to, gdy są zastawione samochodami przy obu krawężnikach, ruch staje się momentami wahadłowy!

Jeżeli więc w Twoim bloku nie ma garażu lub parkingu podziemnego lub też jest, ale nie planujesz zakupić sobie w nim miejsca, to lepiej rozejrzyj się, czy w ogóle będziesz miała gdzie postawić swoją brykę przed domem. Rzeczywistość może być bolesna…

Niestety, na wielu wrocławskich osiedlach występuje ten sam problem.

Parking przy ul. Krynickiej
O, jakie „ładne, zielone podwórko”! Szkoda tylko, że nie można sobie swobodnie przejść po chodniku… Źródło: Fot. dk / tuwroclaw.com

Punkty usługowe

Na sam koniec chciałabym zwrócić uwagę na bliskość wszelkiego rodzaju punktów usługowych, tj. sklepów, przychodni, urzędów pocztowych, szkół, przedszkoli itp.

Duże hipermarkety mogą znajdować się na obrzeżach miasta, ale dobrze jest mieć gdzieś pod ręką sklepiki osiedlowe, aptekę itd. Coraz popularniejsze stają się u nas dyskonty spożywcze, które pojawiają się na osiedlach jak grzyby po deszczu. Mamy wolałyby też, by ich pociechy nie musiały jechać do szkoły na drugi koniec miasta, ale by była ona na tyle blisko, aby nie powstała konieczność podwożenia dziecka i dodatkowego tkwienia w korkach. A jeśli któryś z członków rodziny zachoruje, to idealnie byłoby, gdyby miał możliwość szybkiego skontaktowania się z lekarzem i dostania do jego gabinetu.

Rzecz niby oczywista i wydawać by się mogło, że na każdym osiedlu powinny się znaleźć wymienione udogodnienia. Niestety okazuje się, że nie są one traktowane jako standard. Kompletną porażką pod tym względem i modelowym wręcz antyprzykładem jest największe we Wrocławiu (a przy okazji także i w Polsce) osiedle TBS wybudowane na Stabłowicach. Kuleją tam nie tylko połączenia komunikacyjne z centrum miasta, ale brakuje przede wszystkim właśnie sklepów, szkół i terenów rekreacyjnych. Oby takich antyprzykładów powstawało jak najmniej.

A jak wygląda sytuacja w Waszych miastach? Na co dodatkowo polecacie zwrócić baczną uwagę przy poszukiwaniu idealnej lokalizacji mieszkania?

26 przemyśleń nt. „Lokalizacja mieszkania, czyli 6 istotnych szczegółów, o których warto pamiętać

  1. Moim zdaniem lokalizacja jest na tyle ważna, że warto trochę poczekać z kupnem mieszkania, dopóki nie znajdziemy mieszkania optymalnego. Nawet jeżeli spieszymy się ze względu na ślub, dziecko. Znajomi podśmiewali się z mojego męża, że ponad dwa lata szukał mieszkania, a przecież w Warszawie tyle mieszkań do wyboru. Ale w końcu znalazł i dziś gdy nas odwiedzają, bardzo chwalą dojazd i się dziwią że w tak dobrej cenie udało się to kupić.

    • Stare porzekadło głosi, że co nagle, to po diable 😉 Dlatego całkowicie zgadzam się z filozofią Twoją i Twojego męża! 🙂 Pozdrawiam!

  2. Również jestem na etapie poszukiwania mieszkania. Nie jest mi ono niezbędne, jednak wolę wcześniej rozglądnąć się na rynku – a nóż, może znajdę ofertę marzeń? Zgadzam się z Wami, że warto dobrze zastanowić się i nie decydować pochopnie. 🙂

  3. W pigułce przedstawiłaś chyba najważniejsze rzeczy. Jak to przeczytałem, to coraz bardziej mi wychodzi, że warto się rozejrzeć na rynku wtórnym. W przypadku kupowania u dewelopera wiele rzeczy, o których piszesz jest tak naprawdę trudno ocenić, a na pewno łatwiej jest w przypadku kupna używanego mieszkania. Dotyczy to np. miejsc parkingowych – czegoś co powinno być według mnie na pierwszym miejscu. Na drugim miejscu powinno być skomunikowanie z miastem, nie tylko z naszym miejscem pracy, ale generalnie z miastem. Racja jest, że nie chcemy zmieniać pracy, ale czasem to praca chce zmienić nas. Wtedy trzeba znaleźć nową i jakoś do niej dotrzeć.
    Pozdrawiam.

    • Hej Adam, słusznie piszesz. Też rozglądam się po rynku wtórnym. Przykra prawda jest taka, że kiedyś budowano mieszkania o sensowniejszym rozkładzie niż obecnie… Zapanowała moda na mieszkania kompaktowe, a nawet jeśli są jakieś duże, to o dziwnym, mało ustawnym rozplanowaniu. I do tego bardzo często z aneksem kuchennym – osobiście preferuję jednak kuchnię zamkniętą 🙂 Pozdrawiam!

      • Kurcze, ja nie rozumiem tego przekonania u wielu młodych osób, że mieszkanie musi być w nowym budownictwie. Że ładniejsze i świeższe? Mieszkanie można sobie zrobić wedle życzenia… Ja nawet nie rozważałam takiej opcji, żeby kupić coś nowego. Takie bloki albo nie grzeszą lokalizacją, albo jeżeli już nią grzeszą, to grzeszą także ceną… W Warszawie bardzo modne jest mieszkać w Miasteczku Wilanów. Kilkadziesiąt pięknych nowych bloczków postawionych w szczerym polu, z fatalnym dojazdem do centrum w godzinach szczytu (brak metra i tramwajów). Infrastruktura sklepowo-szkolno-przedszkolna spóźniona o 10 lat. Równo przystrzyżone trawniczki, równiutkie chodniki i nic więcej. Starsze osiedla mogą pochwalić się starodrzewiem, kafejkami, bibliotekami, punktami usługowymi. Naprawdę, polecam rozejrzeć się po rynku wtórnym!

        • Dokładnie 🙂 wczoraj Gazeta Wyborcza też poruszała ten temat – u nas we Wro tak wygląda sytuacja na Jagodnie i Stabłowicach: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,15985803,Jak_sie_zyje_na_obrzezach_miasta__Jagodno_marzy_o.html

          Dodam jeszcze, że czasami i jakość wykonania tych nowych budynków pozostawia wiele do życzenia. Obecnie wynajmuję mieszkanie od kuzyna na Gaju, blok postawiony w 2004 roku, a stropy i ściany już mają spore pęknięcia. Trzeba będzie póki co to wyrównać i pomalować.

          • Obecnie wynajmuję mieszkanie w nowym budownictwie i każdego dnia dziękuję losowi, że nie jest to moja własność. Po pierwsze nowe budynki mają bardzo cienkie ściany. To nieprawdopodobne, ale zza ściany donosi się już głośniejsza rozmowa. Słabe poczucie prywatności ;/ Jest zła wentylacja, wokół okien zbiera się wilgoć, następnie zmieniająca się w pleść (wow nowoczesne budownictwo z 2010 roku super). Poza tym dziwna izolacja – zimą jest ciepło, a latem…też jest ciepło. Z sentymentem wspominam mieszkanie w starej kamienicy na Jeżycach, która miała naturalną klimatyzację. Powrót do takiego domu z upalnej ulicy był naprawdę wytchnieniem. Teraz wolę zostać na ławce w parku, bo stara jestem i źle znoszę upały. Także moja rada dla równie zimnolubnych osób – kupujcie stare z grubymi ścianami i lepiej przyjdźcie oglądać mieszkanie z kompasem, bo słońce padające w ciągu dnia na Wasze okna może skutecznie zepsuć samopoczucie. Ja już wiem, że ogłoszenie: „słoneczne mieszkanie” oznacza „ugotujesz się latem na miękko”.

  4. Pod lokalizację dodałabym jeszcze sąsiadów 😀 Sama słyszałaś, jakie przeboje można mieć nawet po latach w miarę zgodnego zamieszkiwania pod jednym dachem.

  5. Polecam też zwracać uwagę na to, gdzie mieszkają osoby, z którymi najczęściej się widujemy. Na przykład rodzice – zwłaszcza jeśli mamy albo planujemy mieć dziecko, które od czasu do czasu będziemy podrzucać do dziadków – dobrze by było, żeby nie mieszkali na drugim końcu miasta.
    W Łodzi są takie osiedla, na których wystarczy przejść 300 metrów, żeby znaleźć się w innym świecie – ja mieszkam na Bałutach, uważanych za jedną z najgorszych i najbiedniejszych dzielnic. Tyle że „moje” Bałuty dookoła to bloki, pełno zieleni, wielka polana, obok ogródki działkowe i 7 minut piechotą od centrum handlowego. Ale wystarczy przejść się dosłownie 300 metrów w przeciwną stronę, żeby zobaczyć nie tylko rozsypujące się kamienice, ale i takie małe stare domy, z podwórkami – idę o zakład, że jeszcze kilkanaście lat temu były tam kury. Wniosek z tego taki, żeby nie zrażać się dzielnicą, ale jeśli już oglądasz mieszkanie, to przespacerować się też wokół blogu, po kilku ulicach, zobaczyć, jak wygląda najbliższe sąsiedztwo.

    • A wiesz, że nawet oglądaliśmy mieszkania znajdujące się rzut beretem od miejsca zamieszkania moich przyszłych teściów? Układ całkiem fajny, cena korzystna, ale niestety – zniechęcił nas brak piwnicy, brak placu zabaw, żelazne ogrodzenie wokół osiedla i utrudniony dojazd do centrum. Tak to byśmy się nawet nie zastanawiali 🙂 pozdrawiam!

  6. Moim zdaniem ujelas najwazniejsze aspekty – trafnie tutaj zauwazono, ze niekoniecznie idealnym rozwiazaniem jest rynek pierwotny, gdzie nie do konca wiemy czego sie spodziewac dlugofalowo, a kolorowe prospekty rzadko odzwierciedlaja rzeczywistosc.
    Ja podczas moich poszukiwan, postanowilam nie uprzedzac sie wstepnie, do zanej czesci Wroclawia, a wrecz na poczatku myslalam o centrum. Po przejsciu sie po prawie kazdej dzielnicy, zastanowieniu sie czy chce wyjsc na betonowe chodniki lub sluchac przejezdzajacych tramwajow pod oknem, lub tez ogladac co ma na talerzu sasiad w bloku obok, znalazlam poniemieckie szeregowki utopione w zieleni 5 minut od ryneczku na Psiaku, gdzie dzieci bawia sie zabawkami na podworku 🙂 Moim zdaniem wazne jest by nie byly to osiedla zbyt jednorodne, gdzie mamy szanse odpoczac, latwo dostac sie do pracy i miasta, ale tez poznac roznych ludzi, rowniez w roznym wieku. Dlatego mysle ze rynek wtorny jest wart zastanowienia, aczkolwiek warto ogladac takie mieszkania z dobrym fachowcem, ktory oceni i sprawdzi to co mowia aktualni wlasciciele.

    • Cześć Adrianna, dzięki za trafne uwagi 🙂 Tak z ciekawości zapytam – jak długo szukałaś swojego wymarzonego mieszkania? Zawsze brałaś fachowca na oględziny?

      • W sumie uwazam, ze nie szulalam dlugo – okolo pol roku. Ale mozna sie duzo przy tym nauczyc. Z perspektywy dzis to jeszcze wiecej rzeczy bym sprawdzila:) Na pewno warto wziasc zaufanego fachowca, ktory sprawdzi to co mowia aktualni wlasiciele: co bylo zrobione, w jakim jest stanie tzn instalcje wod-kan, elektryke itd. Generalnie warto w to zainwestowac, zeby potem sie nie przejechac i nie beda to pieniedze wyrzucone w bloto – gwarantuje. Warto tez sie odwazyc i sprobowac pogadac z sasiadami 🙂 Ja akurat wykorzystywalam mojego ojca – i dodatkowo mialam przeszkolenie w postaci remontu kapitalnego innego mieszkania 🙂

  7. Przed kupnem mieszkania warto też przychodzić na dni otwarte – czego deweloper nie powie Ci na stronie, powie Ci na miejscu – łatwiej będzie wtedy zweryfikować to, co mówi, a przy okazji rozejrzeć się po okolicy w poszukiwaniu kościelnym dzwonów 🙂

  8. Nie zwróciłaś jeszcze uwagi na fakt ruchliwych ulic wokół tych inwestycji 😉 Obwodnica miejska nie jest raczej cichą okolicą i przeszkadza bardziej niż dzwon kościoła 😉

    Dlatego też przed kupnem warto przejrzeć mapę akustyczną okolicy.

  9. Hej Darek, a pewnie, że taka obwodnica spokojna i cicha nie jest 🙂 O sąsiedztwie z ruchliwymi ulicami napomknęłam w pierwszym akapicie „Cisza i spokój…” 🙂 pozdrawiam!

  10. Jeśli chodzi o lokalizację dla rodzin z dziećmi, najlepszy we Wrocławiu jest Nowy Dwór.
    Cisza, spokój, pełno dzieci i placów zabaw. 3 przedszkola, żłobek, szkoły…bardzo dobra komunikacja autobusowa. 15-20 minut do centrum. Człowiek czuje się jak na wsi…

    • Nie wiem, czemu, ale mam jakąś niechęć do Nowego Dworu 🙁 nie czuję tego „klimatu”. Mam wrażenie, że budynki są tam gęsto poupychane, w samym osiedlu mało zieleni – ta jest dookoła, poza. No i do pracy też bym miała daleko. Jedna z moich pracownic, która tam mieszka, non stop narzeka na dojazd, na połączenie autobusowe 149.

      • przyznam sie ze do mnie Nowy Dwor tez nie przemawia… chyba ze ma sie prace w tamtej czesci Wro. Poza takim aspektem wszedzie daleko…

Dodaj komentarz