Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia

Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia

Jesień upłynęła mi pod znakiem nadrabiania książkowych zaległości i zapoznawania się z nowościami wydawniczymi. Dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć jedną z takich nowości, która trafiła mi ostatnio w ręce. A w zasadzie nie tyle w ręce, co w ucho. Przyznam, że książka Jen Sincero „Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia” to pierwszy audiobook, jaki udało mi się przesłuchać. Potraktowałam go jako ciekawostkę. Dotychczas jeśli już trafiałam na audiobooka, to wysłuchiwałam tylko fragmentów. Tutaj też nie obyło się bez podpierania słowem pisanym, a to dlatego, że co bardziej kontrowersyjne czy ciekawe akapity wolałam sobie zaznaczyć. Dlatego sięgałam również do e-booka. 

Pieniądze same do Ciebie nie przyjdą

Słowem wstępu chciałam zaznaczyć, że nie jestem entuzjastką dość szeroko swego czasu propagowanej idei siły przyciągania.

Chyba każdy miał okazję się z nią zetknąć. Jeśli jednak słyszysz o niej po raz pierwszy, należy Ci się akapit wyjaśnienia.

Zwolennicy teorii siły przyciągania twierdzą, że nasze myśli kreują rzeczywistość. Tzn. jeśli czegoś bardzo pragniemy i ciągle sobie powtarzamy, że coś nam się uda (np. zdobędziemy bogactwo), to w końcu wszechświat nam „odpowie” i nam to da. I odwrotnie: jeśli ciągle snujemy czarne wizje, powtarzamy sobie, że jesteśmy do niczego, to na naszej drodze życiowej zaznamy kolejnych porażek i niepowodzeń.

Nie, nie wierzę w takie bajki.

Owszem, pozytywne myślenie i odpowiednie nastawienie czy to do naszej pracy, marzeń czy szczególnie w przezwyciężeniu chorób jest BARDZO ważne. Naukowcy nieustannie badają wpływ naszego zdrowia psychicznego na stan ciała (tzw. podejście holistyczne do zdrowia człowieka).

Ale nikt mi nie wmówi, że od samego myślenia i wyobrażania sobie sterty forsy, ta kasa do nas przyjdzie sama.

Bo nie przyjdzie. Tu trzeba dodatkowo włożyć naprawdę sporo wysiłku w to, by osiągnąć sukces i dopiąć swego. Nie będziemy zarabiać więcej, jeśli nie zawalczymy o podwyżkę, nie poszukamy dodatkowego zajęcia lub nie poszukamy lepiej płatnej pracy.

Ze spłukanego dłużnika nie przemienimy się nagle w milionera, jeśli nie zmienimy swoich zachowań konsumpcyjnych i nie wdrożymy planu spłaty długów.

Wreszcie nie wyleczymy się z raka, jeśli całymi dniami leżeć będziemy w łóżku, omijając lekarzy szerokim łukiem. Od samego wyobrażania sobie, jak pełni wigoru i zdrowia, beztrosko biegamy po łące, roześmiani, w promieniach słońca, nie wyleczymy się.

Pozytywne nastawienie, afirmacje itp. narzędzia psychologiczne mają funkcję wspierającą w osiąganiu celów. Same za nas jednak nie wykonają roboty, którą wykonać trzeba, by zmienić swoją sytuację życiową.

Recenzja książki Jin Sincere Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia. Blog Kobiece Finanse #recenzja #książka #audiobook #ebook #book #jinsincere #motywacja #rozwój #finanse #poradnik

Uniwersalna inteligencja

Motyw z siłą przyciągania pojawia się także w książce Jen Sincero. I chociaż autorka wielokrotnie w swojej książce podkreśla, że trzeba podjąć niekiedy radykalne kroki, by odmienić stan swoich finansów osobistych, to nie uniknęła podpierania się o „magię” siły przyciągania.

W książce „Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia” siła przyciągania skrywa się pod pojęciem uniwersalnej inteligencji. Czym ona jest? W sumie trudno to do końca określić. Według autorki to swego rodzaju energia wszechświata, która odpowiada na energię wysyłaną przez ludzkie myśli. Praźródło rzeczy materialnych i niematerialnych:

„Wszystkie informacje: fizyczne, psychiczne i duchowe, pochodzą z tego samego źródła, to znaczy z uniwersalnej inteligencji. Gdzie były Twoje myśli, zanim pojawił się w Twoim umyśle? Gdzie jest kwiat, który wyrasta z maleńkiego nasionka? (…) Wszystko już istnieje w świecie energii i to właśnie przez nasze umysły – i przez to, jak umysł inspiruje nas do podjęcia działań – nowa rzeczywistość jest manifestowana na płaszczyźnie fizycznej. (…)

Twoje myśli dyrygują prawdą. Zatem jeśli mieszkasz w suterenie w domu swojej matki, pracujesz w KFC za 14 złotych za godzinę, a zaczniesz koncentrować się w myślach i uprzesz się z niezachwianą determinacją,że będziesz posiadać własną farmę kurczaków o powierzchni dwóch tysięcy hektarów i cadillaca, to ta inwestycja i ekscytujące wycieczki staną się Twoją prawdą. Twoje myśli zaalarmują uniwersalną inteligencję, że czas gromadzić energię i kształtować ją tak, aby Twoje pragnienia zmaterializowały się w realnej postaci (…)”

Hmm. Tego typu tekstów w książce pojawia się sporo. Wysoka częstotliwość, uniwersalna inteligencja, wibracje wszechświata… Jak dla mnie brzmi to nieco sekciarsko. I o ile takie fragmenty mogą oddziaływać budująco na osoby, które wierzą, że jakaś siła wyższa czuwa nad ich losem i wspiera ich poczynania lub nimi troskliwie kieruje, o tyle innych może wprowadzić w konsternację.

Buduje też mylne przeświadczenie, że ciągłe patrzenie przez różowe okulary na kwestie finansowe zawsze idzie w parze z osiągnięciem celu!

Wręcz przeciwnie: przesadny hurra-optymizm może moim zdaniem prowadzić do nierozważnych posunięć i bezkrytycznej skłonności do nadmiernego ryzyka. Ale jeśli ścierpimy przewijający się w książce motyw uniwersalnej inteligencji, to dalej jest już lepiej.

O nastawieniu do pieniędzy

Jen Sincero opisuje na przykładach z autopsji, jak sposób, w który myślała o pieniądzach, wpływał na podejmowane przez nią decyzje zawodowe, które odbijały się później negatywnie na jej kondycji finansowej. Wskazuje, jak otoczenie, w którym się obracamy, kształtuje nasze postawy i przekonania.

Z większością jej spostrzeżeń się zgadzam, a część też sama omówiłam we wpisie dotyczącym psychologii oszczędzania. Dlatego nie będę ich tutaj przytaczać.

Moją uwagę zwróciła ciekawa metoda, pomocna w określeniu, co tak naprawdę myślimy o pieniądzach i jak do nich podchodzimy. Autorka poleca bowiem czytelnikom napisanie…. listu do forsy.

Tak tak, nie masz omamów wzrokowych. Jen Sincero twierdzi, że pisząc list, w którym zwracamy się do pieniędzy jak do realnej osoby, otwieramy się i przelewamy na papier faktyczne nasze motywacje i pragnienia. Nie trzeba takiego listu nikomu pokazywać. Chodzi o to, by być wobec siebie w 100% szczerą.

Po napisaniu takiego listu i zajrzeniu do niego po kilku dniach możemy odkryć, że nasza relacja z pieniędzmi jest toksyczna – i będzie widać czarno na białym, skąd narastają w nas różne frustracje z nimi związane.

Czy to metoda pomocna? Nie wiem, osobiście nie próbowałam. Ale już kilkakrotnie spotkałam się w różnych poradnikach – głównie niefinansowych – z podobnym zaleceniem, by przelać kotłowaninę myśli na papier. Ponoć pisanie listów ma działanie terapeutyczne – i chyba faktycznie ma na człowieka jakiś oczyszczający wpływ. Sprawia, że puszczają hamulce i wylewamy z siebie to, co naprawdę nam w głowach siedzi.

Przypuszczam zresztą, że podobne działanie ma pisanie bloga, dlatego tyle osób na świecie prowadzi tego typu strony 😉

O świadomym używaniu odpowiednich słów

Jen Sincero sporo miejsca w swojej książce „Finansowy kozak” poświęca kwestiom równowagi wewnętrznej i autorefleksji. Poleca m.in. pięciominutowe sesje „medytacji”. Zwał jak zwał, tak naprawdę chodzi o to, by w naszym codziennym pędzie znaleźć chwilę na zastanowienie się nad naszym postępowaniem. Nad dokonanymi ostatnio wyborami i tym, co nas blokuje w osiągnięciu celów. W tym także w kontekście, rzecz jasna, zarabiania pieniędzy. Moim zdaniem to bardzo przydatna praktyka.

Autorka „Finansowego kozaka” przypisuje także wielką moc słowom, którymi na co dzień operujemy.

Skrywają one w sobie nieraz niewyrażone wprost pragnienia. Czasem nieświadomie służą do usprawiedliwienia naszych działań. A czasem zaprogramowują wręcz nasze myślenie w sposób schematyczny lub uniemożliwiający nam podjęcie właściwych, zdecydowanych kroków.

Takimi flagowymi, demotywującymi zwrotami-kluczami są według niej np. „mam nadzieję” (bo coś może się zdarzyć, albo i nie, nie mam na to wpływu = ściągam z siebie odpowiedzialność) lub zwrot „wiem, że…”. Sformułowanie to ucina pole do dalszych dociekań, pogłębionej analizy jakiegoś tematu, co pomogłoby naszą wiedzę jeszcze bardziej poszerzyć lub w ogóle zmienić myślenie. Jak pisze autorka:

To wyrażenie jest tak niebezpieczne, ponieważ zwykle myślimy, że posiadamy dość dobrą wiedzę na temat wielu rzeczy, gdy w rzeczywistości bez względu na to, jak dobrze „wiemy”, zawsze mają one jakąś inną stronę, wymagają olbrzymich skoków wiary i wiąże się z nimi nieskończona liczba pytań, które, jeśli zostaną zadane, mogą znacznie poszerzyć naszą świadomość. (…) Gdy jesteśmy przekonani o swojej nieomylności i przywiązani do tego, co wiemy dzięki zmysłom, wówczas tracimy dostęp do wielkiego źródła wiedzy.

Trzeba być konkretnym i konsekwentnym

Kolejnym tematem, któremu Jen Sincero poświęca w swojej książce dużo miejsca, jest kwestia wyznaczania celów i konsekwencji w ich realizacji. Podpowiada ćwiczenia, które mają nam pomóc w wyrobieniu systematyczności i wytrwałości. Zwraca przy tym uwagę, by być bardzo konkretnym w określaniu tego, co chcemy osiągnąć i z jakiego powodu.

Kiedy idziemy do baru szybkiej obsługi, to nie mówimy przy kasie lakonicznie „poproszę kanapkę”. Raczej szczegółowo opisujemy, jakie powinna mieć składniki. W tym np. jakiego typu pieczywo powinno być użyte do jej przygotowania.

Podobnie jest z zarabianiem pieniędzy. Im precyzyjniej opiszemy swoje motywacje i cele, tym łatwiej będzie nam wyznaczyć poziom zarobków, który nas satysfakcjonuje. Czyli taką „metę”, na której odnosimy osobiste zwycięstwo.

Konkrety tworzą emocje, a emocje dają nam silną motywację, aby zrobić wszystko w celu realizacji marzeń.

Działanie przede wszystkim!

Kiedy już wiemy, gdzie leży problem w naszym nastawieniu do pieniędzy, gdy mamy obraną strategię na przezwyciężenie destruktywnych przekonań, kiedy wreszcie opiszemy dokładnie swoje marzenia i sposób ich urzeczywistnienia, nie pozostaje nic innego jak…. DZIAŁAĆ!

To właśnie kluczowy warunek. Gdy zrozumiesz, co Cię powstrzymuje, i wiesz, co powinieneś zrobić, aby ruszyć do przodu, musisz działać natychmiast.

Dokładnie tak. Nie od jutra, nie od poniedziałku, nie od nowego roku. Zmiana przekonań i postępowania to długotrwały proces. Dlatego należy go wdrażać stopniowo, ale regularnie. Może pomóc w tym np. metoda tworzenia mini-nawyków.

Podsumowanie

Czy warto zatem sięgnąć po książkę „Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia” Jen Sincero?

Odpowiedź brzmi: to zależy, czego poszukujemy. 

Jeśli chcemy znaleźć konkretną wiedzę finansową, opis różnych sposobów zarabiania pieniędzy, techniki stosowane na drodze bogacenia się, poparte matematycznymi wzorami, analizami, porównaniami skuteczności itd., to ta książka nam tego nie dostarczy.

Jeśli szukamy słownej inspiracji, ćwiczeń, które mają nas zmotywować do działania, podtrzymujących na duchu, rozpalających nasze talenty… To i owszem, książka Jen Sincero może się przydać. Może, ponieważ – jak wspomniałam we wstępie – wszystko też zależy od naszego podejścia do sławetnej teorii siły przyciągania (tu: uniwersalnej inteligencji), na której autorka opiera swoje założenia. 

W moim odczuciu „Finansowy kozak” jest bardziej poradnikiem psychologicznych niż stricte finansowym.

Książka Jen Sincero to poza tym pozycja typowo amerykańska. Ma wzbudzić w czytelniku przekonanie, że wystarczy uwierzyć w siebie, a można przenosić góry. Utwierdza go w przeświadczeniu, że każdy człowiek jest wyjątkowy – z czym trudno się nie zgodzić… A jeśli coś mu w życiu nie wychodzi, to na własne życzenie – z czym już do końca się zgodzić nie potrafię. Nie każdemu taka narracja musi odpowiadać.

8 komentarzy do wpisu „Finansowy kozak. Zarabiaj, ile chcesz, i spełniaj marzenia”

  1. Książki nie znam i nie poznam, ale bardzo mi się podoba sposób, w jaki napisałaś tę recenzję. Poniekąd zresztą potwierdza się to, co o książkach finansowych ostatnio pisałem u siebie 🙂

    • Cześć Marku. Książka sama w sobie jest przyjemna w lekturze, widać, że autorka to coach motywacyjny. Jeśli ktoś potrzebuje słów zachęty, to książka mu może pomóc w ruszeniu tyłka. Natomiast typowej finansowej wiedzy w środku nie ma.

      Co do recenzji – miała się ukazać tydzień temu, niestety pochłonęły mnie inne sprawy i urwałam tekst w połowie. Dopiero wczoraj znalazłam czas, by ją ukończyć. I faktycznie, widzę, że część spostrzeżeń zawartych w ostatnich naszych wpisach się pokrywa 🙂 Pozdrawiam!

    • Cześć Łukasz. Jeśli chodzi o markę, to zapoznaj się z książkami i artykułami Pawła Tkaczyka 🙂
      Z zagranicznych autorów – myślę że Michael Hyatt oraz Eric Ries mogliby Ciebie zainteresować.

      Sprawy dotacji, jak wszystko co zahacza o dynamicznie się zmieniające aspekty prawne, najlepiej śledzić w prasie branżowej. Polecam magazyn MyCompany, temat dofinansowania jest wałkowany przez nich non-stop 😉 Pozdrawiam!

  2. Dogłębna recenzja. Teraz już wiem, że to książka zdecydowanie nie dla mnie. Nie wytrzymałabym do końca po akapicie o KFC… (o ile bym do niego dotrwała)

Dodaj komentarz