PMO#22 Programy lojalnościowe – czy i kiedy naprawdę się opłacają?

PMO#22 Programy lojalnościowe – czy i kiedy naprawdę się opłacają?

Promocje trwają przez okrągły rok. Konia z rzędem temu, kto zna sklep, w którym nie ma w danym miesiącu jakiejkolwiek promocji. A gdy święta są coraz bliżej, to w marketach i punktach usługowych panuje już zupełny szał. Dochodzi do tego jeszcze jedna bardzo ważna „przynęta na klienta”: programy lojalnościowe. Czy w ogóle opłaca się zapisywać się na tego typu programy? Jakie niosą one ze sobą korzyści? W dzisiejszym wpisie podpowiem, jak ocenić, czy warto przystąpić do danego programu lojalnościowego. Taki program może pomóc z oszczędzaniu, ale może być też źródłem co najmniej frustracji.

Jak działają programy lojalnościowe?

Własny program lojalnościowy oferuje niemal każdy sklep czy punkt usługowy. Nie czarujmy się. Programy lojalnościowe to przede wszystkim chwyt psychologiczny, mający za zadanie przywiązać konsumenta do danej marki. Służą one do „sterowania” pożądanymi zachowaniami i nawykami u klienta. Mogą np. sugerować mu kupno przedmiotów, których w gruncie rzeczy wcale nie potrzebuje (ale których nadmiar zalega w magazynach producenta i należy je szybko upłynnić…). Tutaj nie tyle klient zyskuje na takim programie lojalnościowym, co sprzedawca. Oczywiście, klient uzyskuje pewną gratyfikację – inaczej nikt by nie zawracał sobie głowy takimi programami – jednak jego „wygrana” jest nieporównywalnie mniejsza niż sprzedającego.

Sama pamiętam dość żenujący program w jednym ze sklepów z damską bielizną, gdzie przy 10 dokonywanym zakupie potwierdzonym zachowanymi paragonami można było wybrać sobie rajstopy. Średni koszt biustonosza w tym sklepie wynosił ok. 100-120 zł, a wartość „nagrody” opiewała na jakieś 15 zł… Promocja z kategorii „d… nie urywa”.

Program lojalnościowy może przybrać różne formy.

  • Zrób zakupy X razy, a dostaniesz darmową usługę / zniżkę / produkt / voucher zakupowy (oczywiście do wykorzystania w sklepie, w którym obowiązuje ten program).
  • Wydaj określoną sumę pieniędzy w okresie od… do…., a dostaniesz stały rabat na produkty w kategorii Y do końca roku.
  • Zbieraj punkty / pieczątki i wymieniaj je na nagrody z katalogu.
  • Rób regularne zakupy w sklepie przez cały rok, a sukcesywnie będzie powiększany gwarantowany upust na Twojej karcie klienta.

Opcji jest wiele, a te powyższe to czubek góry lodowej.

Kiedy opłaca się korzystać z programu lojalnościowego?

Przede wszystkim: nie opłaca się zapisywać do każdego programu lojalnościowego, który sprzedawcy podsuwają pod nos. Nie tędy droga! Żeby to faktycznie miało ręce i nogi, przeanalizuj swoje zachowania jako konsumenta i wybierz dla siebie program lojalnościowy według istotnego dla Ciebie kryterium.

Kryterium: częstotliwość zakupów

Jeśli rzadko przygotowujesz sobie jedzenie w domu (czemu, ach, czemu? Sprawdź mój wpis o planowaniu posiłków, może zmieni on Twoje nastawienie 😉 ) i głównie jadasz „na mieście”, zajrzyj do domowego budżetu. Gdzie najczęściej się stołujesz? Czy stale przewija się tam nazwa jakiejś restauracji lub baru? Jeśli tak, to zorientuj się, czy ten punkt gastronomiczny nie oferuje programu lojalnościowego. Jeżeli często zostawiasz tam pieniądze, uzyskanie dodatkowej zniżki lub bezpłatnego posiłku po którymś z kolei zakupie jest uzasadnione.

Kryterium: wysokość cen

Załóżmy, że preferujesz zakupy kosmetyczne w jednej konkretnej sieci drogerii. Nie kupujesz w niej często – zakupy robisz dość rzadko, raz na dwa, trzy miesiące, ale w kasie zostawiasz pokaźne kwoty. Może dzięki programowi lojalnościowemu tej sieciówki uda Ci się zmniejszyć rachunki?

Kryterium: liczba korzystających członków rodziny

Ziarnko do ziarnka… Może się okazać, że sama sporadycznie robisz zakupy w danym punkcie, ale gdy weźmiesz pod uwagę wszystkich członków swojej rodziny, to nagle okazuje się, że jesteście tam stałymi bywalcami. Wtedy program lojalnościowy z kartą klienta i wydawanymi do niej duplikatami (najczęściej w formie breloczków).

Jeśli masz co najmniej 3 dzieci, warto zainteresować się Kartą Dużej Rodziny dającą zniżki na ofertę kulturalną, rekreacyjną czy transportową udzielane nie tylko przez instytucje publiczne, ale także prywatne firmy.

Kryterium: bliskość miejsca zamieszkania/pracy

Zadaj sobie pytanie, czy potrzebny Ci program lojalnościowy sklepu znajdującego się na drugim końcu miasta? Jeśli zaglądasz tam raz w roku, zapis na taki program nie ma sensu. Ewentualny rabat zjedzą Ci koszty dojazdu – benzyny, biletu, spędzonego w drodze czasu, który mogłaś spożytkować w bardziej produktywny sposób…

Kryterium: jakość

Może być tak, że tuż pod bokiem masz zakład fryzjerski, z którego usług nie jesteś jednak usatysfakcjonowana. Wolisz zapisać się do fryzjera nieco oddalonego, którego uważasz za profesjonalistę – zawsze wyczaruje na Twojej głowie fryzurę-marzenie. I nawet jeśli jesteś zmuszona więcej za niego zapłacić, to wiesz, skąd ta cena. Może warto powalczyć u niego o program zniżkowy?

Kryterium: możliwość korzystania z programu u różnych usługodawców i sprzedawców

Robisz zakupy w sklepach X oraz Y, a do tego tankujesz benzynę na stacjach Z? Sprawdź, czy nie należą oni do systemu partnerskiego ze wspólnym programem lojalnościowym. Zamiast 3 kart członkowskich możesz mieć jedną.

Kryterium: zarobek

Tak tak, ten punkt to nie pomyłka. Są takie programy, na których można zarobić, jeśli człowiek jest dostatecznie zdeterminowany i śledzi promocje w ramach takiego programu. Czyli nie tylko można zapłacić mniej, ale jeszcze… sklep zapłaci ekstra Tobie.

Czy programy lojalnościowe są opłacalne? Co daje udział w programach lojalnościowych? Jakie są ich rodzaje? Dowiedz się na blogu Kobiece Finanse w ramach wyzwania Październik Miesiącem Oszczędzania #pmo #wyzwaniepmo #zakupy #porady #inspiracje #blog #finanse #budżetdomowy #homebudget #shopping

Programy lojalnościowe, z których korzystam

Dobra, pora przedstawić konkrety. Zdradzę Ci, z jakich programów lojalnościowych sama korzystam i co dotychczas mi one dały. Nie namawiam Ciebie przy tym, byś się do nich pozapisywała. Dla każdego człowieka co innego będzie dobrym rozwiązaniem!

Karta kredytowa Millennium Impresja

Ha, pewnie trochę Ciebie zaskoczyłam, że zaczynam od karty kredytowej. Produktu, który jednoznacznie kojarzy się z zadłużeniem, a nie z czerpaniem korzyści.

Kilka lat temu, przed zakupem mieszkania, wyrobiłam sobie tę kartę, by móc tworzyć swoją pozytywną historię kredytową. Ale została ona ze mną do dzisiaj. W gruncie rzeczy nie jest mi ona do szczęścia potrzebna, jednak zachowałam ją z uwagi na bardzo fajny program cashback oraz pakiet assistance i kilka innych bonusów.

Dzisiaj po prostu zarabiam sobie na tej karcie. Robię tyle zakupów, ile potrzeba, by za nią nie płacić, a dodatkowo zgarniam zwrot pieniędzy za zakupy w sklepach partnerskich, których jest ponad 20. Najczęściej wykorzystuję ją w Empiku, Piotrze i Pawle, Carrefourze. Raz, dwa razy w roku używam jej w Deichmannie i Smyku. Groszowe sprawy, zwykle jest to zwrot na poziomie 4-12 zł za zakup. W tym roku skorzystał z niej także mój mąż przy zakupie obiektywu do swojego aparatu fotograficznego w Sony Centre i tym samym nabiłam największy w tym roku jednorazowy zwrot na kwotę 102 zł.

Przy aktywnym korzystaniu uzyskać można do 5% zwrotu za zakupy (maksymalna kwota to 760 zł rocznie). Impresja jest o tyle ciekawa, że jej program łączy się z innymi dostępnymi u partnerów. Kartę Millennium Impresja opisywałam kiedyś we wpisie Karta kredytowa na miarę kobiecych potrzeb.

Dla jasności: nie wyrabiaj sobie tej karty tylko po to, by korzystać z jej programu cashback. Bez przesady, aż tak bardzo nie jest on moim zdaniem tego wart. Trzeźwo oceń swoją sytuację finansową i to, czy stać Cię na posiadanie takiej karty. Tak – na kartę kredytową musi człowieka być stać, by nie wpędzić się w kłopoty. Sprawdź tutaj.

Program Payback

Dawno, dawno temu, gdy byłam konsultantką w kosmetycznej firmie sprzedaży bezpośredniej Avon, każda z ich konsultantek otrzymała w prezencie kartę Payback. Dzięki niej konsultantki nabijały sobie punkty przy aktywnej sprzedaży produktów z katalogu firmy. Avon dawno wycofał się ze współpracy z Paybackiem, tak samo jak i ja z bycia ich konsultantką, ale karta została.

Została, ponieważ w programie Payback uczestniczy naprawdę dużo firm. Istnieją zarówno partnerzy stacjonarni, jak i online. Ostatnio dotarło do mnie, że nawet polskie linie lotnicze LOT udostępniają w nim tzw. eKupony.

Z Paybacka korzystałam przy zakupach sprzętu do mieszkania w RTVEuroAGD, przy zakupach różnych usług na Grouponie, przy zakupach za pośrednictwem Allegro, przy zamówieniach przez Pyszne.pl, przy kupnie ebooków na Amazonie czy Ebookpoint, przy kupnie karmy dla kotów w Zooplus… Najwięcej punktów w krótkim okresie nabiłam sobie podczas rezerwowania noclegów na Booking.com przed moim wyjazdem do Nowej Zelandii.

Zbierane punkty można wymienić na produkty z katalogu. W moim przypadku były to np. vouchery na przejazdy myTaxi, bilety do kina, bony na zakupy w różnych sklepach. Nie korzystam z prezentów rzeczowych, szkoda mi zagracać mieszkanie, a rzadko kiedy widziałam tam coś dla mnie interesującego.

Program opłaca się, gdy aktywnie zbiera się punkty – i to dużo naraz. Punkty mają swoją określoną ważność, niewykorzystane w terminie – przepadają. Z uwagi na członkostwo LOTu, BP, Bookingu, Flixbusa, Groupona i kilku innych marek powiązanych z branżą turystyczną i przewoźniczą, na pewno opłaci się Payback tym osobom, które często podróżują 😉 Na drobnych zakupach raczej się tu wielu punktów nie nabije i nie odniesie się wymiernych korzyści.

CLUBCARD Tesco

Tak naprawdę głównym posiadaczem karty w Tesco jest moja rodzicielka 😉

Jednak dzięki temu, że Tesco wydaje mini-duplikaty kart do karty głównej (co roku wysyła list z nowymi „zawieszkami-breloczkami”), to nabijamy na niej punkty całą rodziną. A że często w Tesco robię zakupy online (jako jedyna z rodziny), to radośnie czerpię bonusy : dodatkowe bony zniżkowe na kolejne zakupy, zniżki na konkretne produkty itp. Tak więc przynajmniej zwracają mi się koszty dostawy, a i jeszcze zostaję na plusie 🙂

Przeprowadź analizę swoich wydatków i zachowań jako konsumenta

Krytycznym okiem przyjrzyj się programom lojalnościowym, do których należysz. Jeśli posiadasz do nich karty członkowskie, to zbierz je do kupy, rozłóż przed sobą i szczerze odpowiedz sobie na pytania, czy:

  • potrafię określić, kiedy ostatnio dana karta była w użyciu i jak często z niej korzystam?
  • wiem, jakie korzyści wiążą się z posiadaniem danej karty?
  • potrafię wskazać, co dotychczas zyskałam dzięki tej karcie?
  • nadal chcę umożliwiać podmiotowi wystawiającemu tę kartę przetwarzanie moich danych osobowych?

Co można zrobić po przeprowadzeniu takiej analizy?

  • Karty używane bardzo rzadko lub wcale, co do których korzyści masz poważne wątpliwości lub w ogóle nie dostrzegasz korzyści z ich posiadania. Takie karty po prostu zdezaktywuj. Zgłoś ich wystawcy, że rezygnujesz z dalszego udziału w programie lojalnościowym.
  • Karty używane sporadycznie, ale z satysfakcjonującymi Ciebie bonusami. Sprawdź, czy nie możesz ich zastąpić jedną wspólną kartą lojalnościową.
  • Karty używane często, z których czerpiesz wymierne korzyści. Może da się je przechowywać w formie zdigitalizowanej, żeby nie taszczyć ze sobą tyle plastiku? Ja w tym celu używam aplikacji na smartphone’a Tropiciel Okazji. Wprowadziłam sobie do niej numery moich kart i podczas zakupów po prostu wybieram sobie je na telefonie. Karty są w tej aplikacji przedstawiane jako numer klienta i kod kreskowy.
  • Kartoniki do zbierania pieczątek. Jak dla mnie to straszne ustrojstwo. Dostałam już kilka takich kartoników np. do SaladStory i do sklepu odzieżowego. Mają wredną tendencję do szybkiego niszczenia się, gubienia i nieznajdywania w portfelu wtedy, gdy akurat są potrzebne. Rozwiązaniem może być na taką bolączkę aplikacja na smartfona Kekemeke (zwariowana nazwa!). To taka wirtualna przechowalnia i nabijalnia pieczątek u różnych usługodawców 😉
Podobał Ci się ten wpis?

Podziel się informacją o Wyzwaniu Październik Miesiącem Oszczędzania ze znajomymi! Będzie mi miło, gdy udostępnisz wpis na Facebooku, Twitterze, prześlesz link mailem itp. 🙂

Wesprzyj akcję - polub Kobiece Finanse na Facebooku lub śledź blog na Twitterze! Zasubskrybuj blog, jeśli chcesz być na bieżąco z kolejnymi odcinkami Wyzwania PMO 🙂

16 komentarzy do wpisu „PMO#22 Programy lojalnościowe – czy i kiedy naprawdę się opłacają?

  1. Do przechowywania kart używam apki stocard, ale sprawdzę też te proponowane przez ciebie 🙂
    z kart i programów, posiadam payback, ikea (w sumie to nie jako lojalnościowa, ale historia zakupów bez paragonów), rossmann (rabaty, wiadomo) i program Bioderma (używam tych kosmetyków, a w ciągu roku wpada mi kilka dodatkowych produktów, dzięki czemu oszczędzam na nich). i to chyba tyle

    • Po raz kolejny dostaję cynk od czytelniczek o fajnej aplikacji na telefon. Dziękuję Ci ślicznie 🙂 W sumie to nawet temat na kolejny blogowy wpis – porównanie tego typu apek. Życzę cudownej niedzieli <3

  2. Ja tam twardo kolekcjonuję karty lojalnościowe i dlatego tak doceniam aplikacje, które zbierają wszystkie te karty do kupy 🙂
    Ale nie tak łatwo mnie namówić na kartę. Dopiero przy którymś zakupie, jak widzę, że faktycznie wracam do danego miejsca ją zakładam 🙂 Kiedyś używałam Payback, za czasów, kiedy działał w pobliskim markecie i w Empiku. Teraz już nie 🙂 Używam za to aplikacji do cash back z MBanku 🙂

  3. Bardzo ciekawy temat i wpis o programach lojalnościowych, które do tej pory słabo wykorzystywałem pod kątem możliwości znalezienia ekstra oszczędności dla siebie i rodziny. Trzeba będzie się temu tematowi bliżej przyjrzeć 😉 Dzięki!

  4. Nigdy nie zwracałam uwagi na te programy. Mam co prawda, jakieś tam karty, ale nie jest ich dużo, więc nie zaprzątam sobie tym głowy. 🙂

    • Dlatego musimy być czujni i nie rozdawać swoich danych osobowych na lewo i prawo. Do tego też głównie służą sprzedawcom te programy lojalnościowe – do gromadzenia danych i wykorzystywania ich w późniejszym marketingu. Warto mieć tego świadomość. Pozdrawiam!

  5. Wyrobiłam ostatnio kartę PAYBACK. Mam już aż 30 punktów (:D), ale mówiąc szczerze, nie wiedziałam, że niewykorzystane punkty po jakimś czasie przepadają 🙁 Sporo partnerów to sklepy, w których czasami kupuję, więc może uda mi się uzbierać na jakąś ciekawą nagrodę 🙂

    • O przepadaniu punktów dowiedziałam się, gdy mi ich raz zabrakło 😉

      W sumie odkąd czynnie udzielam się w programie Payback, to zawsze, gdy chcę gdzieś pójść na zakupy lub coś kupić online, sprawdzam, czy dany punkt bierze udział w ich programie. To już taki mój odruch. Jeśli nie bierze, to sprawdzam, czy jakiś inny, konkurencyjny sklep go nie oferuje. Wtedy, jeśli różnice cenowe są minimalne, to wybieram punkt paybackowy. Pozdrawiam 🙂

  6. Ja staram się wykorzystywać programy lojalnościowe do maksimum, w szczególności Payback – punkty można zdobywać kupując na Allegro czy oglądając reklamy. Punkty Vitay wymieniam na filtry do wody.

  7. Mnie udało się uodpornić na wszelki programy lojalnościowe. Jak gdzieś nie kupuję to nie zacznę choćby nie wiadomo co mi dawali w zamian. Mam oczywiście karte Payback, bo akurat działa na stacji gdzie służbowo tankuję i parę prezentów już dzięki niej miałam za darmo na różne okazje.
    Za to zupełnie nie przemawia do mnie program Rossmana. Ważność punktów kończy się z końcem roku, dobrze, że mogłam choć przekazać je na fundację. A jak już się damy namówić, to do „przechowywania” kart polecam Stocard 🙂

    • Też nie biorę udziału w programie Rossmanna. Jednak dostrzegam w nim potencjał, jeśli cała, kilkuosobowa rodzina się w nim zaopatruje (i np. dzieciaki mają mniej niż 3 latka, wtedy kupa kasy idzie na pieluchy, chusteczki i inne kosmetyki pielęgnacyjne dla bobasów) i zakupy robi się tam często (kilka, kilkanaście razy w miesiącu). Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz